Znaleziono depesz: 2076
2009-02-27 17:40 Afryce trzeba dać szansę - rozmowa z abp. Henrykiem Hoserem SAC

17 marca Ojciec Święty uda się w swą pierwszą podróż apostolską na kontynent afrykański. Odwiedzi Kamerun i Angolę. Przekaże przedstawicielom poszczególnych episkopatów Instrumentum Laboris II Nadzwyczajnego Zgromadzenia Synodu Biskupów dla Afryki. O problemach Czarnego Lądu i wyzwaniach przed jakimi staje tamtejszy Kościół mówi w wywiadzie dla KAI abp Henryk Hoser, ordynariusz diecezji warszawsko-praskiej, przez wiele lat misjonarz w Afryce.

A oto pełny tekst wywiadu:

KAI: Przeglądając statystyki dostrzegamy, że w Afryce Kościół rozwija się bardzo dynamicznie. Czy uzasadnione są tezy, mówiące, że jest to dla Kościoła kontynent nadziei?

Abp Henryk Hoser: Trzeba pamiętać, że jest to Kościół, który dojrzewa. W większości krajów dotarł on z ewangelizacją w drugiej połowie XIX wieku. Tak więc liczy niewiele ponad sto lat. W istocie jest to bardzo krótki czas. Można zauważyć, że w tym okresie nastąpił proces autonomizacji tego Kościoła również z punktu widzenia kadr. Ogromna większość biskupów to ludzie pochodzenia miejscowego. Zmniejszyła się również liczba misjonarzy, z tym że rzadziej przybywają oni obecnie z Europy, a częściej z Azji i Ameryki Południowej. Często są to członkowie zgromadzeń zakonnych, którzy pragną przeszczepić swój charyzmat również na grunt afrykański.


KAI: W Afryce na jednego kapłana przypada trzykrotnie więcej wiernych niż w Polsce. Jak funkcjonują parafie, jak możliwe jest prowadzenie misji ewangelizacyjnej?

– Ogromnie ważną rolę pełnią katecheci. Głoszą ewangelię, katechizują, organizują życie liturgiczne zarówno w głównych kościołach jak i w stacjach pomocniczych. Kościół afrykański opiera się głównie na apostolacie świeckich. Ważną rolę w ich przygotowaniu pełnią centra katechetyczne. Katecheci, pochodząc z danej wioski doskonale znają sytuację miejscową, potrafią się do niej dostosować i odpowiednio wyrazić przekaz ewangeliczny, również w formach niewerbalnych, poprzez całą kulturę muzyczną, literaturę. Sami układają teksty i melodie liturgiczne, dzięki czemu ludzie uważają je za swoje. Natomiast są to Kościoły przeraźliwie biedne. Zdolność nabywcza tamtejszej ludności jest niemal żadna, oddaje ona często owoce pracy swoich pól niemal za pół darmo. Kraje Czarnego Lądu padają łupem globalnego okradania, bezwzględnej eksploatacji. Pieniądze uzyskiwane ze sprzedaży ich produktów pozwalają jedynie na kupno najbardziej elementarnych artykułów takich jak buty, sól, nafta na oświetlenie domów. Warunki mieszkaniowe, higieniczne są często niesłychanie prymitywne. Obserwujemy ogromną zachorowalność i śmiertelność dzieci jak i dorosłych. Ludność jest nękana chorobami zakaźnymi, wirusowymi, bakteryjnymi i pasożytniczymi, powodującymi ogromne spustoszenie. Nie zapominajmy też o wpływie jaki na zdrowotność ma klęska głodu.

KAI: Ksiądz Arcybiskup zna doskonale pracę katolickich placówek służby zdrowia. Jaką rolę pełnią one w życiu krajów afrykańskich a także w dziele ewangelizacji?

– W wielu krajach afrykańskich mamy do czynienia z bankructwem państwa i jego struktur. W związku z tym, pomimo że związane z parafiami placówki służby zdrowia czy szkolnictwa stanowią mniejszość, to jednak ze względu na swoją skuteczność pokrywają większość potrzeb ludności. Na przykład stanowiąc 40 proc. struktury zaspokajają 60 proc. potrzeb ludności. Świadczy to, że w wielu wypadkach Kościół jest jedyną szansą ratunku dla tych ludzi, którzy często są opuszczeni, eksploatowani, arbitralnie aresztowani, pozbawiani gruntów. Kościół do działalności charytatywnej przywiązuje ogromne znaczenie. Jest ona bowiem narzędziem ewangelizacji, wypływając z bezinteresownej miłości bliźniego. Praca ta jest wykonywana po bardzo niskich kosztach. Mogę powiedzieć, że w ośrodku zdrowia, którego byłem dyrektorem, diagnostyka podstawowa i leczenie przez tydzień, kosztowały pacjenta 1 dolara. To są koszta niesłychanie niskie, pozwalające ludziom jednak choć trochę partycypować w kosztach rzeczywistych. Ma to spore znaczenie, bowiem jeśli otrzymują coś za darmo, nazbyt to cenią, uważając, że za darmo nic wartościowego dostać nie można.
Pragnę powiedzieć, że mit-legenda Matki Teresy powiela się w setkach konkretnych sytuacji, gdzie siostry, zgromadzenia zakonne często pracują heroicznie.

KAI: Afryka ma sporo powołań a zarazem istnieje problem ich właściwej formacji. Ksiądz Arcybiskup zna doskonale te sytuacje. Jakie wyzwania wydają się w tym kontekście najważniejsze?

– Kandydatów nie brakuje. Pierwszym zasadniczym zadaniem jest dokonanie właściwej selekcji. Trzeba bowiem pamiętać, że w obliczu panującej biedy powołanie kapłańskie czy zakonne jest też związane z perspektywą awansu społecznego. Mogą się więc zdarzać przypadki, gdzie nie ma motywacji religijnej, a kandydaci zgłaszają się jedynie ze względów utylitarnych. Tak więc w kontakcie osobistym trzeba wyłuskać to, co jest właściwym powołaniem, a i po tej selekcji mamy bardzo wielu kandydatów, których jest bardzo trudno utrzymać i zapewnić im wykształcenie na poziomie uniwersyteckim pierwszego cyklu. Potrzebują oni książek, komputerów, sal wykładowych, kaplic.
Obok problemów materialnych występuje też problem braku kadr. Po pierwsze – własnych wykładowców. Seminaria nie są w stanie utrzymać swoich profesorów na minimalnym poziomie, na jakim profesor musi żyć, żeby być w kontakcie z myślą teologiczną w świecie. Choćby książki, które w kontekście afrykańskim są czymś szalenie drogim. W wielu wypadkach nie ma możliwości kontaktu przez internet, bo nie ma przekaźników. Zatem pomoc dla misji powinna polegać np. na wysyłaniu profesorów na krótkie pobyty, wykłady gościnne (tzw. visiting professors), wysyłaniu książęk dla bibliotek, wysyłaniu wykształconych kadr medycznych.
Zajmują się tym m.in. pewne środowiska w Polsce. W Krakowie prof. Zbigniew Chłap z Wydziału Lekarskiego UJ organizuje wyjazdy lekarzy-specjalistów na krótkie pobyty, leczących czy operujących w sytuacjach przygotowanych przez lekarzy miejscowych, gdzie pacjent wymaga jednak wysokiej kompetencji lekarza z Polski. Zauważmy, że zmienia się oblicze misji. Dzisiaj nie wystarcza już sama gotowość i ciekawość egzotyki. Misja musi być bardzo dobrze przygotowana poprzez specjalistyczne szkolenia jakie mamy w Polsce na przykład w Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie: przygotowanie językowe a także przygotowanie rzeczowe, pozwalające przejść z tej pierwszej fazy zafascynowania egzotyką do poczucia codzienności.

KAI: Różne organizacje międzynarodowe na terenie państw rozwijających się pod pozorem walki z ubóstwem czy epidemii AIDS nachalnie propagują antykoncepcję. Jakie zadania w związku z tym stają przed duszpasterstwem rodzin w Afryce?

– Antykoncepcję propaguje się w Afryce zarówno pod pozorem walki z AIDS jak i bez żadnych pozorów, uznając, iż receptą na różne problemy Czarnego Lądu jest zmniejszenie liczby mieszkańców tego kontynentu. Przypomnijmy, że zaludnienie jest w Afryce niesłychanie niskie i na 1 km² przypada tam około 30 osób. Spadek liczby urodzin nie jest więc środkiem, który mógłby rzeczywiście doprowadzić do redukcji ubóstwa. Trzeba pamiętać, że człowiek zanim stanie się konsumentem jest najpierw producentem. Afryka jest zdolna się wyżywić, a nawet eksportować żywność, o ile da się jej możliwości rozwoju. A tych szans ona często nie otrzymuje.

KAI: Jak Afrykańczycy postrzegają tę politykę organizacji międzynarodowych?

– Na naszym kontynencie nurty te są niejako ukryte w nowej, postmodernistycznej kulturze, która wydaje się być kulturą spontaniczną. Tymczasem ta zmiana mentalności jest zdalnie sterowana i to bardzo jasno wychodzi w Afryce, gdzie wspomniane programy są propagowane bez zawoalowania i z użyciem ogromnych środków. Ich celem jest lansowanie antykoncepcji prowadzącej do zatomizowania społeczeństwa. Afryka stworzyła kulturę wspólnoty, całą sieć relacji międzyludzkich i ich porwanie, tworzenie środowiska anonimowego, ludzi żyjących w krótkotrwałych i przypadkowych związkach, to śmiertelne zagrożenie dla Afryki. Rozprzestrzenianie się na tym kontynencie AIDS spowodowane jest rozkładem więzi społecznych, mnożeniem partnerów seksualnych, co powoduje zwiększenie złośliwości wirusów, a wszystko to w bardzo kiepskich warunkach higienicznych. Powoduje to niezwykle szybkie rozprzestrzenianie się wirusa HIV, tym bardziej, że nie wszyscy mają dostęp do nowoczesnych środków leczenia choroby. Przypominam, że powodują ją określone zachowania seksualne, generowane przez politykę organizacji międzynarodowych, które ponoszą ogromną odpowiedzialność za to, co dzieje się dziś w Afryce. Niestety mają w tym swój udział niektóre agendy ONZ.

KAI: Księże Arcybiskupie! Jakie znaczenie ma dla kontynentu afrykańskiego hasło Synodu? Jaką rolę może odegrać Kościół w jednaniu społeczeństw, plemion, rodzin?

– Mówiąc o temacie zbliżającego się II Zgromadzenia Nadzwyczajnego Synodu Biskupów dla Afryki, którego temat brzmi „Kościół w Afryce w służbie pojednania, sprawiedliwości i pokoju” warto go porównać z tematem poprzedniego Synodu dla Afryki, który odbył się w Watykanie w 1994 r (10 kwietnia – 8 maja). Obradowano wówczas pod hasłem: „Kościół w Afryce, jego misja ewangelizacyjna w perspektywie roku 2000. Będziecie moimi świadkami”. Brałem w nim udział jako ekspert w dwóch dziedzinach: apostolstwa rodzin oraz rozwoju.

O ile pierwszy z synodów afrykańskich był skoncentrowany na ewangelizacji bezpośredniej i badał dojrzałość młodych Kościołów afrykańskich, to obecny, obradujący po 15 latach będzie się koncentrował na zagadnieniach sprawiedliwości i pokoju ale również pojednania ze wzglądu na endemiczne i chroniczne konflikty w wielu krajach Czarnego Lądu a także pogłębiające się biedę i chaos tego kontynentu. Będzie to okazja do przyjrzenia się sytuacji, ale również zastanowienia się nad źródłami istniejących napięć i możliwościami wyjścia z tego, co stanowi cierpienie milionów ludzi, mieszkańców tego kontynentu. Jest to więc zmiana akcentu na sprawy społeczne, polityczne, gospodarcze, z których wynika trudna sytuacja Czarnego Lądu. Myślę, że to bardzo dobre dopełnienie tamtego, pierwszego Synodu dla Afryki, dlatego, że ewangelizacja na misjach zawsze szła w parze z wysiłkiem na rzecz rozwoju ludów i narodów.

KAI: Konflikty na kontynencie afrykańskim mają bardzo zróżnicowane podłoże. Dlaczego nieustannie do nich dochodzi, nawet w krajach względnie dostatnich i niegdyś stabilnych?

– W każdym z nich mają swój udział zarówno czynniki gospodarcze, etniczne jak i polityczne.

Przypomnijmy, że Afryka jako kontynent weszła ostatnia w obieg światowej cywilizacji. Takie są też etapy ewangelizacji. Po pierwszym obejmującym północną część kontynentu w okresie Imperium Rzymskiego, z którym związane są postacie św. Augustyna, św. Cypriana, Tertuliana, wielkiej szkoły aleksandryjskiej, mnichów egipskich, Etiopii (gdzie do dzisiaj istnieje starożytny Kościół koptyjski), nastąpiły wieki stagnacji. Dopiero okres wielkich odkryć geograficznych rozpoczynający się na przełomie XV i XVI wieku przyniósł ewangelizację kolonii hiszpańskich i portugalskich na obrzeżach Afryki. W procesie tym uczestniczyły również inne kraje europejskie. Jednak etap ten nie miał głębszych korzeni. Obejmował jedynie miasta portowe i nie wnikał w głąb lądu. Dopiero ekspansja geograficzna, ekonomiczna Europy i epoka kolonialna w XIX wieku doprowadziły do pogłębienia działalności ewangelizacyjnej. Z tym okresem wiąże się również sztuczne wytyczenie granic, wzdłuż linijki, przez kongres berliński w 1885 roku.

Nie zapominajmy, że w Afryce nie było państw typu europejskiego, lecz istniały księstwa plemienne, kontakty utrzymywano jedynie z najbliższymi sąsiadami. Afryka nie miała świadomości, że należy do większej całości jaką jest świat i z tym światem nie utrzymywała żadnych kontaktów. Ten proces wchodzenia w obieg idei i wartości materialnych krajów bardziej rozwiniętych przyszedł bardzo późno, najczęściej w XIX wieku. By przekształcić Afrykę ze struktury plemiennej w strukturę nowoczesnego państwa trzeba by poświęcić znacznie więcej czasu, niż miało to miejsce. Jestem przekonany, że okres kolonialny trwał za krótko, żeby wykształcić kadry niezbędne dla samodzielnego kierowania nowoczesnym państwem. Metropoliom wiele się zarzuca, w tym eksploatację, która rzeczywiście miała miejsce. Pamiętajmy jednak, że dokonywały one również ogromnych inwestycji. Ten proces został przerwany na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, gdy na tle rywalizacji między Wschodem a Zachodem doszło do dekolonizacji. Kraje afrykańskie wykorzystywały tę walkę, wiązały się z jednym lub drugim obozem, niekiedy przechodząc z jednego do drugiego.

Afryka interesowała kraje „półkuli północnej” ze względu na posiadane surowce. Są to z jednej strony zasoby leśne – możliwość pozyskiwania drewna dla przemysłu papierniczego czy meblarskiego. Wiele krajów Czarnego Lądu posiada również bogate złoża mineralne: złoto, diamenty, ropę naftową... W związku z tym Afryka stała się przedmiotem eksploatacji ze strony koncernów międzynarodowych, których działalność bardzo trudno można kontrolować. To właśnie koncerny doprowadziły do jednostronnej eksploatacji bez inwestycji. Zjawisko to spowodowało coraz poważniejsze zadłużenie krajów afrykańskich, które nie są zdolne nie tylko do spłacenia długu, ale także narastających lawinowo odsetek.

Wytworzyła się grupa liderów tych państw, które Michel Schooyans z Katolickiego Uniwersytetu w Leuven określił mianem „kleptokracja”. Owi przywódcy, skorumpowani przez wielkie mocarstwa, a w coraz większej mierze przez koncerny żyli z łapówek, a uzyskane fundusze, przekraczające często dług zagraniczny owych krajów umieszczali na kontach w bankach szwajcarskich. Tymczasem ludność popadała w coraz większą nędzę. To, co zbudowano w okresie kolonialnym, zostało później zrujnowane. Dzisiaj w Afryce jest bardzo mało inwestycji, mieszkańcy kontynentu dotkliwie odczuwają brak bezpieczeństwa nie tylko osobistego ale i żywnościowego czy sanitarnego. Znoszą niebywałe cierpienia niekończących się bratobójczych wojen podsycanych z zewnątrz.
Często przywódcy grup zbrojnych za zyski ze sprzedaży surowców zakupują broń, by prowadzić dalsze walki, powiększać kontrolowany przez siebie obszar, na którym znajdują się bogactwa naturalne.

KAI: Zauważmy, że na te problemy społeczno-polityczno-gospodarcze nakładają się różnice religijne. Katolicy stanowią zaledwie 1/6 mieszkańców Afryki. Jak wyglądają relacje między wyznawcami poszczególnych religii czy odłamów chrześcijaństwa?

– Po pierwsze trzeba przypomnieć, że na Czarnym Lądzie istniały religie plemienne, naturalne. W większości uznawały one istnienie najwyższego boga, ale bardzo odległego. Natomiast w praktyce ten obszar duchowy, religijny zapełniały niezliczone bóstwa a zarazem duchy zmarłych przodków, które interweniują w życiu żywych, w życiu codziennym i właściwie determinują wszystkie jego szczegóły. Zarówno wypadki losowe szczęśliwe i nieszczęśliwe, choroby i śmierć, powodzenie jak i niepowodzenia. Wszystko w wyobraźni zbiorowej jest uwarunkowane interwencją duchów. Religia ta nie była w żaden sposób zracjonalizowana, nie była religią księgi, lecz określała ją tradycja oralna, przekazywana z pokolenia na pokolenie w ludzkiej pamięci. Nie miała ona struktury hierarchicznej ani też ustalonego kapłaństwa. Istotną rolę w codziennym życiu pełnili czarownicy, wróżbici do których zwracano się w celu rozwiązania problemów, wprowadzenia w pewne ryty. Były to religie bardzo słabe, osadzone w folklorze.

Afryka nie zbudowała wielkiej kultury materialnej, natomiast niesłychanie rozwinęła bogate, skomplikowane, shierarchizowane stosunki społeczne, kształtowane przez środowisko, tradycję, obszar na którym je nawiązywano, ale też wielowiekowe migracje wewnętrzne plemion. W ten świat wtargnął Europejczyk czy Arab nie tylko z wielkimi możliwościami ekspansji fizycznej – posiadający broń palną i szereg wynalazków – ale także z planami religijnymi, politycznymi i gospodarczymi.

Trzeba też przypomnieć o tragedii niewolnictwa. O ile wschodnie wybrzeże Afryki było terenem ekspansji tzw. esklaważystów arabskich, to zachodnie było eksploatowane przez europejskich handlarzy niewolników. Dostarczali oni ludzi młodych, zdrowych i silnych zarówno do Europy jak i na plantacje w Ameryce. To niesłychanie osłabiło potencjał demograficzny Afryki, która i tak była już przetrzebiona przez endemiczne choroby tropikalne.
W procederze tym mieli swój udział także miejscowi władcy, czerpiący korzyści z wyłapywania swych ziomków. Handel niewolników jest czarną plamą na Afryce. Zostawił ślad na dzisiejszej psychice Afrykańczyków, którzy mają świadomość, że byli przez wieki eksploatowani.

Wkroczenie bardzo silnych religii – islamu i chrześcijaństwa – zależało w znacznej mierze od mocarstw kolonialnych. Brytyjczycy propagowali anglikanizm, Niemcy protestantyzm, zwłaszcza luteranizm. Na terenach francuskich działał Kościół katolicki, ale nurty laicystyczne we Francji w XIX wieku spowodowały, że relacje między władzami a Kościołem nie były najlepsze.
W tamtym okresie nie było jednak wojen religijnych. Konfrontacje rozpoczęły się dopiero w epoce postkolonialnej. Związane były ze wzbogacaniem i emancypacją krajów arabskich, które przeznaczały ogromne środki na islamizację Afryki. Promotorem tego procesu była najpierw Libia, a obecnie Arabia Saudyjska. Kraj ten finansuje budowę meczetów, szkół islamskich, a także prowadzenie na wzór misjonarzy chrześcijańskich działalności charytatywnej.
Misje chrześcijańskie rozwinęły model klasyczny, polegający na ewangelizacji, tworzeniu parafii, wychowywaniu miejscowej hierarchii, tworzenie zgromadzeń zakonnych, rozwijaniu posługi charytatywnej, edukacyjnej czy też służby zdrowia. Kościół w Afryce pełni do dzisiaj te funkcje, które spełniał w Europie w okresie średniowiecza i później.

KAI: Jakie są szanse na jednanie wyznawców rożnych religii?

– Z moich doświadczeń dotyczących Afryki Środkowej, okolic źródeł Nilu mogę powiedzieć, że nie było otwartych konfliktów religijnych. Co więcej na nasze uroczystości – np. inaugurację parafii, czy poświęcenie kościołów – zapraszaliśmy również zwierzchników wspólnot muzułmańskich. I była to obecność, z zachowaniem wzajemnego szacunku. Obecnie trwające konflikty przybrały charakter niesłychanie groźny. Na przykład w południowym Sudanie arabska ludność pochodząca z północy kraju zwalcza nawet swych islamskich współwyznawców pochodzenia afrykańskiego. Jest to m.in. dramat Darfuru. Przecież większość osób w znajdujących się na pograniczu Czadu i Sudanu obozów dla uchodźców stanowią muzułmanie albo wyznawcy religii tradycyjnej.
Doszło do gwałtownego zaostrzenia sytuacji na północy Nigerii, gdzie pojawił się nurt fundamentalistyczny islamu i zaczęto prześladować chrześcijan, palić parafie, mordować ludzi. Nie zawsze spotykało się to z aktywnym przeciwdziałaniem władz.
Z drugiej strony chciałbym zaznaczyć, że Kościół katolicki jest w Nigerii niezwykle silny. Ma doskonale rozwiniętą strukturę, bardzo wielu biskupów, księży, sióstr miejscowych. Również w Wybrzeżu Kości Słoniowej doszło do spięć na tle religijnym, gdzie rebelia przyszła z północy – z krajów silnie zislamizowanych, Burkina Faso czy Mali. W tamtejszym konflikcie mamy do czynienia zarówno z czynnikiem religijnym jak etnicznym, politycznym.

KAI: Na ile pielgrzymka Benedykta XVI może wpłynąć na załagodzenie konfliktów? Dać nowy impuls w życiu tamtejszych Kościołów?

– To będzie pielgrzymka nadziei – zwrócenie uwagi na Afrykę. Zauważmy, że media niewiele albo nic nie piszą o Czarnym Lądzie. O ile przed kilkudziesięciu laty pisało się wiele, to praktycznie po tragedii Rwandy czyli po 1994 roku nad Afryką rozciągnięto zasłonę milczenia. Kontynent ten istnieje tylko w wyspecjalizowanych radiostacjach i prasie. Szeroko pojęta opinia publiczna nie ma orientacji w wydarzeniach afrykańskich, nie wie dlaczego jest tam aż tak źle.

KAI: Czym na tym tle wyróżniają się kraje, które odwiedzi Ojciec Święty – Angola i Kamerun?

– Kamerun nie jest teatrem gwałtownych starć, miał szansę żyć w pokoju, ale jest to kraj, który rozwija się bardzo powoli, znajduje się w stadium stagnacji. Natomiast Angola padła ofiarą wieloletniego konfliktu zbrojnego, który wyniszczył ją ludnościowo i gospodarczo. Podziały nadal się utrzymują i sprawiają, że również ten kraj się nie rozwija. A jeśli już to chaotycznie, czego przykładem stolica – Luanda. Ludzie opuszczają wieś i udają się do niej z mirażem wielkiego miasta. Koczują potem w bardzo złych warunkach sanitarnych.
Można więc powiedzieć, że są to kraje, którym Ojciec Święty przynosi nadzieję nie tylko dlatego, że jest najwyższym autorytetem moralnym na świecie. Także dlatego, że sprawi, iż przez krótki choć czas reflektory całego świata skierowane będą na kontynent afrykański.

Chciałbym powiedzieć, że pomimo trudnych warunków i ogromnego cierpienia milionów Afrykańczyków ten Kościół rośnie, wierzy w życie i w to, że promotorem misji jest Duch Święty.

Rozmawiał: o. Stanisław Tasiemski OP

*
Arcybiskup Henryk Hoser, urodził się 27 listopada 1942 r. w Warszawie. Po maturze podjął studia na Akademii Medycznej w Warszawie, uzyskując – w 1966 r. dyplom lekarski. Następnie pracował na tej uczelni jako asystent. W roku 1968 wstąpił do Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego (Księża Pallotyni), składając 8 września 1970 r. pierwszą profesję zakonną. Odbył studia filozoficzno-teologiczne w Wyższym Seminarium Duchownym w Ołtarzewie, a święcenia kapłańskie otrzymał w roku 1974 z rąk bpa Władysława Miziołka.

Po rocznym kursie języka rwandyjskiego i medycyny tropikalnej w Paryżu udał się do Rwandy, gdzie pracował przez 21 lat. Był tam duszpasterzem, proboszczem, animatorem duszpasterstwa rodzinnego, organizatorem wielu sesji formacji apostolstwa świeckich, promotorem apostolstwa słowa drukowanego.
W 1978 r., założył w stolicy kraju – Kigali Ośrodek Medyczno-Socjalny, którym kierował przez 17 lat, oraz Centrum Formacji Rodzinnej (Action Familiale). Przez kilka lat pełnił również funkcje Sekretarza Komisji Episkopatu ds. Służby Zdrowia, a następnie Komisji Episkopatu ds. Rodziny. Na kilka lat został też wybrany Przewodniczącym Związku Stowarzyszonych Ośrodków Medycznych w Kigali (BUFMAR), Kierownikiem Centrum Monitoringu Epidemii AIDS i programu opieki psycho-medycznej i socjalnej chorych na AIDS. Był też przewodniczącym Konferencji Wyższych Przełożonych Instytutów Zakonnych i Stowarzyszeń Życia Konsekrowanego w Rwandzie (COSUMA).
Po wojnie domowej w 1994 r. na czas nieobecności Nuncjusza Apostolskiego, Stolica Apostolska mianowała go Wizytatorem Apostolskim na Rwandę. W tym charakterze Ks. Henryk Hoser wizytował diecezje, mianował administratorów apostolskich na wakujące diecezje, pomagał biskupom i kapłanom organizować na nowo pracę duszpasterską. Pozostał w Rwandzie do przybycia w 1996 r. nowego nuncjusza apostolskiego – abp Juliusza Janusza.
Po opuszczeniu tego kraju, w latach 1996-2003 z ramienia Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów odbył kilka wizyt apostolskich w Wyższych Seminariach Duchownych na terenach misyjnych.
22 stycznia 2005 r., Jan Paweł II mianował go arcybiskupem i Sekretarzem Pomocniczym Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów oraz Przewodniczącym Papieskich Dzieł Misyjnych. Misję tę pełnił do 24 maja 2008 r., gdy Benedykt XVI mianował go biskupem warszawsko-praskim.
Rozmawiał o. Stanisław Tasiemski OP / Warszawa
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 27 lutego 2009
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2009-02-27 15:29 Spór o szkołę w Józefowie: Fundacja Schola – Konwalia będzie się odwoływać od decyzji starosty

Fundacja Schola – Konwalia zapowiada, iż odwoła się od decyzji starosty otwockiego, przyznającej prawo do prowadzenia Szkoły im. św. Pawła z Tarsu w Józefowie Towarzystwu Absolwentów KUL. Zdaniem Fundacji nieścisłości prawne będące podstawą tej decyzji powstały w wyniku uchybienia ze strony Towarzystwa Absolwentów KUL.

W wyniku analizy całej dokumentacji związanej ze sporem o prowadzenie Szkoły im. św. Pawła z Tarsu w Józefowie, starostwo powiatowe w Otwocku 13 lutego stwierdziło, że prawo do prowadzenia szkoły przysługuje jej założycielowi, czyli Towarzystwu Absolwentów Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, nie zaś Fundacji Schola – Konwalia, związanej z Bractwem św. Piusa X. Fundacja zapowiada, że po uzyskaniu pisemnego uzasadnienia decyzji starosty zostanie ona zaskarżona do odpowiedniego organu odwoławczego.

W przesłanym KAI oświadczeniu Fundacja podkreśla, że nieścisłości prawne będące podstawą decyzji starosty powstały w wyniku uchybienia ze strony Towarzystwa Absolwentów KUL. Wyjaśnia, że przekazanie Fundacji prowadzenia liceum nastąpiło w sierpniu 2005 r. na wniosek prezesa TPKUL, dyrektor szkoły, Wiesławy Saneckiej – Tombacher.

„Pani Wiesława Saneckiej-Tombacher jako prezes TPKUL dokonała w 2005 r. w otwockim starostwie zmiany organu prowadzącego z TPKUL na Fundację Schola-Konwalia, lecz uczyniła to bez wymaganego w statucie TPKUL umocowania, a urząd przy tej czynności nie sprawdził jej pełnomocnictw. Skutki obecnej sytuacji prawnej wypływają zatem z zaniedbania urzędników oraz z działania p. Tombacher” – czytamy.

Zarząd Fundacji zwraca również uwagę, że w konsekwencji kwestionowanego obecnie aktu z sierpnia 2005 r. Bractwo św. Piusa X za pośrednictwem Fundacji zainwestowało w budowę szkół w ciągu trzech kolejnych lat kwotę ok. 1,8 mln. zł.

Szkoła im. św. Pawła z Tarsu w Józefowie założona została w 1991 r. przez Towarzystwo Absolwentów Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. W związku z trudnościami z budową nowej siedziby szkoły, dyrekcja w 2004 r. nawiązała współpracę z Bractwem św. Piusa X, które występować miało w charakterze inwestora. W 2005 r. wspólnie powołano Fundację Schola – Konwalia, która wspierać miała budowę. W 2008 r. Bractwo wystąpiło z szeregiem inicjatyw, które wskazywały, że zamierza przejąć kierownictwo nad szkołą i prowadzić ją według własnych zasad, choć bez wiedzy i zgody rodziców. W listopadzie 2008 r. Rada Fundacji usunęła ze swego grona dyrektor szkoły Wiesławę Tombacher. 2 lutego 2009 r. z inicjatywy Wiesławy Tombacher uczniowie wyprowadzeni zostali ze szkoły i przeprowadzeni do starej siedziby, przy ul. Piotra Skargi 24.
maj / Warszawa
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 27 lutego 2009
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2009-02-23 15:37 Warszawa: ogólnopolska konferencja o samobójstwach wśród nastolatków

- Co 3 sekundy na świecie podejmowana jest próba samobójcza, co 40 sekund samobójca umiera. Niestety coraz częściej zamachu na swoje życie dokonują ludzie młodzi – mówili uczestnicy ogólnopolskiej konferencji pt. „Suicydologia wśród nastolatków”, która odbyła się w poniedziałek w podziemiach katedry warszawsko – praskiej. O tym jak pomagać potencjalnym samobójcom debatowali m.in. lekarze, nauczyciele, psychologowie i duchowni.

Gospodarz spotkania, abp Henryk Hoser powiedział, że czymś wstrząsającym jest targnięcie się na życie człowieka, przed którym w zasadzie się ono dopiero co rozpoczyna. Dodatkowym niepokojem napawa fakt, że jest to problem narastający, a w wielu krajach samobójstwa stanowią główną przyczynę zgonów wśród młodzieży, zaraz po wypadkach drogowych. Abp Hoser stwierdził, że sytuacja ta jest odbiciem stanu społeczeństw.

Samobójstwa to problem globalny, problem wszystkich państw. Pochłaniają więcej ofiar niż wojny i zabójstwa – mówił prof. Brunon Hołyst, twórca Towarzystwa Suicydologicznego w Polsce. Zaznaczył, że w Europie więcej osób ginie w wyniku samobójstw niż w wypadkach drogowych. Podkreślił, że co 3 sekundy podejmowana jest próba samobójcza, a co 40 sekund – próba udana.

Prof. Hołyst poinformował też, że w 2000 r. samobójstwo popełniło 1 mln. osób, a według prognoz, w 2020 r. liczba ta wzrośnie do ok. 1,5-1,8 mln. Naukowiec powiedział też, że najwięcej samobójstw dokonywanych jest w krajach Europy Wschodniej – w Rosji, na Litwie, Łotwie i Estonii, a najmniej w krajach Ameryki Łacińskiej, w krajach muzułmańskich i w krajach Dalekiego Wschodu, m.in. w Japonii. Jeśli chodzi o Afrykę, to brak wystarczających danych.

Odnosząc się do polskich statystyk prof. Hołyst zauważył, że kobiety popełniają samobójstwo 5 razy rzadziej niż mężczyźni. „To mężczyźni są słabą płcią” – zaznaczył.

Badacz poinformował też, że obserwuje się tendencję do wzrostu zachowań samobójczych wśród młodych: obecnie jest to trzecia najczęstsza przyczyna zgonów wśród osób od 15 do 34 roku życia.

Zanalizował też wyniki badań odnośnie samobójstw w grupie dzieci od 9 do 13 roku życia. Przyczyną jest najczęściej odrzucenie: trudności w szkole, problemy rodzinne, czy nieodwzajemniona miłość (10 proc.). Towarzyszy im poczucie beznadziejności, chęć ucieczki. Samobójstwo ma być rozwiązaniem problemu – pozbawieniem się świadomości, po to, by nie myśleć i nie przeżywać cierpienia.

- Samobójstwo, choć wyraża się poprzez zamach na ciało, jest w gruncie rzeczy zamachem na duszę. Pomoc medyczna ofierze zatrucia nie różni się wiele od pomocy osobie, która celowo np. przedawkowała leki, a jednak różnica jest zasadnicza. Uratować życie, to uratować ciało. Uratować człowieka, to uratować chęć życia. Tej pomocy musimy się również uczyć udzielać – ocenił prof. Hołyst.

Dr Marian Kopciuch, przedstawiciel służby więziennej, przedstawił uwarunkowania młodych osób, które dokonały samobójstwa w zakładzie karnym. Ok. 70 proc. z nich to osoby żyjące w złych warunkach materialnych, o niskim lub bardzo niskim wykształceniu, często np. z doświadczeniem powtarzania klasy. Większość pochodziła z pełnych rodzin, lecz takich, w których ojciec nie pełnił właściwie funkcji wychowawczych – był alkoholikiem, lub sam popadł w konflikt z prawem. Część wychowywana była przez samotne matki. Większość – jak podkreślił prelegent – to osoby wierzące ale niepraktykujące.

O dużym znaczeniu pracy terapeutycznej z potencjalnym młodym samobójcą mówił Waldemar Piekarski. Analizując konkretne przypadki osób o myślach samobójczych, z tendencją do alkoholu, autoagresji, czy samookaleczania wyjaśnił, jak dzięki intensywnej pracy terapeutów z tymi osobami udało się zmienić ich destruktywne podejście.

Konferencja zorganizowana została przez Duszpasterstwo Więzienne i Dyrekcję Służby Więziennej we współpracy z diecezją warszawsko – praską.
maj / Warszawa
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 23 lutego 2009
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2009-02-18 18:26 Lefebryści nie mają praw do prowadzenia szkoły w Józefowie

- Opanowana przez Lefebrystów Fundacja Schola - Konwalia nie ma i tak naprawdę nigdy nie miała prawa do prowadzenia szkoły im. Św. Pawła z Tarsu w Józefowie – podkreśla dyrektor szkoły Wiesława Tombacher. Starostwo powiatowe w Otwocku zdecydowało, że prawo to przysługuje Towarzystwu Absolwentów KUL. Dziś odbywa się spotkanie przedstawiciela kuratorium z dyrekcją szkoły oraz rodzicami.

Jak wyjaśnia dyrektor szkoły Wiesława Sanecka – Tombacher, w wyniku analizy całej dokumentacji, starostwo powiatowe w Otwocku 13 lutego ostatecznie stwierdziło, że prawo do prowadzenia szkoły im. św. Pawła z Tarsu w Józefowie przysługuje jej założycielowi, czyli Towarzystwu Absolwentów Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Oznacza to, że wszystkie zajęcia prowadzone są zgodnie z prawem, a zatem uczniowie realizują obowiązek szkolny i nie powinni mieć żadnych problemów z otrzymaniem świadectw pod koniec roku szkolnego. Jak wyjaśnia dyrektor Tombacher, wątpliwości w tym względzie związane były z zamieszaniem wprowadzonym przez Fundację Schola – Konwalia, która miała rzekomo przejąć prowadzenie placówki.

Dyrektor Tombacher podkreśla, że statut założonej w 2005 r. Fundacji Schola – Konwalia nie zawierał wzmianki o prowadzeniu szkół, a jedynie o wspomaganiu szkół – budowie, stypendiach itp. „Nigdy tak naprawdę Fundacja nie prowadziła szkoły, choć rozpoczęto pewną procedurę w tym kierunku” – podkreśla dyrektor. „Niestety wyjaśnienie tego nieporozumienia wymagało czasu” – dodaje.

Fundacja Schola – Konwalia, opanowana – jak podkreśla dyrektor Tombacher – przez Lefebrystów, jest natomiast właścicielem budynku, w którym dotychczas mieściła się szkoła. 2 lutego w związku z próbą przejęcia szkoły przez członków i sympatyków Bractwa św. Piusa X, młodzież wyprowadzona została do dawnej siedziby szkoły mieszczącej się w starej plebanii przy ul. Piotra Skargi 24. Budynek ten jednak prawdopodobnie nie spełnia odpowiednich norm.

Jak informuje dyrektor Tombacher, dzięki pomocy kurii warszawsko – praskiej uczniowie od 9 lutego przebywają na tzw. „zielonej szkole” w Domu Prowincjalnym Instytutu Ojców Szensztackich w Józefowie. „Nie można było prowadzić lekcji, dzieci były nachodzone, m.in. przez dziennikarzy. Teraz, na ‘zielonej szkole’ prowadzone są normalne zajęcia. Uczniowie wrócą, gdy wyjaśniona zostanie sytuacja siedziby szkoły” – podkreśla dyrektorka.

Jak zaznacza, sytuacja znajdzie rozwiązanie prawdopodobnie w ciągu kilku dni. Prowadzone są w tej sprawie bardzo konkretne rozmowy. Dyrektor Tombacher nie chce zdradzać szczegółów ze względu na dobro dzieci i szkoły, stwierdza jedynie, że uczniowie – zgodnie z wolą rodziców – nie powrócą do siedziby będącej własnością Lefebrystów.

W związku z konfliktem wokół szkoły, dziś odbywa się spotkanie rodziców, dyrekcji i przedstawiciela kuratorium.

„Celem spotkania jest powiadomienie rodziców o sytuacji prawnej szkoły, która dziś już jest klarowna. Wyjaśnić należy też sytuację siedziby szkoły, która według wpisu z 13 lutego mieści się przy ul. Piotra Skargi 24. Muszą tam być zapewnione odpowiednie, bezpieczne warunki. Nie możemy dzieci narażać. Ta sprawa jest bezdyskusyjna. Jeśli warunki okażą się nieodpowiednie, będziemy mogli wystąpić o likwidację szkoły” – informuje kurator Katarzyna Góralska.

Jak zapowiada, przewidziane są również rozmowy z Fundacją Schola – Konwalia.

W spotkaniu bierze udział również przedstawiciel kurii warszawsko – praskiej – w charakterze obserwatora.

Szkoła im. św. Pawła z Tarsu w Józefowie założona została w 1991 r. przez Towarzystwo Absolwentów Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. W związku z trudnościami z budową nowej siedziby szkoły, dyrekcja w 2004 r. nawiązała współpracę z Bractwem św. Piusa X, które występować miało w charakterze inwestora. W 2005 r. wspólnie powołano Fundację Schola – Konwalia, która wspierać miała budowę. W 2008 r. Bractwo wystąpiło z szeregiem inicjatyw, które wskazywały, że zamierza przejąć kierownictwo nad szkołą i prowadzić ją według własnych zasad, choć bez wiedzy i zgody rodziców. W listopadzie 2008 r. Rada Fundacji usunęła ze swego grona dyrektor szkoły Wiesławę Tombachar, co oznaczało, że Bractwo przejmuje całkowitą kontrolę nad Fundacją. 2 lutego 2009 r. z inicjatywy dyrektorki Wiesławy Tombacher uczniowie wyprowadzeni zostali ze szkoły i przeprowadzeni do starej siedziby, przy ul. Piotra Skargi 24.
maj / Warszawa
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 18 lutego 2009
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2009-02-11 17:37 Warszawa: Abp Hoser odwiedził pacjentów Centrum Zdrowia Dziecka

W największym w Polsce szpitalu dziecięcym - Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie-Międzylesiu Mszy św. z okazji Światowego Dnia Chorego przewodniczył dziś abp Henryk Hoser. Spotkał się tam z najmłodszymi pacjentami oraz odwiedził Klinikę Kardiochirurgii, gdzie wykonywane są operacje wrodzonych wad serca u dzieci.

Abp Hoser zwracając się do najmłodszych pacjentów powiedział podczas Mszy w szpitalnej kaplicy, że dzieci chore są bardzo mądre w swoim cierpieniu. „Ono pobudza do myślenia tak, że zaczynacie odkrywać wszystkie strony życia: dobre i złe” – zauważył biskup warszawsko-praski.

Przywołując papieskie orędzie na tegoroczny Światowy Dzień Chorego wezwał do solidarności z dziećmi cierpiącymi, zwłaszcza dziećmi zranionymi na ciele i duszy wskutek konfliktów i wojen oraz tymi, które są ofiarami bezmyślnej nienawiści dorosłych.

Biskup warszawsko-praski wspomniał też swoją posługę misjonarza i lekarza-pediatry w Afryce. Wyznał, że bywał bezsilny, gdy umierały dzieci, które – jak się wyraził – można by uratować w Europie, ale nie tam, w Afryce, gdzie brakowało podstawowych lekarstw.

W Eucharystii oprócz dzieci przebywających na leczeniu w Centrum Zdrowia Dziecka uczestniczyli także ich rodzice oraz personel medyczny – przedstawiciele różnych oddziałów. Wśród nich był także lekarz pochodzący z Rwandy, aktualnie pracujący na Oddziale Chorób Metabolicznych CZD. W kraju tym abp Hoser był na misjach w latach 1975-1996.

Biskup warszawsko-praski podczas odwiedzin Centrum Zdrowia Dziecka wysłuchał programu artystycznego przygotowanego przez małych pacjentów. Recytowali oni wiersze autorstwa swoich chorych kolegów a zespół fletowy ze Szkoły Podstawowej nr 218 w Warszawie-Aninie zaprezentował swoje umiejętności muzyczne.

Następnie abp Hoser odwiedził także Klinikę Kardiochirurgii, gdzie spotkał się z chorymi dziećmi z tego oddziału. W ostatnich latach wykonywanych jest tam rocznie ok. 500 operacji wrodzonych wad serca, w tym ponad 50 proc. u noworodków i niemowląt.

Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie-Międzylesiu jest największym i najnowocześniejszym szpitalem dziecięcym w Polsce. Prowadzi działalność leczniczą, rehabilitacyjną, naukową i szkoleniową. W jego skład wchodzi 15 klinik, 14 samodzielnych poradni oraz zespół specjalistycznych przychodni. Pierwszego pacjenta CZD przyjęło 15 października 1979 r.
awo / Warszawa
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 11 lutego 2009
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2009-02-11 13:19 Abp Hoser w Dniu Chorego: cierpienie nie jest celem samym w sobie

"Cierpienie nie jest celem samym w sobie. Gdy podejmiemy je z odwagą, jak Jezus Chrystus, prowadzi ono do zmartwychwstania" – mówił abp Henryk Hoser w homilii podczas Mszy św. odpustowej odprawionej w parafii Matki Bożej z Lourdes na warszawskiej Pradze. Dziś, 11 lutego, we wspomnienie Matki Bożej z Lourdes, obchodzonym zarazem jako Światowy Dzień Chorego, ordynariusz warszawsko-praski przewodniczył Eucharystii, na której zgromadzili się bardzo licznie chorzy, ich rodziny, wolontariusze oraz parafianie.

- Gdy stajemy wobec cierpienia odkrywamy, że ono nie może być naszym przeznaczeniem, celem. Cierpienie zawsze jest złem, ale żeby je właściwie ocenić, musimy się zwrócić do Boga, który jako jedyny ma klucze do rozeznania dobra i zła – mówił w homilii abp Hoser. Wyjaśnił, że już w raju, gdy człowiek zdecydował się wybrać zło, które ściągnęło na niego cierpienie i śmierć, Bóg go nie zostawił. - Ze zła uczynił drogę do zmartwychwstania i tą drogą poszedł Jego Syn. Tak cierpienie może stać się również naszą drogą do życia – gdy, jak Jezus, podejmiemy je z odwagą – mówił arcybiskup.

Podkreślił, że nikt nie zrozumie człowieka cierpiącego tak, jak ktoś, kto sam doświadczył cierpienia, dlatego najbardziej cierpiącego rozumie Chrystus. Odnosząc się do wspomnienia Matki Bożej z Lourdes przeżywanego w roku św. Pawła, podkreślił, że pomocą i pocieszeniem dla cierpiących może też być Maryja, św. Bernadetta Soubirous, której Matka Boża objawiła się w Lourdes, oraz św. Paweł Apostoł. Wszystkie te osoby bardzo wiele wycierpiały – mówił.

„Cierpienie to samotność, izolacja, wołanie o ratunek. Nie można zostawić człowieka cierpiącego samego!” – apelował arcybiskup. „Ocierając choremu twarz znajdujemy odbicie twarzy Chrystusa w naszym sercu” – podkreślił. Zaznaczył też, że ludzie pomagający chorym przez swoje zaangażowanie mogą też odnaleźć pomoc we własnych trudnościach, nabrać do nich dystansu, nauczyć się relatywizować swoje cierpienie.

Przypomniał również tegoroczne orędzie Benedykta XVI na Światowy Dzień Chorego, w którym papież prosi o podjęcie inicjatyw uwrażliwiających na cierpienie, zwłaszcza cierpienie dzieci. Abp Hoser podkreślił, że na Sądzie Ostatecznym każdy z nas usłyszy słowa: Byłem chory... cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci Moich najmniejszych, Mnieście uczynili.

Wraz z ordynariuszem warszawsko – praskim Eucharystię koncelebrowali księża z praskiego dekanatu oraz pracujący w parafii księża marianie.
maj / Warszawa
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 11 lutego 2009
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2009-02-07 16:15 Warszawa: sesja naukowa na Światowy Dzień Chorego

„By nie zostali sami’ – pod takim hasłem odbyła się dziś, 7 lutego, w Warszawie w Auli Diecezji Warszawsko – Praskiej sesja naukowa w związku ze Światowym Dniem Chorego, który obchodzony będzie 11 lutego we wspomnienie Matki Bożej z Lourdes. Uczestnicy dyskutowali m.in. o odpowiednim przygotowaniu kapelanów szpitalnych, o pracy Caritas, czy o medycznych aspektach bezpłodności. Mszy św. na rozpoczęcie sesji przewodniczył abp Henryk Hoser.

Duszpasterstwo służby zdrowia powinno czerpać siły z Eucharystii, żeby pomagać zrozumieć wartość cierpienia – mówił w homilii ordynariusz warszawsko-praski nawiązując do słów Benedykta XVI. W szczególny sposób zwrócił uwagę na ten wymiar ludzkiego cierpienia, jakim jest samotność, która zawsze w pewnym sensie towarzyszy chorobie, a swoje maksimum osiąga w chwili umierania. Kaznodzieja podkreślił, że tej samotności doświadczył nawet Jezus Chrystus, który wołał „Boże, czemuś Mnie opuścił”.

Odwołując się do przykładu Hioba podkreślił, że cierpienie zbliża człowieka do jego wnętrza, do tego, co stanowi jego człowieczeństwo; pozwala mu lepiej zrozumieć i siebie, i innych, i Boga.

O działaniach Caritas diecezji warszawsko-praskiej na rzecz chorych mówił jej dyrektor, ks. Krzysztof Ukleja. Zwrócił uwagę, że Caritas – integralnie związana z misją Kościoła – istnieje w diecezji od samego jej początku, a korzenie jej działalności sięgają jeszcze czasów przedwojennych. Obecnie – jak poinformował – w diecezji istnieje 9 stacji opieki Caritas, których celem jest umożliwienie choremu skrócenia pobytu w szpitalu, oraz 2 hospicja domowe. Podkreślił, że działalność Caritas na rzecz chorych to owoc współpracy Kościoła i samorządu.

Refleksjami na temat tajemnicy człowieczeństwa, której czasem może dotykać lekarz podzielił się prof. Tadeusz Tołłoczko, chirurg i wieloletni rektor Akademii Medycznej w Warszawie. - Nie jest chirurgiem ten, kto zarazem nie jest dobrym psychologiem - podkreślił. Dodał, że rozmowy z chorymi pomagają lekarzowi często rozwiązywać jego własne rozterki. Podobnie jak abp Hoser, prof. Tołłoczko również mówił o samotności – jako najstarszej i najbardziej bolesnej z ludzkich chorób. Zaznaczył, że do tego, by zrozumieć sens cierpienia, które po ludzku w zasadzie wydaje się nie mieć żadnego sensu, potrzebna jest głębia wiary. „Człowiek to misterium. Ja, chirurg to państwu mówię” – zakończył.

O planach powołania Szkoły Kapelanów Szpitalnych mówił dr Marek Krobicki, dyrektor szpitala bonifratrów w Krakowie. Przypomniał, że w 2009 r. zakon bonifratrów obchodzi jubileusz 400 – lecia działalności w Polsce. Jubileusz ten w planach ma być okazją do powołania ośrodka w Krakowie, gdzie kapelani szpitalni mogliby zdobywać dodatkowe kwalifikacje. „Choroba może być krytycznym momentem w relacji Bóg – człowiek. Choroba może też być najważniejszym wydarzeniem dla ludzkiej wiary. Dlatego właściwa obecność kapelana – przy chorym, przy jego rodzinie i przy personelu medycznym – jest tak ważna” – powiedział. Dr Krobicki poinformował, że wśród kapelanów szpitalnych rozprowadzona została specjalna ankieta dotycząca ich posługi, potrzeb i oczekiwań. Do tej pory otrzymano już ok. 100 odpowiedzi.

Zaprosił też zebranych na specjalną konferencje rozpoczynająca prace nad utworzeniem ośrodka konsultacyjno – szkoleniowego dla kapelanów „Bracia czyńcie dobro”. Odbędzie się ona 14 marca 2009 r. w Krakowie – Łagiewnikach pod hasłem „Kapelan szpitalny i zespoły medyczne we wspólnej posłudze przy chorym”. Konferencję organizuje Szpital Zakonu Bonifratrów im Jana Grandego w Krakowie oraz „Medycyna praktyczna”.

Jak zapowiedział dr Krobicki, po konferencji rozpocznie prace rada programowa, która wypracuje program nowego ośrodka. „Chcielibyśmy, by powstał on na zakończenie roku jubileuszowego w marcu 2010 r.” – powiedział dyrektor szpitala bonifratrów. Zarysował też kilka pomysłów na działalność ośrodka. Mógłby on mieć formę studiów podyplomowych, kursu lub też specjalizacji. W ramach przygotowani księża mogliby odbywać staże w podstawowych działach medycyny, nabywać umiejętności pielęgniarskich, czy radzenia sobie w trudnych sytuacjach itp. Mieliby również zajęcia m.in. z psychologii, medycyny pastoralnej, czy prawa medycznego. Dowiadywaliby się, jak można sprawować sakramenty w warunkach szpitalnych.

Dr Krobicki zasugerował też, że przy tworzeniu ośrodka i przyszłych ram pracy kapelanów wskazana byłaby również współpraca Ministerstwa Zdrowia.

Do idei ośrodka bardzo pozytywnie odniósł się dr Konstanty Radziwiłł, prezes Naczelnej Izby Lekarskiej. Zaznaczył, że elementem działania centrum powinno być też kształcenie ustawiczne kapelanów.

Ks. Piotr Krakowiak, kapelan i krajowy duszpasterz hospicjów podkreślił, że taki ośrodek jest bardzo potrzebny. Zwrócił uwagę na konieczność stworzenia regulacji prawnej dla pracy kapelanów, które nie zlikwidują wszystkich problemów, ale mogę bardzo pomóc w rozwiązywaniu przynajmniej niektórych. Ubolewał też, że z perspektywy kościelnej szpital nie jest priorytetowym miejscem pracy księdza. - Dobrzy klerycy bardzo często chcą pracować jako kapelani szpitalni, ale bardzo rzadko tam trafiają – mówił.

O medycznych aspektach niepłodności mówił prof. Bogdan Chazan, dyrektor Szpitala św. Rodziny w Warszawie. Zaznaczył, że niepłodność odnośnie par, które po roku regularnego współżycia bez antykoncepcji nie mogą począć dziecka, orzekana jest zbyt wcześnie. – Często mamy do czynienia nie tyle z niepłodnością, co ze zmniejszona płodnością, tak że ludzie są w stanie doczekać się potomstwa po 2, 4 albo i 5 latach – powiedział. Profesor mówił też o niebezpieczeństwach – dla rodziców i dzieci – związanych z metoda in vitro. Podkreślił, że metoda ta jest nieodłącznie związana ze śmiercią ludzi, z zagrożeniem ich życia i zdrowia. Z dystansem odniósł się również do prób podejmowania kompromisów prawnych wobec tej metody argumentując, że jest ona „sama w sobie barbarzyńska”.

Przypomniał też o postulowanym przez abp. Hosera Narodowym Programie Profilaktyki i Leczenia Niepłodności. Podkreślił, że byłoby to rozwiązanie bardzo celowe.

Prof. Chazan odniósł się też do planów ośrodka kształcącego kapelanów szpitalnych. Zaznaczył, że księżom brakuje często odpowiedniego przygotowania w kontaktach z kobietami na oddziałach ginekologicznych i położniczych, w sytuacjach porodów, powikłań porodowych, czy poronień.

Sesja zorganizowana została przez konwersatorium etyki „Medycyna na miarę człowieka” przy Fundacji Polskiej Raoula Follereau i Caritas Diecezji Warszawsko – Praskiej, pod patronatem abp. Henryka Hosera.
maj / Warszawa
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 07 lutego 2009
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2009-02-03 11:44 Abp Hoser poprowadzi szkolenia dla doradców życia rodzinnego

O naturalnym planowaniu rodziny i o relacjach między doradcami życia rodzinnego, duszpasterzami i małżonkami będzie mówił abp Henryk Hoser podczas warsztatów szkoleniowych dla doradców życia rodzinnego, organizowanych 21 lutego przez Duszpasterstwo Rodzin diecezji warszawsko-praskiej.

W spotkaniu wezmą udział doradcy życia rodzinnego Duszpasterstwa Rodzin diecezji warszawsko-praskiej. Tematyka warsztatów obejmie m.in. kwestie naturalnego planowania rodziny, trudności z poczęciem i niepłodności, relacji między duszpasterzami a rodzinami i między doradcami a duszpasterzami, a także komunikacji międzymałżeńskiej. Początek spotkania w sobotę 21 lutego o godz. 11.00 w siedzibie Duszpasterstwa Rodzin przy ul. Grochowskiej 194/196.

Abp Henryk Hoser, przed wstąpieniem w 1969 r. do nowicjatu i Wyższego Seminarium Duchownego księży pallotynów w Ołtarzewie studia na Wydziale Lekarskim Akademii Medycznej w Warszawie. W latach 1966-1969 pracował na uczelni jako asystent w Zakładzie Anatomii Prawidłowej oraz jako lekarz prowadzący oddział internistyczny w szpitalu rejonowym w Ziębicach.

W 1975 r., rok po święceniach, wyjechał na misje do Rwandy. W 1978 r. założył w Kigali Centrum Zdrowia Gikondo, którym kierował przez 17 lat i Rwandyjską Akcję Rodzinną dla upowszechniania naturalnych metod planowania rodziny. Stał też na czele Stowarzyszenia Ośrodków Lekarskich w Kigali i kierował ośrodkiem monitoringu epidemiologicznego AIDS.

Jednocześnie ks. Hoser był proboszczem, organizatorem duszpasterstwa rodzin oraz sesji formacyjnych dla apostolstwa świeckich. Przez kilka lat był sekretarzem komisji tamtejszego episkopatu ds. zdrowia, a także komisji ds. rodziny. Pracował też w szpitalu rejonowym w Kabgayi i w szpitalu uniwersyteckim w Butare.

W 1994 r. uczestniczył w Synodzie Specjalnym dla Afryki jako ekspert w dziedzinie rozwoju i problemów rodziny.
lk, awo / Warszawa
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 03 lutego 2009
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2009-01-31 14:09 Abp Hoser: polskie pallotynki to kuźnia wspaniałych postaw misyjnych

Polskie pallotynki były przed wojną kuźnią wspaniałych postaw misyjnych, osobowościami duchowo pełnymi, zatroskanymi o innych i nie myślącymi o sobie. Dziękuję Bogu, że niektóre z tych sióstr spotkałem - mówił abp Henryk Hoser, ordynariusz warszawsko-praski, przewodnicząc dziś w pallotyńskim kościele pw. Chrystusa Króla na warszawskiej Pradze Mszy św. z okazji 75-lecia działalności sióstr pallotynek na ziemiach polskich.

W Eucharystii wzięli udział wierni, księża pallotyni, siostry pallotynki, pracujące w parafii siostry wspomożycielki dusz czyśćcowych a także liczni zaprzyjaźnieni kapłani.

W homilii abp Henryk Hoser, należący także zgromadzenia mówił, że „pallotyński paradygmat” charakteryzuje przede wszystkim świadectwo wiary członków tego zgromadzenia. „Kiedy spoglądamy na charyzmat św. Wincentego Pallottiego, który jest ucieleśniony w jego następcach, duchowych synach i córkach, wówczas dostrzegamy ten paradygmat, traktowany nie tylko jako wewnętrzne przeżycie, ale i świadectwo wiary, które manifestuje się przez cały okres życia wspólnotowego” – tłumaczył.

Hierarcha przypomniał, że w pozostawionych przez siebie pismach św. Wincenty Pallotti tłumaczył, iż siostry pallotynki powołane są do wszelkich dzieł mających na celu ożywianie wiary w całym świecie. „Kiedy zwraca się uwagę na historię żeńskiej gałęzi charyzmatu pallotyńskiego, widać, że poprzez jej poszczególne etapy – próby, sukcesy i porażki – kształtowała się duchowość oraz żyła tradycja Sióstr Misjonarek Apostolstwa Katolickiego” – mówił. „To ożywianie wiary dziś nazywamy ewangelizacją. Jesteśmy do niej powołani” – dodał arcybiskup.

Abp Hoser przypomniał o trudnych początkach działalności misyjnej pallotynek w krajach afrykańskich. Powiedział, że w dniu jubileuszu szczególny hołd należy się matce generalnej Rafaeli Castellani, przekonanej, że u progu działalności służba misyjna pallotynek powiedzie się. Dodał, że pierwsze porażki podczas pracy w Kamerunie nie wynikały z grzechu zaniechania, ale przeciwnie: wzmocniły jeszcze bardziej i skrystalizowały dzieło sióstr. Krótko potem pallotynki powróciły do Kamerunu i do 1914 r. wysłały tam aż 88 sióstr.

Wiele z nich w młodym wieku umarło. Ich groby są rozsiane na ziemi kameruńskiej. To bardzo przejmujące doświadczenie stanąć nad nimi, często już zakrytymi przez bujną tropikalną roślinność.

Arcybiskup nazwał ich misję „świadectwem wiary, której głoszenie było trudniejsze niż dzisiaj”. Siostry tę drogę podjęły i „odpowiedziały na potrzeby czasu”, zajmując się kształceniem dziewcząt i kobiet w tzw. sikstach – afrykańskich szkołach dla przyszłych żon i matek. „To dzieło trwa do dzisiaj, jest modelowym przykładem podjęcia zadań apostolskich” – dodał abp Hoser.

Na znaki czasu – mówił abp Hoser - umiejętnie odpowiedziały też siostry, które jako pierwsze trafiły do Polski, do domu w Rajcy. Krótko przed wojną i w jej trakcie przyszły z pomocą osieroconym dzieciom i prześladowanym Żydom. „To była kuźnia wspaniałych postaw misyjnych” – podkreślił hierarcha.

„Dziękuję Bogu, że niektóre z tych sióstr spotkałem. To były osobowości pełne, dojrzałe, zatroskanie o innych i nie myślące o sobie. Takich ludzi nam dzisiaj potrzeba” – stwierdził abp Hoser.

Zgromadzenie Sióstr Misjonarek Apostolstwa Katolickiego (pallotynki) zostało założone przez św. Wincentego Pallottiego w 1838 r. w Rzymie. Do Polski zakonnice trafiły 2 lutego 1934 r. za sprawą pallotyna ks. Alojzego Majewskiego, kapłana diecezji warmińskiej, który poznał siostry podczas pracy misyjnej w Kamerunie. Pierwszy dom powstał w Rajcy k. Nowogródka, na dzisiejszej Białorusi, dzięki wytężonej pracy s. Aurelii Wachowskiej i s. Kazimiery Milewskiej.

Pallotynki swoje powołanie do świętości realizują na drodze praktykowania rad ewangelicznych. Ich „Zasady życia” mówią: „Naśladujemy Jezusa, który jako człowiek ukazał nam swoim życiem, co to znaczy, że Bóg jest Miłością. Łączymy się z Nim w Jego ukrytym życiu, w Jego publicznym działaniu, w przyjmowaniu cierpień i śmierci, by mieć także udział w Jego Zmartwychwstaniu”. Duchowość pallotyńska cechuje się miłością, pokorą, służbą, prostotą, cierpliwością oraz miłosierdziem i radością serca.

Charyzmatem zgromadzenia jest katechizacja w szkołach, prowadzenie przedszkoli, grup apostolskich dla młodzieży, dzieci i osób dorosłych, praca pielęgniarek zakonnych w szpitalach, troska o chorych i samotnych. Szczególnym zadaniem Zgromadzenia jest praca misyjna. Prowincja polska pallotynek podejmuje ewangelizację w krajach misyjnych, nową ewangelizację we własnym i w innych krajach, działalność ekumeniczną, współpracę z księżmi pallotynami. Wyrazem troski o upowszechnienie idei apostolstwa świeckich jest specyficzna metoda pracy z laikatem, realizowana w Ruchu Wspólnot Wieczernikowych. Ruch ten zainicjowany został w latach 70. ub. wieku jako ruch skupiający młodzież szkół średnich, wyższych i młodzież pracującą. Jego celem jest formacja do apostolstwa oraz przygotowanie do członkostwa w Zjednoczeniu Apostolstwa Katolickiego.

Siostry pallotynki z Polski posługują w Rwandzie, Zairze, Kamerunie i Tanzanii, od niedawna także na Ukrainie, Białorusi i na Syberii.
lk, bł / Warszawa
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 31 stycznia 2009
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2009-01-27 12:09 Miesięcznik „Różaniec” ukazuje się od stu lat

Przed stu laty ukazał się pierwszy numer miesięcznika „Różaniec”. Założone jeszcze przez bł. ks. Ignacego Kłopotowskiego pismo ma swój udział w rozkrzewianiu modlitwy różańcowej – podkreśla abp Henryk Hoser, biskup warszawsko-praski.

Po II wojnie światowej nakład miesięcznika, który pierwotnie ukazywał się pod tytułem „Kółko różańcowe” dochodził nawet do 100 tys. egzemplarzy. Czasopismo zostało zamknięte w 1953 r., gdyż jego wydawca – siostry loretanki nie zgodziły się na druk nekrologu Józefa Stalina. Pod nowym tytułem „Różaniec” – pismo ukazało się po 42 latach przerwy, w październiku 1995 r.

Jak podkreśla s. Zofia A. Chomiuk - przełożona generalna Zgromadzenia Sióstr Loretanek, miesięcznik „Różaniec” szerzy cześć Maryi, umacnia czytelników w wierze, uczy zaufania Bogu w różnych sytuacjach życiowych oraz zachęca do modlitwy. Na łamach pisma publikowane są m.in. świadectwa o mocy modlitwy różańcowej, które zachęcają czytelników do jej praktykowania – dodała s. Chomiuk.

Nakład „Różańca” wynosi obecnie około 40 tys. Miesięcznik można nabyć w prenumeracie, w kolportażu parafialnym, w księgarniach katolickich oraz w sieci EMPiK.
sl, awo / Warszawa
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 27 stycznia 2009
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2009-01-26 20:03 IX Dzień Islamu: katolicy i muzułmanie o zagrożeniach dla rodziny i małżeństwa

O zagrożeniach dla współczesnej rodziny i małżeństwa, bez względu na wyznanie oraz o pokoju między religiami debatowali uczestnicy dyskusji panelowej, towarzyszącej obchodom IX Dnia Islamu w Kościele katolickim. Spotkanie modlitewne z tej okazji odbyło się dziś, 26 stycznia, w Domu Parafialnym przy parafii św. Floriana na warszawskiej Pradze. Ustanowienie przez Kościół w Polsce Dnia Islamu, odbywającego się w tym roku pod hasłem "Wspólnie na rzecz godności małżeństwa i rodziny", jest inicjatywą pionierską w skali świata.

Zebranych przywitał bp Romuald Kamiński, przewodniczący Komitetu ds. Dialogu z Religiami Niechrześcijańskimi Konferencji Episkopatu Polski. Powiedział, że choć spotkanie dotyczy przede wszystkim tematu rodziny i małżeństwa, to takie kwestie jak pokój na Bliskim Wschodzie, zwłaszcza w Strefie Gazy, jest tematem ciążącym nad wszelkimi spotkaniami muzułmanów i chrześcijan w tym dniu. "Śmierć i cierpienie wielu niewinnych ludzi w Strefie Gazy muszą niepokoić każdego prawego człowieka. Pamiętajmy o tym w naszych modlitwach" - powiedział bp Kamiński.

Głos zabrał także abp Henryk Hoser, ordynariusz warszawsko-praski. "Łączą nas dzisiaj dwie rzeczywistości: ta niestworzona i ta stworzona. Pierwszą jest Bóg miłosierny i sprawiedliwy, w którego wierzymy. Ta druga to rodzina - tak stara jak ludzkość" - powiedział. Dodał, że "człowiek nie został stworzony przez Boga jako indywiduum, ale jako istota przystosowana do życia w rodzinie".

"Naszym obowiązkiem, chrześcijan i muzułmanów, jest potwierdzać ważność rodziny i małżeństwa kobiety i mężczyzny, zwłaszcza w obecnych czasach, gdy próbuje się za rodzinę uznać coś, co nią nie jest" - tłumaczył abp Hoser. "Alternatywą jest bowiem świat bez Boga, świat wrogi rodzinie" - dodał.

Z kolei mufti Tomasz Miśkiewicz, przewodniczący Muzułmańskiego Związku Religijnego w RP zwrócił uwagę na konieczność kontynuowania dialogu katolicko-muzułmańskiego w takich kwestiach jak m.in. małżeństwa mieszane oraz działalność na rzecz pokoju. "Nasze wspólne zapoznawanie się musi trwać i się rozwijać" - stwierdził.

Spotkaniu towarzyszyła prezentacja muzyki Orientu oraz czytanie fragmentów Starego i Nowego Testamentu oraz Koranu poświęconych małżeństwu i rodzinie.

W debacie pt. "Małżeństwo i rodzina wobec zagrożeń w dzisiejszym świecie" Małgorzata Walaszczyk z duszpasterstwa rodzin diecezji warszawsko-praskiej oraz Zuzanna Hołubowicz z duszpasterstwa rodzin diecezji ełckiej przypomniały, że rodzina jest przede wszystkim środowiskiem życia i miłości. Każdy człowiek dojrzewa w niej do dorosłego życia. - Rodzina kształtuje pełnię człowieczeństwa i ludzkich poczynań - mówiła Małgorzata Walaszczyk.

Rodzina, zdaniem członkiń duszpasterstw, "dodaje też skrzydeł", jest miejscem rozwoju emocjonalnego i realizowania pasji, a także naturalnym środowiskiem edukacyjnym i kulturotwórczym. Należy ją uznać także za presakrament, model współżycia ludzi, który był obecny jeszcze przed wytworzeniem się cywilizacji.

Zadaniem rodziny jest udział w życiu społecznym i w misji ewangelizacyjnej Kościoła, a także służba życiu - poprzez tworzenie nowego życia i wychowywanie potomków. - Rodzina jest wyrazem bezinteresownej miłości Boga do człowieka. Bóg uznaje przecież, że wszyscy, od początku do końca naszego życia, jesteśmy Jego dziećmi - dodała Walaszczyk.

W debacie jej uczestnicy stwierdzili, że zagrożenia dla współczesnej rodziny istnieją na wielu płaszczyznach życia społecznego, obyczajowego, ekonomicznego i politycznego. Jest to nie tylko tzw. "kultura egoizmu" przejawiająca się w traktowaniu małżeństwa i rodziny jako "umowy społecznej", zawieranej w nieodpowiedzialny sposób przez ludzi, ale także m.in. promocja materializmu i konsumpcjonizmu oraz postawy hedonistycznej młodego pokolenia. Na skutek różnych przyczyn odwleka ono decyzję o założeniu rodziny, często jednak, jeśli się już na to decyduje, nie umie podołać ciężarowi odpowiedzialności.

Zagrożeniem dla rodziny jest także słabe wsparcie ekonomiczne ze strony państwa, które bardzo powoli kształtuje politykę prorodzinną oraz wciąż niska akceptacja społeczna dla idei rodzin wielodzietnych, postrzeganych nazbyt często jako "patologiczne".

Zdaniem imama Szarifa Nazara z Centrum Kultury Muzułmańskiej w Warszawie, postawa katolików i muzułmanów w promowaniu szlachetnych wartości wypływających z życia małżeńskiego i rodzinnego, zależy od nas samych. W jego opinii, zagrożenia są obecnie takie same dla wszystkich rodzin na świecie, bez względu na wyznanie. - Kiedy wychowujemy nasze dzieci w domach, szkołach, meczetach i kościołach, to wychowujemy też siebie. Z dobrze wychowanych i rozwiniętych moralnie rodzin powstają takie same rodziny - stwierdził. Dodał, że "wychowując dzieci należy być uważnym, cierpliwym i konsekwentnym i dotyczy to zarówno ojców, jak i matki".

W trakcie uroczystości tytułem Człowieka Dialogu 2008, przyznawanym przez Radę Wspólną Katolików i Muzułmanów otrzymał Maciej Musa Konopacki. Urodzony w 1926 r. w Wilnie w rodzinie muzułmańskiej tatarskiego pochodzenia, Konopacki, zwany "nestorem polskich Tatarów", od wielu lat zaangażowany jest w działalność popularyzującą ideę porozumienia i dialogu chrześcijańsko-muzułmańskiego, także publicystyczną, m.in. w prasie katolickiej.

Spotkanie, w którym wzięli udział przedstawiciele ambasad krajów muzułmańskich akredytowanych w Polsce oraz społeczność tatarska, zakończyło się odmówieniem modlitw: dua - muzułmańskiej modlitwy spontanicznej oraz modlitwy wiernych zakończonej modlitwą "Ojcze nasz", a także wymianą przez zebranych znaku pokoju.

Przełomowe znaczenie dla dialogu chrześcijan z wyznawcami religii niechrześcijańskich miał Sobór Watykański II, podczas którego podkreślano, że chrześcijanie i muzułmanie wierzą w Boga jedynego. Hasło tegorocznego Dnia Islamu zwraca uwagę na jeszcze inny punkt wspólny obu religii – pragnienie pokoju.

Modlitwy w intencji pokoju z wyznawcami islamu w świątyniach katolickich w Polsce były prowadzone od wielu lat przez Fundację Dzieło Odbudowy Miłości, D.O.M. W grudniu 1994 r. w kościele św. Aleksandra w Warszawie Mszę św. w intencji pokoju na świecie, w obecności muzułmanów odprawił nieżyjący już bp Władysław Miziołek. W styczniu 1997 r., podczas „Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan” Fundacja D.O.M. zorganizowała w kościele św. Anny w Warszawie „Dzień modlitwy o pokój na świecie” z udziałem muzułmanów. Odtąd, co roku 26 stycznia, dzień po zakończeniu Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan, w jednym z kościołów katolickich stolicy prowadzone są modlitwy w intencji pokoju i współpracy z wyznawcami islamu.

Inicjatorem upowszechnienia Dnia jest powstała w czerwcu 1997 r. Rada Wspólna Katolików i Muzułmanów, zaś decydentem Konferencja Episkopatu Polski. 21 października 2000 r. Konferencja Episkopatu Polski, jako pierwsza na świecie przyjęła do swojego kalendarium dzień 26 stycznia 2001 r., jako dzień modlitw poświęcony islamowi.

Pierwszy Dzień Islamu w Kościele katolickim odbył się w kościele pod wezwaniem św. Marcina w Warszawie. Mszę św. w intencji pokoju i poszanowania życia ludzkiego odprawił wówczas bp Tadeusz Pikus, delegat Konferencji Episkopatu Polski ds. dialogu katolików i muzułmanów, członek Zarządu Głównego Rady Wspólnej Katolików i Muzułmanów. Zgodnie z wolą Episkopatu, Dzień Islamu wszedł odtąd na stałe do kalendarza obchodów kościelnych w naszym kraju.
lk, im / Warszawa
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 26 stycznia 2009
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2009-01-25 20:52 Zakończyły się centralne warszawskie obchody Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan

Mszą św. sprawowaną w katedrze św. Floriana na warszawskiej Pradze zakończyły się tegoroczne obchody Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan pod hasłem „Aby byli jedno w twoim ręku”. Na liturgię pod przewodnictwem metropolity warszawskiego abp. Kazimierza Nycza przybyli zwierzchnicy Kościołów: prawosławnego i ewangelickich w Polsce a także przedstawiciele innych wyznań: baptyści, mariawici, polsko-katolicy.

Eucharystia o jedność chrześcijan sprawowana była w tym samym czasie, co ekumeniczne nieszpory w rzymskiej bazylice św. Pawła za murami, którym przewodniczył papież Benedykt XVI.

Msza rozpoczęła się uroczystą procesją, w której wraz z duchownymi katolickimi szli duchowni z innych Kościołów chrześcijańskich. Podczas aktu pokuty abp Nycz wezwał zgromadzonych w katedrze do przeproszenia Boga za „skandal podziałów między uczniami Chrystusa”. – Zapytajmy nasze sumienia o drogi nawrócenia osobistego, społecznego i kościelnego, którymi powinniśmy kroczyć – mówił.

Niezwykle uroczysta była procesja z Ewangeliarzem, z którego diakon odczytał tekst Ewangelii. Następnie, choć to na ogół nie zdarza się na katolickiej Mszy, to jednak w myśl zasady wymiany kaznodziejów praktykowanej na nabożeństwach ekumenicznych, kazanie wygłosił przedstawiciel innego wyznania chrześcijańskiego. Kaznodzieją był zwierzchnik Kościoła Ewangelicko-Reformowanego bp Marek Izdebski.

Odwołując się do tematu „Chrześcijanie głoszą nadzieję w podzielonym świecie” zaproponowanego na ósmy dzień obchodów Tygodnia Modlitw powiedział, że niezależnie od różnic, które – jak się wyraził – zawsze będą, bo jesteśmy ludźmi grzesznym, to zgromadziliśmy się jako wyznawcy Jezusa Chrystusa.

Poprzez podkreślanie różnic tworzymy jakby nowe podziały pomiędzy nami – mówił. Jego zdaniem, powinniśmy koncentrować się na tym, co nas łączy: wierze w jednego Boga, wierze w Jezusa Chrystusa – Zbawiciela, oczekiwaniu „nowego nieba i nowej ziemi”.

Bp Izdebski mówił również o tym, że chrześcijanie mogą dawać nadzieję podzielonemu światu. – My chrześcijanie mamy przesłanie zarówno dla skrzywdzonych i poniżanych jak i dla krzywdzicieli. Tym pierwszym głosimy wyzwolenie z okowów ucisku, tym drugim - istnienie możliwości wyjścia z kręgu zła i zwrotu ku dobru – mówił. Przykładem tego może być postać wspominanego dziś św. Pawła.

Po wyznaniu wiary, przedstawiciele różnych wyznań wypowiedzieli słowa modlitwy powszechnej w różnych intencjach. Jako pierwszy modlił się biskup luterański w intencji całego Kościoła i wszystkich chrześcijan, potem mariawita wypowiedział modlitwę za papieża Benedykta XVI i zwierzchników Kościołów chrześcijańskich. Biskup ewangelicko-metodystyczny modlił się o pokój na Bliskim Wschodzie, poszanowanie praw człowieka, przezwyciężanie różnic rasowych i religijnych a duchowny prawosławny w intencji ludzi potrzebujących pomocy. Ostatnią prośbę do Boga - w intencji zebranych na ekumenicznej modlitwie wypowiedział duchowny z Kościoła polskokatolickiego.

Wymownym akcentem, który poprzedził udzielenie uroczystego błogosławieństwa na zakończenie Mszy, było złożenie przed ołtarzem krzyża z wielu kawałków drewna.

Wraz z abp Nyczem liturgię koncelebrowali: abp Henryk Hoser – biskup warszawsko-praski, bp Tadeusz Piskus – przewodniczący Rady Episkopatu Polski ds. Ekumenizmu oraz 18 księży katolickich. W liturgii uczestniczyli także: abp Sawa – prawosławny metropolita Warszawy i całej Polski, bp Janusz Jagucki, zwierzchnik Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego, bp Marek Izdebski – zwierzchnik Kościoła Ewangelicko-Reformowanego oraz bp Edward Puślecki – zwierzchnik Kościoła Ewangelicko-Metodystycznego. Obecni byli przedstawiciele Starokatolickiego Kościoła Mariawitów, Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego, Kościoła Chrześcijan Baptystów.

Do katedry św. Floriana przybył także proboszcz pobliskiej parafii prawosławnej pw. św. Marii Magdaleny – ks. Anatol Szydłowski.
awo / Warszawa
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 25 stycznia 2009
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2009-01-09 16:52 Polski głos przed VI Światowym Spotkaniem Rodzin w Meksyku

Oddziaływanie własnym przykładem jest najbardziej efektywną formą wychowania – uważa pedagog Paweł Kwas, który wraz z żoną Mirosławą weźmie udział rozpoczynającym się 14 stycznia VI Światowym Spotkaniu Rodzin w Meksyku. Poprzedzi je kongres pastoralno-teologiczny nt. „Rodzina – szkołą wartości ludzkich i chrześcijańskich”.

Mirosława i Paweł Kwas, małżeństwo z 30-letnim stażem związane z Ruchem Szensztackim a zarazem współtwórcy Akademii Rodziny, która prowadzi cieszące się dużą popularnością szkolenia i formację młodych małżeństw, w najbliższy wtorek 13 stycznia wraz z polską delegacją udadzą się do Meksyku.

VI Światowe Spotkanie Rodzin w Meksyku rozpocznie się 14 stycznia Kongresem pastoralno-teologicznym, w którym weźmie udział wielu specjalistów zajmujących się problematyką małżeńską i rodzinną. "Ważne jest, aby ich głos dotyczący rodziny wybrzmiał. To dobra okazja do refleksji nad kondycją rodziny" – zaznacza Paweł Kwas.

Rodzina to zasadnicze i podstawowe miejsce kształtowania człowieka – podkreśla członek polskiej delegacji. Poważnym błędem jest eliminowanie czy osłabianie jej roli, zwłaszcza, że niepowodzeniem zakończyły się wszelkie próby wychowywania człowieka poza rodziną, jak to próbowano np. w radzieckich kołchozach czy izraelskich kibucach - przypomina.

Pedagog podkreślił znaczenie rodziny – a w szczególności rodziców - w przekazywaniu wartości dzieciom. "Oddziaływanie własnym przykładem jest najbardziej efektywną formą wychowania. Dokonuje się to w codziennym życiu rodziny, poprzez różne doświadczenia, naturalną styczność a nie w jakiejś wymyślonej czy wyreżyserowanej scenerii" – mówił.

Paweł Kwas wspomniał też przesłanie poprzedniego przewodniczącego Papieskiej Rady ds. Rodziny kard. Alfonso López Trujillo, który na zakończenie IV Światowego Spotkania Rodzin w Manili na Filipinach zaznaczył, że ”dla rządów, twórców prawa i samorządowców nie ma lepszej inwestycji niż inwestowanie w rodzinę”. - Warto inwestować w człowieka, to również podkreślają ekonomiści, którzy dostrzegają wartość kapitału ludzkiego – dodaje Kwas.

Uczestnik polskiej delegacji wyraził też nadzieję, że to, co się będzie działo w Meksyku znajdzie również swój oddźwięk w Polsce i m.in. w duszpasterstwie rodzin zostaną wykorzystane różne opracowania i doświadczenia zdobyte podczas tego spotkania.

W VI Światowym Spotkaniu Rodzin, które odbędzie się w Mieście Meksyk w dniach od 14 do 18 stycznia weźmie udział ponad milion osób.
awo / Warszawa
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 09 stycznia 2009
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2008-12-30 14:05 Lekarze popierają ideę narodowego programu zapobiegania i leczenia niepłodności (OPIS)

Pomysł abp. Henryka Hosera - aby stworzyć narodowy program leczenia i zapobiegania niepłodności zamiast dofinansowywania zabiegów In vitro – poparli znani lekarze, specjaliści w tej dziedzinie. Natomiast z dystansem do tej idei odnosi się prof. Marian Szamatowicz, który dokonał w 1987 r. pierwszego zabiegu in vitro w Polsce.

Jestem za tym, aby w Polsce stworzyć narodowy program zapobiegania i leczenia niepłodności – powiedział w niedawnym wywiadzie dla KAI abp Henryk Hoser. Przewodniczący Zespołu Ekspertów Konferencji Episkopatu Polski do spraw Bioetycznych wyjaśnił, że zamiast inwestować ogromne pieniądze w ryzykowne techniki w rodzaju in vitro, lepiej przeznaczyć je na leczenie zdrowia osób mających kłopoty z płodnością. Spowoduje to, że wiele małżeństw, które były niepłodne, staną się płodne i będą mogły cieszyć się dziećmi.

Pomysł stworzenia narodowego programu zapobiegania i leczenia niepłodności poparł natychmiast dr Jerzy Umiastowski, członek zespołu ds. bioetyki działającego przy kancelarii premiera i wieloletni przewodniczący Komisji Etyki Lekarskiej. - In vitro niesie duże ryzyko zdrowotne zarówno dla matki, jak i dla dziecka a także ma szereg negatywnych skutków ubocznych - powiedział Umiastowski. Opowiedział się za refundowaniem leczenia niepłodności przez rząd.

- Pomysł otoczenia szczególną opieką osób, które mają kłopoty z płodnością jest jak najbardziej słuszny - ocenił dr Konstanty Radziwiłł, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej. Jego szczegółami powinni zająć się specjaliści, ale on sam zwraca uwagę na konieczność przypominania Polakom o zdrowym trybie życia, który też ma wpływ na płodność.

Dr Radziwiłł zwrócił uwagę, że w sporze, czy in vitro jest leczeniem niepłodności czy nie, chodzi o nazewnictwo. Zastosowanie tej metody nie przywróci parze płodności, ale może pomóc przy "jednorazowym" urodzeniu dziecka. - W medycynie czasem nazywa się leczeniem coś, co nie prowadzi do wyleczenia choroby, np. w przypadku cukrzycy czy nadciśnienia tętniczego - przypomniał Radziwiłł. Cukrzyk otrzymuje insulinę, która go nie leczy, ale pozwala normalnie żyć.

Program leczenia niepłodności nie jest nowym pomysłem. Propozycję działań w tym temacie już 4 lata temu przedstawił Ministerstwu Zdrowia prof. Bogdan Chazan, były krajowy konsultant ginekologii i położnictwa. Wtedy nie doczekał się realizacji.

Prof. Chazan zwraca uwagę, że taki program powinien być bardzo rozbudowany i uwzględniać różne przyczyny powstawania niepłodności. Według niego realizacja programu powinna doprowadzić do stworzenia w całym kraju sieci specjalistycznych, wielodyscyplinarnych ośrodków, w który byłyby prowadzona diagnostyka i leczenie. - Gdyby taki ośrodek powstał przy każdym uniwersytecie medycznym, to na początek mogłoby wystarczyć - zaznacza prof. Chazan. Podkreśla, że leczenie niepłodności np. za pomocą naprotechnologii (metoda oparta na naturalnym cyklu miesiączkowym kobiety) jest drogie, ale z pewnością tańsze niż in vitro. - Poza tym jest to rzeczywiste leczenie człowieka, a nie obchodzenie problemu - dodaje.

Jak zapowiada dr Maciej Barczentewicz, prezes Fundacji Instytut Leczenia Niepłodności Małżeńskiej im. Jana Pawła II w Lublinie, fundacja chętnie włączy się w inicjatywę społecznego programu zapobiegania i leczenia niepłodności w Polsce. Zdaniem ginekologa bardzo ważnym elementem takiego programu powinna być szeroka kampania informacyjna, pomagająca w profilaktyce niepłodności. W leczeniu należałoby wykorzystać metody naprotechnologii.

"Myślę, że trudno zaproponować coś czynnikom oficjalnym i rządowym, zawsze to są instytucje o dużej bezwładności i czynniki biurokratyczne tworzą przeszkody. Powinien to być program społeczny, akcja społeczna, Fundacja Instytut Leczenia Niepłodności Małżeńskiej im Jana Pawła II w Lublinie chętnie włączy się w taką inicjatywę" - podkreśla dr Barczentewicz.

Dr Barczentewicz zaznacza, że używanie środków antykoncepcyjnych jest szkodliwe dla płodności z co najmniej dwóch powodów. "Po pierwsze odsuwa decyzję o rodzicielstwie w czasie, o czym mówiłem wcześniej, a po wtóre, nie zawsze niepłodność spowodowana przez te środki jest odwracalna. Dla osób używających dwuskładnikowej tabletki antykoncepcyjnej istnieje co najmniej 30% ryzyko późniejszej niepłodności, wkładka wewnątrz maciczna jest bezwzględnie przeciwwskazana u kobiet które nie rodziły, właśnie z powodu możliwych problemów z płodnością, po zastrzykach typu Depo Provera niepłodność może utrzymywać sie do 2-3 lat po ich odstawieniu!" - wyjaśnia.

To właśnie - jak podkreśla - są tematy na kampanię społeczną i z tymi informacjami należy docierać do społeczeństwa. Profilaktyką niepłodności jest też rzetelna wiedza kobiety o własnym cyklu - można ją zdobyć tylko prowadząc obserwacje, którąś z metod naturalnego rozpoznawania płodności. Prowadząc obserwacje można problem z płodnością czy ryzyko poronienia przewidzieć jeszcze zanim kobieta wejdzie w związek małżeński. "Informacja, edukacja to podstawa" - zaznacza lekarz.

Jego zdaniem, w taki program należałoby włączyć media, reklamę, w końcu parafie i diecezje. "Nauczanie Kościoła dotyczące płciowości i rodziny zawiera wszystkie elementy profilaktyki niepłodności - ważne żeby wykorzystać argumenty nauki do potwierdzania prawdy Nauki Kościoła i odważnie, publicznie je głosić." - twierdzi.

Zdecydowanie za diagnozowaniem i leczeniem bezpłodności opowiedział się endokrynolog prof. Krzysztof Marczewski. Zdaniem prof. Marczewskiego z całą pewnością istnieje dziś duży problem leczenia bezpłodności i dobrze byłoby go rozwiązać. „Część osób, które poddają się procedurze zapłodnienia in vitro mogłaby skorzystać z takiego programu leczenia bezpłodności” – mówi profesor pracujący w Publicznym Szpitalu Wojewódzkim im. Papieża Jana Pawła II w Zamościu.

Natomiast z dystansem do propozycji abp. Hosera odnosi się prof. Marian Szamatowicz z Kliniki Ginekologii Akademii Medycznej w Białymstoku. Profesor dokonał w 1987 r. pierwszego zabiegu in vitro w Polsce. Według niego in vitro to czasami jedyna szansa na urodzenie dziecka dla niepłodnej pary.

- Programy zdrowotne powinien tworzyć świat nauki a nie Episkopat - twierdzi profesor.

- Jeżeli, z powodu chorób, młoda dziewczyna ma obcięte obydwa jajowody, to może jej pomóc tylko zapłodnienie pozaustrojowe. Podobnie w wypadku chłopaka, który po przejściu świnki ma poważnie uszkodzoną funkcję nabłonka plemnikotwórczego. Szansę na ojcostwo dają mu wyłącznie techniki rozrodu wspomaganego medycznie - mówi prof. Szamatowicz.

Profesor uważa, że jeśli Kościół chce ograniczać stosowanie metody in vitro, to powinien wpływać na swoich wyznawców, żeby nie poddawali się takiemu leczeniu. Jest gotowy rozmawiać z abp. Hoserem o szczegółach programu, ale sceptycznie podchodzi do możliwości dyskusji z nienaruszalną doktryną Kościoła.
Z kolei prof. Jan Kotarski, wybitny ginekolog z Lublina, choć pozytywnie odnosi się do zaproponowanego przez abp Hosera pomysłu, to jego zdaniem jednak Kościół, który w sprawy nauki silnie miesza swą ideologię, powinien inicjować programy „katolickie” a nie „narodowe”, gdyż nie reprezentuje całej społeczności Polaków.

Według prof. Kotarskiego, każda inicjatywa zmierzająca do poprawy obecnej niekorzystnej sytuacji jest cenna. Zaznacza jednak, że program inicjowany przez Kościół powinien być określany przymiotnikiem „katolicki”, a nie „narodowy”. Jego zdaniem w sprawy nauki i medycyny nie powinna wkraczać ideologia, a tak się dzieje właśnie w przypadku Kościoła, który ze względów ideologicznych neguje wiele uznanych w świecie technik wspomaganego rozrodu. Można domniemywać, że programy inicjowane przez Kościół będą podporządkowane jego założeniom i zasadom, które nie musza dotyczyć całej społeczności.


Zdaniem abp Hosera – co powiedział w wywiadzie dla KAI - wzrost niepłodności występuje przede wszystkim w krajach technicznie rozwiniętych i przeżywających mutacje kulturowe, związane z przyjęciem kultury antykoncepcyjnej.

Najpoważniejszą przyczyną narastającej niepłodności – wyjaśnił arcybiskup, który jest lekarzem - są zachowania w zakresie płciowości ludzkiej, jakie są dziś promowane w postaci nieodpowiedzialnego „uprawiania seksu” A są to: wczesne podejmowanie życia seksualnego i częste zmiany partnerów. Zwiększają one zagrożenie po pierwsze epidemiologiczne, możliwość nabycia chorób przenoszonych drogą płciową. Do tego dochodzi trwające przez lata niszczenie płodności poprzez antykoncepcję systemową: hormonalną bądź śródmaciczną.

Jeszcze inną przyczyną problemów związanych z płodnością – podkreślił Hoser - jest późne podejmowanie decyzji o poczęciu dziecka. Coraz częściej zapada ona po trzydziestce, kiedy kobieta jest już mniej płodna. Hierarcha podkreślił, że leczenie i zapobieganie nie rodzi żadnych kłopotów natury etycznej i nie ma skutków ubocznych.
mp, tk, maj, awo, aw, lk / Warszawa
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 30 grudnia 2008
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2008-12-30 09:50 Abp Hoser: narodowy program leczenia niepłodności zamiast refundacji In vitro

Jestem za tym, aby w Polsce stworzyć narodowy program zapobiegania i leczenia niepłodności – powiedział abp Henryk Hoser. Przewodniczący Zespołu Ekspertów Konferencji Episkopatu Polski do spraw Bioetycznych wyjaśnił, że zamiast inwestować ogromne pieniądze w ryzykowne techniki w rodzaju in vitro, lepiej przeznaczyć je na leczenie zdrowia osób mających kłopoty z płodnością. Spowoduje to, że wiele małżeństw, które były niepłodne, staną się płodne i będą mogły cieszyć się dziećmi.

Zdaniem abp. Hosera wzrost niepłodności występuje przede wszystkim w krajach technicznie rozwiniętych i przeżywających mutacje kulturowe, związane z przyjęciem kultury antykoncepcyjnej.

Najpoważniejszą przyczyną narastającej niepłodności – wyjaśnia arcybiskup, który jest lekarzem - są zachowania w zakresie płciowości ludzkiej, jakie są dziś promowane w postaci nieodpowiedzialnego „uprawiania seksu” A są to: wczesne podejmowanie życia seksualnego i częste zmiany partnerów. Zwiększają one po pierwsze zagrożenie epidemiologiczne, możliwość nabycia chorób przenoszonych drogą płciową. Do tego dochodzi trwające przez lata niszczenie płodności poprzez antykoncepcję systemową: hormonalną bądź śródmaciczną.

Jeszcze inną przyczyną problemów związanych z płodnością – podkreśla Hoser - jest późne podejmowanie decyzji o poczęciu dziecka. Coraz częściej zapada ona po trzydziestce, kiedy kobieta jest już mniej płodna.

W związku z tym – zdaniem arcybiskupa - pierwszą rzeczą winno być zapobieganie niepłodności poprzez zmniejszenie tego ryzyka, wynikającego z zachowań o jakich była mowa.

„Drugą sprawą jest samo leczenie niepłodności. Jest ona najczęściej objawem całego szeregu patologii, znajdujących się w organizmie kobiety czy mężczyzny. Trzeba zidentyfikować co jest przyczyną w konkretnym przypadku, i zastosować odpowiednie leczenie. Skuteczność takiego leczenia obecnie jest o wiele większa niż reprodukcja in vitro. Na dodatek nie rodzi to żadnych kłopotów natury etycznej i nie ma skutków ubocznych” - dodaje.

Abp Henryk Hoser mówił o tym w wywiadzie dla KAI z 22 grudnia br.
mp / Warszawa
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 30 grudnia 2008
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2008-12-25 10:03 Białołęka: abp Hoser przewodniczył pasterce w areszcie śledczym

Mszę św. na terenie Aresztu Śledczego Warszawa–Białołęka odprawił o północy abp Henryk Hoser SAC. Była to pierwsza w historii polskiego więziennictwa Msza zwana pasterką sprawowana w areszcie. W wielkim, ogrzewanym namiocie zgromadziło się kilkaset osób – więźniowie, ich bliscy, funkcjonariusze służby więziennej i goście.

Uroczystość z udziałem wielu osób spoza aresztu i kilkuset skazanych oraz aresztowanych mogących zaprosić po dwie osoby dorosłe lub jedną dorosłą z dzieckiem stanowiła spore wyzwanie logistyczne oraz w zakresie bezpieczeństwa.

W homilii abp Hoser nawiązał do swoich przeżyć jako misjonarza w Rwandzie i ludobójstwa, jakie się tam dokonało w latach 90. Mówił o ludziach stłoczonych w nieludzkich warunkach w tamtejszych więzieniach a wydanych na pastwę palącego słońca w ciągu dnia, zaś nocą - dotkliwego zimna.

„Dlatego dzisiaj modlę się również za tych osadzonych, którzy w tych więzieniach, które są przedpieklem, żyją i marzą o swojej rodzinie, o swoim domu, którzy tęsknią za żona za dzieckiem, którzy – choć wielu jest zupełnie niewinnych - czekają często na wyroki latami, którzy umierają nie doczekawszy się procesu” - mówił hierarcha.

„Św. Piotr był w więzieniu. Św. Jan był w więzieniu, św. Paweł
był w więzieniu. To są nasi przyjaciele, towarzysze. I Bóg ich wyprowadzał, wyprowadzał do lepszego życia, do nadziei, do radości" – podkreślił abp Hoser.

„Biedni, bezdomni, brudni, poranieni są tymi dla których przyszedł Jezus na
ziemię – przypomniał ordynariusz diecezji warszawsko-praskiej. - Są pierwszymi ponieważ mają coś wspólnego z Nim. To samo ubóstwo,to samo opuszczenie, zagubienie” - dodał.

Nawiązując do słów Chrystusa: „Idź i nie grzesz więcej”, abp Hoser zauważył, że „Jezus w swojej nieograniczonej dobroci nie jest małostkowy. On daje nam szansę na przyszłość. On mówi nie tylko Nie grzesz, ale *Idź ze Mną*! i nie grzesz już więcej" – powiedział hierarcha.

W organizację pasterki zaangażowano większość załogi aresztu w Białołęce, w tym specjalny, powołany przez dyrekcję zakładu zespół czuwający nad sprawnym przebiegiem uroczystości.

Sprawowana o północy liturgia jest pierwszą Mszą Pasterską w historii polskiego więziennictwa. W zakładach karnych Msze takie były co prawda celebrowane, lecz nigdy w areszcie, który ze względów na swą specyfikę i wymogi ochronne jest jednostką o najsurowszym reżimie regulaminowym i bezpieczeństwa. Ponadto Pasterki w przeszłości nigdy nie odprawiane były o północy.

Sprawowana dzisiejszej nocy Pasterka celebrowana była w 50. roku istnienia Aresztu Śledczego Warszawa – Białołęka.

Dzieci osadzonych zostały obdarowane paczkami o znacznej wartości zakupionymi przez administrację aresztu.
tk, mg / Białołęka
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 25 grudnia 2008
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2008-12-22 10:08 Abp Hoser: Należy poprzeć rozwiązania chroniące życie człowieka (WYWIAD)

W Polsce giną prawdopodobnie tysiące embrionów ludzkich. Jak najszybciej należy temu położyć kres – mówi KAI abp Henryk Hoser, stojący na czele Zespołu Ekspertów Konferencji Episkopatu Polski do spraw Bioetycznych. „Dobrze, że przygotowany projekt ustawy stara się te negatywne elementy ograniczyć czy wręcz wyeliminować. Obowiązkiem sumienia polityków uważających się za chrześcijan jest poprzeć te zapisy” - dodaje.

„Poseł powinien zdecydowanie poprzeć te ustawy, które są godziwe, a krytycznie odnosić się – zwłaszcza w sejmowej debacie - do tych elementów, które oceniamy jako szkodliwe czy wręcz niegodziwe” - wyjaśnia. Arcybiskup warszawsko-praski informuje też o swojej pracy jako pasterza niedawno objętej diecezji.


A oto pełen tekst wywiadu KAI z abp. Henrykiem Hoserem, biskupem warszawsko-praskim, przewodniczącym Zespołu Ekspertów Konferencji Episkopatu Polski do spraw Bioetycznych:


KAI: Ksiądz Arcybiskup jest przewodniczącym świeżo powołanego Zespołu Ekspertów Konferencji Episkopatu Polski do spraw Bioetycznych. Na czym konkretnie praca tego gremium będzie polegać?


Abp Henryk Hoser: Chodzi o stałe monitorowanie rozwoju biotechnologii. Zespół składa się z kompetentnych specjalistów w tym zakresie. Drugim obszarem monitoringu będą postępy legislacyjne, których konieczność jest zrozumiała. Wszystkie kraje mają dziś problemy z legislacją w dziedzinie bioetyki. Będziemy śledzić rozwój legislacji w Polsce i za granicą. Francja np. przygotowuje tzw. stany generalne bioetyki w przyszłym roku. Mają one przygotować reformę prawa bioetycznego, będącą wynikiem szerokiej społecznej dyskusji, z udziałem środowisk katolickich. Bardzo poważnie do tego przygotowuje się Konferencja Episkopatu Francji.

Efektem pracy Zespołu będzie głos doradczy dla Konferencji Episkopatu Polski. Będziemy dostarczać opinii w tej sferze. Jak należy oceniać nowe zjawiska, które dotąd nie istniały oraz jak oceniać przygotowywane w Polsce ustawodawstwo.


KAI: W Polsce kwestie bioetyczne ma uregulować ustawa przygotowana pod kierunkiem posła Jarosława Gowina. Projekt jaki już powstał ograniczać ma negatywne skutki in vitro, w tym likwidowanie embrionów ludzkich - chyba w sposób najbardziej rygorystyczny w Europie. Czy Kościół poprze te rozwiązania?


- Regulacja prawna w tym zakresie jest sprawą bardzo pilną. Nie można tego delikatnego obszaru - gdzie w grę wchodzi ludzkie życie - pozostawiać działaniom niekontrolowanym. Brak jasnej kontroli prawnej otwiera szerokie pole do wykorzystywania tej sfery także w sensie ekonomicznym i biznesowym. Ustawa powinna te sprawy w dość surowy sposób reglamentować, ze względu na centralny problem, jakim jest ludzkie życie. W obecnej sytuacji giną w Polsce prawdopodobnie tysiące embrionów ludzkich. Jak najszybciej należy temu położyć kres.


KAI: Wielu polityków czeka na jasne stanowisko Kościoła w tej sprawie. Co powiedziałby Ksiądz Arcybiskup posłowi katolikowi: jak powinien głosować? Ustawa – na obecnym etapie - akceptuje co prawda in vitro, jednakże zabrania likwidacji embrionów, czyli jest dużym krokiem naprzód w zakresie ochrony życia ludzkiego.


- Los posła nie jest łatwy. Jeśli zdecydował się działać w polityce, to wie, że często działać będzie w sytuacji konfliktu sumienia. Poradziłbym posłom, aby działali zgodnie ze swoim sumieniem. Podkreślam: zgodnie z prawym sumieniem.


KAI: Czyli konkretnie?


- Poseł powinien zdecydowanie poprzeć te ustawy, które są godziwe, a krytycznie odnosić się – zwłaszcza w sejmowej debacie - do tych elementów, które oceniamy jako szkodliwe czy wręcz niegodziwe.

Niegodziwe z pewnością jest zabijanie ludzkich istnień w postaci embrionów. Programuje się śmierć jakiejś liczby embrionów po to, aby zwiększyć wydajność metody, która jest mało wydajna – zaledwie w 20 procentach.

Drugim niegodziwym elementem praktyki in vitro są efekty teratogenne, dotyczące selekcji genetycznej. Normalna prokreacja wewnątrzustrojowa zapewnia niesłychanie złożony system selekcji gamet, zwłaszcza męskich. Jest on pomijany w procedurze zapłodnienia pozaustrojowego, gdzie materiał genetyczny męski podawany jest bezpośrednio do komórki jajowej. Jest to bardzo niebezpieczna gra, która może powodować, że człowiek stanie się organizmem genetycznie modyfikowanym jak pietruszka czy marchewka. Wchodzi tu zagrożenie eugeniczne, wyrażające się w produkowaniu dziecka niejako na zamówienie, które ma mieć niebieskie oczy czy być blondynem. Umożliwia to dobieranie z banku gamet odpowiednich profili. To jest koszmar z przeszłości. Znów się pojawia, tym razem na poziomie mikroskopowym.

Dobrze, że przygotowany projekt ustawy stara się te negatywne elementy ograniczyć czy wręcz wyeliminować. Obowiązkiem sumienia polityków uważających się za chrześcijan jest poprzeć te zapisy.

Z pełną oceną ustawy musimy jednak poczekać do ogłoszenia tej wersji projektu, jaki po dyskusji wewnątrz PO zostanie zgłoszony do laski marszałkowskiej.


KAI: George Weigel napisał kiedyś, że główną osią sporu Kościoła ze światem w XXI wieku będą kwestie bioetyczne. Czy Ksiądz Arcybiskup zgadza się z tą opinią?


- Intuicja George’a Weigla jest właściwa i adekwatna do tego co się dzieje. Diagnoza ta jest uwarunkowana dwoma procesami. Po pierwsze obserwujemy lawinowy rozwój technik biotechnologicznych, które są aplikowane na materiale ludzkim, nawet w stadium eksperymentalnym. Wiąże się to z ogromną pokusą, aby natychmiast wykorzystywać nowe możliwości, jakie stwarza ta dziedzina, bezpośrednio w zastosowaniu do człowieka. Jest to – powiedziałbym - pokusa demiurga.

Drugim procesem są szybkie przemiany kulturowe, które wpływają na niekorzystną zmianę w zakresie antropologicznej wizji człowieka. Socjologowie kultury twierdzą, że przemiany te są coraz szybsze. Prowadzą one w kierunku zakwestionowana tej wizji człowieka, jaka powstała w trakcie rozwoju naszej cywilizacji i z pewnością była podstawą europejskiego humanizmu.

Proces ten sprowadza się do coraz powszechniejszej negacji istnienia specyficznej natury człowieka, poprzez twierdzenie, że jest ona wyłącznie produktem kultury. Coraz bardziej też człowiek jest traktowany jako materiał biologiczny, który można kształtować w zależności od potrzeb. W ślad za tym następuje zakwestionowanie tradycyjnej definicji ludzkiej płciowości.


KAI: Dlatego chyba jednym z głównych przedmiotów troski Jana Pawła II była obrona godności i praw człowieka. Streszczało to przewodnie hasło jego programowej encykliki: „Drogą Kościoła jest człowiek”. Czy wciąż można traktować je jako istotny element programu obecności Kościoła w świecie współczesnym?


- Kościół nieustannie broni pełnej wizji człowieczeństwa, choć spotyka się często z ostrą polemiką. Kościołowi – szczególnie wobec tych nowych nurtów redukujących sposób postrzegania człowieka - chodzi o obronę ludzkiej specyfiki, tzn., że człowiek jest bytem wyższego rodzaju – powiedziałbym - z wyższej ontologicznej półki. Jest bytem, który nie ma sobie podobnego. Przypominanie kim jest człowiek było faktycznie przewodnim motywem pontyfikatu Jana Pawła II. Sprawa ta dziś jest równie aktualna. Być może nawet bardziej, w związku z nowymi odkryciami w sferze biotechnologii, umożliwiającymi różnorodne manipulacje.

Antropologia chrześcijańska jest antropologią uniwersalną. Spór ten nie jest zatem wyłącznie sporem pomiędzy wizją chrześcijańską a antychrześcijańską, lecz – skrótowo mówiąc - sporem miedzy światem ludzkim, a nieludzkim.


KAI: Uwidacznia się on także na polu dyskusji o miłości, seksie i prokreacji?


- W połowie XX wieku nastąpiło radykalne rozdzielenie ludzkiej płciowości od płodności, co spowodowało też bardzo głębokie pęknięcie w sposobie postrzegania człowieka. Jest to tragiczna spuścizna tzw. rewolucji seksualnej. Rewolucji tej towarzyszyła szeroka promocja antykoncepcji, a szczególnie środków hormonalnych, które w sposób systematyczny blokują płodność, jednocześnie ją osłabiając a nawet niszcząc.

Rozdzielenie to spowodowało – co jeszcze raz podkreślam – koleje pęknięcie w wizji człowieka. Dwie rzeczywistości, które zawsze powinny współistnieć – płciowość i płodność - zostały radykalnie rozdzielone. W powszechnej świadomości narzucony został bardzo twardy reżim kontroli płodności. Paradoksalnie nie towarzyszą temu żadne zasady regulacyjne w zakresie ludzkiego życia płciowego

Kolejną fazą rozejścia się płciowości i płodności jest zapłodnienie in vitro. Tak jak przed czterdziestu laty, w czasie publikacji encykliki „Humane vitae”, Kościół koncentrował się na obronie ludzkiej płodności, tak dziś bronić musi także ludzkiej płciowości. Jej piękna, niepowtarzalności i naturalnego charakteru. Tymczasem rewolucja seksualna ten akt kompletnie zbanalizowała. Traktowany jest on niemalże jak „wytarcie nosa”.

Chodzi o obronę płciowości, która w formie aktu najbardziej intymnego miłości małżonków, kobiety i mężczyzny, umożliwia powstanie nowego życia. „Akt małżeński” ma dwojaki charakter: przekazywania nowego życia i budowania miłości. Rozerwanie tych sfer jest bardzo niebezpieczne.


KAI: Dlaczego?


- Miłość pełna jest duchową i zmysłową zarazem. Jest ona formą najgłębszej przyjaźni między osobami a nie tylko jakimś „naskórkowym” kontaktem. Ma być to miłość wierna i wyłączna, płodna, a nie sterylna. Te wszystkie elementy wyraża akt miłości małżeńskiej. Ma on charakter komunikacji i symbolu. Komunikuje dwie najważniejsze sprawy: miłość i przekazywanie życia. Jest symbolem jedności dwóch osób, które stają się wspólnotą osobową. To co przezywamy duchowo, odbija się w naszym ciele i odwrotnie.

Ten wymiar bardzo silnie wyrażał Jan Paweł II, poczynając od przełomowych katechez: „Mężczyzną i niewiastą stworzył ich”. Stanowiły one „przewrót kopernikański” w nauczaniu Kościoła o miłości i płciowości. Zakończyły – mam nadzieję raz na zawsze - istnienie w katolicyzmie odprysków manicheizmu, co bardzo silnie przez wieki dotykało miłości i seksu, niepotrzebnie rozdzielając je. Manicheizm miał nobliwą twarz w postaci platonizmu. Nauczanie Jana Pawła II pomaga nam znacznie lepiej zrozumieć tę fundamentalną jedność cielesności i duchowości. Zresztą wynika ona z samej istoty tajemnicy Wcielenia.

Dlatego więc dziś z Kościół z takim zaangażowaniem broni godności aktu miłości małżeńskiej. Broni przed banalizacją i instrumentalizacją. Stąd więc sprzeciw wobec zapłodnienia pozaustrojowego.


KAI: Co należy radzić parom bezpłodnym, których ilość w lawinowy sposób wzrasta, gdyż jest to choroba cywilizacyjna?

- Wzrost niepłodności następuje przede wszystkim w krajach technicznie rozwiniętych i przeżywających te mutacje kulturowe, o których już mówiliśmy. Przyczyny narastającej niepłodności są dobrze znane.

Najpoważniejszą z nich są zachowania w zakresie płciowości ludzkiej, jakie są dziś promowane w postaci niezobowiązującego i nieodpowiedzialnego „uprawiania seksu” A są to: wczesne podejmowanie życia seksualnego i częste zmiany partnerów. Zwiększają one zagrożenie po pierwsze epidemiologiczne, możliwość nabycia chorób przenoszonych drogą płciową. Do tego dochodzi trwające przez lata niszczenie płodności poprzez antykoncepcję systemową: hormonalną bądź śródmaciczną. Jeszcze inną przyczyną problemów związanych z płodnością jest późne podejmowanie decyzji o poczęciu dziecka. Coraz częściej zapada ona po trzydziestce, kiedy kobieta jest już mniej płodna.

W związku z tym pierwszą rzeczą winno być zapobieganie niepłodności poprzez zmniejszenie tego ryzyka, wynikającego z zachowań, o których mówiłem. Drugą sprawą jest samo leczenie niepłodności. Jest ona najczęściej objawem całego szeregu patologii, znajdujących się w organizmie kobiety czy mężczyzny. Trzeba zidentyfikować co jest przyczyną w konkretnym przypadku, i zastosować odpowiednie leczenie. Skuteczność takiego leczenia obecnie jest o wiele większa niż reprodukcja ina vitro. Na dodatek nie rodzi to żadnych kłopotów natury etycznej i nie ma skutków ubocznych.

Jestem więc za tym, aby w Polsce stworzyć narodowy program zapobiegania i leczenia niepłodności. Zamiast inwestować ogromne pieniądze w ryzykowne techniki w rodzaju in vitro, lepiej przeznaczyć je na leczenie zdrowia osób mających kłopoty z płodnością. Spowoduje to, że wiele małżeństw, które były niepłodne, staną się płodne i będą mogły cieszyć się dziećmi.


KAI: Przejdźmy do spraw diecezji warszawsko-praskiej, której Ksiądz Arcybiskup jest pasterzem. Podczas ingresu mówił Ksiądz Arcybiskup, że „niektórym Kościół wydaje się prorokiem nieszczęścia”. W jaki sposób Kościół winien przekazywać Ewangelię dzisiejszemu człowiekowi, tkwiącemu „po uszy” w tej kulturze, jaka go otacza?


- Pojęcie „prorok nieszczęścia” pochodzi ze Starego Testamentu, kiedy perspektywy zbawienia, takiej jaką dziś mamy, nie było. To zasadnicza różnica między Starym, a Nowym Przymierzem.

Dzisiaj – tym bardziej gdy zbliża się Boże Narodzenie – uświadamiamy sobie, że Zbawiciel pojawił się bardzo blisko nas i wpisał się na stałe w historię. Zatem powinniśmy być głosicielami Dobrej Nowiny, która jest przeniknięta optymizmem i radością.

Jednostronne widzenie świata jako złego jest niebezpiecznym uproszczeniem. Dobra jest mnóstwo w naszym otoczeniu, ale trzeba więcej wysiłku aby je dostrzec. Ponadto zło jest nie tylko na zewnątrz, ale i w nas. Zacznijmy więc od tego aby samemu się reformować. Biorąc pod uwagę to, co Bóg nam daje, mamy szanse wyjść z każdej opresji.


KAI: Wiele czasu spędził Ksiądz Arcybiskup w jednej z największych metropolii Europy, w Paryżu. Jakie są wspólne problemy duszpasterskie wielkich metropolii, także Warszawy?


- Urbanizacja oznacza anonimowość życia. Człowiek – żyjąc w takim wielkim mieście – często wydaje się jednostką zawieszoną w ogromnej masie ludzkiej, dla której jego los jest obojętny. Ludzie przeżywają coraz bardziej radykalną samotność.


KAI: Jaka na to winna być odpowiedź Kościoła, parafii?


- Rolą parafii jest integrowanie ludzi. Potrzebna jest solidarność ze wszystkimi osobami, a szczególnie tymi najbardziej opuszczonymi i samotnymi. We Francji miałem wiele kontaktów z merami socjalistycznymi, którzy bardzo doceniali obecność księdza na ich terenie.


KAI: Jak więc budować wspólnotę w parafii wielkomiejskiej, która ma też masowy charakter?


- Nie jest to łatwe ani proste. Sama ekipa duchownych nie da rady aby stworzyć taki rodzaj interpersonalnego kontaktu z parafianami o jakim mówiliśmy. Bardzo ważna jest rola apostolstwa świeckich. Istnienie w parafii licznych grup i wspólnot charyzmatycznych. Myślę np. o działalności Caritas, która winna być aktywna wobec wielu trudnych czy wręcz granicznych sytuacji. Niezastąpiona jest rola parafialnego poradnictwa rodzinnego, które powinno przychodzić z pomocą małżeństwom.

Uważam, że na terenie każdej parafii potrzebna jest symbioza trzech instytucji: rodziny, szkoły i Kościoła - na zasadzie wzajemnego zaufania i współpracy. Pokazuje to jak parafia może integrować społeczeństwo.

W diecezji warszawsko-praskiej powstają wielotysięczne nowe osiedla. Składają się z ludzi, którzy zjeżdżają z całej Polski. Łącznie z miejscowymi władzami zdajemy sobie sprawę, że to parafia będzie jednym z czynników, które ich zbliżą między sobą. Będą mieli jakiś punkt odniesienia w postaci kościoła parafialnego w centrum osiedla.


KAI: Ksiądz Arcybiskup mówi o roli apostolstwa świeckich. Na czym polegać ma ich odpowiedzialność za parafię, diecezję czy inne dzieła apostolskie? Czy obowiązujący obecnie, dość klerykalny model jest adekwatny wobec dzisiejszych wyzwań?


- Przekształcenia modelowe w Kościele są bardzo powolne. Nie wolno zapominać, że od czasów komunistycznych upłynęło zaledwie 20 lat. A reformy modelowe wymagają nierzadko rotacji pokoleń. W czasach komunistycznych świeccy w większości należeli do przysłowiowych „Nikodemów”. Przychodzili nocą i anonimowo pytali o radę. Nie manifestowali otwarcie swojej wiary w życiu publicznym.

Dzisiaj pod tym względem jest dużo lepiej. Ta ewolucja trwa. Nie dostrzegamy jej, gdyż jest zbyt powolna. Świeccy winni stopniowo przejmować odpowiedzialność za to wszystko, co nie wymaga charakteru kapłańskiego, czyli święceń.

W zakresie traktowania świeckich Kościół w Polsce może się nauczyć bardzo wiele od Kościoła na misjach.


KAI: Czego konkretnie?

- Przede wszystkim masowej obecności świeckich w życiu Kościoła. Nie tylko jako przedmiotu naszego przepowiadania i oddziaływania, ale jako aktywnych chrześcijan, którzy organizują życie Kościoła i przyjmują za nie współodpowiedzialność.


KAI: Ksiądz Arcybiskup powołuje w swej diecezji „rejony duszpasterskie”. Na czym będą one polegać?


- Dla obszaru tak dużej diecezji jak warszawsko-praska, duszpasterstwo nie może być standardowe, ale powinno uwzględniać specyfikę jej poszczególnych terenów. W naszej diecezji mamy trzy główne, ale i odmienne obszary. Wschodni – wiejski: wioski stają się tam coraz bardziej wyludnione, zostają starsi ludzie a ziemie są nieurodzajne. Drugim jest wielki obszar dojazdowy, podwarszawski. Problemem jest nieobecność ludzi w miejscu zamieszkania. Ich po prostu nie ma w ciągu dnia, a np. dzieci pozostają bez dostatecznej opieki. Organizujemy tam świetlice w parafiach i przedszkola. Wreszcie, sama Warszawa z typowymi problemami dla obszarów wielkomiejskich.

W związku z tym praca w poszczególnych dekanatach musi być zróżnicowana. Mamy 20 dekanatów w diecezji i uważam, że każdy z nich winien być przykładem duszpasterstwa inkulturowanego.


KAI: Co to konkretnie znaczy?


- Dostosowanego do potrzeb swoich parafian i specyfiki miniregionu. Pragnę dać w tym zakresie dużą autonomię dziekanom i proboszczom, gdyż oni najlepiej znają problemy lokalnych społeczności.


KAI: Pytanie z pozoru banalne: co to znaczy być księdzem? Jaka jest różnica między powołaniem a wykonywaniem zawodu? Obserwujemy różne modele sprawowania misji kapłańskiej. Jaki model promuje Ksiądz Arcybiskup? Czego wymaga od swych księży?


- Sam Kościół bardzo poważnie się nad tym zastanawia. Kapłanem jest się przez 24 godziny na dobę. W przypadku kapłana nie ma wyraźnego rozróżnienia między życiem prywatnym a życiem pastoralnym. Jego naczelnym hasłem winna być „miłość duszpasterska”. Miłość duszpasterska polega na tym, że jest się otwartym ciągle na potrzeby każdego człowieka. Jest to bardzo wymagające.

Pojawiają się – zwłaszcza w młodych rocznikach księży – próby „profesjonalizacji” powołania kapłańskiego, na wzór kontraktu. Ja natomiast sądzę, że kapłan nie ma prawa do życia prywatnego, choć oczywiście musi mieć prawo do odpoczynku. Kapłan nie przestaje nim być nawet na spotkaniu prywatnym czy towarzyskim. Musi mieć świadomość, że gdziekolwiek jest, jest tam świadkiem Chrystusa. Ma wnosić coś nowego. A jeśli Kościół ma być znakiem sprzeciwu w pewnych sytuacjach, to i kapłan musi taką rolę pełnić.

KAI: Jakie są szczególne ośrodki życia duchowego na terenie diecezji?

- Mamy Loretto pod Wyszkowem, jako sanktuarium, gdzie - szczególnie latem - podążają liczne pielgrzymki. To jednak nie wystarczy.

Ważne jest też by w diecezji były miejsca stałej adoracji, połączone ze spowiedzią. Chcę aby w każdym dekanacie był przynajmniej jeden taki punkt. Teraz otworzyliśmy kaplicę adoracji w kościele w Kobyłce. Na pierwszy apel proboszcza zgłosiło się 100 osób, żeby zapewnić stałą obecność w ciągu całego tygodnia. Nieustanna modlitwa to bardzo ważny wymiar Kościoła.


KAI: Dziękuję za rozmowę


Rozmawiał Marcin Przeciszewski
Marcin Przeciszewski / Warszawa
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 22 grudnia 2008
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2008-12-16 15:19 Abp Kondrusiewicz i abp Hoser laureatami Nagrody im. św. Brata Alberta

Metropolita mińsko-mohylewski abp Tadeusz Kondrusiewicz i abp Henryk Hoser, biskup warszawsko-praski znaleźli się wśród laureatów tegorocznej Nagrody im. św. Brata Alberta, przyznawanej za promowanie wartości chrześcijańskich m.in. w kulturze, sztuce i działalności charytatywnej. Uroczystość wręczenia nagród odbyła się dzisiaj w Sali Balowej Pałacu na Wodzie w Łazienkach Królewskich.

Celem nagrody, przyznawanej od 1976 r., jest promowanie wartości chrześcijańskich i głęboko humanistycznych w dziedzinie kultury, sztuki sakralnej, działalności charytatywnej, społecznej i ekumenicznej.

Fundatorami nagrody im. św. Brata Alberta od początku jej powstania są Unia Chrześcijańsko-Społeczna (do końca 1988 r. nosiła nazwę Chrześcijańskie Stowarzyszenie Społeczne) i Ars Christiana. Do tej pory specjalne wyróżnienia otrzymali wybitni twórcy, poeci i pisarze, muzycy, architekci, malarze, rzeźbiarze oraz liczni społecznicy - w sumie prawie 300 osób.

W tym roku, za „długoletnią, niestrudzoną i skuteczną działalność duszpasterską, ekumeniczną i charytatywną wśród Polaków w Rosji i na Białorusi” wyróżniony został abp Tadeusz Kondrusiewicz, od 1991 r. administrator apostolski dla katolików obrządku łacińskiego w europejskiej części Rosji, w latach 2002-2006 metropolita archidiecezji Matki Bożej w Moskwie, od grudnia 2007 r. metropolita mińsko-mohylewski.

„Ja pracuję dla wszystkich – dla Polaków, Litwinów, Białorusiów, Rosjan, Niemców – dla każdego, kto przychodzi. Kościół jest otwarty dla wszystkich. Jestem wdzięczny za to wyróżnienie, ale nie jest ono tylko dla mnie, jest dla całego tamtejszego Kościoła” – powiedział abp Kondrusiewicz przed odebraniem nagrody.

„To nagroda dla katolików w tych krajach, w których pracowałem – na Litwie, na Białorusi i w Rosji. Tam Kościół był praktycznie zniszczony, a dziś się odradza” – stwierdził abp Kondrusiewicz.

Dodał, że wciąż do największych problemów Kościoła na Wschodzie należy brak powołań, choć zaznaczył, że istnieją różnice między sytuacją w poszczególnych krajach. Na Białorusi pracuje ok. 440 księży, z których 290 to kapłani miejscowi, a 150 to obcokrajowcy, przeważnie z Polski. Natomiast w Rosji sytuacja jest odwrotna: większość kapłanów pochodzi z zagranicy, jedynie 10 proc. to miejscowi.

Innym problemem jest wciąż niewystarczająca liczba świątyń, co odczuwalne jest zwłaszcza w Mińsku. – Na 300 tys. katolików przypadają tylko cztery kościoły i dwie kaplice. To bardzo mało, przed nami dużo pracy – powiedział abp Kondrusiewicz. Dodał, że władze białoruskie częściej niż w przeszłości wydają pozwolenia na budowę kościołów, brakuje jednak środków na ich rozpoczęcie. Do pozostałych problemów Kościoła katolickiego na Białorusi zaliczył także brak literatury religijnej oraz trudności w wykorzystywaniu środków masowego przekazu w ewangelizacji. – Nie powiem, że nie ma prasy religijnej, ale potrzeba jej więcej i to w bardziej wyspecjalizowanej, szczególnie pod adresem dzieci i młodzieży – dodał metropolita mińsko-mohylewski.

Ordynariusz warszawsko-praski abp Henryk Hoser otrzymał Nagrodę im. św. Brata Alberta za „działalność społeczno-charytatywną oraz długoletnią pracę w obronie chrześcijan w Afryce". Nagrodę w imieniu abp. Hosera odebrał ks. prałat Jerzy Gołębiewski, wikariusz biskupi ds. sakramentalnych.

Wśród pozostałych wyróżnionych znaleźli się m.in. bp Marek Izdebski z Kościoła Ewangelicko-Reformowanego za osiągnięcia w dziedzinie zbliżenia ekumenicznego, rektor Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina prof. Stanisław Koryto za działalność kompozytorską i pedagogiczną w dziedzinie muzyki sakralnej oraz rzeźbiarz Wawrzyniec Samp „za rekonstrukcję zniszczonego relikwiarza i przywrócenie świetności konfesji św. Wojciecha w Bazylice Prymasowskiej w Gnieźnie”. Laureatami Nagrody zostali także varsavianista dr Lech Królikowski, twórca ikon Mateusz Środoń, prof. Wincenty Kućma i Antoni Odzimek.

Ponadto przyznano także dwie nagrody zagraniczne. Otrzymali je Walerij Aleksiejew, przewodniczący Międzynarodowej Fundacji na rzecz Jedności Narodów Prawosławnych za „wielki wkład w odrodzenie życia religijnego w Rosji i poza jej granicami” oraz Francuska Prowincja Księży Jezuitów – za pomoc udzielaną młodzieży polskiej w kraju i na emigracji”.
lk / Warszawa
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 16 grudnia 2008
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2008-12-08 21:23 Warszawa: abp Hoser konsekrował kościół - wotum za pontyfikat Jana Pawła II

Abp Henryk Hoser, ordynariusz warszawsko-praski, konsekrował 8 grudnia kościół pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny na warszawskiej Białołęce. Świątynia stanowi wotum wdzięczności za dar pontyfikatu Jana Pawła II. W homilii hierarcha podkreślił, że konsekrowany właśnie kościół ma przypominać, że i my powinniśmy się stawać „świątynią Pańską, Bogu przeznaczoną”.

Abp Hoser powiedział, iż w takiej mierze w jakiej stanowimy Mistyczne Ciało Chrystusa stajemy się chrystusową świątynią. „Piękna oprawa misterium eucharystycznego, podczas której Jezus Chrystus staje się swoim Ciałem i Krwią, ma nam przypominać, jak my mamy wyglądać, jak my mamy stanowić świątynię Pańską, Bogu przeznaczoną” - mówił hierarcha.

Jak przypomniał w przyszłym roku parafia pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny świętować będzie 60-lecie erygowania. Aktu tego dokonał Prymas Polski kard. Stefan Wyszyński. „Dziękujemy dziś za ten akt” - podkreślił arcybiskup.

Ordynariusz warszawsko-praski dodał, że kościół jest jak „źródło wody żywej, to tu będziemy czerpać siły na dalszą drogę, tu będziemy szukać oczyszczenia”. W jego opinii każda uroczystość poświęcenia nowego kościoła to również okazja do wyrażenia wdzięczności tym, którzy do jego powstania się przyczynili. Abp Hoser przypomniał, że nie jest to kościół księdza proboszcza, ale całej parafialnej rodziny dlatego w tym miejscu wierni powinni czuć się jak u siebie w domu. „W tym miejscu będziemy odnajdywać sens naszego życia, kierunek w którym mamy iść. Do tego miejsca będziemy przynosić bolesne i radosne momenty naszego życia. To miejsce stanie się w jakiejś mierze centrum naszego życia, bo tu odnajdziemy nasza wielkość, nasze zdrowie duchowe i cielesne oraz siły, które tak bardzo są nam potrzebne” - mówił w homilii abp Hoser.

Pierwszy kościół na terenie parafii pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny na warszawskiej Białołęce (Płudach) został zbudowany w latach 1908-1913 w stylu neogotyku nadwiślańskiego. Został poświęcony 8 września 1913 roku. Natomiast 16 września 1949 roku została erygowana parafia pw. Narodzenia NMP. Z czasem świątynia okazała się niewystarczająca dla rosnącej wspólnoty, która dziś liczy około 10 tys. wiernych. Od 20 lat w parafii posługuje proboszcz ks. Mirosław Bielawski. To z jego inicjatywy w latach 2003-2008 powstała konsekrowana właśnie świątynia, będąca wotum wdzięczności Panu Bogu za dar pontyfikatu Jana Pawła II.
rl (KAI) / Warszawa
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 08 grudnia 2008
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2008-12-06 18:41 Warszawa: niecodzienne urodziny Teatru Klamra

Teatr Klamra tworzą od 10 lat osoby z upośledzeniem umysłowym. W swej pełnej wyrazu grze aktorskiej przekazują to, czego nie są w stanie wyrazić słowami. „Klamra” działa w podwarszawskim Aninie, w ramach „Chaty z pomysłami” - stowarzyszenia, którego funkcjonowanie opiera się na przekonaniu, że każda osoba, niezależnie od stopnia sprawności, jest niepowtarzalnym darem i ma innym wiele do ofiarowania.

Jubileusz „Klamry” zainaugurował przejmujący spektakl „Historie dzieciństwa”, w reżyserii Daniela Brzezińskiego. „Spektakl ten, zbudowany ze wspomnień, starych zdjęć i żywych emocji, pozwoli nas jeszcze lepiej poznać” – wyjaśnia Brzeziński. Na scenie przy dużym, rodzinnym stole kilkanaście osób upośledzonych umysłowo, które starają się odnaleźć własne „ja” w konfrontacji ze starymi fotografiami budzącymi wspomnienia z dzieciństwa. Wszystko w atmosferze wspólnoty, gdzie każdy – niezależnie od specyfiki upośledzenia czy niepełnosprawności - może być sobą, znajdując akceptację.

Jubileusz uświetnił też występ zespołu "Czadu Zośka czadu" oraz kapela terenowa z Teatru Węgajty. Następnie był tort urodzinowy, zeczenia, tańce i prezenty.

Zespół „Klamry” tworzą aktorzy - osoby z niepełnosprawnością intelektualną z warszawskich wspólnot „Wiary i Światła” oraz animatorzy: studentki teatrologii, pedagogiki, muzycy. Próby do spektakli prowadzą zaprzyjaźnieni artyści. Grupa prezentuje spektakle misteryjne, widowiska kolędnicze oraz akcje teatralne.

„Dziesięć lat temu zaczęliśmy spotykać się na próbach, opowiadać swoje historie i pokazywać spektakle, które były dobrym pretekstem do spotkania z innymi” – wyjaśnia jedna z inicjatorek przedsięwzięcia. „Klamra” długo szukała swego miejsca. Spotkania najpierw miały miejsce u jezuitów sanktuarium św. Andrzeja Boboli, następnie u dominikanów na Starym Mieście, u salezjanów na Pradze i wreszcie w zwróconym Kościołowi budynku starego kina „Wrzos” przy parafii Matki Bożej Królowej Polski w Aninie.

„Organizując otwarte imprezy, spektakle, próbujemy odwrócić świat do góry nogami i tym samym przywrócić mu właściwą hierarchię. Żeby to, co słabe, pokazało się z mocnej strony. Okazuje się, że ludzie, których świat uważa za w pewnym sensie przegranych, bo nie zrobią kariery, nie obejmą żadnych stanowisk, nie są wydajni, mają swoją ważną misję i przypominają nam o tym, co tak naprawdę jest ważne” – przyznaje Magda Dakowska, współzałożycielka teatru.

W ciągu 10 lat istnienia teatru powstało 15 różnych spektakli – misteryjnych, związanych z rokiem liturgicznym, literaturą, bądź okazjonalnych happeningów. „Klamra” od wielu lat przyjaźni się z Teatrem Węgajty, a niektóre przedstawienia realizowane były nawet wspólnie.

Od sześciu lat „Klamra” organizuje doroczne „Niecodzienne spotkania codziennych twórców”, na które poza spektaklami składają się warsztaty fotograficzne, filmowe i multimedialne, z udziałem osób niepełnosprawnych.

W 2003 r. środowisko skupione wokół „Klamry” oraz działającej w Aninie wspólnoty „Wiara i Światło” powołało Stowarzyszenie Rodzin i Przyjaciół Osób z Upośledzeniem Umysłowym „Chata z pomysłami”. Prowadzi ono w budynku dawnego kina parafialnego Pracownię Działań Twórczych, czyli ośrodek wsparcia dla osób z niepełnosprawnością intelektualną. Organizowane są wspólne wyjazdy i obozy oraz liczne inne projekty o charakterze integracyjnym.

Pracownia Działań Twórczych to szczególne miejsce spotkania osób o różnym stopniu sprawności, których łączy ta sama potrzeba tworzenia: muzyki, spektakli, rękodzieł, ale przede wszystkim więzów przyjaźni. Specyfiką miejsca jest rodzinna atmosfera, partnerskie traktowanie uczestników, raczej towarzyszenie im w rozwoju niż poddawanie procesowi terapii.

„Terapia dokonuje się niejako przy okazji i dotyczy tak samo osób niepełnosprawnych, jak i pełnosprawnych uczestników działań, zapraszanych artystów i młodych wolontariuszy. Od kilku lat organizujemy otwarte imprezy o charakterze integracyjnym, dzięki którym każdy może odkryć piękno osoby niepełnosprawnej” – czytamy w materiałach stowarzyszenia. Działalność Pracowni wspierana była dotąd ze środków Urzędu Miasta, Urzędu Wojewódzkiego oraz Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej

W tym roku „Chata z pomysłami” w oparciu o pracownię utworzyła Środowiskowy Dom Samopomocy, którego uczestnikami jest ponad 20 osób niepełnosprawnych. Jego dyrektorem jest Barbara Pestka, przedtem stojaca na czele jednej z polskich wspólnot "l' Arche" w Śledziejowicach.

Członkowie Stowarzyszenia od lat utrzymują kontakty z tymi wspólnotami, zainicjowanymi przez Jeana Vaniera. Pracują także nad projektem utworzenia domu i warsztatu “l' Arche” w Warszawie. Projekt ten został niedawno oficjalnie zaakceptowany przez radę regionu wspólnot "l' Arche".

Prezesem „Chaty z pomysłami” jest Andrzej Kamiński, a jej ekipę tworzą: Magdalena Dakowska – doktorantka Instytutu Sztuki w Warszawie, Katarzyna Grubek – absolwentka wydziału Wiedzy o Teatrze na Akademii Teatralnej, pedagog, nauczyciel francuskiego, Sabina Broll – absolwentka Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie, Zofia Kamińska – wieloletni pedagog i logopeda, Magdalena Jeżak – dyplomowany terapeuta zajęciowy, Miłosz Pawlik – instruktor muzyki, absolwent UKSW w Warszawie.
mp / Warszawa
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 06 grudnia 2008
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
Strony: początek 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71

KAI zastrzega wszelkie prawa do serwisu. Użytkownicy mogą pobierać i drukować fragmenty zawartości serwisu internetowego www.kai.pl i www.ekai.pl wyłącznie do użytku osobistego. Publikacja, rozpowszechnianie zawartości niniejszego serwisu lub jej sprzedaż (także framing i in. podobne metody), są bez uprzedniej pisemnej zgody KAI zabronione i stanowiąc naruszenie ustaw o prawie autorskim, ochronie baz danych i uczciwej konkurencji - będą ścigane przy pomocy wszelkich dostępnych środków prawnych.
(Zapraszamy do prenumeraty serwisu prasowego KAI tel. 22 635 77 18 mail marketing@ekai.pl)

Wykonanie: ALX - szkolenia i specjaliści IT