Znaleziono depesz: 2123
2009-11-18 18:53 Tygodnik Idziemy: Matka Boża z Getta

Matka Boża z Getta – Ponad 5 tysięcy Żydów z warszawskiego getta przyjęło chrzest przed figurką Niepokalanej, która teraz znajduje się przed kościołem św. Katarzyny na Służewie. Historię opisuje Irena Świerdzewska w najnowszym "Idziemy" datowanym na 22 listopada.

Ponadto w tym samym numerze "Idziemy" warto przeczytać:

- Harcerska modlitwa – Ponad 500 harcerek z całej Europy wyruszyło na pielgrzymkę do Ars, aby za przyczyną św. Jana Marii Vianney’a modlić się w intencji księży. – pisze w reportażu z pielgrzymki Marta Troszczyńska.

- Obrona krzyży w Miętnem – Miętne było światełkiem, które zapaliło wielki ogień troski i szacunku do krzyża, pokazało, że ten znak jest ważny, że warto o niego walczyć – wydarzenia w szkole rolniczej w Miętnem z 1983 r. przypomina Irena Świerdzewska.

- Przedszkole wiary – Rodzice marzą, aby ich dzieci same ochoczo maszerowały do kościoła: bez protestów i marudzenia, a potem siedziały wyprostowane i chłonęły Mszę. Jak to osiągnąć? – pisze Monika Odrobińska.

- Nowa edukacja – Zamiast środków antykoncepcyjnych - abstynencja. Z Ewą Szałkowską-West, propagującą w Polsce program edukacji seksualnej młodzieży, jakże różniący się od tych najczęściej proponowanych, rozmawia Radek Molenda.

- Chcemy Europy z Bogiem – Państwo polskie nie jest własnością jakiejkolwiek rządzącej partii, choćby była jak najbardziej zadowolona z siebie – mówił 11 listopada abp Sławoj Leszek Głódź. – „Idziemy” prezentuje przegląd nauczania biskupów na Dzień Niepodległości.

- Księża gorsi od Kaczyńskich – Dla wielu postulat teologicznego „wstrząsania porządkiem” oznacza teologię, która sama siebie nie bierze na poważnie i ostatecznie kwestionuje wszystko, co do niedawna głosiła. – pisze ks. Dariusz Kowalczyk SJ.

- Wybiórcze zgorszenie – Niezawisłym sądom coraz częściej zdarza się ferować zaskakujące wyroki i wkraczać na nowe pola, zastrzeżone dotąd dla lingwistów, moralistów czy filozofów – pisze ks. Henryk Zieliński.

- Szukam milionera - Często ludzie, którzy odnieśli sukces, mają pieniądze, władzę, zatracają się tym. – mówi ks. Jacek Stryczek, duszpasterz biznesmenów w wywiadzie Elżbiety Ruman.

- Rząd na półmetku – Ekipie Tuska udała się rzecz naprawdę wyjątkowa, mianowicie ucieczka od odpowiedzialności za najbardziej nawet bolące problemy. – pisze Jacek Karnowski.
hz / Warszawa
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 18 listopada 2009
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2009-11-14 22:25 Idziemy: Żydzi – chrześcijanie: wymuszanie starszeństwa

Moi oponenci chcą podważyć wiarygodność i wykluczyć z zajmowania się problematyką relacji chrześcijańsko-żydowskich tego, który nie śpiewa w ich chórze – pisze ks. prof. Waldemar Chrostowski w odpowiedzi na polemikę Zbigniewa Nosowskiego i ks. Alfreda Wierzbickiego.

"Różnią nas dwie bardzo poważne kwestie. Po pierwsze, red. Zbigniew Nosowski i ks. dr hab. Alfred M. Wierzbicki twierdzą, że nie ma różnicy między wyrażeniem „jesteście naszymi starszymi braćmi" (jak fałszywie redukują papieską wypowiedź w synagodze rzymskiej), a jej prawdziwym brzmieniem „jesteście, można powiedzieć, w pewien sposób naszymi starszymi braćmi". Niestety, nic nie poradzę na to, że katolicki dziennikarz i lubelski dyrektor Instytutu Jana Pawła II nie uznają ani nie cenią precyzji słowa i subtelnych niuansów teologicznych sformułowań - czytamy.

Od wielu lat powtarzam, że trzeba pilnie zaniechać w Polsce wypaczania słów papieskich i rzetelnie zgłębiać, co one naprawdę znaczą. Taki również był sens mojej wypowiedzi na łamach „Idziemy", zakończonej postulatem, by prawidłowo ustalać, na czym dokładnie polega braterstwo wyznawców obu religii, chrześcijaństwa i judaizmu, oraz co z niego wynika. Tendencje judaizujące, z jakimi mamy do czynienia, polegają na tym, że ze słów Ojca Świętego czyni się narzędzie politycznej poprawności przenoszonej na grunt religii i teologii katolickiej. Na to przyzwolenia być nie może! - stwierdza ks. prof. Chrostowski.

Dla chrześcijanina decydująca jest nie przynależność etniczna, lecz relacja człowieka wobec Chrystusa. Nie może być zatem tak, że rację mają i wyznawcy judaizmu, i chrześcijanie - stwierdza ks. Chrostowski. Święty Paweł napisał: „Syn Boży, Chrystus Jezus, (...) nie był «tak» i «nie», lecz dokonało się w Nim «tak». Albowiem ile tylko obietnic Bożych, wszystkie są w Nim «tak»" (2Kor 1,19-20). Współczesnym przejawem silnych tendencji judaizujących w Kościele jest to, że pod płaszczykiem dialogu odbywa się podmywanie naszej tożsamości, które sprawia, że chrześcijanin traci pewność swojej wiary. Co więcej, także w odniesieniu do kontaktów z wyznawcami judaizmu musimy mieć w pamięci słowa Benedykta XVI wypowiedziane 13 maja 2005 r. podczas spotkania z duchowieństwem diecezji rzymskiej: „Nikomu nie wyrządzamy krzywdy, gdy ukazujemy mu Chrystusa" - czytamy.

Tygodnik Idziemy w dodatku "Od redakcji" zaznacza, że polemikę na łamach „Idziemy" na tym etapie kończy, jednak przyznaje, że sprawa rozumienia słów Jana Pawła II wypowiedzianych w 1986 roku w rzymskiej synagodze budzi uzasadnione emocje i wymaga szerszej rzeczowej debaty. Dlatego, wszystkim stronom sporu i włączonym w nie redakcjom, zwłaszcza „Więzi", „Tygodnika Powszechnego" i „Gazety Wyborczej", proponuje wspólne zorganizowanie sympozjum, z zastrzeżeniem przekazania na swoich łamach w pełnym i niezmienionym brzmieniu także tych argumentów, z którymi dane środowisko się nie zgadza.
ter / Warszawa
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 14 listopada 2009
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2009-11-10 17:15 ISKK: do sądów biskupich trafia rocznie 3,5 tys. wniosków o uznanie nieważności małżeństwa

Jak wynika z sondaży Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego SAC, rodzina jest najważniejszą wartością dla polskich katolików. Mimo to, Polska jest po Włochach krajem, w którym do sądów biskupich trafia najwięcej wniosków o orzeczenie nieważności sakramentu małżeństwa - niemal 3,5 tys. rocznie.

Zgodnie z Annuario Statisticae Ecclesiae (Rocznik Watykański) ilość spraw o orzeczenie nieważności małżeństwa zakończonych wyrokiem orzekającym w Polsce wyniosła w 2007 r. - 2171. Rok wcześniej takich spraw było mniej, bo 1961, a w 1999 roku tylko 1265.

Watykański rocznik statystyczny podaje, że do sądów biskupich w Polsce trafia rocznie niemal 3,5 tysiące tego typu wniosków rocznie. W 2007 roku sądy pierwszej instancji wyrokowały nieważność małżeństwa w 2030 przypadkach, a sądy drugiej instancji w 1913 z nich. Jednocześnie w 686 przypadkach któraś z instancji odrzuciła zaskarżenie małżeństwa, czyli stwierdziła jego ważność.
ws / Warszawa
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 10 listopada 2009
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2009-11-09 22:04 Europa bez krzyża? - nowy numer Tygodnika "Idziemy"

- Europa bez krzyża? – Życie publiczne zaczyna się rządzić taką logiką, że podejmuje się walkę o usunięcie krzyża z miejsc publicznych, a zarazem walczy się o prawo do eksponowania krzyża zanurzonego w nocniku. – pisze o. Jacek Salij OP w numerze "Idziemy" na 15 listopada.

Poza tym warto przeczytać:

- Trybunał w Strasburgu walczy z krzyżami – Gdyby komuniści w 1983 roku komuniści znaleźli w Miętenem jednego ucznia, który by powiedział, że krzyż rani jego ateistyczne uczucia, wyszliby na takich, co bronią praw człowieka pisze o. Dariusz Kowalczyk SJ.

- Nie zdejmą krzyża – Paradoksalnie największy problem ma teraz chyba nie kto inny jak Europejski Trybunał Praw Obywatelskich w Strasburgu. – pisze ks. Henryk Zieliński.

- Z ambon na pola bitewne – Kolejne pokolenia utwierdzały się w przekonaniu, że katolicyzm jest trwałym nośnikiem polskich ambicji niepodległościowych. – mówi prof. Jan Żaryn w rozmowie z Markiem Krukowskim.

- Zaufał młodzieży – Na pielgrzymce dbał, abyśmy pozostawili po sobie porządek. Uczył, że to właśnie a nie jakość śpiewu i modlitwy zdecyduje jakie pozostawimy po sobie wspomnienie u gospodarzy. – sylwetkę nowego ordynariusza radomskiego bp. Henryka Tomasika przedstawia Irena Świerdzewska.

- Dwa razy Wilno – Za moich lat dziecinnych biegałam do Ostrej Bramy, głównie wiosną na majowe nabożeństwa i stojąc w którejś z nisz kościoła św. Teresy śpiewałam litanię. – dawne i obecne Wilno opisuje Halina Cieszkowska.

- Żydzi – chrześcijanie: wymuszanie starszeństwa – Moi oponenci chcą podważyć wiarygodność i wykluczyć z zajmowania się problematyką relacji chrześcijańsko-żydowskich tego, który nie śpiewa w ich chórze. – pisze ks. prof. Waldemar Chrostowski w odpowiedzi na polemikę Zbigniewa Nosowskiego i ks. Alfreda Wierzbickiego.

- Przeszczepić miłość – Korzyści z transplantologii są ogromne, co nie znaczy, że nie ma głosów sprzeciwu. – pisze Alicja Wysocka.

- Ulotny czar tabloidów – Od roku trwa niekończący się spektakl w odcinkach o Kazimierzu Marcinkiewiczu – nowym człowieku z plastiku i kiczu. Dla mediów to gratka towarzyszyć w przeobrażaniu się ZCHN-owskiej konserwy w „wyzwolonego” Europejczyka. – pisze Amelia Łukasiak.
hz / Warszawa
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 09 listopada 2009
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2009-11-09 18:05 Ks. Longchamps de Berier: in vitro to nie jedyna kwestia w debacie bioetycznej

Debata publiczna nie powinna skupiać się tylko na kwestii metody in vitro, pomijając całą masę innych problemów natury bioetycznej - powiedział ks. prof. Franciszek Longchamps de Berier po dzisiejszym spotkaniu Zespołu Ekspertów Komisji Episkopatu Polski ds. Bioetycznych, które odbyło się w kurii diecezji warszawsko-praskiej.

Ks. Longchamps de Berier podkreślił, że zespół ekspertów z niepokojem patrzy na wolne tempo prac nad projektami ustaw, mając pełną świadomość nieustannie rozszerzającej się szarej strefy w tej dziedzinie.

Poinformował, że zapoznając się z projektami ustaw bioetycznych złożonych w sejmie, zespół ekspertów poświęcił uwagę także innym kwestiom biomedycznym, a nie tylko problem zapłodnienia metodą in vitro. - Nie dobrze byłoby, gdyby cała debata medialna i świadomość społeczna skupiły się tylko na kwestii metody in vitro, bo jest jeszcze cała masa różnych problemów, jak pytanie o testament życia, eksperymenty medyczne, klauzule sumienia - stwierdził ks. prof. Longchamps de Berier.

Podczas dzisiejszego posiedzenia eksperci Episkopatu Polski zajęli się także gromadzeniem argumentów naukowych z dziedziny medycyny i biologii w tematyce bioetycznej, zastanawiając się jednocześnie, w jaki sposób "światło wiary pozwala je pogłębić".

Zespół Ekspertów Komisji Episkopatu Polski ds. Bioetycznych powołany został 18 czerwca ubiegłego roku w Katowicach podczas 344. Zebrania Plenarnego Polskiego Episkopatu. Gremium składa się z 11 osób. Jego przewodniczącym jest ordynariusz warszawsko-praski abp Henryk Hoser.
mg, lk / Warszawa
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 09 listopada 2009
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2009-10-09 10:05 Warszawa: pallotyńska akcja charytatywna w czasie Tygodnia Misyjnego (zapowiedź)

Pallotyńska Fundacja Misyjna Salvatti rozpocznie 16 października w warszawskich hipermarketach dzieło misyjne „Casa Hogar”. Przez cztery dni ponad 100 wolontariuszy będzie pomagało klientom w pakowaniu zakupów i zbierało datki na rzecz dzieci ulicy z Kolumbii, wspierając w ten sposób internat dla ubogich dzieci Casa Hogar im. Jana Pawła II.

Ks. Jerzy Limanówka, prezes Pallotyńskiej Fundacji Misyjnej Salvatti.pl, przypomina, że ponad 4 tysiące dzieci w Kolumbii żyje na ulicy. „Nie uczęszczają do szkoły, nie mają żadnej opieki lekarskiej, często są głodne, żyją pod mostami, w kanalizacji, na parkingach, opuszczonych posesjach. Problemem jest zapewnienie tym dzieciom odpowiedniej terapii i odzyskania ich do życia w normalnym społeczeństwie” – podkreśla duchowny.

Pallotyński ośrodek Casa Hogar im. Jana Pawła II funkcjonuje na zasadzie internatu dla dzieci ulicy. Przyjmowane są do niego dzieci z rodzin skrajnie ubogich. Warunkiem jest uczęszczanie do szkoły przynajmniej od roku. W ośrodku mogą mieszkać do matury i usamodzielnienia się. Mieszkańcy placówki mają zapewnione ubezpieczenie, opiekę lekarza i psychologa. Dom został wpisany w rejestr instytucji charytatywnych działających w Kolumbii.

Akcja zbiórki na „Casa Hogar” rozpocznie się w piątkowe popołudnie,16 października, i dalej trwać będzie przez całą sobotę,17 października, w sklepie Carrefour w centrum handlowym Arkadia oraz w kolejny weekend 23 i 24 października, w piątek w godzinach popołudniowych i przez całą sobotę w hipermarkecie Carrefour na Targówku (przy ul. Głębockiej 15).

Wolontariusze będą posiadali identyfikatory, ubrani będą w koszulki z logo misji, a datki składać będzie można do specjalnie oznakowanych puszek. Na rzecz dzieła przyjmowane są też przelewy bankowe na konto: PKO BP SA: 58 1020 1042 0000 8302 0193 9198 z dopiskiem „Darowizna na rzecz dzieci ulicy”.
rk / Warszawa
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 09 października 2009
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2009-10-08 11:05 Miesięcznik "Różaniec" obcodzi 100-lecie istnienia

„Miłości trzeba się uczyć” - podkreślił 7 października abp Józef Michalik, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, podczas uroczystości jubileuszu 100-lecia miesięcznika "Różaniec". W domu Zgromadzenia Sióstr Loretanek w Warszawie-Rembertowie odbyły się główne obchody Roku Jubileuszowego.

Centralnym punktem spotkania była Eucharystia, podczas której Prymas Józef Glemp dokonał konsekracji ołtarza w kaplicy bł. ks. Ignacego Kłopotowskiego.

W homilii abp Michalik zauważył, że w dzisiejszych czasach za rozwojem cywilizacyjnym nie idzie postęp w życiu uczuciowym. Przypomniał swoje początki posługi biskupiej w archidiecezji przemyskiej, kiedy na pierwszym roku w seminarium klerycy uczyli się obsługi komputera. Zajęcia prowadził jeden z ojców duchownych. Dziś ten sam kapłan, gdy zepsuje mu się komputer, szuka pomocy u kleryków pierwszego roku. - Wiemy dziś dużo więcej, ale dramat polega na tym, że nie uczymy się miłości. Postęp w życiu uczuciowym jest ogromnie zaniedbany, jesteśmy niepełnosprawni uczuciowo - ubolewał.

Deficyt uczuciowy, zdaniem abp. Michalika, owocuje zagubieniem młodego pokolenia, które niszczy swoje życie. Aby zobrazować ten dramat, abp Michalik przypomniał film "Galerianki", opowiadający o gimnazjalistkach, które za towary luksusowe sprzedają własne ciało. Zaznaczył, że w pogoni za zapewnieniem dzieciom materialnych dóbr, rodzice zaniedbują ich emocjonalne potrzeby. A rosnąć uczuciowo pomaga się poprzez swoją obecność.

Zachęcając do szukania nauczycieli miłości arcybiskup przywołał postać błogosławionego ks. Kłopotowskiego, założyciela miesięcznika "Różaniec". Kiedy przybył do Warszawy z Lublina, zaufał tutejszym ludziom, dostrzegł ich potrzeby duchowe i zdobył ich zaufanie. Założył tu także zgromadzenie zakonne sióstr loretanek.

Miesięcznik "Różaniec" obchodzi 100. rocznicę powstania. Założył je bł. ks. Ignacy Kłopotowski a do dzisiaj prowadzą i redagują siostry loretanki. W styczniu 1909 r. ukazał się pierwszy numer miesięcznika - wówczas zatytułowanego „Kółko Różańcowe”. Wydawany był do 1914 r., następnie został wznowiony na kilka miesięcy w 1919 r., ponownie zaś zawieszony na czas wojny polsko-bolszewickiej. Trwałe wznowienie pisma nastąpiło w 1922 r. Po śmierci ks. Kłopotowskiego – w 1931 r. – „Kółko” nadal ukazywało się. Jego druk przerwała II wojna światowa.

W 1939 r. ukazało się jeszcze dziewięć numerów. Loretanki przygotowały okładkę do numeru październikowego, lecz nie miały okazji, by ją wykorzystać aż do roku 1945. W nocie od wydawcy w pierwszym powojennym numerze siostry pisały: „Jeszcze jesteśmy zasypane i otoczone gruzami, ale zrobiłyśmy, co można, aby już na październik, na miesiąc Matki Bożej Różańcowej, wydać pierwszy numer «Kółka Różańcowego». Trudno wyliczyć przeciwności, które trzeba było przezwyciężyć: Matka Najświętsza i dobrzy ludzie dopomogli”.

Wznowione „Kółko Różańcowe” ukazywało się przez kolejnych osiem lat – do marca 1953 r. Zostało zawieszone przez władze komunistyczne, gdy siostry nie zgodziły się na wydrukowanie noty o śmierci Józefa Stalina. Kolejne wznowienie, już pod tytułem „Różaniec”, nastąpiło po 42 latach – w październiku 1995 r.

Zadaniem "Różańca" jako pisma formacyjnego jest pogłębianie duchowości katolika. Zachęca do modlitwy różańcowej z rozważaniami, podając krótkie ich przykłady do wszystkich tajemnic; przybliża historię objawień fatimskich dla tych, którzy chcą włączyć się w nabożeństwo pierwszych sobót miesiąca; zamieszcza fragmenty Ewangelii z komentarzami do nich na każdy dzień miesiąca; przytacza świadectwa wiary ludzi zawierzenia i apostolskiego działania, wywiady z ludźmi, którzy na co dzień żyją duchowością różańcową; proponuje program spotkania kółka różańcowego z określonymi sugestiami, konferencję formacyjną, intencje apostolstwa modlitwy dla tych, którzy tworzą grupy modlitewne i kółka Żywego Różańca; ukazuje wydarzenia z życia Kościoła i Narodu, pogłębioną publicystykę społeczno-religijną.

Miesięcznik - wydawany w 40 tys. egzemplarzy - jest ilustrowany zdjęciami z różnych dziedzin życia, które mają budować klimat modlitwy. Co roku inny temat główny jest przedstawiany w "Różańcu". W tym roku jest to cykl rodzinny.
mag, im / Warszawa
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 08 października 2009
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2009-10-07 13:58 Prymas Polski: budowa Stadionu Narodowego to wyzwanie wychowawcze (krótka)

Akt erekcyjny pod budowę 55-tysięcznego Stadionu Narodowego wmurowano dziś w Warszawie. Swoje podpisy pod dokumentem złożyli m.in. Prymas Polski, przedstawiciel Polskiej Rady Ekumenicznej, Naczelny Rabin Polski i delegat Muftiego RP, a także władze stolicy i PZPN. Zdaniem kard. Glempa, budowa obiektu to "wyzwanie nie tylko w sensie materialnym, ale i wychowawczym dla rozwoju duchowego Polaków".

Podczas uroczystości treść aktu erekcyjnego odczytał aktor Krzysztof Kolberger. Podpisy pod dokumentem złożyli przedstawiciele władz państwa oraz miasta stołecznego, prezes PZPN Grzegorz Lato, prezes Narodowego Centrum Sportu Rafał Kapler oraz przedstawiciele firmy architektonicznej i firmy, która buduje stadion. Pod aktem podpisali się również duchowni różnych wyznań i religii: Prymas Polski kard. Józef Glemp, bp Marian Florczyk - delegat Episkopatu ds. duszpasterstwa sportowców, bp Stanisław Kędziora - delegat biskupa warszawsko-praskiego bp Stanisław Kędziora, ze strony Polskiej Rady Ekumenicznej bp ewangelicko-augsburski Janusz Jagucki, ks. Doroteusz Sawicki ze strony Kościoła prawosławnego a także Naczelny Rabin Polski Michael Schudrich i delegat muftiego Tomasza Miśkiewicza.

Akt erekcyjny złożono w szklanej skrzyni wraz z flagą narodową, dołączono też dzisiejsze wydania dzienników i zdjęcia z budowy stadionu. Całość zamurowano w betonowym postumencie.

Zdaniem Prymasa Polski budowa stadionu jest wielkim wyzwaniem dla całego społeczeństwa, nie tylko w sensie materialnym, ale także duchowym i wychowawczym. Oddanie tego stadionu do użytku winno oznaczać, że będzie się kształtowało sportowców i młodzieży, na ludzi dobrego charakteru, u których widoczna będzie też wola zwycięstwa - powiedział w rozmowie z KAI. Podkreślił też, że „w pięknej architekturze wychowuje się pięknego człowieka”.

Bp Marian Florczyk powiedział KAI, że na terenie stadionu powstanie kaplica ekumeniczna, a polscy biskupi będą debatowali wraz z przedstawicielami innych wyznań na temat przygotowań ekumenicznych do EURO 2012. - To ważne wyzwanie, na podobieństwo tych mistrzostw, które były w Austrii i Szwajcarii, gdzie dobrze funkcjonowały duszpasterstwa – podkreślił.

Bp Florczyk zwrócił też uwagę, że dla Kościołów ważne jest aby kształtować wśród kibiców i młodzieży ducha fair play i sprawiedliwego i pokojowego kibicowania.

Stadion Narodowy w Warszawie to jeden ze stadionów piłkarskich powstających na turniej Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej EURO 2012. Powstaje w niecce byłego Stadionu Dziesięciolecia. Zakończenie budowy planowane jest na maj 2011 roku.
lk, awo / Warszawa
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 07 października 2009
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2009-09-29 10:56 Abp Hoser: Osiągnięcia biotechnologii pilnie domagają się regulacji! (WYWIAD)

Jeśli biotechnologia nie będzie regulowana przez określone zasady etyczne wówczas stanie się wrogiem człowieka – mówi KAI abp Henryk Hoser, przewodniczący Zespołu Ekspertów Konferencji Episkopatu ds. Bioetycznych. „W fazie embrionalnej – np. w procesie zapłodnienia pozaustrojowego - programuje się śmierć ludzkich zarodków, argumentując, że ludzki zarodek nie jest człowiekiem. Jest to niebezpieczne stanowisko ideologiczne, z punktu widzenia nauki nie ulega wątpliwości, że już w zarodku obecna jest cała genetyczna struktura człowieka” – wyjaśnia arcybiskup. W dalszej części wywiadu odnosi się do dylematów posłów katolików, biorących udział w sejmowej debacie nt. ustaw bioetycznych. Przypomina, że „Kompromis moralny nie jest możliwy, a rolą posłów jest walka o najwyższe dobro jakie jest możliwe do osiągnięcia”.

A oto pełen tekst wywiadu KAI z abp. Henrykiem Hoserem:

KAI: Ksiądz Arcybiskup powiedział niedawno, że „wynik debaty bioetycznej będzie decydujący dla przyszłości Polski”. W jakim zakresie?

Abp Henryk Hoser: Debata dotyczy takich podstawowych spraw jakimi są życie, zdrowie i integralność ludzkiej osoby - w kontekście nowych możliwości stwarzanych przez biotechnologię. Rozwija się ona lawinowo, poczynając od lat 70., w postępie wręcz geometrycznym. Wzrastają w związku z tym możliwości ingerencji techniki, w obszarze ludzkiego ciała, jego istnienia i funkcji. To działanie może być dla niego korzystne lub nie.

Bioetyka powstała jako konieczna odpowiedź na gwałtownie rozwijającą się biotechnologię. Wobec różnorodnych możliwości wpływania na życie człowieka niezbędne jest respektowanie podstawowych zasad etyki lekarskiej - ethosu, towarzyszącego naukom medycznym od 2.500 lat a także ogólnoludzkiej moralności. Niestety w wypadku możliwości, jakie stwarzają niektóre nowe odkrycia medyczne, ethos ten bywa pomijany.


KAI: Jakie ingerencje w życie człowieka – niezgodne z ethosem medycznym - ma Ksiądz Arcybiskup na myśli?


- Dotyczą one przede wszystkim możliwości ingerowania w zapis genetyczny człowieka na embrionalnym lub nawet przedembrionalnym etapie jego rozwoju. Inżynieria genetyczna jest w stanie modyfikować całe dziedzictwo genowe człowieka. Już na poziomie życia komórki embrionalnej istnieje możliwość wnikania w integralny charakter ludzkiej osoby. Kolejnym zakresem ingerencji są możliwości modyfikacji w zakresie neurobiologii, czyli oddziaływania na czynności specyficznie ludzkie, psychiczne.

Jeśli biotechnologia nie będzie regulowana przez określone zasady etyczne wówczas stanie się wrogiem człowieka. Może spowodować bardzo niebezpieczną jego dekompozycję. Osiągnięcia biotechnologii są nowymi wyzwaniami, które pilnie domagają się regulacji, zgodnych z kryteriami etycznymi. Ich celem jest ochrona dobra człowieka, zabezpieczenie nietykalności osoby ludzkiej jako takiej przed nadużyciami. W szczególności dotyczy to krańcowych okresów życia człowieka, czyli okresu embrionalnego i płodowego oraz końcowego okresu życia. Wtedy istota ludzka jest najsłabsza, najbardziej narażona na manipulacje, wymaga więc szczególnej ochrony i opieki. Przykładem wskazującym na konieczność takiej ochrony są znane nam techniki letalne czyli śmiercionośne, stosowane w początkowej lub końcowej fazie życia.

Główny problem polega na tym, że naczelne pryncypia - w pierwszym rzędzie nietykalność życia ludzkiego - podawane są w wątpliwość. Zasada ta przez wieki miała charakter absolutny, dziś jest uznawana za względną. Mamy tu do czynienia z mechanizmem równi pochyłej. Jeśli coś, co było dotąd absolutne, zostanie zrelatywizowane, nie ma możliwości zatrzymania tej ewolucji, na kolejnych progach, bo i one ulegają dalszej relatywizacji.

Świadczy o tym m.in. fakt, że w kodeksach medycznych wielu krajów zrezygnowano z precyzyjnego terminu „poczęcie”, czyli zapłodnienie, na rzecz nieokreślonego „początku ludzkiego życia”. Początek ten może być przesuwany w dowolnym kierunku, w skrajnych przypadkach aż do momentu urodzenia. Uważa się, że jest to kwestia światopoglądu, arbitralnego uznania, kiedy to człowiek zaczyna swe życie. Taka i jej podobna ideologia stoi w sprzeczności z faktami naukowymi: genetyki, embriologii czy maternologii.

W fazie embrionalnej – np. w procesie zapłodnienia pozaustrojowego - programuje się śmierć ludzkich zarodków, argumentując, że ludzki zarodek nie jest człowiekiem. Jest to bardzo niebezpieczne stanowisko ideologiczne, gdyż z punktu widzenia nauki nie ulega wątpliwości, że już w zarodku obecna jest cała genetyczna struktura człowieka, różnego od genetycznych rodziców i jest w nim zakodowana dynamika wzrostu. Człowiek zaczyna się więc od momentu powstania jego embrionalnej struktury komórkowej, a nie w jakimkolwiek innym momencie. Tworzy się on w momencie poczęcia. Twierdzenie, że „ludzki zarodek nie jest ludzki”, jest sprzeczne z nauką, powtórzmy to raz jeszcze. Przytoczę opinię prof. Andrzeja Paszewskiego, genetyka:

„Jednakże nie ma również biologicznego powodu, żeby mu tego statusu (człowieka) odmówić. Nauki przyrodnicze nie dostarczają bowiem żadnych obiektywnych kryteriów określenia stadium, w którym ten status musi być przyznany.
Wykazują jedynie że zaczynający się od zygoty rozwój osobniczy człowieka przebiega według własnego, unikalnego programu genetycznego (ze zdeterminowanymi cechami od koloru oczu, różnych zdolności do ilorazu inteligencji), od początku do późnej starości czerpiąc z otoczenia wodę, tlen i proste związki organiczne. Nie da się w tym rozwoju wyróżnić naukowo jego przedludzkiej i ludzkiej fazy.
Przyznanie osobowego statusu jednostce ludzkiej od początku jej powstania nie wymaga definiowania – wystarczy po prostu, by zaistniała. Jest to poważna przesłanka dla przeciwstawiania się klonowaniu terapeutycznemu, jak też procedurze in vitro zakładającej tworzenie nadliczbowych zarodków, ich selekcję i zamrażanie, które kończy się bardzo często ich zniszczeniem.”

Nie uwzględnianie tego faktu rodzi pokusę selekcji genetycznej. Eliminuje się te embriony, które uważane są za uszkodzone. Zabija się też ludzkie płody w wyniku diagnostyki prenatalnej. Jest to selekcja eugeniczna. Okazją do niej staje się coraz częściej chociażby pragnienie dziecka określonej płci. Pamiętamy, że eugenika została potępiona w Norymberdze.

Nie zapominajmy, że selekcja embrionów jest integralnym elementem procedury „in vitro”. Wszczepia się te embriony, które wykazują największą dynamikę wzrostu. Pod mikroskopem bada się ich wymiary, symetrię i szybkość podziałów komórkowych. Wszystkie słabsze uśmierca się. Wśród embrionów poczętych In vitro ginie 95% z nich. Jest to śmierć programowana.

Inna sprawa to merkantylizacja biomedycyny. Istnieje międzynarodowy, nielegalny rynek handlu ludzkimi tkankami, komórkami, embrionami oraz żywymi płodami. Np. wg prasy francuskiej, w Grecji płaci się kobiecie 800 dolarów za komórkę jajową. Są one sprzedawane na międzynarodowym nielegalnym rynku materiałów genetycznych.


KAI: Kościół nie akceptuje zapłodnienia pozaustrojowego nie tylko dlatego, że łączy się ono ze śmiercią embrionów, ale także uznając za godziwe jedynie poczęcie dziecka drogą „aktu małżeńskiego”. Z przyjęciem tego drugiego wymagania - co pokazują badania socjologiczne - ma kłopot nawet wielu katolików. Jakich argumentów należałoby użyć?


- Akt małżeński jest najbardziej intymnym aktem ludzkim o określonej treści i niezwykle wyrazistej symbolice. W jego treść wpisuje się pozawerbalna komunikacja co do relacji łączącej dwie osoby. Jest to typowy akt ludzki, pociągający za sobą moralną odpowiedzialność. W skrajnych przypadkach może oznaczać komunikację miłości i wzajemnego oddania, lub jej zaprzeczenie, jako akt nienawiści i pogardy w przypadku np. gwałtu. Drugim jego znaczeniem i funkcją jest przekazywanie życia, właśnie poprzez małżeński akt miłości. Przypominał o tym i powtarzał Ojciec Święty Jan Paweł II formułując teologię ciała. Nie mniej ważna jest symbolika aktu małżeńskiego „dwojga w jednym ciele”, czyli komunii cielesnej, psychicznej i duchowej dwojga ludzi. W tym świetle widać dopiero, jak bardzo akt małżeński różni się od zwierzęcej kopulacji reproduktywnej.

Dziecko – powstałe na skutek pożycia małżeńskiego - przyjmuje się jako coś otrzymanego, swego rodzaju dar. Natomiast w procesie zapłodnienia pozautrojowego dziecko się „produkuje” na zamówienie za pomocą określonej techniki i fragmentuje ciągły proces powstania i wzrastania dziecka w środowisku ustrojowym „in vivo”. W najsłabszej fazie jego istnienia oddaje się je do zamrażarki czy poddaje różnorodnym procedurom laboratoryjnym. Jest to niegodziwość, w sposobie traktowania dziecka w pierwszych momentach jego istnienia. Są to warunki zupełnie nieludzkie. A tymczasem godność dziecka wymaga szacunku od pierwszych chwil jego istnienia.

Nieporównywalnie lepsze warunki do rozwoju ma dziecko poczęte w sposób „in vivo”, bezpośrednio w organizmie matki. Zatem można powiedzieć, że „prawem dziecka” jest rozwój w tym właśnie, najkorzystniejszym dlań środowisku. A najlepszym zabezpieczeniem tego prawa jest rodzina, potwierdzona zawarciem kontraktu małżeńskiego., a więc mająca sankcję i gwarancję społeczną trwałości W przypadku małżeństwa sakramentalnego ta gwarancja jest jeszcze bardziej wzmocniona. Widzimy także jak bardzo dba się o dobro dziecka w przypadku adopcji. Każda legalna adopcja poprzedzana jest drobiazgowymi badaniami dotyczącymi zdolności danego małżeństwa na przyjęcie i wychowanie dziecka.

Tymczasem zwolennicy metody „in vitro” nie mówią nic o prawach dziecka, lecz podkreślają bezwarunkowe i bezwzględne „prawo kobiety do posiadania dziecka”.

Kolejną kwestią jest prawo dziecka do własnej genealogii. W wypadku zapłodnienia pozaustrojowego często nie jest wiadomo, kto jest dawcą jednej komórki, a kto drugiej. Bywa, że wchodzi w grę tzw. surogatka czyli matka zastępcza. Genealogia dziecka zostaje tak splątana, że gdy dorośnie, będzie miało problemy tożsamościowe. W Europie zachodniej istnieją już stowarzyszenia urodzonych anonimowo dzieci, które urodziły się bez genealogii a obecnie dochodzą swoich praw.


KAI: Polska przed 12 laty podpisała konwencję bioetyczną z Oviedo. Co ona zakłada?


- Konwencja próbuje uregulować bardzo szeroki obszar związany z biotechnologią; jej autorzy są świadomi, „że niewłaściwe wykorzystanie biologii i medycyny może zagrażać godności ludzkiej”, stwierdza, iż „interes i dobro osoby ludzkiej przeważa nad wyłącznym interesem społeczeństwa lub nauki”. Decydujący jest prymat istoty ludzkiej. Nie jest to konwencja idealna. Reguluje m. in. kwestię statusu ludzkiego genomu (dziedzictwa genetycznego), jak też możliwości używania tkanek ludzkich do przeszczepów bądź innych celów. Jesteśmy jednym z krajów europejskich, który jej nie ratyfikował. Warunkiem ratyfikacji jest wprowadzenie prawa krajowego regulującego te kwestie.


KAI: Na wokandę Sejmu trafił już projekt nowelizacji Kodeksu Karnego przygotowany przez inicjatywę „Contra in vitro”. Przepadł po pierwszym czytaniu większością 244 przeciw, do 162 głosów za, przy 7 wstrzymujących się. O czym świadczy wynik tego głosowania?


- Wynik ten świadczy o zbyt daleko posuniętej arbitralności Sejmu. Jeżeli projekt miał jakieś wady, na pewno zasługiwał na poprawki. Wrzucenie go do kosza zaraz po pierwszym czytaniu było nadużyciem zaufania społecznego.


KAI: W październiku w Parlamencie rozpocznie się dyskusja wokół pozostałych pięciu projektów ustaw w sferze bioetycznej. Żaden z nich nie odzwierciedla w pełni nauczania Kościoła. Jak winien zachować się parlamentarzysta, katolik. Posłowie przez kilka miesięcy słyszeli ze strony Kościoła, że żaden kompromis nie jest możliwy. Co mają teraz zrobić?


- Kompromis moralny nie jest możliwy. Rolą posłów jest walka o najwyższe dobro jakie jest możliwe do osiągnięcia. Kościół nie może proponować zła. Kościół toleruje wymuszone mniejsze zło, ale nie proponuje go.


KAI: A zatem?


- Posłowie winni być gruntownie poinformowani o materii ich decyzji. Ich pierwszym obowiązkiem jest dokładne zapoznanie się z tym złożonym zagadnieniem. Jeśli chodzi o ustawodawstwo w zakresie bioetyki, powinni wiedzieć, że im ustawa reguluje sprawy na wyższym poziomie, tym jest lepsza. Jeśli reguluje tylko pewne szczegóły, wówczas okazuje się niedostateczna, a ustawa stwarza więcej problemów, niż je reguluje. Jej wykonalność staje się więcej niż wątpliwa.

Drugim kryterium jest głosowanie wedle sumienia, a nie zasad dyktowanych przez partię. W sprawach natury moralnej nie wolno „uprawiać polityki”, w rozumieniu gry partyjnej. Posłowie winni mieć świadomość, że jest to decyzja, którą podejmują wobec „Boga i Historii”. A Bóg i Historia ich rozliczą i to indywidualnie.


KAI: Czy obecnie – po upadku inicjatywy „Contra in vitro” - poseł katolik może głosować bez wyrzutów sumienia na projekt Bolesława Piechy?


- Projekt posła Piechy jest najbardziej satysfakcjonujący z punktu widzenia spójnej antropologii. Istniejący tam zakaz „in vitro” stawania tamę również tym niebezpiecznym eksperymentom, o których mówiliśmy wcześniej. Kładzie tamę eugenice, definitywnie chroni przed programowaną śmiercią zarodków.

Kontrowersyjny natomiast jest tam postulat adopcji embrionów, które są zamrożone. Autor projektu zakłada możliwość ich adopcji w przejściowym okresie.


KAI: A dlaczego Ksiądz Arcybiskup krytykuje adopcję tych embrionów. Przecież to jedyna możliwość ocalenia ich życia? Obecnie co najmniej 50 tys. Embrionów czeka na śmierć!


- Sprawiedliwego rozwiązania nie ma, lecz należy rozróżnić zapłodnienie homologiczne i heterologiczne. Przy zapłodnieniu heterologicznym często nie wiadomo od kogo zarodek pochodzi: jest to sieroctwo nie od urodzenia, ale od poczęcia. Inna jest sytuacja zarodka rodziców biologicznych żyjących razem. Implantacja w tym wypadku jest najmniej niesprawiedliwym rozwiązaniem w porównaniu z pomysłem wylania tych embrionów do zlewu.


KAI: Dlaczego „najmniej niesprawiedliwym”? A czy to nie jest obowiązek rodziców, skoro jest to ich dziecko?


- Troska o dziecko niewątpliwie jest obowiązkiem rodziców. Ale też jest prawdą, że implantacja tego dziecka grozi mu podwójną śmiercią. Podczas rozmrażania lub przy implantacji. Jest zaledwie drobna nadzieja, że ten zarodek przeżyje. Poza tym tego typu adopcja grozi ogromnymi możliwościami nadużyć.


KAI: Załóżmy, że lepszy projekt przegrywa w Sejmie. Czy moralnym jest głosowanie za projektem nieco bardziej liberalnym, ale mającym na celu daleko posuniętą ochronę życia? Czy można w tym wypadku odwołać się do art. 73 encykliki „Evangelium vitae”. W jakim zakresie?


- Kościół nie może wskazywać palcem, którego przycisku użyć i kiedy. Procedura sejmowa jest złożona i wieloetapowa. Każdy poseł powinien mieć taką strategię, żeby wydobyć największe dobro z sytuacji wobec której stoi. Zasada etyczna, która obowiązuje posłów, jest taka, by realizować dobro a ograniczyć zło według prawidłowo ukształtowanego sumienia; prawego sumienia.


KAI: Jakie – zdaniem Waszej Ekscelencji - są granice akceptowalności prawa w kwestiach bioetycznych? Gdzie jest tzw. czerwona linia, po przekroczeniu której pozostaje powiedzieć „non possumus”.


- Tą granicą są dwie zasady: bezwzględna ochrona ludzkiego życia i zachowanie integralności procesu zapłodnienia i rozwoju istoty ludzkiej w środowisku ludzkiego ciała tj. „in vivo”.

Jedna z ustaw zakazuje produkcji embrionów nadliczbowych, ich zamrażania oraz eksperymentów eugenicznych, ale obawiam się, że zakazy te nie będą respektowane. Procedury mikroskopowe trudno poddają się kontroli. Nie sposób jest sprawdzać ile jest embrionów w jakiejś próbówce czy na palecie. Obawiam się, że ustawa taka pozostanie martwą literą.


KAI: 13 lat temu zawarto w Polsce kompromis w sprawie aborcji. Posłowie katoliccy poparli ustawę, gdzie pod określonymi warunkami możliwa jest aborcja. Gdyby środowiska katolickie nie udzieliły jej masowego wsparcia, to zostałaby pogrzebana. Jak to można przełożyć w odniesieniu do obecnej ustawy bioetycznej?


- Ustawa ta popierana była przez posłów na zasadzie cytowanego nr. 73 „Evangelium vitae”. Encyklika ta stwierdza, że „jeśli nie byłoby możliwe odrzucenie lub całkowite zniesienie ustawy o przerywaniu ciąży, parlamentarzysta, którego osobisty absolutny sprzeciw wobec przerywania ciąży byłby jasny i znany wszystkim, postąpiłby słusznie, udzielając swego poparcia propozycjom, których celem jest ograniczenie szkodliwości takiej ustawy i zmierzających w ten sposób do zmniejszenia jej negatywnych skutków na płaszczyźnie kultury i moralności publicznej. Tak postępując bowiem, nie współdziała się w sposób niedozwolony w uchwalaniu niesprawiedliwego prawa, ale raczej podejmuje się słuszną i godziwą próbę ograniczenia jego szkodliwych aspektów.”

Ówczesna ustawa radykalnie ograniczała istniejące zło aborcji. Stwarzała sytuację lepszą. Jest tu analogia i każdy inteligentny człowiek ją widzi. Ale sytuacja była też inna: chodziło o zmianę na lepsze istniejącej od lat ustawy bardzo złej, która dokonała spustoszenia biologicznego i moralnego.

Obecne natomiast nie ma żadnej ustawy; należy ją stworzyć i walczyć do upadłego, by odpowiadała najwyższym normom etycznym.


KAI: Dziękuję za rozmowę.


Marcin Przeciszewski
Marcin Przeciszewski / Warszawa
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 29 września 2009
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2009-09-28 16:21 Zespół Episkopatu ds. Bioetycznych: Głosowanie nad ustawą bioetyczną nie powinno mieć charakteru politycznego i partyjnego

Kiedy zakaz In vitro zostaje odrzucony, to obowiązkiem posłów zatroskanych o ochronę godności człowieka jest dalsza aktywność w procesie legislacyjnym, aby maksymalnie ograniczyć szkodliwe aspekty regulacji - powiedział KAI ks. prof. Franciszek Longchamps de Berier, podsumowując wnioski z dzisiejszego spotkania Zespołu Ekspertów Konferencji Episkopatu ds. Bioetycznych.

Ks. Longchamps de Berier poinformował, że jednym z tematów spotkania Zespołu, które odbyło się 28 września w siedzibie kurii warszawsko-praskiej, było zapoznanie się z projektami ustaw bioetycznych zgłoszonymi do laski marszałkowskiej. Dodał, że są to projekty o „różnej wartości etycznej i prawnej”.

Wyjaśnił, że „głosowanie nad projektami ustaw bioetycznych nie powinno być głosowaniem politycznym i partyjnym, ale winno zdecydowanie odzwierciedlać troskę o godność dziecka i sumienie posła”.

Przypomniał, że Zespół ekspertów zwracał już uwagę na to, że kiedy się podejmuje inicjatywę pierwszego unormowania, to wszyscy posłowie zatroskani o ochronę godności człowieka, i prawa dziecka powinni podjąć działania zmierzające do całkowitego zakazu in vitro.

„Gdy jednak takie rozwiązanie prawne, jak całkowity zakaz metody in vitro zostaje odrzucone, to etycznym obowiązkiem wszystkich posłów szczególnie zatroskanych o ochronę godności człowieka i prawa dziecka jest aktywność w całym procesie legislacyjnym, tak aby maksymalnie ograniczyć szkodliwe aspekty regulacji” – podkreślił ksiądz profesor.

Ksiądz prof. Longchamps de Berier przyznał, że Zespołowi „najbliższy wydał się projekt nazywany projektem Bolesława Piechy” ale, jak podkreślił „nie jest to jakimś wskazaniem politycznym”.

Ekspert Episkopatu przypomniał, że „Zespół zdaje sobie sprawę z bólu i z cierpienia rodziców oczekujących dziecka, ale w całej dyskusji - zwłaszcza w przekładaniu jej oraz przekonań moralnych na konkretne regulacje prawne - nie można zapominać o godności człowieka i prawach dziecka” – powiedział ks. Longchamps de Berier. Dodał, że godność człowieka i prawa dziecka winny być zawsze na pierwszym miejscu.

Zespół Ekspertów ds. Bioetycznych KEP powołano w czerwcu ub. roku, a przewodniczy mu abp Henryk Hoser, biskup warszawsko-praski. W skład gremium wchodzą ponadto: bp dr Józef Wróbel, dr Maciej Barczentewicz, ks. prof. Wojciech Bołoz, prof. Zbigniew Chłap, ks. dr Jan Zdzisław Jancewicz, dr Piotr Klimas, dr Michał Królikowski, ks. dr hab. Franciszek Longchamps de Berier, prof. Jan Lubiński, ks. Prof. Piotr Morciniec i prof. Tadeusz Smyczyński.
mg, tk / Warszawa
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 28 września 2009
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2009-09-25 19:46 Abp Hoser: demokracja dryfuje w kierunku totalitaryzmu

Zachodnia demokracja przeżywa dryf w kierunku totalitaryzmu – ocenił w rozmowie z KAI abp Henryk Hoser. Odnosząc się do polskiej debaty medialnej nt. in vitro przewodniczący Zespołu Episkopatu ds. Bioetycznych zarzucił środkom przekazu, że często nie są wierne prawdzie, oraz że ten skomplikowany problem przedstawiają nierzetelnie.

Zdaniem arcybiskupa warszawsko-praskiego w polskich mediach zdecydowanie za mało mówi się o ciemnych stronach zapłodnienia in vitro oraz, że dyskusja ma często charakter emocjonalny a nie merytoryczny, to znaczy mówi się z wielką empatią o uczuciach osób pragnących „mieć” dziecko nie przedstawiając wielu konkretnych przeciwwskazań, nie tylko natury moralnej ale i naukowo-medycznej.

Pytany o to, czy i który ze złożonych w Sejmie projektów w sprawie in vitro jest Kościołowi najbliższy abp Hoser odparł, że Kościół nie może „wskazywać palcem”. Podkreślił jednocześnie, powołując się na punkt 73 encykliki Jana Pawła II „Evangelium vitae”, że strategia osoby uchwalającej prawo nie powinna polegać na wyborze „mniejszego zła” lecz na tym, by realizować dobro a ograniczyć zło.

Abp Hoser podkreślił, że do opinii publicznej nie dociera szereg bulwersującyh faktów, np., że przy metodzie in vitro ginie aż 95 proc. zarodków oraz, że dzieci poczęte ta metodą rodzą się z szeregiem wad zdrowotnych, bo selekcja materiału genetycznego na drodze in vitro jest zdecydowanie gorsza niż in vivo, a więc w środowisku naturalnym, jakim jest organizm matki.

Hierarcha podkreślił, że najnowsze badania dowodzą niezbicie szkodliwości „wyprowadzania” zarodka poza organizm matki.

„Nie mówi się o upokarzających okolicznościach pobierania gamet, o stymulacji jajników, prowadzonej do granic wytrzymałości fizjologicznej” – zauważył w rozmowie z KAI przewodniczący Zespołu Episkopatu ds. Bioetycznych. Dodał, że tematem tabu jest to, że pragnienie „posiadania” dziecka poczętego droga in vitro zgłaszają kobiety, które wcześniej stosowały „twardą” antykoncepcję już przeszły już kilka aborcji, co stanowi główną przyczynę niemożności zajścia w ciążę w sposób naturalny.

Abp Hoser przyznał, że szczególne społeczne niezrozumienie dotyczy wskazań Kościoła, iż dziecko powinno być owocem wyłącznie bezpośredniego aktu małżeńskiego. „Dostrzegam trudność ze zrozumieniem różnicy pomiędzy aktem małżeńskim a kopulacją. Akt małżeński zawiera treść i symbolikę i jest ‘transmisją’ życia ludzkiego a tego wszystkiego pozbawiony jest akt kopulacji będący domeną zwierząt” – zaznaczył arcybiskup warszawsko-praski.

Zdaniem hierarchy w świecie Zachodu daje o sobie znać etyka „politycznie poprawna”, która chce zapanować nad światem. W tym celu walczy ona z rodziną i dąży do atomizacji społeczeństwa, gdyż „społeczeństwo zatomizowane jest lepszym klientem i lepszym podwładnym”.

Abp Hoser, który z wykształcenia jest lekarzem i ma za sobą kilkuletnia praktykę w tym zawodzie, wyraził ubolewanie, że także medycyna uległa ogromnej merkantylizacji, zaś całe jej dziedziny nastawione są wprost i głownie na zysk.

Hierarcha przywołał też opinię ks. prof. Michela Schooyansa, filozofa i etyka, m.in. eksperta Kongregacji Doktryny Wiary i Papieskiej Rady ds. Rodziny, który przestrzegał przed „totalitarnym dryfem demokracji”. Zdaniem abp Hosera, to, co obecnie dzieje się na świecie i w Polsce wokół kwestii bioetycznych jest najlepszym przykładem tego zjawiska.

Odnosząc się do szeregu liberalnych ustaw przyjętych w Hiszpanii za rządów obecnego premiera Zapatero (dotyczących m.in. aborcji czy tzw. małżeństw partnerskich) abp Hoser ocenił, że także w Polsce „będą próby zapateryzacji moralności publicznej”. Pytany o to, czy nasz kraj ma „swojego” Zapatero hierarcha odparł: „Oczywiście, ale nie będę wymieniał jego nazwiska”.
tk / Warszawa
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 25 września 2009
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2009-09-23 19:41 Warszawa-Praga: ogłoszono Statut Kapelana Szpitalnego

W diecezji warszawsko-praskiej został dziś promulgowany Statut Kapelana Szpitalnego, Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego i Domów Opieki. Jego oficjalnego ogłoszenia dokonał Jego Ekscelencja ks. abp Henryk Hoser w obecności Dyrektorów różnego Rodzaju Placówek Opieki Zdrowotnej znajdujących się na terenie diecezji.

Zadania kapelana szpitalnego mają charakter duszpasterski pokreślił abp Hoser. - Ważne jest, aby kapelan był skupiony na człowieku cierpiącym, aby aktywnie go poszukiwał i potrafił dostrzec zwłaszcza cierpienie duchowe - mówił bp warszawsko-praski.

- Dotychczas status kapelana szpitalnego w Polsce nie został jeszcze uregulowany żadnym aktem prawnym. Dlatego niezbędne było napisanie statutu, który regulowałby tę kwestie – komu kapelan podlega, jaki jest zakres jego obowiązków - mówił ks. Arkadiusz Zawistowski, duszpasterz służby zdrowia w diecezji warszawsko-praskiej.
Treść statutu kapelanów była konsultowana z dyrektorami szpitali, personelem medycznym i prawnikami.

Regulacje w nim zawarte konkretnie określają miejsce i zadania kapelanów w różnego typu zakładach opieki społecznej. Statut kapelana szpitalnego posiadały dotychczas w naszym kraju zaledwie dwie diecezje - katowicka i tarnowska, jednak jak podkreśla ks. Zawistowski, wymagają one dostosowania do obecnych realiów.
mg / Warszawa-Praga
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 23 września 2009
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2009-09-21 10:31 Abp Hoser w Otwocku: Katyń jest symbolem polskiej martyrologii

- Katyń jest symbolem polskiej martyrologii - powiedział wczoraj (20 września) w Otwocku abp Henryk Hoser. W pobliżu tamtejszego kościoła pw. Zesłania Duch Świętego odsłonięto pomnik „Katyń 1944”, upamiętniający 35-ciu oficerów - mieszkańców Otwocka ,zamordowanych na Wschodzie.

Jak powiedział abp Hoser, źródłem zła i okrucieństwa na świecie jest tajemnica ludzkiej nieprawości. - Człowiek jest zdolny do dwóch tajemnic: do tajemnicy pobożności i przeciwnej jej, będącej jej zaprzeczeniem tajemnicy nieprawości. Istota tej tajemnicy polega na zerwaniu z Bogiem i wówczas zerwanie z Bogiem staje się w sposób dramatyczny podziałem wśród ludzi - ubolewał arcybiskup.

Zdaniem ordynariusza warszawsko-praskiego, kluczem do zrozumienia wielu sytuacji politycznych i społecznych są żądza władzy, posiadania i użycia - widoczne w dwóch totalitaryzmach: komunizmie i nazizmie. - Władza miała być totalna, skupiona w rękach dwóch dyktatorów, którzy również żądali totalnego posiadania wszystkiego. Mało im było we własnym kraju, podnieśli rękę na cudzą wolność, cudzą własność, cudzą godność. Podnieśli rękę na człowieka żywego, który jest chwałą Bożą - powiedział abp Hoser.

Hierarcha przypomniał, że na Wschodzie zginęło 1,8 mln polskich obywateli. Jego zdaniem trzeba o tym otwarcie mówić, ponieważ realne pojednanie między narodami można zbudować tylko na całej prawdzie. - Pojednanie może się, jak każde ludzkie pojednanie, dokonać tylko w prawdzie, której gwarantem jest Bóg. Wszystkie inne prawdy subiektywne, politycznie poprawne, koniunkturalne, zamykają drogę do pojednania - uważa.

Po Mszy św. nastąpiło odsłonięcie pomnika „Katyń 1944” i uroczyste złożenie symbolicznych wieńców przez delegacje państwowe, kościelne, samorządowe, i lokalne.
mag / Otwock
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 21 września 2009
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2009-09-18 11:19 Abp Hoser zapowiedział utworzenie Rady ds. Powołań

Odpowiadając na coraz bardziej widoczny spadek liczby osób konsekrowanych abp Henryk Hoser zapowiedział utworzenie Rady ds. Powołań w diecezji warszawsko-praskiej. Wczorajszym spotkaniem przełożonych żeńskich zgromadzeń zakonnych na warszawskiej Pradze zainaugurowano nowy rok formacyjny.

Biskup warszawsko-praski zwracając się do zakonnic pracujących na terenie tej diecezji przypomniał, że każde powołanie jest zawsze najpierw inicjatywą Boga i aby w nim wytrwać potrzebna jest żywa relacja ze Stwórcą. – Ten codzienny kontakt z nim jest niezwykle odmładzający, jesteśmy nasyceni nadzieją, idziemy w przyszłość z ufnością, podejmujemy się wszystkich zadań, jesteśmy twórczy i odkrywczy – mówił abp Hoser.

Zachęcał też do takiego patrzenia na drugiego człowieka, które nie będzie pełne zgorzkniałej krytyki czy niechęci ale życzliwości, która dostrzega w każdym człowieku obraz i podobieństwo Boże – Bądźcie siostrami, którym wszystko można powierzyć – apelował biskup warszawsko-praski.

Na terenie diecezji warszawsko-praskiej mieszka ok. 1590 sióstr w 122 domach należących do 65 żeńskich zgromadzeń zakonnych. W ostatnich latach coraz bardziej widoczny jest spadek liczby młodych kobiet odkrywających powołanie do życia radami ewangelicznymi. Przyczyny takiej sytuacji są bardzo złożone - zauważa siostra Luiza ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Loretańskiej. - Kryzys rodziny, materializm i nastawienie na to żeby „brać” i „mieć”. Nie bez znaczenia jest również ten tzw. niż demograficzny – wylicza zakonnica. - Robimy sobie rachunek sumienia z naszego świadectwa, na ile jesteśmy czytelnym, przejrzystym znakiem dla współczesnego świata i dla młodego człowieka – dodała.

W skład Rady ds. Powołań, którą zamierza powołać abp Hoser wejdą: siostra zakonna, zakonnik i kapłan diecezjalny.
mg, awo / Warszawa
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 18 września 2009
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2009-09-17 10:25 Abp Hoser do proboszczów: obejmijcie modlitwą posłów decydujących o kształcie ustawodawstwa bioetycznego

O objęcie modlitwą parlamentarzystów zajmujących się w Polsce kształtowaniem ustawodawstwa bioetycznego - zaapelował abp Hoser na spotkaniu z proboszczami diecezji warszawsko-praskiej, które odbyło się 16 września w Wyższym Seminarium Duchownym na warszawskim Tarchominie.

Na spotkaniu abp Hoser przypomniał proboszczom podstawowe priorytety pracy duszpasterskiej w diecezji. Podkreślił, że to właśnie w parafii dokonuje się ewangelizacja i nowa ewangelizacja. "To w niej jesteśmy w kontakcie z Kościołami domowymi, którym jest każda rodzina oparta na sakramentalnym małżeństwie. To tam mamy do czynienia z ludźmi cierpiącymi i samotnymi, którzy są adresatami naszych trosk" - tłumaczył.

Nawiązując do toczącej się obecnie debaty politycznej na tematy bioetyczne, abp Hoser zaapelował też do proboszczów, by objęli modlitwą posłów decydujących o przyszłym kształcie uregulowań prawnych w naszym kraju. Zaproponował, by modlitwę w tej intencji, opartą np. na słowach z końcowych fragmentów encykliki "Evangelium vitae" Jana Pawła II, odprawiano każdego dnia po zakończeniu Mszy św. Dodatkowo, przynajmniej raz w miesiącu we wszystkich kościołach diecezji byłyby odprawiane specjalne nabożeństwa w intencji ochrony życia.

Z kolei proboszczowie apelowali na spotkaniu o częstsze spotkania w celu wymiany doświadczeń duszpasterskich oraz upamiętnianie dorobku najstarszych kapłanów diecezji warszawsko-praskich.

Abp Hoser powołał też na spotkaniu członków nowo utworzonego Zespołu ds. Duszpasterstwa Ogólnego Diecezji Warszawsko-Praskiej. W jego skład weszło czterech kapłanów: dwóch proboszczów i dwóch dziekanów. Przewodniczącym został ks. Marek Solarczyk, pozostałymi członkami: ks. Marek Sędek, ks. Piotr Tomasik i ks. Tomasz Wielebski. Głównym zadaniem zespołu będzie pomoc tym wszystkim, którzy są zaangażowani w duszpasterstwo i apostolstwo diecezji.

Dziś z abp. Hoserem spotkają się przełożone żeńskich zgromadzeń zakonnych, rezydujących na terenie diecezji warszawsko-praskiej.
mag / Warszawa
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 17 września 2009
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2009-09-14 13:55 Warszawa: Diecezjalne Regaty Łodzi Smoczych (zapowiedź)

Niezwykłe zawody – Regaty Łodzi Smoczych – odbędą się w niedzielę 20 września na Kanale Żerańskim. Do zmagań, których formuła wywodzi się ze starej chińskiej legendy, zaprasza Diecezja Warszawsko-Praska.

W każdej drużynie ścigać się będzie dziesięciu wioślarzy, oraz dodatkowa osoba, która wybijać będzie rytm na wielkim bębnie przymocowanym do dzioba smoczej łodzi. Oprócz zawodów na wodzie przewidywane są liczne atrakcje, m.in. ciekawe pokazy, kiełbaski z rożna i grochówka.

– Impreza jest propozycją wspólnego spędzenia czasu w miłej atmosferze, na świeżym powietrzu. Przez rekreację i sport chcemy integrować środowisko młodzieży – powiedział KAI ks. Andrzej Kinowski, jeden z organizatorów.

Zawody odbędą się w niedzielę 20 września o godz. 15.00 na Kanale Żerańskim, na wysokości ul. Modlińskiej 16. Do 18 września można jeszcze zgłaszać drużyny na Regaty. Wystarczy zebrać 11 osobową reprezentację chłopców i dziewcząt, od 16 lat wzwyż.

Organizatorem imprezy jest Parafialny Klub Sportowy AGAPE Białołęka, działający przy parafii NMP Matki Pięknej Miłości w Diecezji Warszawsko-Praskiej.

Wyścigi smoczych łodzi to tradycyjny sport chiński. Jego powstanie wiąże się z legendą Qu Yuana, który w III w. przed Chr. miał się rzucić w nurt rzeki Miluo, protestując w ten sposób przeciwko skorumpowanej władzy.

Wyścigi wodne odbywają się na długich łodziach zakończonych na dziobie głową smoka. Wioślarzom towarzyszy wielki bęben, usytuowany tuż przy smoczej głowie, którego rytm motywuje ich do maksymalnego wysiłku.
ew / Warszawa
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 14 września 2009
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2009-08-31 12:50 „Sternik” – szkoła totalna (reportaż)

Kiedyś o piłkarzach Holandii mówiło się, że grają "futbol totalny". My możemy powiedzieć, że to jest "szkoła totalna" – mówi jeden z ojców Mają pięcioro dzieci, od niedawna mieszkają w Józefowie pod Warszawą, zdecydowali się na przeprowadzkę, aby mieć bliżej do tej właśnie szkoły, związanej z kręgami Opus Dei.

„Szkoła totalna”, ponieważ wciąga rodziców w proces wychowawczy, a skoro jest tu wiele rodzin z licznym potomstwem, to obowiązki mnożą się niepomiernie. STERNIK bardzo angażuje rodziców w sprawy szkolne związane z dziećmi i pewnie dlatego w czerwcu, po 10 miesiącach „współpracy” mieliśmy już trochę dość…" – dodaje matka trójki dzieci. "Jednak teraz już nie możemy się doczekać, kiedy po wakacjach powrócimy do rytmu szkolnego" - konstatuje.

Placówki edukacyjne STERNIK-a działają od pięciu lat, a konkretnie od 1 września 2004 roku w kilku podwarszawskich miejscowościach (Międzylesie i Falenica, a ostatnio Józefów). W projekcie uczestniczy obecnie przeszło 500 rodzin z blisko 900 dziećmi.

Wyniki testów szóstoklasisty (z roku 2007/2008 oraz 2008/2009) plasują uczniów w najwyższej grupie ocen na tle kraju. W gronie rodzin szkoły dla chłopców „Żagle” zrodził się ponadto pomysł zorganizowania Orszaku Trzech Króli – Jasełek ulicznych na Starym Mieście w Warszawie. W inicjatywę włączyły się Centrum Myśli Jana Pawła Ii i Fundacja Świętego Mikołaja.


Rodzice rodzicom

Od czasu do czasu do Stowarzyszenia docierają pytania o plany rozszerzenia działalności w innych miastach Polski. „Otwórzcie u nas taką szkołę, a chętnie zapiszemy do niej dziecko” – tak można streścić brzmienie tych maili i telefonów.

Niestety, ci którzy czekają na to, że ktoś otworzy nową placówkę, pewnie się nie doczekają, gdyż u źródeł jej powstania jest zawsze poważny wysiłek samych rodziców. Tak powstały szkoły STERNIK-a i tak powstawały w przeszłości inne placówki tego typu na świecie (jest ich już ponad 500 w 38 krajach).

A zaczęło się wszystko od rady, którą dawał rodzicom założyciel Opus Dei, św. Josemaria Escriva. „Zakładajcie szkoły dla swoich dzieci – mówił – szkoły będące przedłużeniem domu rodzinnego, w którym praktykuje się ducha służby, współpracy, hojności, jedności”.

Pierwsza taka szkoła powstała w 1952 roku. Przez ponad pół wieku działania tego systemu edukacyjnego nagromadziło się wiele doświadczeń, z których najważniejszym jest aktywna rola rodziców.

Tak było też w Polsce. Rodzice założyli Stowarzyszenie STERNIK, szukali odpowiednich partnerów do współpracy i wzięli na siebie ciężar znalezienia środków materialnych. Zaczęły się przyłączać inne rodziny. Czy nie mieli wątpliwości? Owszem, i to spore.

„Na początku było bardzo dużo obaw" – wspomina jedna z matek dziewcząt uczęszczających do „Strumieni”. "Przejrzałam program szkoły. Owszem, zgrabny...” – myślę – „ambitny”. "Brawo... W wielu programach szkolnych widziałam już te postulaty. Niezmiennie robiły na mnie wrażenie. Chociaż realizowane bywały potem różnie. Czytam program wychowawczy: Zawsze się uśmiechaj, kiedy ktoś ciebie o coś prosi. – Stop! Zdziwienie. Jeszcze raz: Zawsze się uśmiechaj, kiedy ktoś ciebie o coś prosi...??? - oto jeden z nawyków do przyswojenia dla przedszkola. Konkretnie dla... trzylatków!” - opowiada.

„Wychowawca, który jest indywidualnym opiekunem dziecka przestrzega zasady, aby podejść do każdego z powierzonych mu dzieci przynajmniej raz dziennie bez konkretnego powodu i porozmawiać z nim.” – „Hm... dokładnie tak staramy się postępować w domu!...” - dodaje.

Wszystkie natarczywie powracające dotąd pytania: „Ale czy nas na taką szkołę stać? Ale czy mam siłę ponieść liczne trudy z tego wynikające? Ale dlaczego to lepiej, żeby chłopcy i dziewczęta uczyli się oddzielnie? Ale... ale... ale... zastępuje już tylko jedno: „JAK?...”


Szkoła dla elit?

Pod koniec roku szkolnego 2008/2009 telewizja TVN w programie „TVN UWAGA” wyemitowała kilkunastominutowy film o projekcie STERNIK. Zapowiedź programu brzmiała sensacyjnie: szkoła do której uczęszczają dzieci ministrów i biznesmenów, a przy tym prowadzona jest przez tajemnicze Opus Dei.

Wszystko, co trzeba, aby przyciągnąć uwagę widza. Sam reportaż pokazał jednak obraz przedszkola i szkół, których elitarność polega na zgoła czymś innym. Faktem jest, że wśród dzieci STERNIKA znajdzie się kilka znanych nazwisk (będzie to ok. 3 procent wszystkich uczniów w projekcie). Natomiast w praktyce jej wyjątkowość obrazuje coś zupełnie innego:

Po pierwsze – w projekcie uczestniczy duża liczna rodzin wielodzietnych.

Po drugie – bardzo dużą wagę przykłada się tu do jak najściślejszej współpracy rodziny i szkoły.

Swoistym znakiem firmowym projektu jest tutor – opiekun pozostający w ścisłym kontakcie z rodziną. W szkołach nie ma wywiadówek, za to są okresowe spotkania opiekuna z rodzicami (koniecznie z obojgiem – nie ma możliwości delegowania obowiązku spotkań na jednego z rodziców; zazwyczaj to zapracowani ojcowie stają przed pokusą przekazania tego obowiązku mamie).

Po trzecie – na każdym poziomie edukacji (począwszy od przedszkola) proponowany jest rodzicom program wychowawczy polegający na pracy nad dobrym nawykami (np. hojność, pracowitość, uprzejmość, porządek); realizowany jest on równolegle w domu i w placówce edukacyjnej.

Po czwarte – cały system wychowania i nauczania opiera się na edukacji spersonalizowanej. Chodzi tu o uszanowanie tożsamości dziecka i zgodność stawianych wymagań z jego rozwojem. Z tego względu po koedukacyjnym przedszkolu dzieci idą do szkół podstawowych prowadzonych osobno dla chłopców i dla dziewcząt. W STERNIK-u używa się właśnie tego terminu: „dla dziewcząt”, „dla chłopców”, a nie – szkoła żeńska i szkoła męska. Różnica jest zasadnicza. W tym drugim przypadku chodzi o placówki, gdzie po prostu uczą się same dziewczynki lub sami chłopcy. „Szkoła dla…” to coś innego. Tu cały program wychowawczo – edukacyjny jest dostosowany do specyficznych wymagań danej płci.

Po piąte wreszcie – bycie w tej szkole wymaga niemałego wysiłku. Jest on związany zarówno z obciążeniem wychowawczym jak i materialnym. Z roku na rok rośnie liczba chętnych, prowizoryczne pomieszczenia wynajęte w Falenicy i Międzylesiu nie tylko nie wystarczają, ale nie odpowiadają w pełni wymaganiom stawianym przez ten nowatorski system edukacyjny.

Ciężar bieżącego utrzymania placówek i rozwoju inwestycyjnego spoczywa na barkach samych rodziców, którzy wychodzą z założenia, że najważniejszą inwestycją życia są ich dzieci. Z drugiej strony założyciele postawili sobie cel, że pieniądze nie mogą być barierą we włączeniu się w projekt. Dlatego z każdą rodziną prowadzone są indywidualne rozmowy mające prowadzić do ustalenia takiego postępowania, które zapewni jej udział przy jednoczesnym zapewnieniu finansowania projektu.


…tajemnicze Opus Dei

Do szkół STERNIK-a przylgnęła już nazwa potoczna – szkoły Opus Dei. „Prawdopodobnie wynika to z faktu, że opiekę duszpasterską w placówkach sprawują księża z Dzieła” – mówi wikariusz regionalny Opus Dei w Polsce, ksiądz Piotr Prieto.

„Prosili nas o to rodzice, którzy zakładali Stowarzyszenie. Zwrócili się oni do Prałatury Opus Dei z prośbą o pomoc w utrzymaniu chrześcijańskiej tożsamości szkół. Na podstawie umowy między Dziełem a STERNIK-iem Prałatura wyznacza kapelanów do poszczególnych placówek wychowawczych. Księża ci działają we własnym imieniu i nie reprezentują Prałatury jako takiej. W praktyce oznacza to, że przygotowują dzieci i rodziców do sakramentów, odprawiają Msze święte, spowiadają, prowadzą nauki w czasie dni skupienia. Jeśli więc chcemy ściśle określić organ założycielski tych placówek edukacyjnych, to jest nim Stowarzyszenie STERNIK, czyli– świecka inicjatywa grupy rodziców” - wyjaśnia kapłan.

Ks. Prieto dodaje, że pewne podstawowe zasady założycielskie tego typu szkół dał przed ponad pięćdziesięciu laty założyciel Opus Dei, św. Josemaria Escriva. Natomiast wcieleniem w życie tej idei zajmowali się ludzie świeccy.

„Św. Josemaria zawsze podkreślał, że Opus Dei oznacza Dzieło Boże i że tak naprawdę chodzi o to, aby chrześcijanin czynił to Boże dzieło wszędzie tam, gdzie się znajduje” – dodaje ksiądz. – „Jestem pełen uznania dla rodziców, którzy mieli odwagę zainicjować ten projekt i wydaje mi się, że zrobili to dlatego, aby mieć pomoc w ich najważniejszym zadaniu, jakim jest wychowanie dziec”i.

„Chętnie mówimy o szkole dla rodziców wymagających od siebie” – mówi Janusz Siekański, przewodniczący rady Stowarzyszenia. „I cieszymy się, że tacy rodzice do nas przychodzą. Wśród nich są osoby korzystające z różnych typów formacji w Kościele, liczne są rodziny z neokatechumenatu, oaz, czy innych ruchów katolickich. Są też osoby zwyczajnie uczestniczące w życiu parafialnym bez dodatkowej formacji. Jesteśmy otwarci na każdego, komu zależy na dobrym wychowaniu dziecka, bez względu na przynależność wyznaniową czy wyznawany światopogląd, pod warunkiem, że rodzice podzielają ideał wychowania opartego na ogólnoludzkich wartościach i chrześcijańskiej wizji człowieka” - dodaje.

"Czy zatem można te placówki nazwać szkołami katolickimi?" - pyta retorycznie.

„Zakładający szkołę pragnęli, aby była ona przedłużeniem rodziny także w najważniejszym jej zadaniu, jakim jest chrześcijańska formacja dzieci” – wyjaśnia dalej Siekański. „W każdej placówce jest kaplica, możliwość udziału we Mszy św., możliwość spowiedzi, lekcje religii. Równie ważne jest to, aby cały program wychowawczo-edukacyjny spójnie realizował tę tożsamość. W Polsce przez szkołę wyznaniową rozumie się placówkę założoną przez diecezję, lub jakąś inną instytucję religijną. W tym sensie nie mieścimy się w tej klasyfikacji, ponieważ założycielem jest stowarzyszenie rodziców” – mówi.

„Wiele takich szkół istnieje na świecie, sam poznałem podobne w Hiszpanii” – opowiada ks. Prieto. „Funkcjonują one już kilkadziesiąt lat i owoce ich pracy są widoczne. Wychodzą z nich absolwenci, którzy stają się fachowcami w swoim zawodzie, tworzą często trwałe rodziny, na wiele sposobów służą społeczeństwu. Dzieje się coś dobrego, w zwyczajnym życiu powstają dzieła Boże. Ufam, że w Polsce może być podobnie” - dodaje.
Paweł Zuchniewicz / Warszawa
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 31 sierpnia 2009
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2009-08-20 14:55 Proboszcz Otwocka i małżeństwo Dańków Sprawiedliwymi wśród Narodów Świata

Pierwszy proboszcz otwockiej parafii ks. kan. Ludwik Wolski oraz małżeństwo Mieczysława i Jadwigi Dańków zostaną dziś pośmiertnie odznaczeni medalami Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Ambasador Izraela w RP Zvi Rav-Ner wręczy dziś w Otwocku medale siostrzenicy ks. Wolskiego, p. Teresie Teisseyre, która zapowiedziała przekazanie medalu do parafii św. Wincentego. Odznaczenie przyznane rodzicom odbierze syn Mieczysława Dańki, Mieczysław Dańko-junior.

Medal, przyznawany osobom, ratującym w czasie II wojny światowej Żydów od Zagłady, otrzymało już ok. 40 mieszkańców Otwocka, m.in. komendant policji Bronisław Marchlewicz i przełożona domu sióstr elżbietanek s. Gertruda Marciniak, która w Domu Dziecka „Promyk” przechowała do końca wojny kilkadziesiąt żydowskich dzieci.

Ks. kanonik Ludwik Wolski (1881-1953) był proboszczem parafii rzymskokatolickiej pw. św. Wincentego á Paulo w Otwocku od roku 1923 do 1949. To on w latach 1930-1935 wybudował obecny kościół według projektu swego brata, arch. Łukasza Wolskiego.

W latach okupacji hitlerowskiej plebania otwockiej parafii była dla wielu osób – bez względu na narodowość czy wyznanie – miejscem bezpiecznego schronienia, udzielania pomocy i zapewniania opieki. Otrzymywali tam żywność, leki i zapomogi.

Prowadząc księgi stanu cywilnego, ks. proboszcz Wolski wystawiał bezinteresownie fikcyjne świadectwa urodzenia dla dzieci żydowskich mieszkańców Otwocka. Dzięki temu mogły one przebywać legalnie w zakładach wychowawczych i sierocińcach jako dzieci ochrzczone, pochodzące z rodzin wyznania rzymskokatolickiego. Czynił to z narażeniem własnego życia i osób z najbliższego otoczenia. Nie jest znana dokładna liczba osób, którym w ten sposób pomógł. Na pewno wystawił fikcyjne metryki pięciorgu dzieciom: Marii Osowieckiej (na nazwisko Halina Brzoza), Danowi Landsbergowi (na nazwisko Wojciech Płochocki), Rut Noj (na nazwisko Teresa Wysocka), Marii Wecer i jej bratu Saszy (na nazwisko pierwszego męża ich matki, Konstantego Laskowieckiego).

Uratowana w ten sposób Maria Thau (z domu Wecer, dziś obywatelka Izraela), tak pisze w swoich wspomnieniach pt. „Powroty”: „Ksiądz w otwockim kościele współpracował z podziemiem. Wśród ukrywających się niedobitków z okolicznych miasteczek po likwidacji gett, krążyła wieść o tym, że tenże ksiądz pomaga Żydom, a specjalnie dzieciom. Nie jednemu dziecku załatwił lokum w tym czy innym klasztorze. Wydawał fałszywe papiery i metryki bez żadnej rekompensaty”. Również w swoim zeznaniu złożonym w 1964 r. w instytucie Yad Vashem Maria pisze o „starym proboszczu kościoła otwockiego” i o „jego pomocniku księdzu wikarym”, którzy „uratowali życie wielu żydowskich dzieci” (chodzi o ks. Wolskiego i ks. Jana Raczkowskiego).

Otwocki proboszcz pozwalał żydowskim uciekinierom (także dorosłym) nocować w nieistniejącym już drewnianym domu parafialnym oraz nawet na dachu kościoła. Hanna Kamińska wspomina: „W czasie wojny, dzięki księdzu Wolskiemu, parafia św. Wincentego znana była wśród Żydów otwockich jako miejsce, gdzie można dostać pomoc i, w razie potrzeby, przenocować. Ja sama tam nocowałam w listopadzie 1942 roku (ponad dwa miesiące po likwidacji getta)”.

Ks. Wolski ściśle współpracował z innymi otwockimi Sprawiedliwymi: Aleksandrą Szpakowską, Bronisławem Marchlewiczem i siostrami elżbietankami. Świadectwem tego jest list Hanny Kamińskiej z 12 września 1945 r. (zachowano pisownię oryginału):
„Czuję się w miłym obowiązku wyrazić Wielebnemu Księdzu Kanonikowi najserdeczniejsze podziękowania za opiekę nad 7-mio letnią moją kuzynką, Marysią Osowiecką.
W okresie największego nasilenia terroru zbirów hitlerowskich w sierpniu 1942 r. w Otwocku, gdy w dniu 19 sierpnia i w dni następne trwała likwidacja ghetta, Ksiądz nie zawahał się z narażeniem życia ratować nieznane dziecko żydowskie.
Na tle rozwydrzonych band niemieckich i hitlerowskich, na tle zachowania się mieszkańców okolicznych wsi, którzy rzucili się, jak hjeny, na dobro pozostawione przez Żydów, tym jaskrawiej odbija się chrześcijańska postawa Księdza Kanonika, który wraz z p. inż. Szpakowską i p. Marchlewiczem, ówczesnym komendantem policji, nie ulękli się niczego, by ratować to bezbronne dziecko żydowskie.
Istnienie takich ludzi jak Ksiądz Kanonik, p. Szpakowska i p. Marchlewicz napawa nas wiarą w lepsze jutro, w zwycięstwo dobra nad złem. Chciałabym, by moje nieudolne słowa, mogły choć w części oddać uczucia, jakie żywię dla Księdza Kanonika, p. Szpakowskiej i p. Marchlewicza.
Oby jaknajwięcej takich ludzi Polska miała”.

7 grudnia 2008 r. Instytut Yad Vashem uznał ks. Ludwika Wolskiego za Sprawiedliwego wśród Narodów Świata.

Mieczysław Dańko urodził się w 1905 r. w Wilnie, Jadwiga Wojciechowska – w roku 1904.
Mieczysław już jako 15-latek, ukrywając swój wiek, zgłosił się do I pułku artylerii polowej i wziął udział w wojnie z bolszewikami w roku 1920. Od roku 1936 Dańko mieszkał w Otwocku, gdzie był kierownikiem Wydziału Finansowego w Zarządzie Miejskim. W kampanii wrześniowej pojmany do niewoli przez Rosjan, uciekł z transportu i wrócił do Otwocka.

Był działaczem ruchu ludowego, także konspiracyjnego w czasie wojny. W latach 1941-1943 był komendantem obwodu Warszawa-Prawobrzeżna Batalionów Chłopskich, używał pseudonimu „Odwaga”. W roku 1943 przez trzy miesiące był więziony przez gestapo w Nowym Sączu.

Żydowska rodzina Wecer (Weczer) w Otwocku przymierała głodem w getcie. Jedynie kilkuletnia Maria wymykała się z getta. Kupowała lekarstwa, które odsprzedawała innym, w ten sposób zdobywając chleb dla swoich braci Zbyszka i Saszy oraz dziadków. Jesienią na stopach bosej dziewczynki otworzyły się rany. W takim stanie spotkała pewnego wieczora
w aptece dawną sąsiadkę Jadwigę Dańko. „Bój się Boga, Muszko, jak ty wyglądasz?” – zapytała Jadwiga, po czym zabrała dziewczynkę do swojego domu przy ul. Reymonta.

Po latach Miriam Thau (Maria Wecer) wspominała w zeznaniu dla instytutu Yad Vashem: „Tego jeszcze wieczoru nakarmiono mnie, umyto i opatrzono chore nogi. Ze zgrozą słuchali Dańkowie – pani Jadwiga, jej mąż Mieczysław i siostra Nina, mej relacji o nędzy getta. Był to czas, kiedy na ulicach leżeli już spuchnięci z głodu ludzie. Rano, kiedy podziękowawszy, chciałam ruszyć z powrotem, pani Jadwiga oświadczyła mi uroczyście: «Nie wrócisz więcej do getta, Muszko». Raz jeszcze podziękowałam i wyjaśniłam, że nie mogę zostać – tam czeka na mnie Saszka, beze mnie zginie. Dańkowie nie mogli wziąć go do domu. Był obrzezany, a oni mieli dwoje dzieci, których nie chcieli narażać. Tego dnia jeszcze zaniosłam Saszce koszyk pełny żywności Odtąd przez całe tygodnie nosiłam mu codziennie obiady”.

Dzięki pomocy proboszcza, ks. Ludwika Wolskiego, Maria Wecer otrzymała metrykę na nazwisko Laskowiecka (tak nazywał się pierwszy mąż jej matki). Podobną metrykę otrzymał także maleńki Sasza. Wtedy Mieczysław Dańko wraz z urzędnikiem otwockiego magistratu, p. Grzywaczem, wywiózł Saszkę z getta i umieścił w Świdrze w klasztorze (prawdopodobnie u sióstr elżbietanek) jako „chrześcijańskie dziecko, które Żydzi-opiekunowie obrzezali”.

Pewnego dnia u Dańków zjawiła się także Tamara Wecer, matka dzieci, która wcześniej opuściła Otwock, w poszukiwaniu kontaktu z mężem i drogi ucieczki. I znów Mieczysław Dańko pomógł. Wystarał się dla niej o kenkartę na nazwisko jej pierwszego męża. Dańkowie pomogli też znaleźć mieszkanie dla całej rodziny. Matka odebrała z klasztoru małego Saszkę, który jednak wkrótce zmarł. Maria Thau wspomina po latach: „Gasł w oczach. Umarł w nocy, trzymając mnie za rękę. Jego ostatnie słowa, były: «Musia, daj chleba»”. Na jego akcie zgonu wystawionym przez ks. Wolskiego 20 października 1942 r. jako świadek podpisana jest także Aleksandra Szpakowska, inna otwocka Sprawiedliwa.

Wojnę przeżyli Tamara, Maria i Zbigniew Wecer. W 1946 r. wrócił do Polski także ojciec dzieci, Rudolf Wecer. Zbigniew wyjechał do Izraela w roku 1948, Maria z matką w 1958 r.
Mieczysław Dańko ożenił się później jeszcze dwukrotnie. W roku 1951 jego żoną została Krystyna Chłond.

Po wojnie Mieczysław Dańko włączył się w ruch ludowy, najpierw we współpracy z rządem lubelskim. W okresie 19 września-30 listopada 1944 był wiceprezydentem Warszawy z rekomendacji Stronnictwa Ludowego. Organizował pierwszą Radę Narodową w Otwocku. Szybko jednak stracił iluzje. Trzykrotnie władze komunistyczne wsadzały go do więzienia. Najpierw za to, że na posiedzeniu władz SL zaproponował zerwanie koalicji z komunistami – wtedy prosto z urzędu wiceprezydenta Warszawy trafił na osiem miesięcy do surowego więzienia na Zamku Lubelskim. Następnie został dyrektorem Wydawnictwa Ludowego w Warszawie. Ale już w latach 1948-1950 przebywał w obozie pracy w Mielęcinie pod fałszywym zarzutem nielegalnego handlu papierem (rehabilitacji doczekał się dopiero w latach 70-tych). Ponownie został aresztowany i skazany w listopadzie 1952 r. – „za to, że usiłował przemocą zmienić ludowo-demokratyczny ustrój Państwa Polskiego przez branie udziału w zmierzającej do tego celu nielegalnej organizacji”. Zwolniony w 1956 r. na mocy amnestii dla więźniów politycznych.

Zachowały się jego listy do wysokich urzędników PRL, łącznie z prezydentem Bierutem i prokuratorem generalnym, w których skrupulatnie wyliczał krzywdy, jakich doznał. Zniechęcony do działalności publicznej, zajął się rodziną i pracą w spółdzielczości. Pozostał jednak członkiem Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego. Zmarł w roku 1982.

Nie są znane powojenne losy Jadwigi Dańko. Wiadomo, że zmarła w roku 1968, jest pochowana w Gdyni jako Jadwiga Calińska-Szpak.

16 grudnia 2008 r. Instytut Yad Vashem uznał Jadwigę i Mieczysława Dańko za Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.
Z. Nosowski, aw / Otwock
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 20 sierpnia 2009
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2009-08-16 12:31 Warszawa: ruszyła 26. Praska Pielgrzymka na Jasną Górę

Po uroczystej Eucharystii w konkatedrze Matki Bożej Zwycięskiej na warszawskim Kamionku wyruszyła dziś na Jasną Górę 26. Praska Pielgrzymka Piesza - najstarsza pielgrzymka wyruszającą ze stolicy. Około 200 pielgrzymów dotrze do Częstochowy 25 sierpnia na święto Matki Bożej Częstochowskiej.

Nietypowy termin i mała liczba uczestników zapewnia rodzinną atmosferę, to jej największe atuty - podkreślają co roku sami pątnicy.

Podczas porannej Mszy św. przed wyruszeniem na pątniczy szlak, abp Henryk Hoser podkreślił, że „Wsłuchiwanie się w Słowo Boże będzie bardzo ważnym elementem każdego dnia pielgrzymowania”.

"Dzisiejsza liturgia jest dla was wielkim zaproszeniem do mądrości" – mówił. "Mądrość to umiejętność rozeznania tego, co dobre i tego, co złe. Wśród tego, co dobre - rozeznanie dobra wyższego i niższego. To odkrycie, że najwyższym dobrem jest Bóg, a po Nim człowiek" - tłumaczył abp Hoser.

"Stolicą Mądrości jest Maryja" - przypomniał arcybiskup. Podkreślił też, że stając się Jej pomocnikami, pielgrzymi, podobnie jak Ona, mogą być dla innych źródłem mądrości. Uznał, że "dzisiaj przez brak takich ludzi, którzy mogą komuś pomóc i wskazać drogę, rozwija się wróżbiarstwo i horoskopy". - A przecież one do niczego nie prowadzą, nie otwierają bram mądrości, nie ukazują prawdziwego światła w naszym życiu. Tylko od Boga prawdziwe światło pochodzi - stwierdził abp Hoser.

Abp Hoser zachęcał także pielgrzymów, by podążając pątniczym szlakiem, "odkrywali do czego Bóg zaprasza ich każdego dnia". - Wsłuchując się w to, co Bóg na każdy dzień mówi, uczestnicząc w liturgii Kościoła, wydobywając z jego skarbca rzeczy stare i nowe - kontynuujcie tę mądrą postawą w ciągu całego życia - mówił.

Apelując do mądrości pielgrzymów, abp Hoser prosił ich, by byli tymi, którzy "żyją z Eucharystii" i "dla których Eucharystia jest tak ważna, że dzień bez niej wydaje się zmarnowany”.

26. Praska Pielgrzymka dotrze na Jasną Górę 25 sierpnia, na święto Matki Bożej Częstochowskiej - święto patronalne Pomocników Maryi Matki Kościoła.

Po raz pierwszy Praska Pielgrzymka Piesza wyruszyła na Jasną Górę w rok po ślubach jasnogórskich króla Jana Kazimierza. W kolejnych latach pielgrzymi wychodzili z różnych miejsc i w różnych częściach roku, zwykle z okazji uroczystości i świąt. Ostatnia pielgrzymka na Jasną Górę wyszła w roku 1917, lecz nie dotarła do celu z powodu działań wojennych na froncie w okolicach Piotrkowa Trybunalskiego. W 1983 r. została wznowiona przez Pomocników Maryi Matki Kościoła pod nazwą Praska Pielgrzymka Piesza na Jasną Górę z Warszawy-Pragi.
mag / Warszawa
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 16 sierpnia 2009
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2009-08-16 12:19 Abp Hoser w Radzyminie: państwo jest dobrem wspólnym

Państwo jest dobrem wspólnym, gwarantem sprawiedliwości społecznej i ma być służebne w stosunku do narodu - mówił abp Henryk Hoser podczas wczorajszych uroczystości, 15 sierpnia wieczorem, na Cmentarzu Żołnierzy Wojny Polsko-Bolszewickiej 1920 roku w Radzyminie.

Z okazji 89. rocznicy Bitwy Warszawskiej, nazywanej Cudem nad Wisłą, centralne uroczystości w diecezji warszawsko-praskiej odbyły się w Radzyminie.

W homilii abp Hoser podkreślił, że żołnierze leżący na radzymińskim cmentarzu bronili wolnego, suwerennego i niepodległego państwa. - Państwo jest organizacją dobra wspólnego, jest gwarantem sprawiedliwości społecznej i ma być służebne w stosunku do narodu, pojęcia i rzeczywistości którego dzisiejsza poprawność polityczna dzisiaj się wstydzi. Ma też być służebna do kultury narodu, który reprezentuje jako podmiot międzynarodowy - podkreślił ordynariusz diecezji warszawsko-praskiej.

Jak podkreślił arcybiskup, zwycięstwo w 1920 zaowocowało tym, że w dwudziestoleciu międzywojennym państwo było bardzo wysoko cenione. - Żołnierze 1920 roku oddali życie za państwo polskie, naród i ojczyznę, jako niezbywalne dobro wspólne, ale także za wiarę i wolność religijną, za najwyższe ideały i wartości. To wszystko składa się na wspólne dobro - mówił.

Zdaniem hierarchy wspólne dobro, czyli niepodległa Ojczyzna, była przedmiotem troski całego narodu. - Wiara była niezbędnym warunkiem dla spełnienia cudu mocą Zbawiciela. Nam wiary wówczas nie zabrakło. Nie bez znaczenia jest też, że wymodlone zwycięstwo miało miejsce w uroczystość Wniebowzięcia Pani Nieba i Ziemi, 15 sierpnia. Wierzymy, że Bóg wkroczył w historię - dodał.

Wspominając Matkę Bożą Zwycięską arcybiskup zachęcał wiernych, aby ich osobiste życie było Cudem nad Wisłą.
mag / Radzymin
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 16 sierpnia 2009
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
Strony: początek 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71

KAI zastrzega wszelkie prawa do serwisu. Użytkownicy mogą pobierać i drukować fragmenty zawartości serwisu internetowego www.kai.pl i www.ekai.pl wyłącznie do użytku osobistego. Publikacja, rozpowszechnianie zawartości niniejszego serwisu lub jej sprzedaż (także framing i in. podobne metody), są bez uprzedniej pisemnej zgody KAI zabronione i stanowiąc naruszenie ustaw o prawie autorskim, ochronie baz danych i uczciwej konkurencji - będą ścigane przy pomocy wszelkich dostępnych środków prawnych.
(Zapraszamy do prenumeraty serwisu prasowego KAI tel. 22 635 77 18 mail marketing@ekai.pl)

Wykonanie: ALX - szkolenia i specjaliści IT