Znaleziono depesz: 3112
2015-08-01 10:28 W Gdańsku stanie pomnik "Inki"

30 sierpnia w Gdańsku odsłonięty zostanie pomnik Danuty Siedzikówny ps. Inka, zamordowanej przez komunistów...

2015-07-29 19:17 Uczestnicy rajdu rowerowego "Na Hel dla Światowych Dni Młodzieży" dotarli do celu

Przejechali 1025 kilometrów w ciągu ośmiu dni. Dwunastka młodych ludzi z diecezji radomskiej postanowiła w ten sposób promować przyszłoroczne Światowe Dni Młodzieży w Krakowie. Uczniowie, studenci, klerycy, jechali po 100 kilometrów dziennie. Bez względu na pogodę, pokonując zmęczenie i własne słabości. Przeżyli sporo, w tym nawet gradobicie. W Trójmieście byli na Westerplatte, byli też na sopockim molo.

„Jechaliśmy po to, by promować ideę Światowych Dni Młodzieży. Są młodzi ludzie, którzy jeszcze o nich nie słyszeli” - wyjaśnił intencje uczestników ks. Marek Pruszkowski – organizator rajdu rowerowego "Na Hel dla Światowych Dni Młodzieży".

Organizatorem Rajdu jest ks. Marek Pruszkowski. Dziś wspomina z jak wielką sympatią spotykali się po drodze. „Ludzie widząc naszą grupę i nasze koszulki z symbolami ŚDM pytali dlaczego jedziemy, robili sobie z nami zdjęcia. Byli tacy, którzy wcześniej o ŚDM nie słyszeli” – mówi ks. Marek.
Ksiądz Pruszkowski wiele razy w czasie rajdu objaśniał symbole Dni, ale to często był tylko pretekst do rozmów o życiu. Każda rozmowa była inna, ale każda była ważna. „Czasami wystarcza takie spotkanie jak w Malborku. Zatrzymaliśmy się na światłach i kobieta, która jechała autem tak serdecznie nas powitała. Byłą pełna podziwu dla naszego trudu i samego pomysłu” - mówi organizator.

Zanim dojechali do Helu, zgubili się i to pod Puckiem. „Właśnie nadchodziła burza, byliśmy w szczerym polu, nie mieliśmy pojęcia, gdzie jesteśmy. „Nagle, nie wiadomo skąd, pojawia się dwoje ludzi i pyta: wy jedziecie z Zakopanego? To w złą stronę jedziecie, musicie jechać w tamtym kierunku. Dzięki nim trafiliśmy i wszystko się udało. Ale to Opatrzność - pomyśleliśmy” – mówi ks. Marek Gdy już wieczorem dojechali do Helu, to z radości pobiegli wykąpać się w morzu.

Uczestnicy rajdu są przekonani, że było warto podjąć ten trud. Młodzież, która postanowiła pojechać ze swoim duszpasterzem w tak długą trasę, ma poczucie spełnienia. „To już owoc, a jeśli jeszcze udało się kogoś przekonać do udziału w Światowych Dniach Młodzieży, to warto było podwójnie” - mówi organizator.
jrst / Hel
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 29 lipca 2015
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2015-07-29 13:20 Duszpasterz uzależnionych o Pakcie Przeciw Dopalaczom: sytuacja poważna, każdy pomysł dobry

Sytuacja jest poważna, więc każdy pomysł jest dobry – ważne, by był skuteczny, a z tym niestety bywa różnie - tak ocenia w rozmowie z KAI podpisany dziś w Warszawie Pakt Społeczny Przeciwko Dopalaczom duszpasterz uzależnionych w archidiecezji gdańskiej ks. Bogusław Głodowski.

Pakt Społeczny Przeciwko Dopalaczom został podpisany dziś w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych w Warszawie w obecności szefowej MSW Teresy Piotrowskiej, ministra zdrowia Mariana Zembali, ministra sprawiedliwości Borysa Budki oraz Rzecznika Praw Dziecka Marka Michalaka oraz przedstawicieli policji, samorządów i organizacji pozarządowych. Pakt ma on zintegrować dotychczasowe działania wszystkich służb, organizacji i szkół w walce z dopalaczami. Ma to związek z nasilającą się falą zatruć tymi niebezpiecznymi narkotykami.

Podpisanie Paktu jest zarazem inauguracją kampanii społecznej, której celem jest zwiększanie świadomości młodzieży, rodziców i nauczycieli związanych z zażywaniem dopalaczy.

Każdy pomysł jest dobry, ważne by był skuteczny - mówi KAI ks. Bogusław Głodowski duszpasterz uzależnionych w archidiecezji gdańskiej. Ustawi rozporządzeń jest już sporo. Jednak dopóki producenci i dilerzy będą wychodzić na wolność to niewiele się zmieni. Tu trzeba solidnie potrząsnąć. Same podpisy nie wystarczą - zaznaczył duchowny.

- Gdy dochodzi do jakiegoś potężnego wybuchu zjawiska, obserwujemy akcyjne działanie. To dobrze, ale co z tymi decyzjami stanie się w terenie, w każdym mieście, wsi? Żeby to nie było takie szablonowe: jest alarm to trzeba się spiąć, zebrać dane, zrobić konferencję. Ale jeszcze zostaje ta indywidualna praca z młodym człowiekiem , jego rodziną, przyjaciółmi. To musi być działanie systemowe i konsekwentne a to jest trudne - zauważył gdański duszpasterz uzależnionych. W jego ocenie, młodzież, podobnie jak rodziny mają poważne problemy: bezrobocie, alkoholizm. Kościół od lat prowadzi różne działania pomocowe a sierpień tradycyjnie już jest miesiącem abstynencji.

Ks. Głodowski widzi też olbrzymią rolę mediów. - Ważne jest kreowanie pozytywnych życiowych postaw. Tu jest wielkie pole do współpracy mediów, policji, Kościoła. Trzeba przy każdej okazji mówić młodym ludziom , ale i ich rodzicom, że można sobie z tym poradzić, że są instytucje i ludzie, który potrafią pomóc. Trzeba im tylko podać rękę, powiedzieć, że nie ma się czego wstydzić, nie ma się czego bać. Jeśli ten Pakt uratuje choćby jedno życie - warto było go podpisać - stwierdził
jrst / Gdask
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 29 lipca 2015
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2015-07-28 12:30 Gdańsk: wyuszyła XXXIII Gdańska Piesza Pielgrzymka

Po uroczystej Mszy św. z Bazyliki Mariackiej 28 lipca wyruszyła na trasę XXXIII Gdańska Piesza Pielgrzymka pod hasłem "Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!". Blisko tysiąc pielgrzymów pożegnał biskup Wiesław Szlachetka.

- Jesteście żywym obrazem pielgrzymującego Kościoła, poglądową katechezą dla tych wszystkich, którzy będą na was patrzeć - mówił. - Niektórych przyciągniecie swoim przykładem, modlitwą i poświęceniem do wspólnoty ludu bożego. Dla wielu udział w tej pielgrzymce do Pani Jasnogórskiej stanie się źródłem wiary, poruszy serce, pomoże rozpoznać Boga w życiu - dodał.

- W drodze towarzyszy nam Maryja. Od Niej chcemy uczyć się wiary. Już niebawem będziemy wpatrywać się w Nią, a Ona będzie przenosić nasz wzrok na swojego Syna - podkreślił w homilii.

- Życzę wam, aby udział w tych rekolekcjach w drodze, był czasem duchowego wytchnienia i wzrostu. Niech Maryja otacza wszystkich uczestników pielgrzymki swoją opieką - powiedział na zakończenie bp Szlachetka.

Pielgrzymi przybędą do Matki Bożej Jasnogórskiej 12 sierpnia około godz. 15.00. Dziennie będą pokonywali ok. 30 kilometrów. Gdańską pielgrzymkę stanowi 5 grup: niebieska, fioletowa, żółta, czerwona i brązowa.

- Dzięki niewielkim grupom każdy ma szansę porozmawiać i zaprzyjaźnić się z osobami o podobnych problemach, poglądach i potrzebach. Jednak wszystkie grupy pielgrzymkowe codziennie spotykają się na trasie. Cała pielgrzymka jest jedną wielką rodzinną - wyjaśnia ks. Krzysztof Ławrukajtis, kierownik gdańskiej pielgrzymki. - Niezwykle ważna jest także grupa złota. Stanowi ona niejako duchowe zaplecze pielgrzymki. Ci, którzy pozostają w domach, proszą pątników o modlitwę - dodaje.

Milena już po raz piąty idzie w grupie czerwonej. - Na pierwszą pielgrzymkę poszłam z ciekawości. Muszę przyznać, że nie spodziewałam się jak wspaniałe będzie to doświadczenie. Pielgrzymka "uzależnia duchowo", pozwala się wyciszyć, przemyśleć i ogarnąć modlitwą wiele ważnych, życiowych spraw. Zawsze po powrocie z Częstochowy czuję się silniejsza - przyznaje.

- Maszerując na Jasną Górę ładujemy akumulatory, nabieramy sił, które starczają nam później na cały rok, napełniamy się łaską Ducha Świętego - dodaje ks. Krzysztof.

Do Częstochowy "idą" też niepełnosprawni poruszający się na wózkach inwalidzkich. Towarzyszą im opiekunowie, którzy pomagają w przebieraniu, myciu, podają butelkę z wodą, karmią. - Z boku wydaje się, że bez nas nie daliby rady. Często jest odwrotnie. To nasi podopieczni swoją cierpliwością i optymizmem inspirują innych do dalszej wędrówki - uważa Natalia z grupy brązowej.

- Chociaż sam nie jestem w stanie się ruszyć, to jednak już po raz czternasty idę do Częstochowy. W tym roku mój opiekun może być ze mną jedynie przez 5 dni. Będę się modlił i proszę też o modlitwę innych, by znalazł się ktoś, kto poprowadzi mój wózek dalej do Maryi - mówi Mateusz Stenzel.

Ks. Krzysztof Ławrukajtis zaprasza wszystkich wiernych archidiecezji gdańskiej do codziennego Apelu Jasnogórskiego o godz. 21.00 w łączności z pielgrzymami.
jah / Gdańsk
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 28 lipca 2015
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2015-07-27 12:13 "Tornister pełen uśmiechów" trafi do dzieci jeszcze w wakacje

Wakacje dopiero na półmetku, dzieci jeszcze cieszą się z letniego wypoczynku, ale rodzice już muszą myśleć o wyposażeniu dzieci na nowy rok szkolny. Szkolna wyprawka to koszt od kilkudziesięciu do nawet dwustu złotych, a taka kwota – zwłaszcza dla rodzin wielodzietnych - to duży wydatek. Stąd ogólnopolska akcja Caritas, "Tornister pełen uśmiechów", odbywa się już po raz szósty.

Caritas Archidiecezji Gdańskiej dołącza do akcji po raz czwarty. Poprzednie lata pokazały, że chętnych do pomocy nie brakuje.

Akcja polega na tym, że Caritas zakupuje nowe plecaki, które następnie – za pośrednictwem parafii - trafiają do rodzin chcących wyposażyć je w przybory szkolne. Wypełnione plecaki wrócą pod koniec wakacji do parafii i tam – za pośrednictwem parafialnych zespołów Caritas - zostaną rozdane najbardziej potrzebującym.

W każdym plecaku jest przygotowana ulotka z informacją co powinno się znaleźć , jakie zeszyty, ołówki, kredki , piórnik. - Chodzi o rzeczy nieużywane. Każde dziecko przecież marzy, by pójść do szkoły z pachnącymi świeżością przyborami - mówi ks. Janusz Steć dyrektor Caritas Archidiecezji Gdańskiej.

Często jest tak - dodaje ks. Janusz Steć - że rodzina kupująca wyprawkę dla swojego dziecka, idąc do sklepu kupuje jeszcze jedną. Takie rodzinne zakupy jednoczą ale i uczą dziecko pomagania innym. Co ważne, w każdym plecaku jest informacja czy plecak przeznaczony jest dla dziewczynki czy chłopca i w jakim wieku jest dziecko. Rodziny, które w poprzednich latach przygotowywały takie plecaki twierdzą, że ta forma pomocy pozwala włożyć do plecaka nie tylko szkolne przybory ale też własne emocje i ciepło.

Osoby, które chciały by pomóc mogę się skontaktować z Caritas Archidiecezji Gdańskiej.

Celem akcji, organizowanej przez Caritas po raz szósty, jest zwiększenie szans edukacyjnych uczniów przez zebranie funduszy na zakup i wyposażenie kilkudziesięciu tysięcy wyprawek szkolnych dla najuboższych dzieci i młodzieży w Polsce.

W parafiach w całej Polsce tornistry zakupione przez Caritas są wypełniane według potrzeb przez osoby chcące wspomóc dzieci z ubogich rodzin. Poza tym do specjalnych koszy wystawionych w parafiach będzie można wkładać podstawowe artykuły szkolne, które znajdą się później w wyprawkach przygotowywanych przez wolontariuszy Caritas.

Akcja wspomagana jest również poprzez ogólnopolską zbiórkę SMS-ową. Aby wziąć w niej udział wystarczy wysłać SMS z hasłem TORNISTER na numer 72052. Koszt to 2,46 z VAT.

W ciągu pięciu lat Caritas udało się rozdać 67,5 tys. wyposażonych wyprawek szkolnych dla najuboższych dzieci w Polsce, tylko w zeszłym roku wyprawek tych było blisko 30 tys.

Na poziomie lokalnym kampanię "Tornister pełen uśmiechów" wspierają liczni partnerzy, sponsorzy i ofiarodawcy.

Ważnym elementem kampanii jest jej wielki finał, który zaplanowano na 24 sierpnia br. (niedziela) w Przemyślu. Dzieciom, które przyjadą z diecezjalnych Caritas, zostaną uroczyście wręczone „Tornistry pełne uśmiechów”.
jrst / Gdańsk
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 27 lipca 2015
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2015-07-26 16:32 Mechowo: odpust ku czci św. Jakuba w Mechowie

Parafia pw. św. Jakuba Apostoła w Mechowie obchodziła 26 lipca odpust parafialny. Uroczystej Mszy św. z udziałem pielgrzymów XXXIV Pieszej Pielgrzymki Kaszubskiej, przewodniczył biskup Wiesław Szlachetka.

- Apostołowie, a wśród nich św. Jakub, zafascynowali się życiem Bożym objawionym w Chrystusie. Dlatego nie wahali się ginąć, by świadczyć o prawdzie. Tak jak apostołowie, powinniśmy dziś na nowo uznać, że Jezus jest naszym Panem, naszym zbawicielem, najwyższą wartością naszego życia. Musimy też zastanowić się: co właściwie znaczy, że Chrystus jest największą wartością? - mówił w homilii. Odpowiadając na to pytanie bp Szlachetka odwołał się do wydarzenia z 1920 roku. Wówczas odbywał się w Nowym Jorku głośny proces spadkowy. Chodziło o spadek po multimilionerze Mennforcie. Jedyną spadkobierczynią była jego córka.

- Sędzia w obecności świadków otworzył kopertę z testamentem i przeczytał tekst: "Majątek mój przeznaczam jedynej mojej córce, Gracji. Zanim jednak stanie się prawną właścicielką, żądam od niej wyrzeczenia się wiary katolickiej". Sędzia zwrócił się do niej z zapytaniem, czy wyrzeka się wiary. W sali zapanowała cisza. Lecz ciszę tę przerwała po chwili córka, która odpowiedziała: "Wiary się nie wyrzekam!". "Wobec tego - mówił sędzia - majątek przechodzi na skarb państwa". Po chwili sędzia zapytał ją, dlaczego tak postąpiła. Dziewczyna odpowiedziała: "Czymże jest majątek mojego ojca wobec tego majątku, który daje mi mój Ojciec w niebie?".

Po Mszy św. odmówiona została litania do św. Jakuba Apostoła, patrona pielgrzymów, a po niej odbyła się uroczysta procesja dookoła świątyni. Następnie biskup Szlachetka pobłogosławił pielgrzymów życząc im dobrej drogi do Matki Bożej Jasnogórskiej.

- Drodzy pielgrzymi, przez wstawiennictwo św. Jakuba Apostoła powierzajmy nasze życie Jezusowi Chrystusowi, módlmy się, aby nas prowadził, wpatrujmy się w Maryję, która przewodzi naszej wierze.

XXXIV Piesza Kaszubska Pielgrzymka na Jasną Górę wyruszyła na szlak 25 lipca z kościoła w Helu. Pielgrzymi dotrą do Częstochowy 12 sierpnia.

- To najdłuższa pielgrzymka piesza w Polsce. Przejdziemy aż 640 kilometrów. Dla mnie pielgrzymowanie to rekolekcje w drodze, ale także dawanie świadectwa poprzez publiczne wychwalanie Boga przed ludźmi - mówi pani Helena, uczestniczka pielgrzymki.
jah / Mechowo
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 26 lipca 2015
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2015-07-25 17:24 Gdańsk: rozpoczął się 755. Jarmark Świętego Dominika - największa plenerowa impreza w Europie (poprawiona)

Na ten dzień Gdańsk czeka cały rok - Jarmark świętego Dominika rozpoczął się jak zawsze na przedprożach Dworu Artusa, gdzie dotarł barwny orszak kupców, turystów i mieszkańców. Tam przewodniczący Rady Miasta Bogdan Oleszek i przeor gdańskiego klasztoru dominikanów o. Marcin Mogielski wręczyli klucze do miasta kupcom.

Już tradycyjnie początek Jarmarku obwieścił największy – mający 10 metrów średnicy - bęben świata, na którym 755 uderzeń wybiło stu bębniarzy. To sygnał do rozpoczęcia wielkiego handlowania na ponad 1000 straganach rozstawianych przez kolekcjonerów i rzemieślników, którzy zjeżdżają do Gdańska z całego świata. Jak zawsze największym zainteresowaniem cieszy się Pchli Targ, pamiątki, dzieła sztuki i odzież. Jarmark to również wielka atrakcja turystyczna. W ubiegłym roku odwiedziło ją 7 milionów osób.

Jarmarkowi jak zawsze towarzyszą dziesiątki wydarzeń kulturalnych od koncertów muzyki klasycznej, rockowej, folkowej, jazzowej, po parady, festiwale, konkursy, spektakle, warsztaty i zabawy dla dzieci.
Jarmark świętego Dominika to dziś największa kulturalno-handlowa impreza w Europie, ale trzeba pamiętać, że jego historia związana jest z gdańskimi dominikanami, którym papież Aleksander IV nadał w 1260 roku przywilej odpustowy ku czci założyciela zakonu. Dlatego właśnie rozpoczęta dziś impreza handlowa jutro będzie miała swoją inaugurację religijną. Na godzinę 13.00 przeor o. Marcin Mogielski zaprasza do Bazyliki św. Mikołaja na odpustową Mszę świętą.
jrst / Gdańsk
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 25 lipca 2015
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2015-07-25 14:55 Gdańsk: rozpoczął się 755. Jarmark Świętego Dominika - największa plenerowa impreza w Europie

W Gdański rozpoczął się dziś 755. Jarmark świętego Dominika. Inauguracja odbyła się tradycyjnie na przedprożach Dworu Artusa, gdzie dotarł barwny orszak kupców, turystów i mieszkańców. Tam prezydent Gdańska Paweł Adamowicz i przeor Klasztoru Dominikanów o. Marcin Mogielski wręczyli klucze do miasta kupcom.

Już tradycyjnie początek Jarmarku obwieścił największy – mający 10 metrów średnicy - bęben świata, na którym 755 uderzeń wybiło stu bębniarzy. To sygnał do rozpoczęcia wielkiego handlowania na ponad 1000 straganach rozstawianych przez kolekcjonerów i rzemieślników, którzy zjeżdżają do Gdańska z całego świata.

Jak zawsze największym zainteresowaniem cieszy się Pchli Targ, pamiątki, dzieła sztuki i odzież. Jarmark to również wielka atrakcja turystyczna. W ubiegłym roku odwiedziło ją 7 milionów osób.

Jarmarkowi jak zawsze towarzyszą dziesiątki wydarzeń kulturalnych od koncertów muzyki klasycznej, rockowej, folkowej, jazzowej, po parady, festiwale, konkursy, spektakle, warsztaty i zabawy dla dzieci.

Jarmark świętego Dominika to dziś największa kulturalno-handlowa impreza w Europie. Trzeba pamiętać, że jego historia związana jest z gdańskimi dominikanami, którym papież Aleksander IV nadał w 1260 roku przywilej odpustowy ku czci założyciela zakonu. Dlatego właśnie rozpoczęta dziś impreza handlowa jutro będzie miała swoją inaugurację religijną. Ojciec przeor Marcin Mogielski zaprasza na jutro na godz. 13.00 do Bazyliki Św. Mikołaja na odpustową Mszę Świętą.
jrst / Gdańsk
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 25 lipca 2015
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2015-07-24 16:58 Ks. Łada: Pan Bóg potrzebuje niepełnosprawnych do odkupienia świata (rozmowa)

Jezus potrzebuje wszystkich. Pan Bóg zaprasza też niepełnosprawnych do odkupienia świata - mówi KAI ks. Stanisław Łada, duszpasterz niepełnosprawnych w Archidiecezji Gdańskiej, który od 30 lat organizuje pielgrzymki chorych.

Publikujemy treść rozmowy:

KAI: Światowe Dni Młodzieży w Krakowie dopiero za rok, a Ksiądz ma już dwa autokary chętnych niepełnosprawnych. A będzie jeszcze więcej. I nieważny trud, zmęczenie, kłopoty z poruszaniem - ważne jest uczestnictwo w tym wielkim wydarzeniu.

- Byłem z niepełnosprawnymi na wszystkich odbywających się w Europie Światowych Dniach Młodzieży. Byliśmy też razem w Toronto. Zabrałem wtedy 29 niepełnosprawnych: cztery osoby na wózkach, głuchoniemi, niewidomi. Była też dziewczyna czytająca z ust. Zwykle jednak to około stu osób.

Każde takie spotkanie jest dla mnie wielkim przeżyciem. Oczywiście, to wymaga wielkich przygotowań, ale same wyjazdy z niepełnosprawną młodzieżą bardzo mnie ubogacają. To ludzie bardzo cierpliwi i wdzięczni. To ja zyskuję na takich wyjazdach. Zyskuję pokorę i radość. I to zarówno na tych wyjazdach na ŚDM jak i na pielgrzymkach, które od 30 lat odbywamy do Lourdes.

KAI: ŚDM to gigantyczne przedsięwzięcie organizacyjne. Udział niepełnosprawnych musi być doskonale przygotowany.

- Dlatego organizatorzy już zbierają doświadczenia z poprzednich spotkań. Byłem niedawno zaproszony do Krakowa, by przekazać swoje uwagi. To oczywiście wydarzenie duchowe, ale przecież trzeba już pomyśleć gdzie niepełnosprawni będą spać, gdzie będą sanitariaty, jak dostarczać im posiłki, bo przecież niektórzy nie będą mogli się poruszać. Ale co ważne - niepełnosprawni sami nie domagają się udogodnień. To raczej my powinniśmy zadbać o to, by mogli to święto przeżyć godnie.

KAI: Niepełnosprawni to pojęcie ogólne. Za każdym takim przypadkiem jest konkretny człowiek, jego słabości, cierpienie.

- Zawsze są z nami młodzi ludzie na wózkach, chorzy na stwardnienie rozsiane, bez kończyn. Są też
głuchoniemi a nawet niewidzący. Radzimy sobie świetnie. Nie jest ważne zmęczenie a raczej umęczenie. To jest wielka wspólna radość. Zawsze połowa to ludzie, którzy jadą pierwszy raz. Reszta była już wcześniej. Są tacy, którzy do Krakowa chcieliby pojechać ale ...nie są już młodzieżą.

KAI: Z jakimi oczekiwaniami jedzie niepełnosprawna młodzież na ŚDM?

- Chcą się spotkać z Ojcem Świętym – jak wszyscy. Chcą się poznać, chcą zobaczyć jak silna jest wiara - ich i innych spotkanych po drodze. A wiara jest wielka! Wiara wiele daje, zmienia ludzi, czyni ich lepszymi.

Pamiętam spotkanie na lotnisku w Toronto już po zakończonych Dniach. Zapytaliśmy policjanta o to, jak przeżył do wydarzenie. A on odpowiedział: ŚDM mogłyby być każdego roku! To wspaniała młodzież, żadnych kłopotów, żadnych zniszczonych przystanków, powybijanych szyb. Musieliśmy tylko kierować ruchem i udzielać informacji jak i gdzie dojechać. Tak, wiara zmienia ludzi na dobrych.

KAI: Jak scena najbardziej utkwiła Księdzu w pamięci?

- To było właśnie w Toronto. W piątkowy wieczór była Droga Krzyżowa. Wielkie misterium. Doszliśmy do stacji piątej, w której Szymon pomaga nieść krzyż Jezusowi. Nagle do mężczyzny, który miał grać rolę Szymona podjechał chłopak na wózku inwalidzkim. Poprosił o odstąpienie miejsca, położył dół krzyża na swoim ramieniu, by pomóc Jezusowi w drodze na Kalwarię. Wszyscy płakaliśmy. Cóż, Jezus potrzebuje wszystkich. Pan Bóg wszystkich, chorych też, zaprasza do odkupienia świata.

Często słyszymy, że cierpienie ma sens. Tak mają prawo powiedzieć tylko chorzy. Zdrowym nie wolno tak mówić. Chyba, że mówi to matka chorego dziecka. Pamiętam rodzinę, w której urodziło się dziecko z zespołem Downa. Tacy troskliwi, tacy kochający, tacy uśmiechnięci. Ta kobieta powiedziała mi kiedyś: Pan Bóg obdziela rodziny dziećmi z zespołem Downa, jedno dał nam. Wiedział, że u nas będzie mu dobrze... Ale tak może powiedzieć tylko matka...

KAI: Niepełnosprawni nie mogą żyć bez pomocy. Bez niej nie mogliby uczestniczyć na przykład w ŚDM.

- Bez wolontariuszy byłoby to niemożliwe. To wspaniali ludzie. Muszą czuć odpowiedzialność za siebie i za drugiego, chorego człowieka. Ci młodzi ludzie są wielkiej wiary. Gdy na nich patrzę z boku - jak pchają wózek inwalidzki, jak ocierają twarz... mój Boże, nawet zmieniają pampersa - to sobie myślę: oni nie muszą się bać o to, z czym staną kiedyś przed Bogiem.

Jak widzę, z jaką ufnością ta niepełnosprawna młodzież oddaje się w opiekę sprawnym kolegom. Jak się razem cieszą, gdy uda im się pokonać kolejne trudności. Ile oni sobie nawzajem dają? Kilka razy wolontariuszem był młody, wytatuowany chłopak z długimi włosami i kolczykiem w nosie. Na ulicy mógł nawet wzbudzać niechęć. Opiekował się chłopakiem z porażeniem mózgowym. Widziałem jak razem jedli, jak pomagał mu się kąpać. To były piękne rekolekcje.

Opiekunowie to nie są ludzie przypadkowi. Oni są duchowo uformowani, po serii spotkań i szkoleń. Mamy taki ośrodek w Głogowie. Spotykają się tam wolontariusze z całego kraju.

KAI: Pomaganie słabszym to również pomaganie sobie?

- Trzeba mieć świadomość, że służąc drugiemu człowiekowi służy się Bogu. Bo On mieszka w każdym. Cokolwiek czyni się drugiemu człowiekowi – Bogu się czyni. Ci młodzi ludzie, którzy pomagają niepełnosprawnym, gdy staną przed obliczem Pana, usłyszą: „ To mnie pchałeś na wózku – dziękuje ci”. Żartuję czasami, że z niepełnosprawnymi dobrze załatwia się interesy u Pana Boga.

KAI: Trzydzieści lat pracy duszpasterskiej dla niepełnosprawnych to szmat czasu.

- To najpiękniejsza służba jaką Bóg mógł mi wyznaczyć. Jestem Mu wdzięczny. Niepełnosprawni patrzą na świat oczami wielkiej wiary. Świetnie się z nimi czuję. Od lat, zawsze w drugą niedzielę miesiąca, w kościele Gwiazdy Morza z Sopocie. Przyjeżdżają z całej Archidiecezji. Kościół jest pełniutki. Czekają na te spotkania. Zostają potem bo nie mogą się sobą nacieszyć. Z nimi uczę się cierpliwości, wdzięczności i wiary.
rozmawiała Jolanta Roman-Stefanowska / Gdańsk
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 24 lipca 2015
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2015-07-19 16:24 Swarzewo: mały odpust rybacki

Jak co roku 19 lipca do swarzewskiego sanktuarium przybyli pielgrzymi z Półwyspu Helskiego, by wziąć udział w odpuście Matki Boskiej Szkaplerznej, zwanym małym odpustem rybackim. Uroczystą Eucharystię, której przewodniczył biskup Wiesław Szlachetka, poprzedziła kolorowa procesja z feretronami i sztandarami. Jej uczestnicy ubrani w regionalne stroje podkreślali swoje przywiązanie do ziemi i tradycji kaszubskiej.

W homilii bp Szlachetka mówił o zagrożeniach z jakimi musi zmierzyć się rodzina we współczesnym świecie. Wśród nich wymienił m.in. rządowy projekt ustawy o in vitro.

- Dzisiaj można zaobserwować różnego rodzaju działania, które niszczą rodzinę. Ujawniają się one w licznych rozwodach, wolnych związkach udających małżeństwo, w braku poszanowania życia w jego początkach. Tę dramatyczną sytuację potęgują jeszcze eksperymenty z in vitro, nazywane przewrotnie leczeniem niepłodności - mówił.

- By z in vitro mogło urodzić się jedno dziecko, musi zginąć czterdzieścioro innych. Ukazują to wyniki badań opublikowane przez brytyjski dziennik "Daily Telegraph". W Wielkiej Brytanii z blisko 3,8 miliona poczętych dzieci przy pomocy metody in vitro, urodziło się zaledwie 122 tysiące. Z tego wynika, że ponad 3,5 miliona ludzi musiało zostać zamrożonych albo zginąć. A więc trzykrotnie więcej niż w niemieckim obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu - kontynuował.

Przekonywał, że "wyjątkowym przejawem przewrotności jest to, że większość posłów i senatorów, którzy głosowali za tą ustawą, deklaruje się jako katolicy. Tych, którzy prezentują ten rodzaj przewrotności Pan Jezus nazywa wilkami w owczej skórze. Jako chrześcijanie zdajemy sobie sprawę z tego, że nie można czynić dobra za pomocą zła, nie można manipulować jednych, by dawać życie innym".

Zdaniem biskupa kolejnym zagrożeniem jest dostępność do pigułek "dzień po" bez recepty. - Sprzedaż preparatów hormonalnych o silnym i szkodliwym działaniu osobom biologicznie i psychologicznie niedojrzałym, bo już od 15 roku życia, jest niebezpieczna z wielu powodów. Oznacza m.in. rezygnację z wychowania do wstrzemięźliwości i samokontroli. Obrót tymi środkami grozi dalszą degradacją społeczną w odniesieniu do zdrowia biologicznego, psychicznego i wrażliwości na wartość ludzkiego życia - mówił duchowny.

Według bp. Szlachetki zagrożeniem dla rodziny jest także ideologia gender, która "wyrosła na gruncie zasad Marksa i Engelsa, a promowana jest przez tzw. nową lewicę wyznającą poglądy ateistyczno-liberalne". - Propagatorzy tej ideologii uważają, że nie można wspierać małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny, a tradycyjna rodzina jest już tylko reliktem przeszłości, a nawet zagrożeniem, jak ujmuje to niedawno uchwalona tzw. konwencja przemocowa - zakończył biskup.

Po Mszy św. odbyło się uroczyste nałożenie szkaplerza.

Matka Boża Szkaplerzna jest patronką rybaków i marynarzy. - Dlatego co roku przychodzimy do Swarzewa, by pokłonić się przed Królową Polskiego Morza i prosić ją o błogosławieństwo dla naszych rodzin, o dobre połowy i bezpieczne powroty - powiedział pan Andrzej, pielgrzym z Półwyspu Helskiego. - Modlimy się również, by nasze dzieci i wnuki widziały sens w pracy na morzu oraz miały zapał do nauki tego trudnego rzemiosła - dodajł.
jah / Swarzewo
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 19 lipca 2015
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2015-07-17 14:40 Gdańsk: święto pomorskiej Policji

W Bazylice Mariackiej w Gdańsku 17 lipca odprawiona została uroczysta Eucharystia z okazji święta Policji Garnizonu Pomorskiego. Przewodniczył jej bp Wiesław Szlachetka, biskup pomocniczy archidiecezji gdańskiej.
- To Bóg ustanowił waszą służbę. Jesteście Jego głosem, gdy trzeba upomnieć. Jesteście Jego opatrznościową dłonią, gdy potrzeba uchronić innych przed niebezpieczeństwem. Czasem bywacie też Jego karzącą ręką, tam gdzie sprzeniewierzenie się Bożemu prawu zagraża wprost bezpieczeństwu publicznemu - zwrócił się do zgromadzonych w świątyni policjantów.

- A takich sytuacji niestety nie brakuje. Potrzeba wtedy ogromnej odwagi, opanowania emocji, sprawności i siły fizycznej, a także siły duchowej. Dlatego obraliście sobie za patrona św. Michała Archanioła. W tradycji chrześcijańskiej to pierwszy i najważniejszy spośród aniołów, obdarzony szczególnym zaufaniem Boga, walczący z szatanem, przeciwnikiem Boga i jego praw - kontynuował.
Na zakończenie bp Szlachetka podziękował wszystkim funkcjonariuszkom i funkcjonariuszom za ich poświęcenie, odwagę, codzienne wyrzeczenia.

- Praca policjanta jest szczególne trudna, niebezpieczna, odpowiedzialna, wywołująca stres, wymagająca szczególnych predyspozycji i kwalifikacji. Dziś mamy okazję podziękować i modlić się za wszystkich funkcjonariuszy oraz członków ich rodzin - mówi ks. dr Bogusław Głodowski, kapelan pomorskiej Policji.
- Robimy co w naszej mocy, by jak najlepiej służyć obywatelom. Kierujemy się w naszej pracy uczciwością i poszanowaniem prawa. W dobrym wypełnianiu naszych obowiązków pomaga nam nasz kapelan ks. Bogusław. Wielu policjantów korzysta z jego wsparcia - podkreśla inspektor Marian Szlinger, pełniący obowiązki komendanta pomorskiej Policji.

W uroczystości wziął udział m.in. nadinspektor Krzysztof Gajewski, komendant główny Policji.
jah / Gdańsk
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 17 lipca 2015
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2015-07-17 14:14 Pielgrzymka to potencjał dobroci - wywiad z ks. Janem Perszonem

"Niewiele jest dziś momentów, że obcych ludzi - brudnych i głodnych - przyjmujemy do domu na nocleg. To wielkie doświadczanie prawdziwego Kościoła. Tak jak w Ewangelii. Pielgrzymka to wielki potencjał dobroci"
Z ks. prof. Janem Perszonem, który od 33 lat przewodniczy najdłuższej w Polsce pieszej pielgrzymce z Helu na Jasną Górę rozmawia Jolanta Roman-Stefanowska.

KAI: Księże Profesorze, w ciągu tych 30 lat zaprowadził ksiądz na Jasną Górze tysiące pielgrzymów. Zawsze tą samą trasą, liczącą 640 kilometrów. To pełne 19 dni drogi...

- To czas wielkiego umęczenia fizycznego, ale i wielkiego pokoju serca. Pięknie napisał o pielgrzymowaniu Jan Paweł II w bulli "Incarnationis Mysterium", ogłaszającej Wielki Jubileusz roku 2000. Mówi tam, że "Człowiek jest pielgrzymem Absolutu", że ciągle siebie przekracza, ciągle szuka dalszych horyzontów, nigdy nie jest mu dosyć. To prawda, nasze życie jest wędrówką w sensie geograficznym, ale też w szukaniu sensu życia, piękna... Każdy człowiek, nawet niereligijny, pragnie iść naprzód...

KAI: Czy po tylu latach towarzyszenia pielgrzymom może Ksiądz powiedzieć o ich motywacji. Dlaczego idą?

- Zrobiłem kiedyś anonimową ankietę. Pytałem o intencje, powody. Większość szła, by podziękować. Za zdaną maturę, za dobrego męża... Inni, by prosić. O zdrowie, o pracę, o nawrócenie kogoś bliskiego. Była kobieta, która kilka razy szła, by błagać Boga o wyjście męża z alkoholizmu. Potem wiele razy wędrowała w podzięce.

Szukałem wśród odpowiedzi tej pierwotnej, dominującej w średniowieczu motywacji - pokuty za własne grzechy. Nie znalazłem...

Ale poza tą duchową i religijną motywacją jest też potrzeba spotkania ludzi... Dla wielu jest to najpiękniejsze przeżycie lata. Mam takich pątników, którzy idą już po raz trzydziesty. Przez te lata urodziły im się dzieci, wnuki. Bywa, że idą razem. Bywa, że rodzice już nie żyją, to idą ich dzieci...
Tutaj powstaje szczególny rodzaj więzi. Tego się nie da opowiedzieć komuś, kto nigdy nie przeszedł. To dzielenie się całym sobą, w tym umęczeniu, bywa w cierpieniu.

Któregoś roku miałem takie obtarte nogi, nie mogłem włożyć butów... Jakaś kobieta dała mi swoje sandały... Doszedłem...

KAI: Zwykle w Kaszubskiej Pielgrzymce idzie ponad 200 osób. Jest bardzo dużo młodych ludzi...

- Ponad połowa to młodzież. Gimnazjaliści, licealiści, studenci. Zwykle ktoś z kolegów im powiedział, że warto, wiec idą... Młodzi ludzie są wspaniali. Są radośni, śpiewają. Coś pięknego się wtedy wydarza, jak widzę ich wielką miłość do Boga. Miałem kiedyś grupę młodych ludzi, których zachęcił do udziału w pielgrzymce ich nauczyciel. To był piękny widok. Jak ich motywował, i oni jego też. Idzie bardzo wielu nauczycieli, urzędników, emerytów.

Ale co mnie cieszy, z roku na rok przyjeżdża coraz więcej osób z innych stron kraju, bo chcą iść z Kaszubami. W tym roku już dzwonili z Krakowa, Rzeszowa, spod Wrocławia. Chodzili u siebie, ale teraz chcą iść z nami, bo to jest niezwykłe przeżycie, takie krajoznawcze. Brzegiem morza, Bory Tucholskie. My jesteśmy tacy franciszkańscy, ekologiczni. Zachwycamy się przyrodą. Cudownie jest pomilczeć wtedy... i odbyć pielgrzymkę w głąb siebie.

KAI: Są jeszcze ludzie spotkani po drodze.

- Spotykamy po drodze tysiące ludzi. Nawet ci, którzy nie włączają się, a tylko patrzą gdzieś z boku. Oni też są adresatami naszego maszerowania, naszego potu, naszego wysiłku. Dajemy im proste, zwyczajne świadectwo. Żadne mędrkowanie.

Inna historia, to ludzie którzy przyjmują pielgrzymów. Wtedy wydarza się tyle dobra! Ludzie są bardzo gościnni. Przecież 200 osób musi się umyć, zjeść, wyspać. A są takie miejscowości, gdzie chętnych do przyjęcia pielgrzymów jest więcej niż samych pielgrzymów. Są domy, gdzie przez lata goszczenia tych samych ludzi wytworzyły się niemal rodzinne więzi. Ludzie się potem odwiedzają, na śluby, bywa i na pogrzeby jeżdżą. Jak rodzice pomrą, to dzieci też przyjmują pątników. I tak od 30 lat. Takiego dobra trzeba doświadczyć idąc pieszo. Z samochodu się tego nie zobaczy. To taka ewangeliczna forma bycia Kościołem. Przyjąć obcych, brudnych, nakarmić, dać się wyspać.

KAI: A jak wspomina Ksiądz pierwszą pielgrzymkę. To był stan wojenny...

- Mój przyjaciel ks. Zygmunt Trella z Mechowa koło Pucka wpadł na pomysł, by na jubileusz 600-lecia Ikony Jasnogórskiej 600 kilometrów z Helu pieszo przeszło 600 osób. Kilometrów było 640, ludzi 900. To było już po pierwszej papieskiej pielgrzymce. Był wielki entuzjazm i manifestacja wolności. Byliśmy obserwowani. Nawet było wśród nas kilku tajnych współpracowników. Wiedzieliśmy o nich. Ale nic nie mogli zrobić.

Tylko ks. Zygmunt "zdejmowany" był co jakiś czas i musiał się tłumaczyć na milicji. On miał swoją pielgrzymkę. Bo ludzie znaczki "Solidarności" mieli, bo patriotyczne pieśni śpiewali. Ale nic nie mogli zrobić. Byliśmy silni.

KAI: Za kilka dni - 25 lipca - początek kolejnej Kaszubskiej Pielgrzymki z Helu na Jasną Górę. Wszystko na Księdza głowie.

- Teraz bardzo się denerwuję. O bezpieczeństwo, żeby się nikt nie rozchorował, żeby nie zdarzył się wypadek. Martwię się o pogodę. W 1985 r. przed 12 dni padało. Właściwie lało. Jak to wszystko wysuszyć, jak dotrwać? Trzeciego dnia przychodzi kryzys. To pierwsze, mocne zmęczenia. Wtedy jesteśmy w Sianowie. Ale następnego dnia już jest wspaniale. Wszystko mija. Wtedy zaczynamy chłonąć Słowo Boże. Wtedy zaczynamy rozumieć, że idąc stajemy się choć trochę podobni do Pana Jezusa. Jesteśmy Jego uczniami i odkrywamy, co to znaczy być Kościołem.

***

34. Pielgrzymka Kaszubska z Helu na Jasną Górę wyruszy 25 lipca i potrwa do 12 sierpnia. Trasa wynosi 640 kilometrów. Pielgrzymce przewodniczyć będzie ks. prof. Jan Perszon
Rozmawiała Jolanta Roman-Stefanowska. / Hel
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 17 lipca 2015
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2015-07-16 14:46 „Chrześcijańskie kino na fali” pozycją dla turystów odpoczywających na Półwyspie Helskim

Zabrakło miejsc, musieliśmy dostawiać ławki - mówi z satysfakcją proboszcz parafii Wniebowzięcia NMP we Władysławowie, ks. Marek Jarząbek. 120 osób, dzień w dzień, na wieczornym seansie w nadmorskiej miejscowości to najlepszy dowód na to, że pomysł "chrześcijańskiego kina na fali" był trafiony.

Codziennie o godzinie 20.00 sala parafialna zamienia się kino. Pokazywane są filmy, których próżno szukać w ofercie multipleksów. „Tajemnica tajemnic”, „Powrót do domu”, "Ja jestem” i kilkadziesiąt innych to ambitne kino nurtu chrześcijańskiego. Okazuje się, że ludzie nawet na wakacjach chcą takie filmy oglądać. - W sezonie na Półwysep Helski przyjeżdżają tysiące turystów spragnionych letniego relaksu. My –duszpasterze – musimy szukać nowych pomysłów dla turystów - powiedział ks. Marek Jarząbek.

„Chrześcijańskie kino na fali” to propozycja przygotowana wspólnie z poznańską Fundacją PRO PUBLICO. - Filmy wybieramy starannie, to naprawdę dobre kino z przesłaniem - powiedział Mateusz Marszał z zarządu Fundacji. - Dodatkowo, przed niedzielnymi seansami proponujemy spotkania z młodymi małżeństwami, które przedstawiają swoje świadectwa spotkania z Bogiem. Mówią o swoich osobistych relacjach, o wspólnym poszukiwaniu swojej drogi w życiu. Widzę, że ludzie są spragnieni takich kontaktów, otwierają się – dodał Marszał.

Na seanse przychodzą osoby w różnym wieku, młode pary, starsi. Przychodzą też całe rodziny. Na niedzielnych spotkaniach ewangelizacyjnych można także kupić dobrą książkę. I zacząć ją czytać już na miejscu, przysiadając na wyjątkowej ławeczce – obok postaci Jana Pawła II.

„Chrześcijańskie kino na fali” można obejrzeć codziennie o godzinie 20.00 we Władysławowie, w Auli Domu parafialnego im. Jana Pawła 2, Aleja Żeromskiego 32.
jrst / Gdańsk
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 16 lipca 2015
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2015-07-15 15:08 Gdańsk: potrzeba pilnego remontu największej na świecie ceglanej świątyni

Dach bazyliki mariackiej w Gdańsku jest w katastrofalnym stanie. Na pilny remont potrzeba 9 mln złotych - alarmuje ks. Zbigniew Zieliński.

- Sytuacja jest poważna. To ostatni moment by ratować dach tej największej na świecie ceglanej świątyni - powiedział KAI ks. Zbigniew Zieliński, proboszcz Bazyliki Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. 9 tysięcy metrów kwadratowych. Dziura na dziurze, przecieka przy najmniejszym deszczu. To zagraża stabilności konstrukcji dachu, która też jest w kiepskim stanie. Na remont potrzeba 9 milionów złotych.

Gdańska bazylika to wizytówka miasta. Bryłę gigantycznego kościoła zna każdy turysta. To również szczególne miejsce dla mieszkańców miasta w jego burzliwej historii. Obecny dach ma już prawie 70 lat. Wcześniejszy spłonął doszczętnie podczas walk w marcu 1945 roku. - Po wojnie dach odbudowano na stalowej konstrukcji, ale materiał był wtedy kiepski. Doraźne łatanie już nie wystarczy - powiedział proboszcz. Jak dodał, "trzeba to zrobić porządnie. Będziemy mieć spokój na 150 lat".

By ratować świątynię w Gdańsku powstało prawdziwe pospolite ruszenie. Zbiórki pieniędzy, koncerty i inne akcje społeczne dały efekt: 300 tysięcy złotych. Ale to ciągle za mało. Zawiązało się Towarzystwo Przyjaciół Bazyliki Mariackiej. Naukowcy z Politechniki Gdańskiej wykonali inżynierskie ekspertyzy, olbrzymią pracę wykonali projektanci i konserwatorzy opracowujący dokumentację, dołożyli się przedsiębiorcy i osoby prywatne. Niestety, nie udało się uzyskać finansowego wsparcia z ministerstwa, ale Gdańsk się nie poddaje. Wsparcia finansowego udzieli samorząd województwa i gdański magistrat.

Ks. Zieliński zapowiada, że jesienią złoży wniosek o unijną dotację na remont dachu. - Mnóstwo ludzi pracuje nad tym wnioskiem, jedni go opracowują inni wspierają finansowo - poinformował. Jak dodał, "skończył właśnie rozmowy z władzami miasta. Miasto pokryje koszt 15-procentowego wkładu własnego, jeżeli uda się uzyskać tę dotację.

- Skoro udało się zainteresować tak wiele osób w to wielkie dzieło ratowania świątyni, skoro na stałe społecznie pracuje nad tym prawie sto osób, to musi się udać - dodał proboszcz. I marzy - a może uda się po raz pierwszy od wieków jeszcze odnowić elewację, ale na to trzeba aż 20 milionów.
jrst / Gdańsk
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 15 lipca 2015
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2015-07-14 16:22 Gdańsk: wielkie święto muzyki organowej w katedrze oliwskiej

Przez całe lato - w każdy wakacyjny wtorek i piątek - w gdańskiej katedrze oliwskiej koncertują światowej sławy wirtuozi w ramach 58. Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Organowej. Każdego roku na festiwalowe koncerty przyjeżdżają tysiące melomanów, by posłuchać muzyki granej na tym królewskim instrumencie.

Oliwskie organy zbudowano na przełomie XVIII i XIX wieku. Gdy powstawały, były największymi na świecie. Ich twórcą był cysterski zakonnik z Ornety - mistrz Jan Wilhelm Wulff. Osiem tysięcy piszczałek i kilkadziesiąt figur aniołów trzymających instrumenty, które poruszają się gdy muzyk rozpoczyna grę - to sprawia, że oliwskie organy są wyjątkowe w skali świata a sam festiwal - najstarszym tego typu wydarzeniem muzycznym w Polsce.

Dziś nie ma chyba turysty, który odwiedzając Gdańsk nie odwiedziłby oliwskiej katedry i nie chciałby usłyszeć dźwięków tego gigantycznego instrumentu. W czasie festiwalu można usłyszeć najwybitniejszych organistów z całego świata.

Koncerty odbywają się w każdy wtorek i piątek do 26 sierpnia w katedrze w Oliwie o godzinie 20.00.
jrst / Gdańsk
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 14 lipca 2015
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2015-07-14 13:49 Młodzi nie mają z kim porozmawiać – rozmowa z duszpasterzem uzależnionych

Młodzi ludzie cierpią na gigantyczny brak akceptacji – stwierdza w rozmowie z KAI ks. Bogusław Głodowski, duszpasterz uzależnionych archidiecezji gdańskiej. Jego zdaniem młodzi ludzie nie mają z kim porozmawiać o swoich problemach i to jest główny powód, dla którego sięgają po narkotyki. Dzisiejsi nastolatkowie wchodzą w życie poza kontrolą rodziców – ocenia duszpasterz.

Publikujemy rozmowę z ks. Bogusławem Głodowskim:

KAI: Od prawie 25 lat pomaga ksiądz ludziom uzależnionym – od alkoholu, narkotyków – i wspiera rodziny dotknięte tym problemem. Od tygodnia Polska jest w szoku z powodu skali masowych zatruć dopalaczami.

– Dziwię się, że ludzie się dziwią! To nie jest problem, który zaczął się niedawno. Dopalacze są od wielu lat są dostępne i to bardzo łatwo. Fakt, są zakazane, ale co z tego, że są administracyjne zakazy, że są te polityczne decyzje i nakazy? One kompletnie nie mają znaczenia. Musimy przyznać otwarcie: policja, urzędnicy a tym bardziej rodzice zawsze będą o krok z tyłu. Młodzież w tych sprawach jest z przodu.

KAI: Jesteśmy więc bezsilni?

To jest problem znacznie szerszy. Przecież wokół widzimy dorosłych, którzy nie potrafią sobie poradzić z problemami. Z bezrobociem, wyjazdami za chlebem, z koniecznością zostawiania rodzin, z rozwodami… To jak z takimi sytuacjami w rodzinie mają sobie poradzić dzieci? Przecież widzą każdego dnia walkę rodziców, frustrację, wreszcie bezsilność. Czasami dorośli zapominają, że dzieci są częścią świata dorosłych. Wtedy dzieci szukają sposobu na ułatwienie sobie życia…

KAI: Wszystkiemu więc winne jet ich dorosłe otoczenie?

Młody człowiek jest dziś po prostu samotny. Gimnazjalista i licealista ma przyjaciół wirtualnych – na Facebooku ma ich setki, ale w życiu żadnego… Ci internetowi przyjaciele spotykają się na forach. Tam wymieniają się opiniami o tym „jak mieli odlot”, jak było super. Taki uczeń gimnazjum też chce przeżyć coś nowego, coś podobnego, więc bierze narkotyk. Na forum dowiaduje się gdzie go kupić i za ile.

KAI: Nie boi się, że to groźne?

Nie, nawet o tym nie pomyśli. To jest impuls. Chce po prostu doświadczyć czegoś nieznanego. Że groźne? W Internecie takiej informacji nie znalazł. Ale znalazł, że można mieć trzy a nawet cztery życia.
Inaczej jest ze starszą młodzieżą. Studenci inaczej do tego podchodzą. Wakacje, impreza, piwo, coś mocniejszego. A wszystko po to, by się fajnie zabawić, ale bez poszukiwania sensu życia. Gimnazjaliści szukają nowych przeżyć. Potem mogą się ty pochwalić na forum, w autobusie. Posłuchajcie o czym młodzi ludzie w poniedziałek rano na przystanku, gdy jadą do szkoły. Popisują się: ja zrobiłem to, ja wziąłem to, ten był taki itp. Ten, który słucha myśli: też wezmę, będzie odlotowo.

KAI Po narkotyki sięgają coraz młodsi ludzie właściwie już nawet dzieci.

– Obserwuję to na co dzień. Spędzam z młodymi ludźmi mnóstwo czasu. Mają mnóstwo problemów a kompletnie nie mają o tym z kim porozmawiać. Rodzice nie chcą, boją się rozmów na niektóre tematy, nie mają czasu. Niestety. To najmłodsze pokolenie, pokolenie dzisiejszych nastolatków, wchodzi w życie poza kontrolą rodziców. Trzeba sobie powiedzieć prawdę w oczy.

KAI: Rodzice coś przegapili?

To byłoby zbyt proste: winić za wszystko rodziców. To bardzo szeroki problem społeczny. Gdy dziecko bierze narkotyki albo ojciec pije, to choruje cała rodzina. Całej rodzinie trzeba pomóc. Ale nie karami, zakazami. Trzeba wypełnić dziurę emocjonalną życiu takiego młodego człowieka.

KAI: Jak?

Trzeba sobie powiedzieć jasno: jeśli gimnazjalista próbował alkohol to i brał dopalacze. Po drugie: te dzieciaki lubią eksperymentować, biorą najgorsze rzeczy. Wszystko po to, by mieć ten odlot. To jest w istocie dramatyczne wołanie o pomoc. Taki dzieciak krzyczy: ratujcie mnie! Wysłuchajcie! Nikt mnie nie kocha!

KAI: Czyli wynika to z poczucia braku akceptacji?

Oczywiście. Młodzi ludzie cierpią na gigantyczny brak akceptacji. Rodzice mają zastrzeżenia, nauczyciele też, przyjaciele też. Zostają tylko narkotyki i Internet.
Wróciłem właśnie z obozu z młodzieżą. Ciągłe rozmowy o wzorcach, o postawach, o autorytetach. To daje efekty. Po prostu trzeba młodym ludziom poświęcić czas. Dać im się wygadać. Słuchać. Zwrócić na nich uwagę, a nie zawracać im uwagę. Młody człowiek chce, by ktoś poświęcił mu czas. Ja ich słuchałem a im brakuje tego, żeby ktoś ich słuchał. Chodzi o to, żeby nie musieli na tych swoich tabletach szukać słów, których nie rozumieją ale chwalą się, że rozumieją. Przepisują z książek cytaty o miłości i podpisują jako swoje. Mówią mi o tym. Gdy zapytać młodego człowieka o czym marzy, to co odpowie? Że chce być kochany, że chce mieć szczęśliwą rodzinę. Trzeba pokazywać takie wzorce. Dzieci potrzebują ciszy, spokoju, porządku. Muszą to dostać. Wtedy jest szansa.

KAI: Prowadzi ksiądz od lat grupy wsparcia. Tam można szukać pomocy?

– Przychodzą do mnie na zajęcia w grupach wsparcia: rodzice, dzieci, rodzeństwo. Dramatycznie szukają pomocy. Mówię im wtedy: trzeba wypełnić emocjonalną lukę w życiu młodego człowieka miłością i akceptacją. Trzeba się młodymi ludźmi zająć. Trzeba mieć czas, trzeba rozmawiać. Jak nie ma czasu, to rzeczy, które są w domu do zrobienia można robić razem: coś w ogródku, zakupy. I wtedy rozmawiać.

KAI: Mogą liczyć na księdza pomoc?

– Telefon odbieram całą dobę. Można do mnie napisać. Można przyjść i porozmawiać.
(tel. (58) 3214205 e-mail: kapelanpol@wp.pl)

Rozmawiała Jolanta Roman-Stefanowska


***
Ks. dr Bogusław Głodowski od ponad 25 lat zajmuje się osobami uzależnionymi. Pomaga rodzinom z problemem alkoholowym. Współpracuje z Gdańskim Centrum Interwencji Kryzysowej i Telefonem Zaufania. Prowadzi poradnictwo dla uzależnionych.
Rozmawiała Jolanta Roman-Stefanowska / Gdańsk
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 14 lipca 2015
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2015-07-13 12:42 Marek Kamiński dotarł do Santiago de Compostela

Znany podróżnik i zdobywca dwóch biegunów, zdobył trzeci, tym razem duchowy biegun. Ten, który sam sobie wytyczył. W połowie marca wyruszył z Kaliningradu szlakiem Świętego Jakuba do Santiago de Compostela. Ta wyjątkowa pielgrzymka prowadziła przez Obwód Kaliningradzki, Polskę, Niemcy, Belgię, Francję aż do Hiszpanii. Liczącą cztery tysiące kilometrów trasę Marek Kamiński pokonał pieszo - tak jak miliony pątników, którzy od stuleci kierują swe kroki do Katedry świętego Jakuba i tamtejszego sanktuarium.

"Moja wiara jest drogą" - mówi Marek Kamiński. W każdym napotkanym człowieku chcę widzieć Pana Boga. Podczas drogi ludzie mówili mi o sobie, o swoich biegunach. Byli też tacy, którzy prosili o modlitwę w ich intencji. Ofiarowali również swoje duchowe wsparcie.

W ostatnim odcinku gdańskiemu podróżnikowi towarzyszył Jasiek Mela. Niepełnosprawny chłopak zdobywał już ze słynnym polarnikiem bieguny. W 1996 roku Marek Kamiński założył fundację, która pomaga chorym dzieciom - takim jak Jasiek Mela - pokonywać bariery, spełniać marzenia i zdobywać własne, życiowe bieguny.

Każdego dnia w sposób wirtualny Markowi Kamińskiemu towarzyszyło kilka tysięcy osób, które śledziły każdy odcinek trasy na Facebooku.

"Dwa poprzednie bieguny dały mi dużo, przyszły w dobrym momencie życia. Ale teraz, na tym trzecim, duchowym, w końcu spotykam ludzi. Nigdy nie poznałem ich aż tylu, z tak różnych stron" - zapisał pod datą 7 lipca.

Ci, którzy przeszli choćby fragment szlakiem jakubowym mówią, że to przede wszystkim pielgrzymka w głąb siebie, w głąb własnej duszy. To pokonywanie własnych słabości i czas na rozmowę. Rozmowę z obcymi, napotkanymi po drodze ludźmi, rozmowę z Bogiem, i wreszcie - rozmowę z samym sobą.
jrst / Gdańsk
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 13 lipca 2015
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2015-07-12 14:05 Warzenko na Kaszubach: kolonie Caritas dla dzieci z rodzin potrzebujących

Setka dzieci z archidiecezji gdańskiej przyjechała w ten weekend do Warzenka, by w położonym nad Jeziorem Tuchomskim Ośrodku Kolonijnym Caritas spędzić dwa tygodnie wakacji. Dla większości uczniów to jedyna szansa na letni wyjazd z domu.

Koszt jednego dnia pobytu dziecka na kolonii to równowartość czterech świeczek, które od 21 lat zapalane są w milionach polskich domów w ramach Wigilijnego Dzieła Pomocy Dzieciom. Dochód z tej akcji w znacznej części przeznaczany jest na wakacyjny wypoczynek dzieci z ubogich rodzin.

Podczas zakończonego właśnie pierwszego turnusu na kolonie przyjechała też 25-osobowa grupa dzieci polskich rodzin mieszkających na Litwie. Gdańska Caritas wspiera w ten sposób potrzebujących z innych regionów. - W ubiegłym roku przyjęliśmy na pewien czas ukraińskie dzieci z ogarniętego walkami Donbasu - poinformował KAI ks. Janusz Steć, dyrektor Caritas Archidiecezji Gdańskiej.

Ośrodek Caritas w Warzenku jest placówką całoroczną. Położony w lesie obiekt, z dobrym zapleczem infrastrukturą, pozwala na aktywny wypoczynek. - Bywa, że mieszkające nad morzem i jeziorami dzieci właśnie tutaj mogą pierwszy raz w życiu popłynąć kajakiem - mówi kierownik kolonii i wychowawca Paweł Barczykowski. - Dzieci mają tu zajęcia sportowe, teatralne, ogniska, dyskoteki i wycieczki. Każdy z czterech wakacyjnych turnusów zobaczy m.in. krzyżacki zamek w Gniewie, którego właściciel dał naszym dzieciom specjalny rabat. To ważne, bo chcąc uatrakcyjnić dzieciom pobyt, musimy liczyć na darczyńców - dodaje Barczykowski.

W ciągu dwóch wakacyjnych miesięcy w Warzenku odpoczywać będzie prawie pół tysiąca dzieci.
jrst / Gdańsk
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 12 lipca 2015
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2015-07-04 17:42 Reda: Światowy Zjazd Kaszubów

Do Redy 4 lipca przybyli Kaszubi z całej Polski, ale także z USA, Kanady czy Niemiec. Część z nich tradycyjnie już dotarła na miejsce koleją Transcassubia. "Kaszubskie bany", które tym razem wyruszyły z Chojnic i Słupska, zabrały ze sobą kilkuset Kaszubów z mijanych po drodze miejscowości. - Dziękuję, że pielęgnujecie wasze kulturowe dziedzictwo i tak mocno trzymacie z Bogiem - mówił do Kaszubów bp Wiesław Szlachetka.

Nietypowe pociągi przybyły do Redy o godz. 10.00. Następnie pasażerowie wspólnie przemaszerowali w kierunku Urzędu Miejskiego, gdzie została odsłonięta tablica pamiątkowa.

Kulminacyjnym punktem uroczystości była Msza św. w intencji Kaszubów odprawiona w kościele pw. Wniebowzięcia NMP i św. Katarzyny Aleksandryjskiej. Przewodniczył jej biskup pomocniczy archidiecezji gdańskiej Wiesław Szlachetka.

- Kultura kaszubska jest niezwykle bogata. To nie tylko język, ale także niespotykana nigdzie indziej literatura, sztuka, muzyka czy taniec - mówił. - Kochani Kaszubi, dziękuję, że pielęgnujecie wasze kulturowe dziedzictwo, ale również za to, że tak mocno trzymacie z Bogiem - dodał biskup.

Po nabożeństwie Kaszubi w kolorowym i radosnym pochodzie przemaszerowali na stadion Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji, gdzie miało miejsce oficjalne rozpoczęcie XVII Światowego Zjazdu Kaszubów.

Na wszystkich uczestników zjazdu czekało wiele atrakcji. Na jarmarku twórców kaszubskich można było kupić regionalne hafty, rzeźby, malarstwo i ceramikę. Głodni mogli skosztować kaszubskich specjałów kulinarnych. Wszyscy dobrze bawili się przy akompaniamencie lokalnych zespołów.

Szczególną atrakcją był turniej kaszubskiej "Baśki". Ta gra karciana powstała na Kaszubach na przełomie I i II połowy XIX wieku. W rozgrywce używanych jest tylko 16 kart, wśród nich asy, walety, damy i dziesiątki we wszystkich czterech kolorach. Nietypowa nazwa pochodzi od czterech dam w jednym ręku nazywanych "Baśką".

- Rozumiem język kaszubski, ale wiele naszych lokalnych tradycji wciąż jest mi obca. To wielkie spotkanie Kaszubów jest dla mnie okazją do poznania zabaw, muzyki czy tańców ludowych, o których wcześniej nie miałam pojęcia - mówi 16-letnia Wiktoria Dering.

- Obserwuję coraz większe zainteresowanie kaszubszczyzną wśród młodzieży. Potwierdzają to statystyki. Aż 18 tys. dzieci uczy się 3 razy w tygodniu języka kaszubskiego. Nikt ich do tego nie zmusza, bo to przedmiot nieobowiązkowy - podkreśla Łukasz Grzędzicki, prezes Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. - Doszło do tego, że moja 8-letnia córka i 6-letni syn uczą swoich dziadków, ale także mnie i moją żonę pisać po kaszubsku - dodaje z uśmiechem.

Zjazdy Kaszubów organizowane są przez Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie od 17 lat na pamiątkę zjednoczenia Kaszub w granicach jednego województwa. W 1999 roku utworzono samorząd województwa pomorskiego, w skład którego weszły wszystkie miejscowości rdzennie zamieszkiwane przez Kaszubów.
jah / Reda
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 04 lipca 2015
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2015-06-28 16:38 Abp Głódż: w Polsce przybiera na sile pragnienie odmiany

W Polsce przybiera na sile pragnienie odmiany – mówił dziś w Żukowie na Kaszubach abp Sławoj Leszek Głódź. Podczas Mszy św. w tamtejszej parafii pw. Miłosierdzia Bożego metropolita gdański powiedział, że przyjęty przez Sejm projekt w sprawie in vitro "pozostaje w radykalnej sprzeczności z nauką Kościoła i Ojca Świętego, z postawą katolicką".

W czasie Mszy św. transmitowanej przez TVP Polonia abp Głódź nawiązał do czytanej dziś Ewangelii o wskrzeszeniu córki Jaira wskazując, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych.

Metropolita gdański przypomniał słowa św. Jana Pawła II, że „nic nie jest tak potrzebne człowiekowi, jak miłosierdzie Boże, owa miłość łaskawa, współczująca, wynosząca człowieka, aż ku wyżynom świętości Boga".

Nawiązując do krwawych zamachów, jakie w ostatni piątek miały miejsce w Tunezji, Kuwejcie, Francji abp Głódź wyraził ubolewanie, że we współczesnym świecie często dochodzi do głosu "swoista nadprodukcja nienawiści, nieufności, zaniku więzi braterskich, szacunku, odpowiedzialności za drugiego człowieka".

Hierarcha stwierdził, że w Polsce przybiera na sile pragnienie odmiany oraz przekonanie, że posługa rządzenia i stanowienia prawa musi być posługą w prawdzie i zgodzie z wartościami moralnymi. Posługą, która "nie będzie lekceważyć krytyki wyrosłej z troski o bieg spraw publicznych" zaś na pierwszym miejscu stawiać będzie interes całej ojczyzny, a nie partii, korporacji, grup interesu.

Abp Głódź wyraził ubolewanie z powodu zlekceważenia głosu Kościoła przez sejmową większość, która przyjęła rządowy projekt tzw. ustawy o leczeniu niepłodności. Podkreślił, że "pozostaje [on] w radykalnej sprzeczności z nauka Kościoła i Ojca Świętego, z postawą katolicką".

Metropolita gdański skrytykował też posłów, którzy – deklarując się jako katolicy – głosowali za przyjęciem projektu. "To zbyt mało, jeśli postawa katolicka manifestowana w sferze publicznej ogranicza się do świątecznego opłatka w sejmowej sali w gronie parlamentarzystów, do uczestnictwa w uroczystościach religijnych, do pamiątkowej fotografii z Ojcem Świętym" – podkreślił kaznodzieja.

Jednocześnie poprosił o modlitwę w intencji ludzi prawego sumienia: tych, którzy głosowali przeciwko ustawie, w tym – jak zaznaczył – "tych nielicznych, którzy to zrobili wbrew narzuconym dyrektywom i naciskom".

Nawiązując do przyszłorocznych obchodów 1050. rocznicy Chrztu Polski oraz wizyty papieża Franciszka w związku ze Światowymi Dniami Młodzieży, abp Głódź powiedział, że będzie to rok chrześcijańskiego świadectwa – świadectwa dawanego w prawdzie, radości, satysfakcji.

Podkreślił przy tym, że "wbrew prorokom nihilizmu, wbrew tym, którzy, w mainstreamowych mediach, opowiadają bzdury o pustych kościołach, wbrew tym, którzy specjalizują się w biczowaniu Kościoła, jest on wielką rzeczywistością naszej ojczyzny". Metropolita gdański wskazywał, że Kościół w Polsce jest dynamiczny, przeniknięty apostolskim duchem i dociera z przekazem wiary i różnoraką posługą do milionów polskich serc.

Swoją homilię abp Sławoj Leszek Głódź zakończył wezwaniem Chrystusa z dzisiejszej Ewangelii: „Nie bój się, wierz tylko!"
tk / Żukowo
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 28 czerwca 2015
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
Strony: 1 2 3 4 5

KAI zastrzega wszelkie prawa do serwisu. Użytkownicy mogą pobierać i drukować fragmenty zawartości serwisu internetowego www.kai.pl i www.ekai.pl wyłącznie do użytku osobistego. Publikacja, rozpowszechnianie zawartości niniejszego serwisu lub jej sprzedaż (także framing i in. podobne metody), są bez uprzedniej pisemnej zgody KAI zabronione i stanowiąc naruszenie ustaw o prawie autorskim, ochronie baz danych i uczciwej konkurencji - będą ścigane przy pomocy wszelkich dostępnych środków prawnych.
(Zapraszamy do prenumeraty serwisu prasowego KAI tel. 22 635 77 18 mail marketing@ekai.pl)

Wykonanie: ALX - szkolenia i specjaliści IT