Znaleziono depesz: 3135
2015-09-05 14:11 Gdańsk: rajd rowerowy im. bł. ks. Franciszka Rogaczewskiego

Jedziemy, by przypomnieć niezłomnego kapłana - mówią uczestnicy Rajdu Rowerowego im. bł. ks. Franciszka...

2015-09-02 19:18 Swarzewo: W najbliższy weekend tysiące Kaszubów pójdzie jak zawsze na doroczny odpust do Królowej Polskiego Morza

Swarzewo niedaleko Pucka to jedno z najważniejszych miejsc kultu maryjnego na Pomorzu. Od wieków pątnicy...

2015-08-31 13:22 Abp Głódź: postulaty "Solidarności" niezamkniętą kartą (dokumentacja)

Kilka spośród 21 postulatów stoczniowców strajkujących w sierpniu 1980 r. do dziś zostało niezrealizowanych i stanowią dla "Solidarności" niezamkniętą kartę – podkreślił dziś abp Sławoj Leszek Głódź. W Mszy św. sprawowanej w gdańskiej bazylice św. Brygidy z okazji 35. rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych uczestniczył m.in. prezydent RP Andrzej Duda.

Publikujemy treść homilii metropolity gdańskiego, abp Sławoja Leszka Głódzia:


Naucz mnie, Boże, chodzić Twoimi ścieżkami
prowadź mnie w prawdzie według Twoich pouczeń (Ps 25,4-5)



Panie Prezydencie Najjaśniejszej Rzeczypospolitej!
Wasze Ekscelencje!
Bracia Kapłani, pośród was kapelani „Solidarności”!
Związkowcy z Solidarności z Panem Przewodniczącym Piotrem Dudą!
Weterani „Solidarności”!
Więzieni i represjonowani za wierność waszym ideałom !
Przedstawiciele instytucji życia narodu!
Czcigodne poczty sztandarowe!
Bracia i Siostry wierni historycznej drodze Solidarności, jej etosowi, jej ideałom!


„Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony” (Mt 7, 25). Ewangelia dzisiejszego dnia przynosi obraz takiego domu, dzieła człowieka roztropnego, otwartego na słowa Jezusa. To nośny, piękny obraz. Przywoływany często. Ku takiemu domowi posadowionemu na skale garną się ludzie. Są w nim bezpieczni, znajdują pomocną dłoń. Taki dom opiera się skutecznie wszelkiego rodzaju zagrożeniom: wstrząsom, burzom, wichrom, wezbranym potokom. Góruje nad okolicą. Przyciąga ku sobie. Jest taki dom w krajobrazie polskiej Ojczyzny. Dom Solidarności. „Solidarność była, jest i będzie” - zakończył swoje wystąpienie w czasie sobotniego koncertu Pan Prezydent.

Trzydzieści pięć lat temu tu, na Wybrzeżu, w stoczniach, w zakładach pracy, rozpoczęła się jego budowa. Niebawem skrzyknęła się do tego dzieła niemal cała Polska. Wszyscy, których ku temu popchnął wicher Solidarności. Wicher wolności i nadziei. Ukazał, jakby na nowo, wartość i godność ludzkiej pracy. Rozbudził pragnienie głębokich systemowych zmian. Odnowy tamtej Polski, skrępowanej komunistycznym systemem i marksistowską ideologią. Jego powiew rozpalił jutrzenkę wolności. Ukazał perspektywę drogi prowadzącej ku Polsce jutra: niepodległej i suwerennej, Polski – polskiej.

Tego wichru nie zatrzymały graniczne kordony. Poniósł dalej, do narodów Europy Środkowo-Wschodniej, posłanie o prawach człowieka, o godności ludzkiej pracy, o prymacie prawdy i sprawiedliwości w życiu wspólnot.

„Było to przełomowe wydarzenie w historii naszego narodu, ale także w dziejach Europy. „Solidarność” otworzyła bramy wolności” - tak św. Jan Paweł II w 1999 roku w Sopocie określił to, czego uczestnikami było wielu dziś tu zgromadzonych – narodziny Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”.

Wspólnoty ludzi pracy, która wtedy podjęła solidarne działania na rzecz nowego, pogłębionego rozumienia pracy ludzkiej. Pracy, która nie upokarza, nie deprecjonuje, nie degraduje człowieka. Ale takiej w której człowiek odkrywa sens swojej egzystencji. Pracy, która zasługuje na szczególny szacunek. Bowiem jej podmiotem jest osoba ludzka, ze swoją godnością dziecka Bożego, odkupionego i zbawionego przez Chrystusa.


I. Modlitwa wdzięczności i umocnienia

Umiłowani!
Dziś w ten rocznicowy, świąteczny dzień, przychodzicie, jak to macie w zwyczaju, do świątyni Pańskiej na modlitwę wdzięczności i umocnienia. Do kościoła pw. Świętej Brygidy Szwedzkiej, który tak mocno zrósł się z drogą Solidarności. Z jego murów dobitnie przemawia do nas Ojczyzna. Jej droga ku wolności, ludzie, którzy na tej drodze przewodzili modlitwą, czynami, ofiarą życia. Także czas Solidarności – kolejnego ogniwa tej drogi.

Przyszliście na modlitwę wdzięczności za drogę tych trzydziestu pięciu lat. Za tych, którzy tą drogą szli i odeszli już do królestwa światła. Za tych którzy dalej nią idą. Współtwórców tego wielkiego wiana dobra, sensu, odpowiedzialności i miłości, jakie Solidarność wniosła do polskiej wspólnoty państwa i narodu.

Przyszliście na modlitwę umocnienia, która ma służyć waszej dalszej drodze. Bo droga Solidarności trwa, nie ustaje, nie zwalnia swego tempa. Wasz Związek, choć wielu by tego chciało, nie zszedł na margines polskiego społecznego życia, nie zakończył swej służebnej misji wobec środowiska polskiej pracy i wobec narodu. Nie zawęża swego działania – choć to także życzenie wielu - do wspominania swej chwalebnej drogi, ukazywania historycznej roli w obalaniu systemu komunistycznego w Polsce. Solidarność chce być wciąż istotnym, słyszalnym, znaczącym elementem polskiego tu i teraz. Ponad pół miliona obywateli ojczyzny ufa jej, tworzy jej szeregi.

Umiłowani!
Niech ta modlitwa naszej wspólnoty jeszcze mocniej jednoczy wasze serca. Budzi ufność, że to, co podejmujecie i o co zabiegacie, zostanie zrealizowane dzięki Bożemu wspomożeniu.

Pamiętajcie, drodzy Bracia i Siostry, że macie szczególnego orędownika w niebieskiej Ojczyźnie. Błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszkę. Jednego z tej wielkiej rzeszy kapłanów, którzy służyli wam, ludziom Solidarności. To dla nich uchyliły się bramy strajkujących w sierpniu 1980 roku zakładów pracy. To ich zaprosiliście do waszej wspólnoty buntu. Przynieśli wam Chrystusa w Najświętszej Eucharystii, Słowo Boże, posługę sakramentalną. Towarzyszyli waszej drodze, w miesiącach, kiedy Solidarność krzepła, rozwijała żagle. Miałem honor być wtedy jednym z nich na mym rodzinnym Podlasiu, w białostockim MKZ-ecie.

Nie zostawili was, kiedy został wprowadzony stan wojenny, który miał położyć tamę waszej drodze, uśmierzyć nadzieje milionów Polaków pokładane w Solidarności. Wspomagali rodziny więzionych. Przewodniczyli modlitwom za ojczyznę, modlitwom nadziei. Umacniali was w wierności wybranej drodze.

Ksiądz Jerzy Popiełuszko był jednym z nich. Sługa Chrystusa, Kościoła, Ojczyzny. Męczennik za wiarę. Za Solidarność. Za wolną Polskę. Rok mija kiedy tu, w tej świątyni, z woli Ojca Świętego Franciszka, został ogłoszony patronem Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Solidarność. Wierzymy i ufamy, że w niebieskiej ojczyźnie oręduje za waszą drogą, że w tajemnicy świętych obcowania towarzyszy wam i wspomaga w trudnych chwilach. W znaku relikwii obecny jest tu z nami św. Jan Paweł II. Możemy Go nazwać duchowym Ojcem Solidarności – to jego słowa wypowiedziane na Placu Zwycięstwa „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi!” – budziły płomień Solidarności.


II. Będzie Polska w Imię Pana

Drodzy Bracia i Siostry!
Stawiano nie raz pytania o ten mocy splot Solidarności i Kościoła. Jest to splot naturalny, powiedzieć można oczywisty. Przecież w szeregi Solidarności wstępowali Polacy ukształtowani w szkole chrześcijańskiej ojczyzny. Nasi przodkowie otwarli jej drzwi dla Chrystusa. Przez chrzest, którego 1050 rocznicę obchodzić będziemy w przyszłym roku, polski naród został włączony w tajemnicę śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. Uczestniczą w niej kolejne polskie pokolenia.
Wasz Związek, który wyrósł z potrzeby naprawienia stosunków pracy w ojczyźnie, przywrócenia pracy je godności i znaczenia, ujmował te zadania w duchu chrześcijańskiej nauki społecznej i Magisterium Kościoła. Takie ujęcie wykreślało szeroką perspektywę podejmowanych przez was problemów. To był i jest oryginalny rys Solidarności. Nie jest to bowiem korporacja tych, którzy wyłącznie troszczą się o swych członków – ludzi pracy. W jej polu widzenia znajdują się również ludzie wydziedziczeni, bezrobotni, słabi, wyrzuceni na margines życia. Ich sprawy też zajmują miejsce w agendzie Solidarności. Ten rys jest tożsamy z ewangeliczną postawą caritas. Z drogą Chrystusa, który współczuł nędzy ludzkiej pod jej różnorodnymi postaciami, utożsamiał się „z najmniejszym ze swych braci”.

Solidarność z ojczyzną. Odpowiedzialny, godny patriotyzm, stawiający dobro kraju ponad interes osobisty. To kolejne motyw waszej działalności wyrastające ponad związkowe zadania. Jakże wielkie zasługi ma Solidarność w dziedzinie edukacji historycznej. Inspirowała odkrywanie białych plam naszych dziejów, wypowiedziała walkę ich fałszowaniu i zakłamywaniu. Uczyła oddawania czci zapomnianym, spychanym w cień bohaterom polskich dróg ku Niepodległej. Sędziwym legionistom Józefa Piłsudskiego, żołnierzom Polski Podziemnej, Żołnierzom Wyklętym powojennego antykomunistycznego podziemia. Zda się w jej przesłaniu słyszeć można było, przywoływany często przeze mnie, rozbrzmiewający w czasie zawieruchy II wojny światowej, głos biskupa polowego Józefa Gawliny, towarzysza polskich żołnierskich dróg: Będzie Polska w Imię Pana. Głos nadziei i pewności.

Droga Solidarności. Wyrosła z drogi polskich pokoleń w przyjaźni z Chrystusem i Jego Matką. Pokoleń miłujących ojczyznę, gotowych do największych ofiar dla jej wolności. Także ze świadomości duchowej osnowy pracy ludzkiej, która nie tylko przemienia rzeczywistość życia, ale nas samych. Tworzy stabilne podstawy bytu rodziny i dobra ojczyzny.

Dziś stajemy w prawdzie naszej drogi tu, wobec Chrystusa Eucharystycznego, Pana ludzkich dróg, źródła sprawiedliwości, dobra i prawdy. Powtarzamy w pokorze naszych serc słowa Psalmu: „Naucz mnie, Boże, chodzić Twoimi ścieżkami prowadź mnie w prawdzie według Twoich pouczeń” (Ps 25,4-5).


III. Posługa w służbie wartości

Bracia i Siostry!
W deklaracji programowej Solidarności przytoczyliście słowa wielkiego nauczyciela naszego narodu, złotoustego kaznodziei ks. Piotra Skargi, które w jakże trafny sposób wyrażają istotę patriotyzmu, który jest tym istotnym elementem waszej drogi. A słowa te brzmią: „Kto ojczyźnie swej służy, sam sobie służy, bo w niej jego wszystko się dobre zamyka”.

Radością dzisiejszego świątecznego jest to, że jest dziś z nami ten, którego powołaniem i misją jest sprawowanie urzędu, w którym w sposób realny i symboliczny wszystko co dobre się zamyka i mieści. Urzędu i godności w służbie wielkiego dobra, któremu na imię Polska. Witam imieniem naszej modlitewnej wspólnoty Pana Andrzeja Dudę, z woli narodu Prezydenta Najjaśniejszej Rzeczypospolitej.
Wiemy, że Pana obecność wśród nas nie wynika jedynie z prezydenckiej powinności, ale także – mam odwagę tak powiedzieć – z powinności serca. Znamy drogę życia Pan Prezydenta. Wzrastał Pan i formował swoją osobowość w rodzinnym środowisku patriotycznym, katolickim, uznającym za swoje ideały, które w tak dobitny sposób wyraża Solidarność. W swym orędziu prezydenckim przywołał Pan postać śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, jednego z tych, którzy w sierpniu 1980 roku, rozniecali żagiew Solidarności, wyznając, że to obok niego dojrzewał Pan „do polityki rozumianej jako troska o dobro wspólne, w znaczeniu dobra narodu, dobra polskiego państwa, państwa sprawiedliwego, w którym wszyscy obywatele traktowani są równo, które broni słabszych i nie musi bać się silnych”. Polityki wyrosłej z solidarnościowego etosu.

W pamiętny dzień 6 sierpnia, kiedy Kościół obchodzi święto Przemienienia Pańskiego, przywołując godzinę, kiedy Jezus „na górze wysokiej” objawił swe bóstwo, Pan Prezydent, składając wobec Zgromadzenia Narodowego przysięgę, wypowiedział m.in. słowa, że dobro Ojczyzny oraz pomyślność obywateli będą najwyższym nakazem dla jego posługi państwu i narodowi.

Otwieramy nasze serca na tę deklarację prezydenckiej przysięgi. Życzymy, aby wypełnił ją Pan treścią dobrych rozrządzeń, projektów, inspiracji. W ich realizacji i akceptacji – myślę Braci i Siostry, że zezwalacie mi mówić za was - Niezależny Samorządny Związek Zawodowy Solidarność wspomoże Pana Prezydenta.

Ma Pan rację, Panie Prezydencie. Wszyscy ludzie dobrej woli, którzy wznoszą spojrzenie ponad horyzont doraźnych sporów, utarczek, politycznych gier, ponad smutne widowisko „zazdrości i żądzy sporu”, właściwego ostatnim czasom „bezładu i wszelkiego występku'” ujawniającego się w polskim życiu politycznym, pragną, oczekują tego co wyraził Pan w inauguracyjnym orędziu: „byśmy zaczęli odbudować wspólnotę”.

Wspólnotę pozytywnego myślenia o ojczyźnie, narodzie, państwie. Wspólnotę wzajemnego szacunku, aby Polak Polakowi przestał być wilkiem. Wspólnotę zaufania.

To pragnienie, wypowiadane dziś przez wielu, jest zbieżne z drogą Kościoła, z jego misją. To Jezus, jego Założyciel, pozostawił nam zadanie strzeżenia jedności, nieustępliwego budowania wspólnoty eklezjalnej, sakramentalnej, także wspólnoty społecznego ładu.

Wiemy, mamy świadomość, że to droga trudna, najeżona przeciwnościami. Także oporem wielu, który nie wynika, „ani z mądrości, ani rozsądku”, tylko z tego, co apostoł Jakub nazywa „gorzką zazdrością i skłonnością do kłótni” (Jk 3,14).

Życzymy, Panie Prezydencie, aby Pana posługa na najwyższym urzędzie Rzeczypospolitej była posługą w służbie wartości, tych nieprzemieniających, trwałych, które tworzą duchową siłę i wielkość naszego narodu, w życie polskiej wspólnoty wnoszą ład i harmonię, potwierdzają godność obywateli wolnej ojczyzny.

Niech tak się stanie. Niech drogami służby Najjaśniejszej Rzeczypospolitej prowadzi jej Prezydenta najwierniejsza przewodniczka polskich serc – Bogurodzica Dziewica, Bogiem sławiena Maryja, Królowa Polski i naszych serc.


IV. To, co nie zwietrzało

Umiłowani!
Nasze spotkanie jest chwilą świątecznego oddechu, w waszej codziennej drodze. Czasem refleksji. Spojrzeniem na czas początku. Kiedy rodziła się Solidarność. Tu, na Wybrzeżu i w Polsce całej, w emkazetach, komisjach zakładowych. Krystalizowała się pamiętna wspólnota nadziei. Można było przeżywać radość i satysfakcję, ze tak wielu wyznaje te same wartości, pragnie zmian, uzdrowienia polskiej pracy, powrotu do wartości tworzących polską tożsamość.

Tamten czas obrósł w patos pomników, pamiątkowych tablic. Dobrze, że tak się dzieje. W przestrzeni publicznej potrzeba nam czytelnych znaków, które mówią o tym co wielkie, ważne, nieprzemijające, godne czci, uznania, społecznej pamięci. Wczoraj w Gdańsku odsłoniliśmy i poświęcili pomnik Danusi Siedzikówny, „Inki”, niespełna osiemnastoletniej dziewczyny, sanitariuszki z 5. Wileńskiej Brygady majora „Łupaszki”, zamordowanej 28 sierpnia 1946 roku, wyrokiem krzywoprzysiężnego, komunistycznego sądu. Nieco wcześniej poświęciłem pomnik Anny Walentynowicz. Na pamięć, na trwanie, na obecność w świadomości gdańskich pokoleń.

Ale to, co tamten czas początku podjął nie zwietrzało, nie straciło aktualności, nie zakrzepło w spiżu i kamieniu pomników. Tablica z 21 Postulatami Gdańskimi wpisana została na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. A przecież kilka zapisanych na niej postulatów do dziś zostało niezrealizowanych. Choćby poprawa warunków służby zdrowia, podjęcie taniego budownictwa społecznego, postulat obniżenia wieku emerytalnego.

Tamte postulaty to dla Solidarności wciąż niezamknięta karta, której nie sposób zdeponować w muzealnym zaciszu. Solidarność dzisiejszego czasu pamięta o tym. Ma świadomość, że jest depozytariuszem testamentu sierpnia 1980 roku. A więc także tamtych postulatów, tylko po części zrealizowanych. Podejmuje je, dostosowując do aktualnej sytuacji.

Solidarność naszych dni uważa za swoje słowa św. Jana Pawła II wypowiedziane w 1999 roku w polskim Parlamencie, że „pamięć o moralnych przesłaniach Solidarności, a także o naszych, jakże tragicznych doświadczeniach historycznych, winna oddziaływać w większym stopniu na jakość polskiego życia zbiorowego, na styl uprawiania polityki czy jakiejkolwiek działalności publicznej, zwłaszcza takiej, która sprawowana jest na mocy społecznego wyboru i zaufania”. Można pytać czy tak się dzieje w szerszym wymiarze, w polityce polskiej, w życiu społecznym?

Dziś wasza droga, bracia związkowcy jest trudna i niewdzięczna. Rwie się dialog społeczny, bywa, że zupełnie gaśnie.

Czas na zmiany. Często wypowiadacie te słowa. I robicie swoje, to co przynależny do waszego programu, do priorytetów związkowych. Ochrona miejsc pracy i stałego zatrudnienia, wzrost wynagrodzeń, poprawa bezpieczeństwa pracy. Solidarność z bezrobotnymi, z rodzinami. Wciąż palące problemy służby zdrowia, oświaty. Patriotyczna edukacja. Przypominanie o prymacie godności człowieka w prawie pracy.

A także, jeśli jest tak potrzeba, Solidarność staje się głosem na trwogę. Przestrzega przed zjawiskami, które tylko pozornie noszą znamiona sukcesu. Jeden przykład, dostrzeżony także przez Komisję Europejską: oparcie rozwoju na konkurowaniu kosztami pracy. To zjawisko szczególnie społecznie szkodliwe i krzywdzące. Konsekwencję takiego stanu rzeczy są takie, że choć jesteśmy jednym z najwięcej pracujących na świecie narodów, to płace Polaków pozostają na wyjątkowo niskim poziomie w stosunku do państw Zachodniej Europy.

O tym zjawisku ostatnio z goryczą mówił Ojciec Święty Franciszek, podkreślając, że praca nie może być zakładnikiem zysku i wydajności, ze taka sytuacja działa przeciw społeczeństwu w którym jest praktykowana.

Bracia i Siostry!
W rocznicowy, świąteczny dzień patrzymy na obfite wiano przebytej przez Solidarność drogi. Czerpcie z niego.

Niech dalej Niezależny Samorządny Związek Zawodowy Solidarność, będzie - jak to ujął św. Jan Paweł II - „stróżem sprawiedliwości społecznej i środowiskiem bratniej miłości”.

Niech dalej umacnia, ku górze wznosi ściany domu Solidarności, budowanego na skale wiary, miłości ojczyzny, troski o kształt polskiej pracy.
O to także będziemy się dziś modlić do Chrystusa, ukształtowanego w środowisku codziennej pracy podejmowanej przez św. Józefa, męża Maryi.
Niech Chrystus błogosławi waszej drodze, Bracia i Siostry z Solidarności, waszej posłudze ludziom pracy i obywatelom polskiej ojczyzny.
Idźcie i czyńcie! I sztandarów nie zwijajcie!
Amen.
tk / Gdańsk
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 31 sierpnia 2015
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2015-08-31 13:15 Abp Głódź: postulaty "Solidarności" niezamkniętą kartą

Kilka spośród 21 postulatów stoczniowców strajkujących w sierpniu 1980 r. do dziś zostało niezrealizowanych i stanowią dla "Solidarności" niezamkniętą kartę – podkreślił dziś abp Sławoj Leszek Głódź. W Mszy św. sprawowanej w gdańskiej bazylice św. Brygidy z okazji 35. rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych uczestniczył m.in. Andrzej Duda. Prezydent RP przekazał w darze dla gdańskiej bazyliki kielich mszalny zdobiony bursztynem.

Zwracając się do związkowców z "Solidarności", metropolita gdański przyznał, że dziś ich droga jest trudna i niewdzięczna, bowiem "rwie się dialog społeczny, bywa, że zupełnie gaśnie".

Wskazywał, że kilka spośród słynnych już 21 postulatów stoczniowców strajkujących w 1980 r. do dziś zostało niezrealizowanych. "Choćby poprawa warunków służby zdrowia, podjęcie taniego budownictwa społecznego, postulat obniżenia wieku emerytalnego" – wyliczał hierarcha. Dodał, że "tamte postulaty to dla Solidarności wciąż niezamknięta karta, której nie sposób zdeponować w muzealnym zaciszu".

Abp Głódź zaznaczył też, że droga "Solidarności" wciąż trwa. "Wasz Związek, choć wielu by tego chciało, nie zszedł na margines polskiego społecznego życia, nie zakończył swej służebnej misji wobec środowiska polskiej pracy i wobec narodu" – podkreślił, zwracając się do związkowców.

W gorących słowach witając na liturgii Andrzeja Dudę, metropolita gdański wyraził nadzieję, że w realizacji prezydenckiej przysięgi, iż dobro Ojczyzny i pomyślność obywateli będą najwyższym nakazem dla jego posługi, wspomoże prezydenta NSZZ "Solidarność".

Abp Głódź z aprobatą odniósł się także do słów z inauguracyjnego przemówienia prezydenta, który wskazywał na powszechne oczekiwanie, że Polacy zaczną odbudowywać wspólnotę. "Wspólnotę pozytywnego myślenia o ojczyźnie, narodzie, państwie. Wspólnotę wzajemnego szacunku, aby Polak Polakowi przestał być wilkiem. Wspólnotę zaufania" – mówił kaznodzieja.

Wskazał, że to pragnienie jest zbieżne z drogą Kościoła i z jego misją dodając, że "to Jezus, jego Założyciel, pozostawił nam zadanie strzeżenia jedności, nieustępliwego budowania wspólnoty eklezjalnej, sakramentalnej, także wspólnoty społecznego ładu".

Metropolita gdański zapewnił też związkowców, że mają "szczególnego orędownika w niebieskiej Ojczyźnie" – błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszkę, który przed rokiem, z woli papieża Franciszka, został ogłoszony patronem NSZZ "Solidarność". Dodał, że za duchowego Ojca Solidarności można uważać św. Jana Pawła II. "To jego słowa wypowiedziane na Placu Zwycięstwa: 'Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi!' – budziły płomień Solidarności" – przypomniał kaznodzieja.

Przywołał też słowa papieża Wojtyły wypowiedziane w Sopocie w 1999 r., iż „Solidarność” "otworzyła bramy wolności” oraz, że jej powstanie tego Związku było "przełomowym wydarzeniem w historii naszego narodu, ale także w dziejach Europy".

Zwracając uwagę, że "splot Solidarności i Kościoła" jest naturalny i oczywisty, abp Głódź przypomniał, że Solidarność wyrosła z potrzeby naprawienia stosunków pracy w duchu chrześcijańskiej nauki społecznej i Magisterium Kościoła. Podkreślił, że to właśnie ten fakt był i jest oryginalnym rysem Związku.

"Nie jest to bowiem korporacja tych, którzy wyłącznie troszczą się o swych członków – ludzi pracy. W jej polu widzenia znajdują się również ludzie wydziedziczeni, bezrobotni, słabi, wyrzuceni na margines życia" – dodał.

Hierarcha przytoczył też współczesne postulaty związkowców: ochrona miejsc pracy i stałego zatrudnienia, wzrost wynagrodzeń, poprawa bezpieczeństwa pracy, solidarność z bezrobotnymi i z rodzinami.

Wśród zjawisk szczególnie społecznie szkodliwych i krzywdzących abp Głódź wskazał na dostrzeżony przez Komisję Europejska problem oparcia rozwoju na konkurowaniu kosztami pracy. "Konsekwencję takiego stanu rzeczy są takie, że choć jesteśmy jednym z najwięcej pracujących na świecie narodów, to płace Polaków pozostają na wyjątkowo niskim poziomie w stosunku do państw Zachodniej Europy" – ubolewał hierarcha.

Swoją homilie abp Głódź zakończył słowami: "Niech Chrystus błogosławi waszej drodze, Bracia i Siostry z Solidarności, waszej posłudze ludziom pracy i obywatelom polskiej ojczyzny. Idźcie i czyńcie! I sztandarów nie zwijajcie!".

Po homilii metropolita gdański poświęcił sztandar NSZZ "Solidarność" kopalni Brzeszcze.

Po Mszy św. nastąpi przejście pod symboliczną bramę Stoczni Gdańskiej. Uroczystość transmituje TV Trwam.
tk / Gdańsk
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 31 sierpnia 2015
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2015-08-30 21:58 Dr Szwagrzyk o „Ince”: innych kobiet tak nie tracono (wywiad)

- Mam chęć pójścia dalej, by znaleźć majora „Łupaszkę”, „Zaporę”, a mam nadzieję - rotmistrza Pileckiego czy generała Fieldorfa. To byłoby największe możliwe wyróżnienie. Największy zaszczyt, jaki mógłby mnie w życiu spotkać – mówi w rozmowie z KAI dr hab. Krzysztof Szwagrzyk, pełnomocnik prezesa IPN ds. poszukiwań miejsc pochówku ofiar komunistycznego terroru, kierownikiem zespołu, który odnalazł szczątki „Inki”.

Publikujemy treść rozmowy z dr. hab. Krzysztofem Szwagrzykiem:

Jolanta Roman-Stefanowska (KAI): Gdy niemal rok temu wraz ze swoim zespołem rozpoczynał Pan prace ekshumacyjnyjne na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku, wierzył Pan że uda się odnaleźć „Inkę”?

Krzysztof Szwagrzyk: Zawsze robimy to z wiarą, że się uda. Tak było i w przypadku „Inki”. Przygotowania do poszukiwań trwały bardzo długo. Najważniejsze były dokumenty, a te były bardzo uszczuplone. Wiedzieliśmy o dwóch faktach, które doprowadziły do odnalezienia szczątków tej wyjątkowej dziewczyny.

Pierwsza to informacja, że na polu oznaczonym numerem 14 istniał nagrobek straconego wiosną 1947 roku porucznika Adama Dedio. Oznaczało to, że w kwaterze tej spoczywał co najmniej jeden więzień. Po drugie, znaliśmy treść dokumentu, którzy odnalazł w archiwach były wicedyrektor Aresztu Śledczego w Gdańsku Waldemar Kowalski. Na początku września 1946 roku ówczesny naczelnik więzienia, w odpowiedzi na list wdowy po Feliksie Selmanowiczu ps. Zagończyk napisał, że został on pogrzebany na Cmentarzu Garnizonowym pod numerem 136. Uznaliśmy więc, że kopiąc w każdym z kierunków - wcześniej czy później musimy trafić na szczątki innych więźniów.

Trzeciego dnia (we wrześniu tamtego roku) trafiliśmy na głębokości 49 centymetrów pod cmentarnym chodnikiem na szczątki dwóch osób w jednej jamie grobowej. To były dwie skrzynie bez wieka. W jednej były szczątki bardzo młodej kobiety z przestrzeloną czaszką. Drugie szczątki to mężczyzna, którego cechy absolutnie pasowały do „Zagończyka”.
My już wtedy mieliśmy pewność - to była „Inka”. Oficjalnie to potrzebne były jeszcze badania, ale przecież my wiedzieliśmy, że jedyną kobietą straconą w gdańskim więzieniu strzałem w głowę była właśnie ona. Innych kobiet tak nie tracono.

KAI: Oprawcy poza straceniem mieli jeszcze jeden cel, by ciał nigdy nie odnaleziono. Przecież w wielu miejscach ofiary stalinowskie spoczywają nawet pod trzema warstwami późniejszych pochówków.

- To nie był przypadek. To była ciężka praca ale i dużo szczęścia. To było gdzieś zapisane, mieliśmy znaleźć i znaleźliśmy .

KAI: Jakie emocje towarzyszyły Panu w chwili, gdy miał Pan pewność, że znalazł Pan szczątki „Inki”?

- Byłem tak po ludzku bardzo wzruszony. Moi współpracownicy też. Każdy w tak wyjątkowej chwili inaczej pokazuje emocje, ale zapewniam, to było wielkie przeżycie.

KAI: Podczas prac ekshumacyjnych pracowało bardzo wielu wolontariuszy.

- Dziesiątki wolontariuszy. Ludzie młodzi, w starszym wieku, przychodziły całe rodziny, kibice. Byli oczywiście księża. Gdy tylko odkryliśmy pierwsze szczątki przyjechał arcybiskup Głódź i odmówił modlitwę. Specjalnie z Francji przyjechała pewna Polka - tylko po to, by pomóc.
Mieszkańcy Trójmiasta byli codziennie. Przywozili kanapki, ciasto, kawę w słoikach. To były piękne gesty.

KAI: Nie ogłaszaliście, że potrzebujecie pomocy. To była potrzeba serca?

- Tak, to były setki ludzi. Z całej Polski. Z Warszawy, Łodzi, Wrocławia, Poznania.

KAI: Jakie prace wykonywali wolontariusze?

-Mężczyźni przekopywali teren, kobiety pomagały w lżejszych pracach. To było delikatna praca. Przecież podczas ekshumacji trzeba pamiętać, że obok są inne groby. Ludzie je odwiedzają. Trzeba to wszystko posprzątać. Nagrobki pomyć. Mamy taką zasadę: pracujemy w miejscu wyjątkowym. Szukamy bohaterów narodowych, ale ich szczątki nie są ważniejsze od tych, którzy spoczywają obok.

KAI: Ma Pan poczucie spełnienia?

- Mam chęć pójścia dalej, by znaleźć majora „Łupaszkę”, „Zaporę”, a mam nadzieję - rotmistrza Pileckiego czy generała Fieldorfa. To byłoby największe możliwe wyróżnienie. Największy zaszczyt, jaki mógłby mnie w życiu spotkać.

Rozmawiała Jolanta Roman-Stefanowska
Jolanta Roman-Stefanowska / Gdańsk
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 30 sierpnia 2015
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2015-08-30 15:18 Abp Głódź o "Ince": może być wzorem i patronką polskiej młodzieży (OPIS)

"Jej niezłomna postawa urasta do rangi symbolu. "Inka" może być wzorem i patronką polskiej młodzieży" - powiedział abp Sławoj Leszek Głódź, podczas Mszy św. sprawowanej przed salezjańskim kościołem pw. św. Jana Bosko w Gdańsku-Oruni. Na początku liturgii metropolita gdański odsłonił i poświęcił pomnik legendarnej sanitariuszki AK, Danuty Siedzikówny.

Metropolita gdański, abp Sławoj Leszek Głódź, odsłonił i poświęcił dziś pomnik legendarnej sanitariuszki AK, Danuty Siedzikówny „Inki”. Uroczystość miała miejsce na początku Mszy św. sprawowanej przy salezjańskim kościele pw. św. Jana Bosko w Gdańsku-Oruni.

Przejściu od ołtarza do pomnika towarzyszył skomponowany specjalnie na tę okazję hymn "Inka", wykonany przez Alicję Węgorzewską, która jest także autorką słów utworu na cześć legendarnej sanitariuszki AK. Muzykę skomponował Bogdan Kierejsza, a wykonaniu towarzyszyła orkiestra pod przewodnictwem Romualda Szyszko.

Patronka polskiej młodzieży

- Niech ten pomnik, poświęcony wodą chrzcielną, utwierdza i zakorzenia pamięć o "Ince" w ludzkich sercach - zaapelował abp Sławoj Leszek Głódź.

W homilii przypomniał trudną historię Żołnierzy Wyklętych, wśród których była także młoda, niespełna 18-letnia Danuta Siedzikówna. Zdaniem metropolity gdańskiego, ich historia stawia dzisiaj także przed nami pytania o Ojczyznę. - Co dla nas znaczy? Ile gotowi jesteśmy dla jej spraw ofiarować przestrzeni naszych serc? Jakie miejsce zajmuje w nich patriotyzm, który przecież jest gwarantem właściwego rozwoju narodu i państwa? - pytał abp Głódź.

Mówiąc o "Ince" podkreślił, że przyszło jej dokonywać życiowych wyborów w nadzwyczaj trudnym okresie. - To wtedy w wielu miejscach Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, także za nowym kordonem granicznym, na Wileńszczyźnie, w Ziemi Nowogródzkiej i Grodzieńskiej, poczęło się rozlegać wołanie: „Jeszcze Polska nie zginęła”. Wołanie Żołnierzy Wyklętych – Żołnierzy Niezłomnych - mówił abp Głódź.

Jak przypomniał, Żołnierze Wyklęci "nie chcieli Polski spod znaku sierpa i młota, opanowanej przez system polityczny i ideologiczny głoszący fałszywe ideały sprawiedliwości, równości, braterstwa, wolności". - Chcieli tej, którą znali, która ich kształtowała, której drogą szły pokolenia. Polski spod znaku orła w koronie. Spod znaku Maryi – Bogurodzicy Dziewicy - podkreślił.

Epopeja Żołnierzy Wyklętych, jak mówił metropolita gdański, przez lata była wyszydzana, zakłamywana, zohydzana. - Bandyci, zdrajcy, zaplute karły reakcji – tak Ich nazywano. Pozbawieni praw, tropieni, więzieni, mordowani. Ci, którzy wyszli z więzień byli szykanowani, inwigilowani, spychani na margines życia. Obywatele drugiej kategorii - przypomniał tragiczne losy walczących o Niepodległość.

Jak dodał, dziś nie ma wątpliwości, że aktywność niepodległościowego podziemia była wielkim powstańczym zrywem. - Z rąk polskich i sowieckich komunistów zginęło ich ok. 8 600. 5 tysięcy skazano na karę śmierci. Ponad połowę tych kar wykonano. W obozach i więzieniach ponad 20 tysięcy poniosło śmierć. To wciąż niepełne dane - ubolewał abp Głódź.

Podziękował tym, którzy walczą o przywrócenie pamięci bohaterom. - Chylimy głowy przed trudem archeologów, którzy z pietyzmem wydobywają szczątki bohaterów, przed profesjonalizmem antropologów i genetyków, którzy podejmują trud ich identyfikacji.

- Dziś wydobyliśmy tę jedną postać, ten młody żywot - piękny duchem i czynami - mówił o Danucie Siedzikównie abp Głódź. Jak podkreślił, "jej niezłomna postawa urasta do rangi symbolu. Może być wzorem i patronką polskiej młodzieży".

Na zakończenie podziękował wszystkim, którzy przyczynili się do powstania pomnika tej legendarnej sanitariuszki AK.

- Inko trwaj w pamięci Gdańska, trwaj w pamięci całej Polski! Chwała bohaterom! - zakończył metropolita gdański. Zgromadzeni na Mszy św. mieli także okazję wysłuchać skomponowanego specjalnie na tę okazję hymnu "Inka". Autorką słów hymnu jest Alicja Węgorzewska, muzykę skomponował Bogdan Kierejsza.

W uroczystościach w Gdańsku-Oruni uczestniczyła rodzina "Inki", m.in. jej starsza siostra. Prezydenta Andrzeja Dudę reprezentował Maciej Łopiński, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP.

Kim była "Inka"

Danuta Siedzikówna ps. "Inka" (1928-1946) była sanitariuszką 4. szwadronu odtworzonej na Białostocczyźnie 5. Wileńskiej Brygady Armii Krajowej. Uczyła się w szkole powszechnej w Narewce, a podczas wojny w szkole sióstr salezjanek w Różanymstoku k. Dąbrowy Białostockiej.

Po zamordowaniu przez Gestapo jej matki oraz po śmierci jej ojca na froncie w Armii Andersa, razem z siostrą Wiesławą wstąpiła do AK (przysięgę złożyła w grudniu 1943 lub na początku 1944), gdzie odbyła szkolenie medyczne. Po przejściu frontu podjęła pracę kancelistki w nadleśnictwie Hajnówka. Wraz z innymi pracownikami nadleśnictwa została w czerwcu 1945 aresztowana za współpracę z antykomunistycznym podziemiem przez grupę NKWD-UB (działającą z polecenia zastępcy szefa WUBP w Białymstoku, Eliasza Kotona). Została uwolniona z konwoju przez operujący na tym terenie patrol wileńskiej AK Stanisława Wołoncieja „Konusa” (podkomendnych „Łupaszki”), następnie jako sanitariuszka podjęła służbę w oddziale „Konusa”, a potem w szwadronach por. Jana Mazura „Piasta” i por. Mariana Plucińskiego „Mścisława”. Przez krótki czas jej przełożonym był także por. Leon Beynar „Nowina”, zastępca „Łupaszki”, znany później jako Paweł Jasienica. Danuta Siedzikówna przybrała wówczas pseudonim „Inka”.

Na przełomie 1945/1946, zaopatrzona w dokumenty na nazwisko Danuta Obuchowicz, podjęła pracę w nadleśnictwie Miłomłyn w powiecie ostródzkim. Wczesną wiosną 1946 nawiązała kontakt z ppor. Zdzisławem Badochą „Żelaznym”, dowódcą jednego ze szwadronów „Łupaszki”. Po śmierci „Żelaznego”, zabitego podczas obławy UB 28 czerwca 1946, została wysłana przez jego następcę, ppor. Olgierda Christę „Leszka” po zaopatrzenie medyczne do Gdańska.

Tam, rankiem 20 lipca 1946, w mieszkaniu przy ul. Wróblewskiego 7 we Wrzeszczu, w jednym z lokali kontaktowych V Brygady Wileńskiej, których adres zdradziła ujęta wcześniej przez bezpiekę Regina Żylińska-Mordas, łączniczka Szendzielarza, która poszła na współpracę z UB, „Inka” została aresztowana. Została umieszczona w pawilonie V więzienia w Gdańsku jako więzień specjalny.

W śledztwie (kierowanym przez naczelnika Wydziału III WUBP w Gdańsku Jana Wołkowa i kierownika Wydziału Śledczego WUBP Józefa Bika) była bita i poniżana; mimo to odmówiła składania zeznań obciążających członków brygad wileńskich AK.

Została skazana na śmierć 3 sierpnia przez sąd kierowany przez mjr. Adama Gajewskiego i zastrzelona przez dowódcę plutonu egzekucyjnego ppor. Franciszka Sawickiego 28 sierpnia 1946 wraz z Feliksem Selmanowiczem ps. „Zagończyk”, w więzieniu przy ul. Kurkowej w Gdańsku w obecności prokuratora wojskowego Wiktora Suchockiego i zastępcy naczelnika więzienia w Gdańsku Alojzego Nowickiego. Według relacji przymusowego świadka egzekucji, ks. Mariana Prusaka, ostatnimi słowami „Inki” było: Niech żyje Polska! Niech żyje „Łupaszko”!

Miejsce pochówku do 2014 roku było nieznane. We wrześniu tego samego roku w ramach prac zespołu ds. poszukiwań nieznanych miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego IPN na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku odnaleziono nieoznaczony grób, w którym prawdopodobnie spoczywają szczątki Danuty Siedzikówny oraz rozstrzelanego z nią Feliksa Selmanowicza ps. Zagończyk.

13 kwietnia na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku odbyła się uroczystość odsłonięcia pamiątkowej tablicy poświęconej zamordowanym żołnierzom V Wileńskiej Brygady AK: Danucie Siedzikównie „Ince" oraz Feliksowi Selmanowiczowi „Zagończykowi”. Dwa dni później 15 kwietnia odbyła się uroczystość nadania imienia „Inki” dwóm szkołom w Sopocie. W tamtejszym Parku im. Sanitariuszki „Inki” co roku obchodzone są ważne uroczystości państwowe.

Starania o budowę pomnika

Z inicjatywą odsłonięcia pomnika wystąpili na początku roku gdańscy salezjanie, wśród nich proboszcz parafii pw. św. Jana Bosko Mirosław Dukiewicz. Kierowała nimi intencja związana z życiorysem Danuty Siedzikówny – w czasie wojny uczyła się w szkole sióstr salezjanek w Różanymstoku. W Gdańsku natomiast poniosła śmierć z rąk władzy komunistycznej i tutaj została pochowana. W związku z powyższym narodziła się propozycja upamiętnienia bohaterskiej sanitariuszki. Od samego początku ideę tę wspierał gorąco metropolita gdański.

Wkrótce powstał Komitet Budowy Pomnika, w skład którego weszli m.in. abp Sławoj Leszek Głódź jako przewodniczący, proboszcz parafii pw. św. Jana Bosko ks. Mirosław Dukiewicz SDB, gdańscy radni, historycy oraz pracownicy IPN.

Fundusze na jej pomnik udało się zebrać dzięki pomocy darczyńców. Rada Miasta Gdańska wyraziła również zgodę na jego usytuowanie oraz przeznaczyła środki na zagospodarowanie terenu wokół monumentu.
Pomnik zaprojektował Andrzej Renes, warszawski rzeźbiarz, autor m.in. pomnika Prymasa Tysiąclecia przy Krakowskim Przedmieściu i pomnika bohatera wojny 1920 roku, księdza Ignacego Skorupki, przed katedrą diecezji warszawsko-praskiej.
am, mp / Gdańsk
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 30 sierpnia 2015
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2015-08-30 14:54 Abp Głódź o "Ince": może być wzorem i patronką polskiej młodzieży (DOKUMENT)

"Jej niezłomna postawa urasta do rangi symbolu. "Inka" może być wzorem i patronką polskiej młodzieży" - powiedział abp Sławoj Leszek Głódź, podczas Mszy św. sprawowanej przed salezjańskim kościołem pw. św. Jana Bosko w Gdańsku-Oruni. Na początku liturgii metropolita gdański odsłonił i poświęcił pomnik legendarnej sanitariuszki AK, Danuty Siedzikówny.

Publikujemy pełen tekst dzisiejszej homilii abp. Sławoja Leszka Głódzia:

Ekscelencje Księża Biskupi!
Salezjańska Wspólnoto Zakonna Parafii Świętego Jana Bosko z ks. Mirosławem Dukiewiczem, Proboszczem Parafii!
Bracia Kapłani!
Siostry Zakonne!
Czcigodni Weterani walk o Niepodległą, szczególnie Wy, Żołnierze Wyklęci!
Szanowni Przedstawiciele Władz Samorządowych!
Parlamentarzyści!
Przyjaciele z Solidarności!
Poczty sztandarowe!
Młodzi Gdańszczanie!
Rodacy w kraju i na świecie, którzy dzięki Telewizji Polonia modlicie się z nami!
Umiłowani!

Zgromadził nas Dzień Pański. Dzień Zmartwychwstania Chrystusa. We wspólnocie wiary zebraliśmy się dla słuchania Słowa Bożego i uczestniczenia w Eucharystii.

Czytania dzisiejszego dnia podejmują wątek prawa Bożego w różnorodnych aspektach, na różnych planach. Księga Mądrości mówi nam, że to wierność Bożym nakazom warunkuje stałość Przymierza zawartego między Bogiem w narodem wybranym. „Nic nie dodajcie do tego, co ja wam nakazuję, i nic z tego nie odejmujcie” (Pwt 4,2). Bowiem Prawo Boże jest jedno. Stanowi zwartą całość. Nie można elementów tego prawa niewygodnych dla naszego życia obejść, zepchnąć na bok, z premedytacją wyminąć. Nie wystarczy też - o czym przypomina w drugim czytaniu św. Jakub Apostoł - poprzestawać tylko na otwieraniu się na Boże słowo, przyjmować je w „duchu łagodności” (Jk 1, 21b). To Boże słowo ma być wprowadzone w czyn, ma generować nasze uczynki w służbie innym, stanowić swoiste paliwo naszej aktywności. A rękojmią naszej skuteczności w służbie prawom Bożym ma być serce czyste. Bowiem to z pustyni serca człowieczego, mówi nam Jezus, wychodzą złe myśli i uczynki. To wszystko co pomniejsza człowieka, oddala go do Boga, przekreśla prawdę, miłość, sprawiedliwość.

Na tle tych Bożych prawd i ewangelicznych wskazań, jakie przynoszą czytania dzisiejszego dnia, pragniemy dziś, podczas tej uroczystości, ukazać wątki naszej narodowej wspólnoty, jej historii. Myślą, pamięcią, modlitwą powrócić do ludzi, którym Polska, ta dzisiejsza, wolna i niepodległa, winna jest część i pamięć. Powrócić także do czasu martyrologium naszego narodu. To nieustanny obowiązek nas, chrześcijan, dzieci polskiej ojczyzny.

I. Tylko Bóg zna ich imiona

O tej powinności przypominał przed laty św. Jan Paweł II. Mówił: „Nasz wiek, nasze stulecie ma swe szczególne martyrologium jeszcze nie w pełni spisane. Trzeba go zbadać, trzeba go stwierdzić, trzeba go spisać”. Ukazać naszym czasom tych naszych braci i sióstr, często „nieznanych żołnierzy wielkiej sprawy Bożej”, którzy w czasach zniewolenia przez totalitarne systemy: nazistowski i komunistyczny „cierpieli i oddawali życie”.

Św. Jan Paweł II mówił o tym 7 czerwca 1999 roku w Bydgoszczy. Kilka dni przed wyniesieniem do chwały błogosławionych 108 ofiar misterium iniquitatis - męczenników II wojny światowej. Pamiętamy, że znaleźli się pośród nich także trzej kapłani związani swą posługą z polską, katolicką wspólnotą ówczesnego Wolnego Miasta Gdańska. Księża: Marian Górecki, Bronisław Komorowski, Franciszek Rogaczewski. Krzewiciele prawd Bożych i narodowego ducha. Dziś orędują u Boga za Gdańskiem, za Pomorzem.

Wezwanie św. Jana Pawła II ma nie tylko eklezjalny wymiar. Jego adresatami są nie tylko świadkowie Chrystusa, którzy dla Jego Imienia oddali życie. Są nimi także ci, którzy stanęli w obronie ojczystych praw, ludzkiej godności i honoru. Tylko Bóg zna imiona ich wszystkich.

Pośród nich szczególna grupa. Żołnierze Polski Niepodległej. Obrońcy domowych progów i Bożych ołtarzy.

„Na ilu to miejscach ziemi ojczystej padał ten żołnierz. Na ilu to miejscach Europy i świata przemawia swoją śmiercią, że nie może być Europy sprawiedliwej bez Polski niepodległej na jej mapie?” Często przypominamy te słowa pamiętnej homilii świętego Jana Pawła II wygłoszonej na warszawskim placu Zwycięstwa w 1979 roku.

Przywołuję je także dziś. W sierpniu. Miesiącu, kiedy w szczególny sposób wracamy do ważnych wątków naszych dziejów. Odcisnęły się głęboko w świadomości polskich pokoleń. Także naszego. Wciąż budzą emocje. Generują pytania. Także te o ojczyznę? Co dla nas znaczy? Ile gotowi jesteśmy dla jej spraw ofiarować przestrzeni naszych serc? Jakie miejsce zajmuje w nich patriotyzm, który przecież jest gwarantem właściwego rozwoju narodu i państwa?

Pierwszy z nich to Bitwa Warszawska 1920 roku. Ocaliła niepodległość naszej ojczyzny odzyskaną po latach niewoli. Zgasiła żagiew, którą bezbożna bolszewicka horda chciała podpalić Europę, wzniecić pożar wszechświatowej rewolucji.

Drugi to Powstanie Warszawskie. Samotny bój Stolicy Rzeczypospolitej zostawionej samej sobie przez sojuszników. Podjęty w imię prawa polskiego narodu do stanowienia o własnym losie.

A także ten wątek najnowszej historii, który dotknął niejednego z nas. Wicher Solidarności, który przed trzydziestu pięciu laty ogarnął Polskę. Zachęcił do odzyskiwania tłumionej przez komunistyczny system podmiotowości. Ukazał godność pracy ludzkiej i wpisaną w jej naturę międzyludzką Solidarność. Ujawnił siłę i piękno narodowej wspólnoty. Otworzył serca i umysły na ożywcze działanie Ducha Świętego odnawiającego oblicze polskiej ziemi.

II. My chcemy Polski – polskiej

Umiłowani!

Dziś zgromadzeni przed salezjańską świątynią pw. świętego Jana Bosko w bezkrwawą ofiarę Chrystusa włączamy naszą modlitwę za tych, których określa się mianem Żołnierzy Wyklętych. I za jedną z nich, Danutę Siedzikównę „Inkę”, której pomnik poświeciłem i pobłogosławiłem.

Przyszło im dokonywać życiowych wyborów w nadzwyczaj trudnym okresie. Kiedy zachwiał się gmach ojczyzny. Kiedy wspólnota naszego narodu stanęła wobec zaskakujących wydarzeń. Bowiem u schyłku II wojny światowej Polska, najwierniejszy sojusznik antyhitlerowskiej koalicji, decyzją zwycięskich mocarstw została podporządkowana Związkowi Sowieckiemu. Utraciła wolność, niepodległość, a także ponad połowę swego terytorium. Rozpoczął się exodus tysięcy mieszkańców wschodnich województw Rzeczypospolitej. Trzeba było zostawić miejsca w których biegło życie pokoleń, rodzinne domy, świątynie, cmentarze. Szukać nowego miejsc osiedlenia na włączonych do Polski ziemiach zachodnich i północnych, także tu, w zniszczonym niemal doszczętnie Gdańsku.

Ale przecież nowym komunistycznym, narzuconym Polsce władzom nie udało się złamać stosu pacierzowego tysiącletniego, chrześcijańskiego narodu. Rzucić polskiej wspólnoty na kolana. Wymusić zgodę na nową sytuacje. Zainfekować ideologią obcą duchowi naszej ziemi.

Różne były formy społecznego oporu przed agresją nowego systemu. Dziś wspominamy rozpoczętą wtedy epopeję podziemia niepodległościowego. Epopeję Żołnierzy Wyklętych. Stawili zbrojny opór sowietyzacji ojczyzny. Podjęli walkę o jej suwerenność i niepodległość. Uczynili to z potrzeby serca. Z oczekiwania na zmianę sytuacji politycznej, jaką miały przynieść oczekiwane i zapowiadane wolne wybory. Nade wszystko w imię nadziei, także tej wywiedzionej z wiary świętej, ze słów Apostoła Pawła: „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli” (Ga 5,1).

To wtedy w wielu miejscach Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, także za nowym kordonem granicznym, na Wileńszczyźnie, w Ziemi Nowogródzkiej i Grodzieńskiej, poczęło się rozlegać wołanie: „Jeszcze Polska nie zginęła”. Wołanie Żołnierzy Wyklętych – Żołnierzy Niezłomnych.

Nie chcieli Polski spod znaku sierpa i młota. Opanowanej przez system polityczny i ideologiczny głoszący fałszywe ideały sprawiedliwości, równości, braterstwa, wolności.

Chcieli tej, którą znali, która ich kształtowała, której drogą szły pokolenia. Polski spod znaku orła w koronie. Spod znaku Maryi – Bogurodzicy Dziewicy. Wielu leśnych żołnierzy przytwierdzało do swych mundurów ryngrafy z Jej wizerunkiem. Na ulotkach pisali: „(…) nie jesteśmy żadną bandą, tak jak nas nazywają zdrajcy i wyrodni synowie naszej ojczyzny. My jesteśmy z miast i wsi polskich. My chcemy, by Polska była rządzona przez Polaków oddanych sprawie i wybranych przez cały naród (…) my chcemy Polski suwerennej, Polski chrześcijańskiej, Polski – polskiej”.

Epopeja Żołnierzy Wyklętych. Przez lata wyszydzana, zakłamywana, zohydzana. Bandyci, zdrajcy, zaplute karły reakcji – tak Ich nazywano. Pozbawieni praw, tropieni, więzieni, mordowani. Ci, którzy wyszli z więzień byli szykanowani, inwigilowani, spychani na margines życia. Obywatele drugiej kategorii.

Ale przecież mówił Jezus: „Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie miało wyjść na jaw” (Mk 4, 22). Przyszedł wreszcie ten czas, że prawda o drodze Żołnierzy Wyklętych, ich drodze, walce, cierpieniu poczęła być przywracana narodowej pamięci, rozpoznawana, dokumentowana, opisywana. Dzieje się to wysiłkiem wielu, przede wszystkim Instytutu Pamięci Narodowej.

W 1945 roku, w okresie największej aktywności niepodległościowego podziemia, ponad pół miliona ludzi tworzyło społeczność Żołnierzy Wyklętych. Dwadzieścia tysięcy walczyło w leśnych oddziałach, kolejnych kilkaset tysięcy w różnorodny sposób leśnych ludzi wspomagało: aprowizacją, schronieniem, łącznością, wywiadem. Dziś nie ma wątpliwości, że był to wielki powstańczy zryw.

Liczebność leśnych żołnierzy z biegiem lat malała. W efekcie akcji podejmowanych przez wojska NKWD, jednostki UB, KBW, MO. Także wydarzeń zewnętrznych: braku reakcji mocarstw zachodnich na sfałszowane wybory do Sejmu Ustawodawczego, ogłoszenia amnestii. Niezłomni trwali. Wierni – do końca. Ostatni z Żołnierzy Wyklętych, Józef Franczak „Lalek”, poległ w październiku 1963 roku.

A wymiar ich ofiary rzuconej na stos polskiej wolności? Z rąk polskich i sowieckich komunistów zginęło ich ok. 8 600. 5 tysięcy skazano na karę śmierci. Ponad połowę tych kar wykonano. W obozach i więzieniach ponad 20 tysięcy poniosło śmierć. To wciąż niepełne dane.

„Gdzie są ich groby, Polsko! Gdzie ich nie ma! Ty wiesz najlepiej – i Bóg wie na niebie” - słowami poety Artura Oppmana pytał przed laty św. Jan Paweł II, patrząc na warszawski grób Nieznanego Żołnierza.

A gdzie wasze groby Żołnierze Wyklęci? W kloacznych dołach, więziennych piwnicach, w zamaskowanych leśnych jamach, w zakątkach komunalnych cmentarzy. Bywa, że przykryte innymi grobami, niekiedy waszych oprawców, jak to ma miejsce na warszawskich Powązkach, na tzw. Łączce. Także te wciąż niezlokalizowane. Gdzie szukać grobów ofiar obławy augustowskiej w lipcu 1945 roku? Największej liczbowo zbrodni dokonanej na naszych rodakach po II wojnie światowej. Około sześciuset aresztowanych, przepadłych bez śladu. Zginęli, bo byli Polakami. Tak ujmuje ich los napis na symbolicznej mogile w Gibach u wrót Puszczy Augustowskiej.

Ale przecież nie zatrzasnęła się na głucho polska ziemia. Trwają poszukiwania. W wielu miejscach odnajdywane są doczesne szczątki naszych braci, wrzuconych do bezimiennych mogił. W Warszawie, Wrocławiu, Białymstoku, innych miastach.

Także u nas, w Gdańsku, na Cmentarzu Garnizonowym, gdzie chowano więźniów z aresztu przy ul. Kurkowej. Prowadził tam prace zespół Pana profesora Krzysztofa Szwagrzyka. To tam pochowano „Inkę”, Z badan archiwalnych wynika, że w Gdańsku wykonano 25 egzekucji na Żołnierzach Wyklętych. Chylimy głowy przed trudem archeologów, którzy z pietyzmem wydobywają szczątki bohaterów, przed profesjonalizmem antropologów i genetyków, którzy podejmują trud ich identyfikacji.

Długo czekali na swe pogrzeby. Godne ich ofiary. W ich intencji płynie i płynąć będzie do Pana Wieków nasza modlitwa o światłość wiekuistą dla nich, o „niewiędnący wieniec chwały” (1 P 5,4). To dla nich w narodowe rocznice będą brzmieć wojskowe werble. Dla żołnierzy polskiej wolności poległych na polu chwały.

III. Żywot piękny duchem i czynami

Umiłowani!

Dziś spośród tysięcy tych, którzy poszli na wezwania Polski Niepodległej, przeciwstawili się zniewoleniu ojczyzny, zapłacili za to swym życiem, wydobywamy jedną postać, jeden młody żywot - piękny duchem i czynami.

Danuta Siedzikówna, pseudonim „Inka”. Przyszła na świat w 1928 roku. Jej rodzinny dom to leśniczówka w Olchówce koło Narewki. W podlaskiej, leśnej krainie, w pobliżu ostępów Puszczy Białowieskiej. W czasach jej dzieciństwa nie umilkły jeszcze echa leśne powstania styczniowego. W tamtej podlaskiej okolicy wciąż żywa była legenda ostatniego powstańczego generała, księdza Stanisława Brzóski straconego w 1865 roku na rynku w Sokołowie Podlaskim.

Wzrastała w polskim, katolickim domu. Ojciec Danuty, Wacław, leśniczy, niegdyś student w Petersburgu, zesłany w 1913 roku na Syberię za udział w konspiracji niepodległościowej, wrócił stamtąd dopiero po 13 latach. Matka, Eugenia z Tymińskich, była spokrewniona z rodziną Piotra Orzeszki, męża pisarki Elizy Orzeszkowej.

Wojna zburzyła ład życia. Ojciec Danusi został wywieziony przez NKWD pod Krasnojarsk. Po umowie Sikorski-Majski żołnierz Armii gen. Andersa. Zmarł na jej szlaku w Iranie. Matka w czasie okupacji niemieckiej wstąpiła do AK. Aresztowana i stracona w 1943 roku w lesie pod Białymstokiem. To, co zostało Danusi to dwie siostry, babcia i Polska. Jakiś czas uczyła się w salezjańskiej szkole w Różanymstoku, sławnym na Podlasiu sanktuarium Maryjnym. Wzorem matki także wstąpiła do AK.

Tuż po wojnie aresztowana przez UB, szczęśliwym trafem została odbita przez partol akowski. Rozpoczęła służbę sanitariuszki w niezłomnej 5. Wileńskiej Brygadzie majora Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”. Wiosną 1946 roku, wraz z oddziałem znalazła się w północnej Polsce. Uczestniczyła w walkach z grupami operacyjnymi UB, MO i KBW. Nie posiadała broni. Podczas akcji bojowych udzielała pomocy zarówno rannym partyzantom, jak i milicjantom. W lipcu 1946 roku został wysłana do Gdańska, m.in. po lekarstwa i medykamenty. Rankiem 20 lipca na skutek zdrady została aresztowana, osadzona w więzieniu przy ul. Kurkowej.

Przeszła okrutne śledztwo. Nikogo nie wydała. Niczego nie ujawniła. W wyniku fałszywych zeznań została oskarżona m.in. o to, że wydała polecenie zastrzelenie dwóch funkcjonariuszy UB podczas akcji w Tulicach pod Sztumem.

3 sierpnia 1946 roku została skazana na śmierć. Wyrok na niej i na Feliksie Selmanowiczu, „Zagończyku”, żołnierzu Łupaszki został wykonany 28 sierpnia. Przed egzekucja była spokojna, pogodzona ze swym losem. Takie świadectwo zostawił spowiednik skazańców ks. Marian Prusak, pełniący wtedy posługę w kościele garnizonowym pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła. Oboje nie pozwolili sobie zawiązać oczy. Ucałowali krzyż. Padł rozkaz: „Po zdrajcach narodu polskiego, ognia”. Danusia zdążyła krzyknąć: „Niech żyje Polska”. Za sześć dni skończyłaby 18 lat.

Umiłowani!

Dziś kierujemy nasze myśli ku tej młodej Polce. Myślimy o jej życiu. O tamtej godzinie, kiedy musiała podejmować decyzje, które zaważyły na przystąpieniu do konspiracji, podjęciu służby w zaciekle tropionej, osaczanej brygadzie Łupaszki. O jej postawie w czasie śledztwa.

I chyba mamy prawo powiedzieć, że te decyzje podejmowała „z sercem prawym, z wiara pełną” (Hbr 10,21).

Danusia Siedzikówna „Inka”. Pszeniczny kłos polskiego życia, który ledwie zaczął dojrzewać, ścięty w godzinie egzekucji. Trzeba było lat, aby ziarno tego przerwanego gwałtownie życia zaowocowało. Przedarło się przez złoża kłamstwa, potwarzy, cynizmu. Przez czyny, słowa, ludzi o zbrukanym, nieczystym sercu. Ukazało swoje duchowe piękno, godność, swoją - nie waham się użyć tego słowa - wielkość.

Droga „Inki” w służbie Niepodległej, jej niezłomna postawa, dramat jej życia w ostatnich latach urosły do rangi symbolu – przejrzystego, przejmującego, trafiającego do serc, szczególnie młodego polskiego pokolenia.

IV. Chwała bohaterom

To te dobre emocje, empatia, zataczające coraz szersze kręgi zainteresowanie drogą „Inki” tworzyło duchowy grunt dla inicjatywy wzniesienia tego pomnika. Stanął w sąsiedztwie świątyni oddanej w pieczę księżom Salezjanom, którzy od dziś staną się tego pomnika opiekunami i promotorami pamięci o „Ince”. To ich konfratrzy, duchowi synowie św. Jana Bosko, wielkiego wychowawcy młodzieży, ukazywali Danusi Siedzikównej w podlaskim Różanymstoku piękno i sens wiary świętej i wartość ojczyzny.

Trzeba dziś dziękować tym wszystkim, którzy się do powstania tego pomnika przyczynili. I panu Andrzejowi Renesowi, jego projektantowi, warszawskiemu rzeźbiarzowi, autorowi m.in. pomnika Prymasa Tysiąclecia przy Krakowskim Przedmieściu i pomnika bohatera wojny 1920 roku, księdza Ignacego Skorupki, przed katedrą diecezji warszawsko-praskiej. Pan Andrzej kilka dzieł swego talentu ofiarował w ostatnich latach Gdańskowi. Dziękujemy wykonawcom Pomnika. Tym, którzy wydali stosowne zezwolenia związane z jego lokalizacją. Także Pani Alicji Węgorzewskiej, za artystyczny hołd Danusi Siedzikównej – śpiew Hymnu Inki, który rozpoczął dzisiejszą uroczystość.

To kolejny pomnik w Trójmieście, kolejne upamiętnienie naszych Rodaków, którzy swym życiem, czynami, modlitwą zostawili głęboki ślad w historii narodu i dziejach Pomorza. Ludzi czystego serca. Przewodników na polskich drogach ku wolności, prawdzie, sprawiedliwości, dobru. Wartościom, które tworzą sens ludzkiego życia, są „nakazami Pana, Boga waszego” (Pwp 4,4).

To Święty Jan Paweł II, bł. ks. Jerzy Popiełuszko, ks. Hilary Jastak, ks. Henryk Jankowski, prezydent Lech Kaczyński, ofiary tragedii Smoleńskiej, Anna Walentynowicz. Teraz do tego pomorskiego panteonu chwały, pamięci, wdzięczności, dołącza Danusia Siedzikówna „Inka”, najmłodsza spośród nich.

Niech ten pomnik pobłogosławiony znakiem Chrystusowego krzyża i poświęcony wodą chrzcielną, utwierdza i zakorzenia pamięć o niej w najżyźniejszej glebie – w ludzkich sercach.

Umiłowani!

Od pięciu lat obchodzimy Narodowy Dzień Żołnierzy Wyklętych, ustanowiony z inicjatywy śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Dzień pamięci, czci, hołdu oddawanego im, „bohaterom antykomunistycznego podziemia, którzy w obronie niepodległego bytu Państwa Polskiego (…) z bronią w ręku, jak i w inny sposób, przeciwstawili się sowieckiej agresji i narzuconemu siłą reżimowi komunistycznemu”.

Czy warto było? Czy trzeba było podnosić oręż sprzeciwu przeciwko Goliatowi tamtych czasów? Przeciwko systemowi, który ujarzmił tak wiele ludów i narodów i wtedy, za przyzwoleniem sojuszniczych mocarstw, wyciągnął dłonie po kolejną zdobycz– Najjaśniejszą Rzeczpospolitą?

To nie my powinniśmy stawiać takie pytanie. To nie my powinniśmy być recenzentami tamtych decyzji. To oni, Żołnierze Wyklęci, takie pytania sobie stawiali. Byli świadomi ceny, jaką przyjdzie im zapłacić za tamto odważne, uparte, jednoznaczne „tak” powiedziane wtedy temu wszystkiemu, co Polskę stanowi. Jednak podjęli wyzwanie. To także z ich trudu, cierpienia, krwi, wzgardy, niepamięci, jakiej im nie szczędzili ludzie o twardych, przewrotnych sercach, zrodziła się polska wolność. Rezultat drogi i ofiary pokoleń, a nie tylko efekt tzw. transformacji ustrojowej.

Ku wam, Czcigodni Weterani Podziemia Niepodległościowego, którzy swą obecnością uświetniacie naszą uroczystość, kieruje te dwa słowa, świadectwo szacunku, uznania, wdzięczności: Chwała bohaterom!

Chwała wam. Chwała waszym Towarzyszom broni, tym, którzy polegli, zostali straceni, zamęczeni, zmarli.


Umiłowani!

Otwórzmy jeszcze szerzej nasze serca na to wiano służby, ofiary, miłości ojczyzny. Wiano pokolenia Żołnierzy Wyklętych.

Przyjmijmy je na nasze duchowe umocnienie. Na zrozumienie jak wielka była cena naszej odzyskanej wolności. Jak bardzo trzeba ją cenić, umacniać i utwierdzać w zgodzie z naszą wiarą, tradycją, kulturą, tożsamością. Wystrzegać się tego, co może ją skrzywdzić, spłaszczyć, zranić, może nawet zdradzić i zniweczyć. Chronić przed niebezpieczeństwami i zagrożeniami. Szczególnie tymi, które płyną z serc nieczystych. Przewrotnych i podstępnych. Gotowych Polskę skrzywdzić dla prywaty, egoizmu, grupowych interesów, partyjnego sukcesu wywalczonego nie siłą dobrych dokonań, tylko słowną żonglerką i piarowym uwodzicielstwem. Przypominam o tym także dziś, w ten ważny dla Gdańska dzień, kiedy odsłaniamy i poświęcamy pomnik Inki.

„Jest mi smutno, że muszę umierać, powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba” – to jej słowa wypowiedziany przed egzekucją. Zachowałaś się jak trzeba, sanitariuszko Inko. Wtedy, w ostatnich dniach i godzinach swego młodego życia. I także wtedy, gdy ze swego leśnego zaścianka wyruszyłaś na tragicznie przerwany szlak ku Niepodległej, ze swoją młodością, czystością serca, dziewczęcymi pragnieniami i marzeniami, aby Polska była domem wolności, prawdy, wierność, Bożego pokoju.
„Prawy zamieszka w domu Twoim, Panie „(Ps 15).

Niech tam w niebieskiej ojczyźnie, Bóg da ci pić ze źródła wody życia.

Trwaj w pamięci Polski, trwaj w pamięci Gdańska.

Chwała bohaterom!

Amen.
mp / Gdańsk
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 30 sierpnia 2015
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2015-08-30 14:53 Gdańsk: odpust w koszarach policyjnych

25 lat temu w Gdańsku powstała pierwsza w Polsce policyjna kaplica na terenie koszar. Dziś uroczystą Mszę odpustową w kaplicy Matki Boskiej Częstochowskiej – Królowej Polski odprawił abp Tadeusz Gocłowski, który ćwierć wieku temu kaplicę poświęcił. - Przed 1989 rokiem milicja służyła władzy i partii. Dziś służy narodowi. Stało się to możliwe dzięki funkcjonariuszom, którzy mieli odwagę stanąć po stronie wartości - mówił arcybiskup.

Nie byłoby tego wydarzenia bez wielkiego wkładu nieżyjącego już kapelana gdańskiej „Solidarności” księdza Henryka Jankowskiego, długoletniego proboszcza parafii św. Brygidy. To właśnie w tej najważniejszej dla gdańskiej solidarności świątyni 16 grudnia 1989 roku miało miejsce wydarzenie bez precedensu – Msza Pojednania Milicji Obywatelskiej i gdańszczan, którzy represji od funkcjonariuszy doświadczali przez lata. Prałat Jankowski silnie zaangażował się w żmudną pracę odbudowy zaufania społecznego przez milicję, która całymi latami prześladowała również jego.

„W tamtej formacji ludzi w niebieskich mundurach było wiele wspaniałych osób, którzy wiarę i wierność wynieśli z domów. To były prawdziwe skarby, które żyły zgodnie w wartościami ewangelicznymi. Gdy pojawiła się nadzieja zaczęli walczyć o realizację swoich pragnień - powiedział KAI bp Józef Guzdek, bp polowy Wojska Polskiego.

6 kwietnia 1990 roku Sejm III Rzeczypospolitej w miejsce milicji powołał policję. Ale już w marcu 1990 roku z inicjatywy związkowców NSZZ Policjantów, przeprowadzono sondaż wśród kursantów jednostki, okazało się, że 80 procent funkcjonariuszy w służbie życzy sobie obecności Kapelana w jednostce.

W czerwcu u 1990 roku do pracy w duszpasterstwie policji - jako kapelan kaplicy – został skierowany ks. Bogusław Głodowski, który służbę tę pełni do dziś. - To dla mnie, młodego wówczas księdza, było duże wyzwanie - powiedział ks. Bogdan Głodowski.

Kaplica i ksiądz w gdańskiej dzielnicy Złota Karczma dla wielu były szokiem. Te koszary dotąd gdańszczanom kojarzyły się między innym z oddziałami ZOMO. Przez lata wyjeżdżające stąd radiowozy oznaczały jedno - zomowcy jadą pod stocznie. Ale było to na początku trudne również dla samych policjantów. Wcześniej chodzili pod kościół z pałkami, teraz do kościoła ze sztandarem. Przez pierwsze miesiące zachłysnęli się wolnością. Ile tu udzielałem ślubów, ile dzieci szło do komunii. Chcieli nadrobić stracony czas- mówi duszpasterz

Dziś w odpuście w koszarach policyjnych w Gdańsku wziął główny komendant policji - generalny inspektor Krzysztof Gajewski i dziesiątki pomorskim funkcjonariuszy.

Biskup polowy złożył hołd funkcjonariuszom, którzy zginęli na służbie. Uroczystości odpustowe zakończyły się poświęceniem obrazu Michała Archanioła, który zawisł w policyjnej kaplicy.
jrst / Gdańsk
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 30 sierpnia 2015
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2015-08-30 14:45 Abp Głódź o "Ince": może być wzorem i patronką polskiej młodzieży

"Jej niezłomna postawa urasta do rangi symbolu. "Inka" może być wzorem i patronką polskiej młodzieży" - powiedział abp Sławoj Leszek Głódź, podczas Mszy św. sprawowanej przed salezjańskim kościołem pw. św. Jana Bosko w Gdańsku-Oruni. Na początku liturgii metropolita gdański odsłonił i poświęcił pomnik legendarnej sanitariuszki AK, Danuty Siedzikówny.

- Niech ten pomnik, poświęcony wodą chrzcielną, utwierdza i zakorzenia pamięć o "Ince" w ludzkich sercach - zaapelował abp Sławoj Leszek Głódź.

W homilii przypomniał trudną historię Żołnierzy Wyklętych, wśród których była także młoda, niespełna 18-letnia Danuta Siedzikówna. Zdaniem metropolity gdańskiego, ich historia stawia dzisiaj także przed nami pytania o Ojczyznę. - Co dla nas znaczy? Ile gotowi jesteśmy dla jej spraw ofiarować przestrzeni naszych serc? Jakie miejsce zajmuje w nich patriotyzm, który przecież jest gwarantem właściwego rozwoju narodu i państwa? - pytał abp Głódź.

Mówiąc o "Ince" podkreślił, że przyszło jej dokonywać życiowych wyborów w nadzwyczaj trudnym okresie. - To wtedy w wielu miejscach Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, także za nowym kordonem granicznym, na Wileńszczyźnie, w Ziemi Nowogródzkiej i Grodzieńskiej, poczęło się rozlegać wołanie: „Jeszcze Polska nie zginęła”. Wołanie Żołnierzy Wyklętych – Żołnierzy Niezłomnych - mówił abp Głódź.

Jak przypomniał, Żołnierze Wyklęci "nie chcieli Polski spod znaku sierpa i młota, opanowanej przez system polityczny i ideologiczny głoszący fałszywe ideały sprawiedliwości, równości, braterstwa, wolności". - Chcieli tej, którą znali, która ich kształtowała, której drogą szły pokolenia. Polski spod znaku orła w koronie. Spod znaku Maryi – Bogurodzicy Dziewicy - podkreślił.

Epopeja Żołnierzy Wyklętych, jak mówił metropolita gdański, przez lata była wyszydzana, zakłamywana, zohydzana. - Bandyci, zdrajcy, zaplute karły reakcji – tak Ich nazywano. Pozbawieni praw, tropieni, więzieni, mordowani. Ci, którzy wyszli z więzień byli szykanowani, inwigilowani, spychani na margines życia. Obywatele drugiej kategorii - przypomniał tragiczne losy walczących o Niepodległość.

Jak dodał, dziś nie ma wątpliwości, że aktywność niepodległościowego podziemia była wielkim powstańczym zrywem. - Z rąk polskich i sowieckich komunistów zginęło ich ok. 8 600. 5 tysięcy skazano na karę śmierci. Ponad połowę tych kar wykonano. W obozach i więzieniach ponad 20 tysięcy poniosło śmierć. To wciąż niepełne dane - ubolewał abp Głódź.

Podziękował tym, którzy walczą o przywrócenie pamięci bohaterom. - Chylimy głowy przed trudem archeologów, którzy z pietyzmem wydobywają szczątki bohaterów, przed profesjonalizmem antropologów i genetyków, którzy podejmują trud ich identyfikacji.

- Dziś wydobyliśmy tę jedną postać, ten młody żywot - piękny duchem i czynami - mówił o Danucie Siedzikównie abp Głódź. Jak podkreślił, "jej niezłomna postawa urasta do rangi symbolu. Może być wzorem i patronką polskiej młodzieży".

Na zakończenie podziękował wszystkim, którzy przyczynili się do powstania pomnika tej legendarnej sanitariuszki AK.

- Inko trwaj w pamięci Gdańska, trwaj w pamięci całej Polski! Chwała bohaterom! - zakończył metropolita gdański. Zgromadzeni na Mszy św. mieli także okazję wysłuchać skomponowanego specjalnie na tę okazję hymnu "Inka". Autorką słów hymnu jest Alicja Węgorzewska, muzykę skomponował Bogdan Kierejsza.

W uroczystościach w Gdańsku-Oruni uczestniczyła rodzina "Inki", m.in. jej starsza siostra.

Pomnik zaprojektował Andrzej Renes, warszawski rzeźbiarz, autor m.in. pomnika Prymasa Tysiąclecia przy Krakowskim Przedmieściu i pomnika bohatera wojny 1920 roku, księdza Ignacego Skorupki, przed katedrą diecezji warszawsko-praskiej.

Po Mszy św. zaplanowano dalsze uroczystości o charakterze religijno-patriotycznym.
am / Gdańsk
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 30 sierpnia 2015
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2015-08-30 13:33 Gdańsk: abp Głódź odsłonił pomnik "Inki"

Metropolita gdański, abp Sławoj Leszek Głódź, odsłonił i poświęcił dziś pomnik legendarnej sanitariuszki AK, Danuty Siedzikówny „Inki”. Uroczystość miała miejsce na początku Mszy św. sprawowanej przy salezjańskim kościele pw. św. Jana Bosko w Gdańsku-Oruni.

Metropolicie gdańskiemu podczas uroczystego odsłonięcia pomnika towarzyszyli przedstawiciele komitetu budowy pomnika.

Przejściu od ołtarza do pomnika towarzyszył skomponowany specjalnie na tę okazję hymn "Inka", wykonany przez Alicję Węgorzewską, która jest także autorką słów utworu na cześć legendarnej sanitariuszki AK. Muzykę skomponował Bogdan Kierejsza, a wykonaniu towarzyszyła orkiestra pod przewodnictwem Romualda Szyszko.

Prezydenta Andrzeja Dudę reprezentuje na uroczystościach Maciej Łopiński, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP.

Po południu odbędzie się dalsza część uroczystości pt. „Niedziela z bohaterką”, w ramach których przewidziano godzinny występ zespołu „Forteca”. Przez cały czas wydarzeniu towarzyszy punkt edukacyjny gdańskiego oddziału IPN, w którym dostępne będą m.in. broszury poświęcone „Ince”. Okolicznościowe przemówienie wygłosi naczelnik Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej IPN w Gdańsku dr Karol Nawrocki.

Z inicjatywą odsłonięcia pomnika wystąpili na początku roku gdańscy salezjanie, wśród nich proboszcz parafii pw. św. Jana Bosko Mirosław Dukiewicz. Kierowała nimi intencja związana z życiorysem Danuty Siedzikówny – w czasie wojny uczyła się w szkole sióstr salezjanek w Różanymstoku. W Gdańsku natomiast poniosła śmierć z rąk władzy komunistycznej i tutaj została pochowana. W związku z powyższym narodziła się propozycja upamiętnienia bohaterskiej sanitariuszki. Od samego początku ideę tę wspierał gorąco metropolita gdański.

Wkrótce powstał Komitet Budowy Pomnika, w skład którego weszli m.in. abp Sławoj Leszek Głódź jako przewodniczący, proboszcz parafii pw. św. Jana Bosko ks. Mirosław Dukiewicz SDB, gdańscy radni, historycy oraz pracownicy IPN.

"Była to młoda, odważna, niespełna osiemnastoletniej dziewczyna z mego rodzinnego Podlasia, sanitariuszka 5 Wileńskiej Brygady AK, stracona w 1946. Młoda Polka ukształtowana w katolickim, wiejskim domu, wspartym o wiarę święta, o tradycje chrześcijańską i narodową, o jasny kodeks moralny" - mówił o "Ince" niedawno abp Głódź.

Fundusze na jej pomnik udało się zebrać dzięki pomocy darczyńców. Rada Miasta Gdańska wyraziła również zgodę na jego usytuowanie oraz przeznaczyła środki na zagospodarowanie terenu wokół monumentu.

Niedzielna uroczystość jest dalszym ciągiem wydarzeń, których celem jest przywrócenie dobrego imienia i godności Danucie Siedzikównie „Ince”. Gdański oddział IPN od wielu lat inicjował podobne przedsięwzięcia o charakterze naukowym i popularyzatorskim. Wśród nich jest wydana w 2008 r. broszura "Danuta Siedzikówna „Inka”" autorstwa Piotra Szubarczyka. W 2014 r. ukazała się bogato ilustrowana książeczka z serii „Patroni naszych ulic” poświęcona „Ince”. Jej autorami są pracownicy Oddziału IPN w Gdańsku. Do działań popularyzatorskich należy promowanie dnia 1 Marca jako uroczystości Narodowego Dnia „Żołnierzy Wyklętych” czy akcja nadania imienia Alei Żołnierzy Wyklętych ważnej arterii komunikacyjnej w Gdańsku-Wrzeszczu. Pracownicy IPN przypominają o jej postaci na lekcjach dla młodzieży szkół podstawowych i ponadpostawowych.

W ostatnich dwóch latach udało się jednak przede wszystkim odnaleźć i zidentyfikować szczątki Danuty Siedzikówny. Dokonał tego jesienią 2014 r. zespół Samodzielnego Wydziału Poszukiwań IPN, kierowany przez prof. Krzysztofa Szwagrzyka. 1 marca br. na uroczystości w Pałacu Prezydenckim rodziny pięciu osób – ofiar terroru komunistycznego, w tym Danuty Siedzikówny - odebrały noty identyfikacyjne swoich ekshumowanych krewnych.

13 kwietnia na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku odbyła się uroczystość odsłonięcia pamiątkowej tablicy poświęconej zamordowanym żołnierzom V Wileńskiej Brygady AK: Danucie Siedzikównie „Ince" oraz Feliksowi Selmanowiczowi „Zagończykowi”. Dwa dni później 15 kwietnia odbyła się uroczystość nadania imienia „Inki” dwóm szkołom w Sopocie. W tamtejszym Parku im. Sanitariuszki „Inki” co roku obchodzone są ważne uroczystości państwowe.

Danuta Siedzikówna ps. "Inka" (1928-1946) była sanitariuszką 4. szwadronu odtworzonej na Białostocczyźnie 5. Wileńskiej Brygady Armii Krajowej. Uczyła się w szkole powszechnej w Narewce, a podczas wojny w szkole sióstr salezjanek w Różanymstoku k. Dąbrowy Białostockiej.

Po zamordowaniu przez Gestapo jej matki, razem z siostrą Wiesławą wstąpiła do AK (przysięgę złożyła w grudniu 1943 lub na początku 1944), gdzie odbyła szkolenie medyczne. Po przejściu frontu podjęła pracę kancelistki w nadleśnictwie Hajnówka. Wraz z innymi pracownikami nadleśnictwa została w czerwcu 1945 aresztowana za współpracę z antykomunistycznym podziemiem przez grupę NKWD-UB (działającą z polecenia zastępcy szefa WUBP w Białymstoku, Eliasza Kotona). Została uwolniona z konwoju przez operujący na tym terenie patrol wileńskiej AK Stanisława Wołoncieja „Konusa” (podkomendnych „Łupaszki”), następnie jako sanitariuszka podjęła służbę w oddziale „Konusa”, a potem w szwadronach por. Jana Mazura „Piasta” i por. Mariana Plucińskiego „Mścisława”. Przez krótki czas jej przełożonym był także por. Leon Beynar „Nowina”, zastępca „Łupaszki”, znany później jako Paweł Jasienica. Danuta Siedzikówna przybrała wówczas pseudonim „Inka”.

Na przełomie 1945/1946, zaopatrzona w dokumenty na nazwisko Danuta Obuchowicz, podjęła pracę w nadleśnictwie Miłomłyn w powiecie ostródzkim. Wczesną wiosną 1946 nawiązała kontakt z ppor. Zdzisławem Badochą „Żelaznym”, dowódcą jednego ze szwadronów „Łupaszki”. Po śmierci „Żelaznego”, zabitego podczas obławy UB 28 czerwca 1946, została wysłana przez jego następcę, ppor. Olgierda Christę „Leszka” po zaopatrzenie medyczne do Gdańska.

Tam, rankiem 20 lipca 1946, w mieszkaniu przy ul. Wróblewskiego 7 we Wrzeszczu, w jednym z lokali kontaktowych V Brygady Wileńskiej, których adres zdradziła ujęta wcześniej przez bezpiekę Regina Żylińska-Mordas, łączniczka Szendzielarza, która poszła na współpracę z UB, „Inka” została aresztowana. Została umieszczona w pawilonie V więzienia w Gdańsku jako więzień specjalny.

W śledztwie (kierowanym przez naczelnika Wydziału III WUBP w Gdańsku Jana Wołkowa i kierownika Wydziału Śledczego WUBP Józefa Bika) była bita i poniżana; mimo to odmówiła składania zeznań obciążających członków brygad wileńskich AK.

Została skazana na śmierć 3 sierpnia przez sąd kierowany przez mjr. Adama Gajewskiego i zastrzelona przez dowódcę plutonu egzekucyjnego ppor. Franciszka Sawickiego 28 sierpnia 1946 wraz z Feliksem Selmanowiczem ps. „Zagończyk”, w więzieniu przy ul. Kurkowej w Gdańsku w obecności prokuratora wojskowego Wiktora Suchockiego i zastępcy naczelnika więzienia w Gdańsku Alojzego Nowickiego. Według relacji przymusowego świadka egzekucji, ks. Mariana Prusaka, ostatnimi słowami „Inki” było: Niech żyje Polska! Niech żyje „Łupaszko”!

Miejsce pochówku do 2014 roku było nieznane. We wrześniu tego samego roku w ramach prac zespołu ds. poszukiwań nieznanych miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego IPN na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku odnaleziono nieoznaczony grób, w którym prawdopodobnie spoczywają szczątki Danuty Siedzikówny oraz rozstrzelanego z nią Feliksa Selmanowicza ps. Zagończyk.
mp,lk,am / Gdańsk
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 30 sierpnia 2015
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2015-08-29 23:23 Gdynia uczciła 35. rocznicę podpisania Porozumień Sierpniowych

Strajk w Stoczni Komuny Paryskiej w Gdyni wybuch 15 sierpnia 1980 roku, zaledwie dzień po tym w gdańskiej Stoczni im. Lenina. Szybko do strajkujących stoczniowców przyłączyły się inne gdyńskie zakłady. Inicjatorem był 21-letni wówczas Andrzej Kołodziej, który dziś mówi: ludzie, którzy wtedy mieli odwagę strajkować naruszyli fundamenty systemu komunistycznego.

„Gdy przywołujemy tamten wielki solidarnościowy zryw 1980 roku musimy pamiętać, że nasza polska „droga do wolności” wyrosła z ofiary życia i krwi ofiar masakry ’70 roku” – mówi prezydent Gdyni Wojciech Szczurek.

Uroczystości rocznicowe rozpoczęły się w Gdyni od złożenia kwiatów pod pomnikiem Ofiar grudnia ‘70. Tam, gdzie w grudniu 45 lat temu władza otworzyła ogień do idących do pracy stoczniowców. Modlitwę odmówił europejski duszpasterz Ludzi Morza ks Edward Pracz.

Andrzej Kołodziej- przywódca Gdyńskiego Sierpnia, a dziś szef Fundacji Pomorska Inicjatywa Historyczna, która pielęgnuje dziedzictwo solidarnościowego zrywu mówi o księżach, bez których sukces nie byłby możliwy.

W niedzielę 17 sierpnia – w trzecim dniu strajku – ks. prałat Hilary Jastak odprawił polową Mszę świętą w Stoczni i gdyńskim porcie. Nigdy wcześniej w PRL msza nie była odprawiana na terenie socjalistycznego zakłady pracy. Strajkujący stoczniowcy już dzień wcześniej poprosili swojego kapelana o odprawienie niedzielnej mszy. Prałat Hilary Jastak nie uległ naciskom władzy, chcącej nabożeństwo zablokować.

Charyzmatyczny duchowny, nazywany również „królem Kaszubów” swoimi homiliami stanął jednoznacznie po stronie strajkujących robotników. Wspierał ich w walce o swoje prawa. Towarzyszył strajkującej Gdyni do końca strajku.

Dziś uczestnicy strajku sierpniowego w Gdyni zostali uhonorowani odznaczeniami „Bohaterom Sierpnia ‘80”. Uroczystość odbyła się w Sali Koncertowej Zarządu Portu, tego samego w którym msze dla strajkujących odprawiał legendarny kapelan gdyńskiej „ Solidarności” ks. prałat Hilary Jastak.
jrst / Gdynia
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 29 sierpnia 2015
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2015-08-29 16:26 Ks. Janusz Chyła o swojej nowej książce "Ewangelia na Twitterze" (wywiad)

- Mam na Twitterze swoją wirtualną parafię, liczącą ponad cztery tysiące osób. Jeżeli dzięki temu choćby kilka osób znajdzie drogę swojej realnej parafii, tam gdzie mieszka, to warto - mówi w rozmowie z KAI ks. Janusz Chyła, autor książki „Ewangelia na Twitterze”.

Jolanta Roman-Stefanowska (KAI): Mówi ksiądz, że Internet to ósmy kontynent - wirtualny.

- Wirtualny, ale najgęściej zaludniony. To swoisty areopag. Podobny do tego, na którym stanął św. Paweł, aby w świecie mu nieprzychylnym z Dobrą Nowiną dotrzeć do słuchaczy. Internet jest areopagiem gigantycznym. Kościół musi był na nim obecny. I jest.

Siłę mediów dostrzegali wielcy papieże. Dokumenty adresowane do ludzi mediów publikowali Paweł VI, Jan Paweł II, Benedykt XVI i oczywiście Franciszek. Czytając te listy widać, że Kościół chce wykorzystać nowe możliwości techniczne do lepszego komunikowania się z wiernymi.

KAI: Od kilku lat publikuje ksiądz na Twitterze cytaty z Pisma Świętego.

- Uważam, że Kościół ma nie tylko prawo ale i obowiązek być wszędzie tam gdzie jest człowiek. Internet dziś bardzo absorbuje ludzi i to nie tylko młodych. Ludzie odpoczywają przy Internecie, szukają wiadomości, robią zakupy. Dlaczego więc nie przekazać im tą drogą Dobrej Nowiny.

KAI: Czym z punktu widzenia duchownego różni się głoszenie Słowa Bożego w realu i w Internecie?

- To wielka różnica. Trzeba być zwięzłym. Jest większa odpowiedzialność za słowo, bo to słowo może być potem udostępnianie setki razy. Pisząc, muszę myśleć o każdym potencjalnym czytelniku. A to są ludzie różni. Niektórzy są bardzo zaangażowani w życie kościoła i parafii, są we wspólnotach. Są też tacy, którzy tylko …lub aż uczestniczą w niedzielnej mszy. Jest też grupa ludzi poszukujących drogi do Boga i tych, którzy się Bogu nie narzucają.

KAI: Wolno narzucać im sposób szukania prawdy?

- Nie, nie mam prawa. Ale jednocześnie musimy pamiętać, że w sercu każdego człowieka jest potrzeba poszukiwania prawdy i Boga. Staram się mówić do nich tak, by skłonić ich do refleksji. Mam kilka takich osób. Jest na przykład dziewczyna po traumatycznych przeżyciach. Przysłała mi pamiętnik o swoim nawróceniu i o znaczeniu Twittera z tym nawróceniu.

KAI: Niestety Internet bywa też wykorzystywany do przekazywania złych treści. Nie sposób ten temat pominąć.

Ten wirtualny kontynent sam w sobie nie jest złem, choć faktycznie może się na nim pojawiać zło. Ale dlatego musi się też pojawiać dobro. Internet nie ma konotacji moralnych. Jest po prostu narzędziem. Tak jak nóż. Można nim pokroić chleb, ale można też zrobić komuś krzywdę, zranić.

Wszystko zależy od człowieka, który tym narzędziem operuje. Internet może być i często jest miejscem wulgarnym, sposobem na niszczenie ludzi. Słyszymy o takich przypadkach. Ludzie przeżywają z tego powodu dramaty, młodzi ludzie popełniają samobójstwa bo nie radzą sobie z tym atakiem zła. Bywa, że ktoś nagrał film, zarejestrował jakąś słabość. Potem pojawia się to w Internecie. Człowiek nie radzi sobie psychicznie z tą sytuacją. I zdarza się tragedia.

KAI: Dla wielu osób taki księdza wpis na portalu społecznościowym może być jedynym kontaktem ze Słowem Bożym.

- Papież Benedykt XVI w adhortacji „Verbum Domini” mówił: miejsce, gdzie nie można zobaczyć oblicza Chrystusa nie jest godne człowieka. Widzimy taki wypaczony obraz świata w tej wirtualnej przestrzeni. Kościół powinien w tej przestrzeni być jeszcze bardziej aktywny.

Dlatego Internet musi być przestrzenią, gdzie szerzy się też dobro. Chodzi o to, by człowiek wrócił do świata realnego, w którym jest, miłość, szacunek, godność. Między innymi dlatego od dwóch lat dzielę się na Twitterze Ewangelią, komentuję ją i dopisuję swoje przemyślenia.

KAI: I jest wielki odzew.

- Nawet się na początku nie spodziewałem takiej reakcji. Dzięki tym wpisom poznałem wielu wartościowych ludzi. Kilka miesięcy wymiany opinii to dużo, by się poznać a nawet zaprzyjaźnić. To wielka wartość w czasach, gdy przyjaźni w świecie nie ma zbyt wiele. Mam ponad cztery tysiące osób, z którymi kontaktuję się w ten sposób. To bardzo interesujące kontakty. Są w tej grupie ludzie z całej Europy. Są wierzący, ateiści, agnostycy. Są też ludzie szukający swojej drogi do prawdy. Jeżeli ktokolwiek znajdzie w tej sposób drogę do swojego najbliższego kościoła – to wspaniale.

KAI: Czy takie znajomości przenoszą się do realnego życia?

- Oczywiście. To są bardzo silne więzi. Po kilku miesiącach dyskusji na portalu nagle pojawiamy się na jakiejś konferencji i…rzucamy się sobie w ramiona. Ja pytam jak tam dzieci, oni gdzie będę miał najbliższe rekolekcje. Właśnie. Rekolekcje. Gdy na portalu piszę, że będę gdzieś jechał to natychmiast pojawiają się pomysły bym gdzieś na trasie dla pięciu-sześciu osób poprowadził rekolekcje. Ludzie mają taką potrzebę, to wielka siła Dobrej Nowiny. Organizowałem również dni skupienia dla moich wirtualnych przyjaciół. Jak się chce, to można. Na profilu @duchowni takie działania prowadzą też inni księża.

KAI: Dzięki Internetowi kontaktuje się Ksiądz też z miejscami bardzo odległymi. Tam ,gdzie ludziom dzieje się krzywda.

- Bardzo ważne są dla mnie kontakty z prześladowanym chrześcijanami w Iraku. Czuję, że dla naszych braci to bardzo potrzebne. Daje im nadzieję, że gdzieś tam ktoś o nich myśli. Że nie są sami. Chrześcijanie w muzułmańskim Iraku są w mniejszości. Jedyny kontakt ze światem chrześcijańskim mają dzięki Internetowi. Jestem ich wirtualnym znajomym.

KAI: Czy w czasie tej ewangelizacyjnej działalności w Internecie zdarzyły się sytuacje zaskakujące?

- Szczególnie zależy mi na odzyskiwaniu dla realnego świata młodych ludzi. Niebezpieczeństwo wyobcowania jest bardzo duże. Są nawet takie memy: młodzi ludzie siedzą na ławce, kiedyś grali w piłkę, wiele rzeczy robili razem. Teraz też są razem , siedzą na jednej ławce ale każdy ze swoim tabletem. Każdy w innym świecie. I co z tego ,że człowiek ma na facebooku trzy tysiące znajomych, skoro nie potrafi rozmawiać z najbliższym człowiekiem . Wiele osób boi się realnego kontaktu, wstydzi się, boi, ma kompleksy. Łatwiej stworzyć swój wirtualny portret i podszyć się pod kogoś. To się najczęściej źle kończy.

KAI: Trzeba umieć znaleźć dystans między światem wirtualnym a realnym.

- Benedykt XVI wskazał receptę: „ milczenie jest integralną częścią komunikacji i bez niego nie ma słów bogatych w treść. W milczeniu słyszymy i poznajemy lepiej samych siebie”. Tam, gdzie jest zbyt dużo informacji, milczenie staje się niezbędne do rozróżnienia tego co ważne,od tego co zbędne i drugorzędne. Niestety to nie jest takie proste.

KAI: Modli się Ksiądz za swoich wirtualnych parafian?

- Gdy do mojej wirtualnej parafii dołącza kolejny tysięczny parafianin, odprawiam w Pelplinie mszę w ich intencji. Informuje o tym na Twitterze i potem zamieszczam zdjęcia. Tworzy się wspaniała więź. To rodzina. Odzew jest olbrzymi. Tylko sakramentów nie można udzielać. Tu Internet jest bezradny.

Rozmawiała Jolanta Roman-Stefanowska

***

Ks. dr Janusz Chyła - adiunkt na Wydziale Teologicznym UMK w Toruniu, wicerektor Wyższego Seminarium Duchownego w Pelplinie.
Jolanta Roman-Stefanowska / Gdańsk
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 29 sierpnia 2015
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2015-08-29 11:23 Gdańsk: Msza z w 35. rocznicę zakończenia strajku z udziałem prezydenta Dudy (zapowiedź)

W poniedziałek 31 sierpnia br. o godz. 12.00, w Bazylice św. Brygidy w Gdańsku sprawowana
będzie uroczysta Msza Święta z okazji 35 rocznicy zakończenia strajku w Stoczni Gdańskiej i podpisania Umów Sierpniowych, której przewodniczyć będzie Arcybiskup Metropolita Gdański Sławoj Leszek Głódź, który wygłosi okolicznościową homilię. We Mszy Świętej uczestniczył będzie Prezydent RP Andrzej Duda.

Po Eucharystii nastąpi przejście pod symboliczną bramę Stoczni Gdańskiej, gdzie nastąpią dalsze, rocznicowe uroczystości.
mp / Gdańsk
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 29 sierpnia 2015
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2015-08-29 11:16 Gdańsk: jutro abp Głódź odsłoni pomnik Danuty Siedzikówny „Inki”

Metropolita gdański, abp Sławoj Leszek Głódź odsłoni jutro w Gdańsku-Oruni pomnik Danuty Siedzikówny „Inki”, legendarnej sanitariuszki AK. Wydarzenie nastąpi bezpośrednio przed Mszą św. w salezjańskim kościele pw. św. Jana Bosko pod przewodnictwem metropolity. Prezydenta Andrzeja Dudę ma reprezentować na uroczystościach Maciej Łopiński, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP.

Msza św. w kościele pw. św. Jana Bosko transmitowana będzie o godz. 13.00 przez TVP Polonia.

Po południu odbędzie się dalsza część uroczystości pt. „Niedziela z bohaterką”, w ramach których przewidziano godzinny występ zespołu „Forteca”. Przez cały czas wydarzeniu towarzyszył będzie punkt edukacyjny gdańskiego oddziału IPN, w którym dostępne będą m.in. broszury poświęcone „Ince”. Okolicznościowe przemówienie wygłosi naczelnik Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej IPN w Gdańsku dr Karol Nawrocki.

Z inicjatywą odsłonięcia pomnika wystąpili na początku roku gdańscy salezjanie, wśród nich proboszcz parafii pw. św. Jana Bosko Mirosław Dukiewicz. Kierowała nimi intencja związana z życiorysem Danuty Siedzikówny – w czasie wojny uczyła się w szkole sióstr salezjanek w Różanymstoku. W Gdańsku natomiast poniosła śmierć z rąk władzy komunistycznej i tutaj została pochowana. W związku z powyższym narodziła się propozycja upamiętnienia bohaterskiej sanitariuszki. Od samego początku ideę tę wspierał gorąco metropolita gdański.

Wkrótce powstał Komitet Budowy Pomnika, w skład którego weszli m.in. abp Sławoj Leszek Głódź, jako przewodniczący, proboszcz parafii pw. św. Jana Bosko ks. Mirosław Dukiewicz SDB, gdańscy radni, historycy oraz pracownicy IPN.

"Była to młoda, odważna, niespełna osiemnastoletniej dziewczyna z mego rodzinnego Podlasia, sanitariuszka 5 Wileńskiej Brygady AK, stracona w 1946. Młoda Polka ukształtowana w katolickim, wiejskim domu, wspartym o wiarę święta, o tradycje chrześcijańską i narodową, o jasny kodeks moralny" mówił "Ince" niedawno abp Głódź.

Fundusze na jej pomnik udało się zebrać dzięki pomocy darczyńców. Rada Miasta Gdańska wyraziła również zgodę na jego usytuowanie oraz przeznaczyła środki na zagospodarowanie terenu wokół monumentu.

Niedzielna uroczystość będzie dalszym ciągiem wydarzeń, których celem jest przywrócenie dobrego imienia i godności Danucie Siedzikównie „Ince”. Gdański oddział IPN od wielu lat inicjował podobne przedsięwzięcia o charakterze naukowym i popularyzatorskim. Wśród nich jest wydana w 2008 r. broszura "Danuta Siedzikówna „Inka”" autorstwa Piotra Szubarczyka. W 2014 r. ukazała się bogato ilustrowana książeczka z serii „Patroni naszych ulic” poświęcona „Ince”. Jej autorami są pracownicy Oddziału IPN w Gdańsku. Do działań popularyzatorskich należy promowanie dnia 1 Marca jako uroczystości Narodowego Dnia „Żołnierzy Wyklętych” czy akcja nadania imienia Alei Żołnierzy Wyklętych ważnej arterii komunikacyjnej w Gdańsku-Wrzeszczu. Pracownicy IPN przypominają o jej postaci na lekcjach dla młodzieży szkół podstawowych i ponadpostawowych.

W ostatnich dwóch latach udało się jednak przede wszystkim odnaleźć i zidentyfikować szczątki Danuty Siedzikówny. Dokonał tego jesienią 2014 r. zespół Samodzielnego Wydziału Poszukiwań IPN, kierowany przez prof. Krzysztofa Szwagrzyka. 1 marca br. na uroczystości w Pałacu Prezydenckim rodziny pięciu osób – ofiar terroru komunistycznego, w tym Danuty Siedzikówny - odebrały noty identyfikacyjne swoich ekshumowanych krewnych.

13 kwietnia na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku odbyła się uroczystość odsłonięcia pamiątkowej tablicy poświęconej zamordowanym żołnierzom V Wileńskiej Brygady AK: Danucie Siedzikównie „Ince" oraz Feliksowi Selmanowiczowi „Zagończykowi”. Dwa dni później 15 kwietnia odbyła się uroczystość nadania imienia „Inki” dwóm szkołom w Sopocie. W tamtejszym Parku im. Sanitariuszki „Inki” co roku obchodzone są ważne uroczystości państwowe.

Danuta Siedzikówna ps. "Inka" (1928-1946) była sanitariuszką 4. szwadronu odtworzonej na Białostocczyźnie 5. Wileńskiej Brygady Armii Krajowej. Uczyła się w szkole powszechnej w Narewce, a podczas wojny w szkole sióstr salezjanek w Różanymstoku k. Dąbrowy Białostockiej.

Po zamordowaniu przez Gestapo jej matki, razem z siostrą Wiesławą wstąpiła do AK (przysięgę złożyła w grudniu 1943 lub na początku 1944), gdzie odbyła szkolenie medyczne. Po przejściu frontu podjęła pracę kancelistki w nadleśnictwie Hajnówka. Wraz z innymi pracownikami nadleśnictwa została w czerwcu 1945 aresztowana za współpracę z antykomunistycznym podziemiem przez grupę NKWD-UB (działającą z polecenia zastępcy szefa WUBP w Białymstoku, Eliasza Kotona). Została uwolniona z konwoju przez operujący na tym terenie patrol wileńskiej AK Stanisława Wołoncieja „Konusa” (podkomendnych „Łupaszki”), następnie jako sanitariuszka podjęła służbę w oddziale „Konusa”, a potem w szwadronach por. Jana Mazura „Piasta” i por. Mariana Plucińskiego „Mścisława”. Przez krótki czas jej przełożonym był także por. Leon Beynar „Nowina”, zastępca „Łupaszki”, znany później jako Paweł Jasienica. Danuta Siedzikówna przybrała wówczas pseudonim „Inka”.

Na przełomie 1945/1946, zaopatrzona w dokumenty na nazwisko Danuta Obuchowicz, podjęła pracę w nadleśnictwie Miłomłyn w powiecie ostródzkim. Wczesną wiosną 1946 nawiązała kontakt z ppor. Zdzisławem Badochą „Żelaznym”, dowódcą jednego ze szwadronów „Łupaszki”. Po śmierci „Żelaznego”, zabitego podczas obławy UB 28 czerwca 1946, została wysłana przez jego następcę, ppor. Olgierda Christę „Leszka” po zaopatrzenie medyczne do Gdańska.

Tam, rankiem 20 lipca 1946, w mieszkaniu przy ul. Wróblewskiego 7 we Wrzeszczu, w jednym z lokali kontaktowych V Brygady Wileńskiej, których adres zdradziła ujęta wcześniej przez bezpiekę Regina Żylińska-Mordas, łączniczka Szendzielarza, która poszła na współpracę z UB, „Inka” została aresztowana. Została umieszczona w pawilonie V więzienia w Gdańsku jako więzień specjalny.

W śledztwie (kierowanym przez naczelnika Wydziału III WUBP w Gdańsku Jana Wołkowa i kierownika Wydziału Śledczego WUBP Józefa Bika) była bita i poniżana; mimo to odmówiła składania zeznań obciążających członków brygad wileńskich AK.

Została skazana na śmierć 3 sierpnia przez sąd kierowany przez mjr. Adama Gajewskiego i zastrzelona przez dowódcę plutonu egzekucyjnego ppor. Franciszka Sawickiego 28 sierpnia 1946 wraz z Feliksem Selmanowiczem ps. „Zagończyk”, w więzieniu przy ul. Kurkowej w Gdańsku w obecności prokuratora wojskowego Wiktora Suchockiego i zastępcy naczelnika więzienia w Gdańsku Alojzego Nowickiego. Według relacji przymusowego świadka egzekucji, ks. Mariana Prusaka, ostatnimi słowami „Inki” było: Niech żyje Polska! Niech żyje „Łupaszko”!

Miejsce pochówku do 2014 roku było nieznane. We wrześniu tego samego roku w ramach prac zespołu ds. poszukiwań nieznanych miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego IPN na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku odnaleziono nieoznaczony grób, w którym prawdopodobnie spoczywają szczątki Danuty Siedzikówny oraz rozstrzelanego z nią Feliksa Selmanowicza ps. Zagończyk.
lk, mp / Gdańsk
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 29 sierpnia 2015
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2015-08-28 13:56 11 wierszy ks. Twardowskiego na najnowszej płycie Weroniki Korthals

Wiersze ks. Jana Twardowskiego zaśpiewała na najnowszej swej płycie 33-letnia Weronika Korthals, pochodząca z Kaszub piosenkarka, kompozytorka, dyrygentka. Album „On” inspirowany twórczością zmarłego kapłana poety jest rodzajem hołdu wobec tej niezwykłej poezji złożonego przez muzyków uczestniczących w nagraniu.

Na płycie znalazło się jedenaście utworów-aranżacji poetyckich, tworzących razem oryginalną podróż śladami liryki księdza Twardowskiego. Kompozytorami muzyki są Weronika Korthals oraz Mirosław Hałenda.

Artystka przyznaje, że poezję ks. Twardowskiego czyta od 20 lat, a pierwszym tomikiem, jaki trafił w jej ręce, był „Rwanie prosto z krzaka”. „Od tamtej pory towarzyszy mi przy każdej przeprowadzce, przy wszelkich życiowych zmianach” – dodała i podkreśliła, że płyta „On” powstała potrzeby serca i ducha. „Mądrość, która płynie z każdego słowa księdza Twardowskiego jest jak drogowskaz w świecie poplątanych dróg” – zaznaczyła.

Muzyczna publikacja wydawnictwa Soliton jest częścią projektu „Słowo zabiera głos” przygotowanego przez Społeczny Komitet Obchodów Jubileuszu Urodzin Jana Twardowskiego. Ma on na celu przybliżyć twórczość księdza, który pisał zarówno dla młodych i starych, dla wierzących i wątpiących.

Urodzona w Pucku w rodzinie z muzycznymi tradycjami Weronika Korthals ukończyła Akademię Muzyczną w Gdańsku w klasach dyrygentury chóralnej oraz wokalistyki. Zwycięstwo w programie „Szansa na Sukces” przyniosło jej angaż w Teatrze Buffo w musicalu "Metro". Z zespołem Ha-Dwa-O! wystąpiła na Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu oraz w polskim finale Eurowizji, zagrała setki koncertów w kraju i za granicą. Z Ha-Dwa-O! nagrała płytę "Cud".

W roku 2009 wydała pierwszą solową płytę, na której śpiewa premierowe utwory, głównie w języku kaszubskim. W roku 2010 po raz kolejny wystąpiła na Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu. Rok później ukazała się jej płyta "Velevetka", która stanowi połączenie nowych melodii z elementami tradycyjnego folkloru kaszubskiego.
rk / Puck
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 28 sierpnia 2015
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2015-08-27 10:51 Gdańsk: w niedzielę odsłonięcie pomnika Danuty Siedzikówny „Inki”

Instytut Pamięci Narodowej Oddział w Gdańsku zaprasza na uroczystość odsłonięcia pomnika Danuty Siedzikówny „Inki”, legendarnej sanitariuszki AK. która odbędzie się 30 sierpnia w Gdańsku-Oruni. Wydarzenie nastąpi bezpośrednio przed Mszą św. w salezjańskim kościele pw. św. Jana Bosko pod przewodnictwem metropolity gdańskiego arcybiskupa Sławoja Leszka Głódzia. Prezydenta Andrzeja Dudę ma reprezentować na uroczystościach Maciej Łopiński, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP.

Msza św. w kościele pw. św. Jana Bosko transmitowana będzie o godz. 13.00 przez TVP Polonia.

Po południu odbędzie się dalsza część uroczystości pt. „Niedziela z bohaterką”, w ramach których przewidziano godzinny występ zespołu „Forteca”. Przez cały czas wydarzeniu towarzyszył będzie punkt edukacyjny gdańskiego oddziału IPN, w którym dostępne będą m.in. broszury poświęcone „Ince”. Okolicznościowe przemówienie wygłosi naczelnik Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej IPN w Gdańsku dr Karol Nawrocki.

Z inicjatywą odsłonięcia pomnika wystąpili na początku roku gdańscy salezjanie, wśród nich proboszcz parafii pw. św. Jana Bosko Mirosław Dukiewicz. Kierowała nimi intencja związana z życiorysem Danuty Siedzikówny – w czasie wojny uczyła się w szkole sióstr salezjanek w Różanymstoku. W Gdańsku natomiast poniosła śmierć z rąk władzy komunistycznej i tutaj została pochowana. W związku z powyższym narodziła się propozycja upamiętnienia bohaterskiej sanitariuszki.

Wkrótce powstał Komitet Budowy Pomnika, w skład którego weszli m.in. abp Sławoj Leszek Głódź, proboszcz parafii pw. św. Jana Bosko ks. Mirosław Dukiewicz SDB, gdańscy radni, historycy oraz pracownicy IPN.

Fundusze na pomnik udało się zebrać dzięki pomocy darczyńców. Rada Miasta Gdańska wyraziła również zgodę na jego usytuowanie oraz przeznaczyła środki na zagospodarowanie terenu wokół monumentu.

Niedzielna uroczystość będzie dalszym ciągiem wydarzeń, których celem jest przywrócenie dobrego imienia i godności Danucie Siedzikównie „Ince”. Gdański oddział IPN od wielu lat inicjował podobne przedsięwzięcia o charakterze naukowym i popularyzatorskim. Wśród nich jest wydana w 2008 r. broszura "Danuta Siedzikówna „Inka”" autorstwa Piotra Szubarczyka. W 2014 r. ukazała się bogato ilustrowana książeczka z serii „Patroni naszych ulic” poświęcona „Ince”. Jej autorami są pracownicy Oddziału IPN w Gdańsku. Do działań popularyzatorskich należy promowanie dnia 1 Marca jako uroczystości Narodowego Dnia „Żołnierzy Wyklętych” czy akcja nadania imienia Alei Żołnierzy Wyklętych ważnej arterii komunikacyjnej w Gdańsku-Wrzeszczu. Pracownicy IPN przypominają o jej postaci na lekcjach dla młodzieży szkół podstawowych i ponadpostawowych.

W ostatnich dwóch latach udało się jednak przede wszystkim odnaleźć i zidentyfikować szczątki Danuty Siedzikówny. Dokonał tego jesienią 2014 r. zespół Samodzielnego Wydziału Poszukiwań IPN, kierowany przez prof. Krzysztofa Szwagrzyka. 1 marca br. na uroczystości w Pałacu Prezydenckim rodziny pięciu osób – ofiar terroru komunistycznego, w tym Danuty Siedzikówny - odebrały noty identyfikacyjne swoich ekshumowanych krewnych.

13 kwietnia na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku odbyła się uroczystość odsłonięcia pamiątkowej tablicy poświęconej zamordowanym żołnierzom V Wileńskiej Brygady AK: Danucie Siedzikównie „Ince" oraz Feliksowi Selmanowiczowi „Zagończykowi”. Dwa dni późnie 15 kwietnia odbyła się uroczystość nadania imienia „Inki” dwóm szkołom w Sopocie. W tamtejszym Parku im. Sanitariuszki „Inki” co roku obchodzone są ważne uroczystości państwowe.

Ostatnim etapem na tej drodze będzie uroczysty pogrzeb Danuty Siedzikówny, który odbędzie się na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku. Jego dokładna data jest nadal przedmiotem ustaleń.

Danuta Siedzikówna ps. "Inka" (1928-1946) była sanitariuszką 4. szwadronu odtworzonej na Białostocczyźnie 5. Wileńskiej Brygady Armii Krajowej. Do AK wstąpiła pod koniec 1943 r. Przeszła szkolenie medyczne. W czerwcu 1945 została jako pracownica nadleśnictwa Hajnówka została aresztowana przez NKWD-UB za współpracę z podziemiem antykomunistycznym, ale wkrótce potem uwolniona przez podkomendnych mjr. Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki", dowódcy 5. Brygady Wileńskiej AK. Przez pewien czas pracowała jako sanitariuszka w oddziałach AK działających na Pomorzu.

W lipcu 1946 została wysłana po zaopatrzenie medyczne do Gdańska, gdzie w jednym z mieszkań aresztowało ją UB. W śledztwie była bita i poniżana, ale mimo to odmówiła złożenia zeznań obciążających innych członków wileńskich brygad AK. Skazana na śmierć, została rozstrzelana 28 sierpnia 1946 w więzieniu przy ul. Kurkowej w Gdańsku. Miejsce jej pochówku do 2014 r. było nieznane. IPN prawdopodobnie odnalazł grób "Inki" w miejscu nieoznaczonej mogiły na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku.
IPN, lk / Gdańsk
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 27 sierpnia 2015
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2015-08-26 17:15 Gdańsk: "Wspólny mianownik" z raperami (zapowiedź)

To będzie rap w „full opcji” mówią organizatorzy zaplanowanego na 28 sierpnia w Gdańsku wydarzenia muzycznego o nazwie „Wspólny mianownik”. Impreza ma swoją edycję w największych polskich miastach m.in. Krakowie, Poznaniu i Białymstoku.

Ideą tego wielkiego projektu ewangelizacyjnego jest wspólne spędzanie czasu, zabawa ale również zastanowienie się nad istotą życia. Pomysł podchwycili najbardziej znani polscy chrześcijańscy raperzy: Tau, Bęsiu & DJ Yonas, którzy podczas koncertów przekazują również swoje świadectwa spotkań z Bogiem. Całość koordynuje znany z portali społecznościowych ksiądz-raper ks. Jakub Barczak.

- Chodzi o szukanie wspólnej płaszczyzny między światem muzyki młodzieżowej a światem uniwersalnych wartości chrześcijańskich. Muzyka łączy więc chcemy jej siłę wykorzystać do wspólnego przeżywania wiary- mówi ks. Robert Jahns- z parafii p.w. Chrystusa Króla w Gdańsku. To właśnie na placu przy tym kościele od piątkowego poranka młodzi ludzie z całego kraju szukać będą dla siebie „wspólnego mianownika”. Zacznie się o godzinie 9-tej Turniejem Streetball, potem koncerty, konferencje i wspólne grillowanie. Dziewczyny będą mogły wziąć udział w warsztatach modowych .

Gdański „Wspólny Mianownik” współorganizuje portal www.12kamieni.pl, założony przez młodych ludzi pragnących poszukiwać w życiu dobra. - W czasach, gdy uzależnienia , przemoc i samotność dziesiątkuje społeczeństwo postanowiliśmy połączyć nasze siły, wiarę, doświadczenie i robić coś, co napełni Trójmiasto dobrem . To wydarzenie będzie dobrym podsumowaniem wakacji - mówi ks. Robert Jahns.
jrst / Gdańsk
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 26 sierpnia 2015
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2015-08-18 10:15 Ksiądz odprawiający obcojęzyczne Msze św.: bariera językowa nie przeszkadza w praktykowaniu wiary (rozmowa)

Bariera językowa nie jest żadną przeszkodą w praktykowaniu wiary. Nawet jeśli ktoś na Mszy św. nie rozumie słów, to nie oznacza, że nie może się modlić - mówi w rozmowie z KAI ks. Jan Uchwat, który odprawia w Sopocie Msze św. w językach angielskim i hiszpańskim.

KAI: Sopot to wakacyjna stolica Polski - nigdy nie zasypia, tysiące ludzi, gwar, dyskoteki, restauracje, plaża. W samym centrum kurortu najsłynniejszy deptak kraju – „Monciak”. Na obu jego końcach dwa kościoły. Co ciekawe, zawsze pełne, nawet w czasie wakacji.

Ks. Jan Uchwat: Wakacje to czas relaksu, a formą wypoczynku, i to nie tylko tego duchowego, jest modlitwa. Ona ma kojący wpływ na psychikę i ciało. Pozwala się wyciszyć, uspokoić stargane nerwy, pobyć sam na sam z Bogiem.

KAI: W wakacyjne, weekendowe wieczory, odprawia ksiądz Msze w języku angielskim w kościele pw. św. Andrzeja Boboli. To miejsce wyjątkowo zlokalizowane - na styku głównego wejścia na sopockie molo, tuż przy plaży i w sąsiedztwie najsłynniejszych hoteli. Czy to dobre miejsce na modlitwę?

- Okazuje się, że bardzo dobre. Na pomysł wpadł kilka lat temu proboszcz. Pomysł był trafiony. Kościół jest pełen. Zauważyłem też, że w sobotni wieczór przychodzi na Mszę więcej ludzi niż w niedzielę. Niedziela to w kurorcie zmiana turnusów, ludzie się pakują i wyjeżdżają, inni przyjeżdżają. A sobota? Okazuje się, że można przyjść na Mszę przed kinem, przed kolacją w restauracji. Bywa, że ludzie wracają z plaży, słyszą modlitwę i zachodzą. Niektórzy po chwili idą dalej, ale są tacy, co zostają.

KAI: Obcojęzyczna jest cała liturgia, pieśni, homilia, czytania. Zauważyłam, że wierni to zarówno cudzoziemcy, jak i Polacy.

- Na całym świecie obcojęzyczne Msze to coś normalnego. Dla nas to ciągle jakiś rodzaj atrakcji. Ale bardzo mnie cieszy, że przychodzi tylu wiernych. Widzę, że część osób nie rozumie słów, nie uczestniczy aktywnie, nie odpowiada. Nie oznacza to jednak, że się nie modlą. Wystarczy, że czują. To właśnie jest potęga Kościoła. Nie zawsze słowo jest potrzebne. Jest w tym wszystkim siła naszej wiary. To wzruszające, a zarazem budujące.

KAI: Jednak Msza adresowana jest przede wszystkim dla osób obcojęzycznych.

- Tak. To głównie turyści. Nie chcą mieć wakacji od Boga, więc przychodzą. Jeśli chcą, mogą się wyspowiadać. Czasem proszą o rozmowę. Takie wakacyjne rozmowy czasami mogą zaważyć na życiu. Ale przychodzą nie tylko turyści. Są również cudzoziemcy mieszkający w Trójmieście. Jest ich tu sporo. Pracują, uczą się, czasami to mieszane małżeństwa. Sporo takich ślubów udzielam. Po hiszpańsku, po angielsku.

Przychodzi dużo młodzieży. Przyprowadzają znajomych, którzy przyjechali na wakacje z różnych stron świata. Czasami to właśnie dzięki nim po raz pierwszy od lat zaszli do kościoła. To też wielka wartość. Każdy sposób jest dobry na znalezienie drogi do Boga. Tacy młodzi ludzie bardzo chętnie aktywnie włączają się w Mszę św. Dla nich język nie stanowi żadnej bariery, więc śpiewają, czytają. Są w tym tacy radośni. To piękna sprawa.

KAI: Z punktu widzenie duchownego ma znaczenie, w jakim języku odprawia się Mszę?

- Myślę, że wyrażanie pewnych myśli w obcym języku wymusza głębsze przemyślenie sprawy. Tak, obserwuję to u siebie. Gdy wygłaszam homilię po angielsku czy hiszpańsku, mam znacznie silniejszą refleksję. Inne słowa, inny tok myślenia. Jestem przekonany, że u wiernych, którzy słuchają takiej homilii, przemyślenia też mają inną siłę. To właśnie siła Kościoła Powszechnego.

KAI: Odprawia Ksiądz Msze po angielsku, ale również po hiszpańsku.

- Znacznie rzadziej, ale zdarza się. W Sopocie mieszkają siostry karmelitanki, które pochodzą z Peru. Skupiają wokół siebie wspólnotę ludzi hiszpańskojęzycznych. Czasami proszą mnie o odprawienie Mszy.

KAI: Podkreśla Ksiądz, że wśród języków obcych to właśnie hiszpański jest tym pierwszym.

- Przez pięć lat studiowałem i pracowałem w Pampelunie. Byłem wikariuszem, kapelanem w szpitalu, bardzo udzielałem się duszpastersko. Do tego stopnia, że teraz od lat jeżdżę do Hiszpanii raz w roku na miesiąc. Gdy tamten proboszcz idzie na urlop, ja go zastępuję.

KAI: Jak Ksiądz jest tam przyjmowany?

- Ja tam jestem swój i mam bardzo dużo pracy. Tam proboszcz nie ma - jak u nas - jednej parafii, ale pięć lub sześć. Duchownych tam brakuje. Ale ja lubię tam pracować. Hiszpanie są tacy radośni. Owszem, głośni, rozmawiają podczas Mszy, ale mają dużo spontaniczności, której nam brakuje. Tacy są ludzie południa. Nie jest ważne, gdzie i dla kogo odprawia się Msze. Ważne, że widzi się jak ludzie reagują, jak czują. Choć nie znają języka, choć nie rozumieją słów - czują Boga. Ja to widzę. To dowód na to, że Kościół jest uniwersalny i nie zna granic. Jest wszędzie.
Rozmawiała Jolanta Roman-Stefanowska / Sopot
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 18 sierpnia 2015
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2015-08-16 18:11 Abp Głódź: Mamy obowiązek pamiętać o bł. ks. Popiełuszce i dbać o etos "Solidarności"

To było dla gdańszczan oraz licznie zgromadzonych członków „Solidarności” ważne wydarzenie religijne i patriotyczne. Do kościoła pw. Św. Franciszka z Asyżu w Gdańsku - Emaus wprowadzone zostały relikwie bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Do świątyni wniósł je Józef Popiełuszko – brat patrona „Solidarności”.

Pomysł sprowadzenia powstał wśród stoczniowców trzech gdańskich stoczni mieszkających na terenie parafii. Sam relikwiarz ma kształt Polski opartej na trzech gdańskich, stoczniowych krzyżach. Kamieniami zaznaczone są miejsca ważne dla ks. Jerzego: wieś Okopy jako miejsce narodzin, Warszawa, gdzie odprawiał słynne Msze za Ojczyznę, Gdańsk – kolebka Solidarności i Włocławek, gdzie zginął.

Relikwie przywiózł do Gdańska kanclerz Kurii Białostockiej a zarazem kustosz relikwii, ks. Andrzej Kakareko. „To kropla krwi księdza Jerzego, czyli relikwie pierwszego stopnia" – mówi w rozmowie z KAI. Relikwie odnaleziono stosunkowo niedawno. To fragmenty organów i dwie ampułki krwi, które zostały pobrane podczas sekcji zwłok w Białymstoku. Ten materiał rutynowo jest po pewnym czasie utylizowany. Osoby, które miały to zrobić, w tajemnicy zachowały go, a następnie potajemnie zamurowały w ścianie budowanego wówczas domu sióstr zakonnych. Tajemnicę znały tylko trzy osoby. Dziś podobne relikwie są już w dwustu parafiach na całym świecie.

Ta krew, która wędruje do wielu kościołów to zasiew, który wyda owoc - mówił podczas uroczystej Mszy św. kanclerz Kurii Białostockiej. Z kolei metropolita gdański abp Sławoj Leszek Głódź przypomniał sztandarowe słowa księdza Jerzego - „Zło dobrem zwyciężaj”, które choć zaczerpnięte od świętego Pawła, to właśnie bł. ks. Jerzy nadał im współczesnego znaczenia.
Inne słowa patrona „Solidarności” przytoczył przewodniczący związku "Solidarność" Piotr Duda. „Bez względu na to kim jesteś – bądź Człowiekiem”. Ks. Jerzy jest dla nas drogowskazem, mówił Duda. Godność ludzi pracy to do dziś ważne przesłanie i ciągle aktualne.

Ksiądz Jerzy Popiełuszko był kapelanem warszawskiej „Solidarności”. To On jako pierwszy odprawił Mszę św. w strajkującej Hucie Warszawa. Był bardzo związany z Pomorzem. Współpracował z proboszczem kościoła Św. Brygidy - dziś Bazyliki "Solidarności". Odwiedzał też kapelana gdyńskiej „Solidarności” ks. Hilarego Jastaka.
Ks. Jerzy Popiełuszko został zamordowany przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa w październiku 1984 roku. Rok temu papież Franciszek specjalnym dekretem ustanowił go patronem „Solidarności”. Dzisiejsza uroczystość wpisuje się w kalendarz obchodów 35. Rocznicy Strajków Sierpniowych i powstania „Solidarności”.
jrst / Gdańsk
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 16 sierpnia 2015
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2015-08-15 19:00 Gdańsk: tłumy mieszkańców wzięły udział w odsłonięciu pomnika Anny Walentynowicz

Tłumy gdańszczan wzięły udział dziś udział w odsłonięciu pomnika Anny Walentynowicz, legendarnej działaczki „Solidarności”, która zginęła w katastrofie smoleńskiej. Pomnik stanął w Gdańsku-Wrzeszczu, w pobliżu budynku, gdzie mieszkała Anna Walentynowicz.

„Mama zapytałaby jak zawsze: co ja takiego zrobiłam? Przecież nic wielkiego?” - powiedział KAI syn działaczki „Solidarności” Janusz Walentynowicz, który odsłonił pomnik wraz ze swoim synem Piotrem. - Była skromna i byłaby zawstydzona, że stoi na pomniku. Ale to dobrze, że taki pomnik powstał. Bo powstał z potrzeby serca wielu osób. To dowód, że ludzie pamiętają o co walczyła i że pomagała tym, o których wszyscy zapomnieli - stwierdził.

Data odsłonięcia monumentu nie jest przypadkowa. 15 sierpnia przypada 86. rocznica urodzin Anny Walentynowicz. Ale powód jest jeszcze jeden. 35 lat temu – właśnie od dyscyplinarnego zwolnienia z pracy legendarnej suwnicowej – rozpoczął się strajk w gdańskiej Stoczni, który w efekcie doprowadził do powstania „Solidarności”.

- Była suwnicową, która zmieniła losy świata - tak o Annie Walentynowicz powiedział prezydent Gdańska Paweł Adamowicz. Z kolei wiceprezes PiS Antoni Macierewicz porównał Annę Walentynowicz do Joanny d’Arc. Podczas uroczystości odczytano listy prezydenta Andrzeja Dudy i prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Liczna była grupa członków „Solidarności” z przewodniczącym związku Piotra Dudy oraz wielu byłych działaczy opozycji, m.in. Andrzej Gwiazda. Monument poświęcił metropolita gdański abp Sławoj Leszek Głódź.

Pomnik powstał z inicjatywy Stowarzyszenia „Godność” skupiającego byłych więźniów politycznych z lat 1980-1989. Jego budowa została sfinansowana ze składek członków „Solidarności” i sprzedaży cegiełek. – Ten pomnik nie jest potrzebny Annie Walentynowicz, on jest potrzebny nam wszystkim - powiedział Czesław Nowak, prezes Stowarzyszenia.

Pomnik stanął w Gdańsku-Wrzeszczu, na skwerku w pobliżu budynku, gdzie mieszkała Anna Walentynowicz. Autorem monumentu jest rzeźbiarz Stanisław Milewski, który jest również twórcą gdańskiego pomnika Jana Pawła II i Ronalda Reagana.

Anna Walentynowicz zginęła pod Smoleńskiem w katastrofie prezydenckiego samolotu, który 10 kwietnia 2010 r. zmierzał na obchody 70. rocznicy Zbrodni Katyńskiej.
jrst / Gdańsk
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 15 sierpnia 2015
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
Strony: 1 2 3 4 5

KAI zastrzega wszelkie prawa do serwisu. Użytkownicy mogą pobierać i drukować fragmenty zawartości serwisu internetowego www.kai.pl i www.ekai.pl wyłącznie do użytku osobistego. Publikacja, rozpowszechnianie zawartości niniejszego serwisu lub jej sprzedaż (także framing i in. podobne metody), są bez uprzedniej pisemnej zgody KAI zabronione i stanowiąc naruszenie ustaw o prawie autorskim, ochronie baz danych i uczciwej konkurencji - będą ścigane przy pomocy wszelkich dostępnych środków prawnych.
(Zapraszamy do prenumeraty serwisu prasowego KAI tel. 22 635 77 18 mail marketing@ekai.pl)

Wykonanie: ALX - szkolenia i specjaliści IT