Znaleziono depesz: 12054
2015-05-22 16:18 Rodziny razem - Caritas organizuje Tydzień Rodziny

Pod hasłem Rodziny razem w dniach od 26 maja do 1 czerwca 2015 r. przeżywać będziemy Tydzień Rodziny,...

2015-05-21 19:27 Ukraina: greckokatolicki kapelan wojskowy opowiada o swej misji i posłudze na froncie (wywiad)

Jedną z najszczęśliwszych chwil w swoim życiu kapłańskim przeżyłem wtedy, gdy musiałem iść na pozycje...

2015-05-21 13:13 Jesteśmy otwarci i zapraszamy! - wywiad z kard. Dziwiszem o ŚDM

"Przebudzenie Kościoła w Polsce jest niezbędne, a ŚDM w Krakowie są wielką szansą" - mówi Katolickiej...

2015-05-20 16:50 Görlitz: doroczne spotkanie grupy kontaktowej episkopatów Polski i Niemiec

Zbliżająca się pięćdziesiąta rocznica wymiany listów między episkopatami Polski i Niemiec była jednym...

2015-05-20 16:48 List otwarty siostry Małgorzaty Chmielewskiej do premier Ewy Kopacz

Z inicjatywy siostry Małgorzaty Chmielewskiej, założycielki Wspólnoty Chleb Życia, oraz w porozumieniu...

2015-05-19 16:08 Bp Balcerek wyświęcił nowych Chrystusowców

Ewangelia miłości zdobywa świat, a dziś wy zostaliście włączeni w dzieło Kościoła, służąc Bogu i Ojczyźnie w Towarzystwie Chrystusowym − mówił bp Grzegorz Balcerek, zwracając się do diakonów i neoprezbiterów Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej.

Biskup pomocniczy archidiecezji poznańskiej przewodniczył w poznańskiej katedrze uroczystej Mszy św., połączonej z udzieleniem święceń diakonatu dwóm alumnom i święceń prezbiteratu dwóm diakonom Towarzystwa Chrystusowego.

W Eucharystii uczestniczyli generał księży chrystusowców ks. Ryszard Głowacki SChr, prowincjałowie z Australii, Brazylii, USA, Niemiec, Wielkiej Brytanii i Francji, krajów, gdzie posługują chrystusowcy, rektor ks. dr Andrzej Łysy i wychowawcy seminaryjni, siostry misjonarki, kapłani diecezjalni i zakonni oraz rodzice, krewni i przyjaciele alumnów.

W homilii bp Balcerek podkreślił, że współczesny zsekularyzowany świat podaje w wątpliwość słuszność i potrzebę głoszenia Ewangelii. − Podobna sytuacja miała miejsce, gdy Apostołowie opuszczali Wieczernik, gdy zabraniano im mówić o Cieśli z Nazaretu − zauważył kaznodzieja. Ale oni wiedzieli, że nie mogą nie głosić Dobrej Nowiny światu.

Bp Balcerek przypomniał, że Towarzystwo Chrystusowe włącza się w apostolstwo na rzecz Polaków za granicą. − Wasza duchowość oparta jest na charyzmacie waszego założyciela, kard. Augusta Hlonda i współzałożyciela ks. Ignacego Posadzego − zauważył biskup.

Zaznaczył, że troska księży chrystusowców o polskich emigrantów nie ogranicza się tylko do duszpasterstwa, ale związana jest też z podtrzymywaniem ducha patriotyzmu, życia społecznego i polskiej kultury. − Księża chrystusowcy dbają w prowadzonych na obczyźnie parafiach o zachowanie języka polskiego i podtrzymywanie narodowych tradycji wśród Polaków przebywających na emigracji − stwierdził bp Balcerek.

Zwrócił uwagę, że dziś wielkim wyzwaniem jest przybliżanie ludziom znaczenia Mszy św., która dotyka istoty wiary i relacji z Jezusem. − Uczniowie rozpoznawali Pana po łamaniu chleba, gest ten był wpisany w wieczerzę paschalną − przypomniał kaznodzieja.

Zachęcił zgromadzonych w poznańskiej katedrze, by otoczyli modlitwą diakonów i neoprezbiterów, by jak najlepiej wypełniali zleconą im przez Chrystusa misję.

Święcenia diakonatu przyjęli akolici Witalij Melnyk i Mateusz Socha. Dwaj dotychczasowi diakoni - Damian Jędrzejak i Jarosław Koch - zostało prezbiterami.

Towarzystwo Chrystusowe dla Polonii Zagranicznej (łac. Societas Christi pro Emigrantibus Polonis; ang. Society of Christ Fathers) jest zgromadzeniem zakonnym na prawach papieskich. Chrystusowcy włączają się w apostolstwo Kościoła powszechnego przez pracę na rzecz Polaków mieszkających poza granicami kraju. Poza posługą duszpasterską księża służą Polonii opieką kulturową i społeczną.

Zgromadzenie założył 8 września 1932 r. kard. August Hlond, Prymas Polski, przy dużym współudziale ks. Ignacego Posadzego (założyciela Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Chrystusa Króla) w Potulicach koło Nakła. Chrystusowcy realizują swoją misję w sześciu prowincjach zagranicznych oraz w części obejmującej Polskę oraz tzw. Delegaturę Wschodnią. Obecni są w 20 krajach, m.in. w Brazylii, USA, Kanadzie, Australii, Kazachstanie, Rumunii i we Francji, na Islandii, Ukrainie, Białorusi. Dom Główny Zgromadzenia oraz Kuria Generalna znajdują się w Poznaniu.
msz / Poznań
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 19 maja 2015
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2015-05-18 16:29 Metropolita kijowski Onufry: zakończyć wojnę informacyjną

Prawosławnym biskupom Ukrainy podporządkowanym patriarchatowi moskiewskiemu coraz trudniej zachować lojalność...

2015-05-16 18:00 Polak - wikariusz w Oslo - administratorem apostolskim w Atyrau (Kazachstan)

Papież Franciszek mianował 43-letniego ks. Dariusza Burasa z diecezji tarnowskiej administratorem apostolskim...

2015-05-15 12:07 Ukraina: Rada Najwyższa oficjalnie uznała duszpasterstwo więzienne

Rada Najwyższa Ukrainy uchwaliła przepisy, uznające oficjalnie istnienie w kraju instytucji kapelanów...

2015-05-15 11:16 Ukraina: wspólnoty wyznaniowe zwolniono od podatku od nieruchomości

Kościoły i wspólnoty wyznaniowe i religijne na Ukrainie zostały zwolnione z płacenia podatku od nieruchomości....

2015-05-15 10:57 Wschód i Zachód wzajemnie siebie potrzebują - rozmowa z biskupem-nominatem dr. hab. Michałem Janochą

W demokracji pojawiają się zjawiska, które grożą nowym totalitaryzmem - ocenia biskup-nominat Michał Janocha. Wyzwaniem dla Kościoła w Polsce jest więc łączenie radykalizmu nauczania z otwarciem na to, co przychodzi do nas dobrego. W rozmowie z KAI doktor habilitowany historii sztuki opowiada o wschodnich wyprawach ze studentami, miłości do ikon, różnicach pomiędzy chrześcijaństwem Wschodu i Zachodu oraz o swoich duchowych mistrzach.

Tomasz Królak, KAI: Czy to studiowanie historii sztuki zadecydowało o wstąpieniu do seminarium?

– To bardzo złożona sprawa. W tej pierwszej, najważniejszej decyzji odgrywała rolę zupełnie inna historia, związana z moim przyjacielem, który utonął podczas wspólnego spływu w 1977 roku. Zamierzał iść do seminarium, o czym nikt nie wiedział, poza mną i księdzem, który wtedy nam towarzyszył. Nigdy wcześniej nie myślałem o kapłaństwie, a śmierć Konrada była dla mnie ważnym wydarzeniem, bo on także bardzo interesował się historią sztuki.

Pokażę panu szczególną książkę: to drugi tom "Historii sztuki" Ałpatowa, który w ostatnią Wigilię przed śmiercią, w 1976 r., Konrad dostał od swojego ojca. W dedykacji napisał mu: "Kochanemu Konradowi z życzeniami, Niech sztuka stanie się Twoim najwierniejszym przyjacielem, Ojciec. Wigilia 1976".

Kiedy Konrad utonął, jego ojciec, który nic nie wiedział o zamiarze wstąpienia syna do seminarium (zresztą, nie żył wtedy z żoną) i przekonany, że Konrad pójdzie na historię sztuki, tę książkę przekazał mnie. Pod dedykacja dla Konrada dopisał nową, jakby w imieniu syna: "Michałowi, Zrealizuj to, czego nie zdążyłem uczynić na ziemi. Przyjaźń moja do Ciebie trwa, ona jest niematerialna, pomaga Tobie na planie duchowym. Konrad, 18 lipca 1978".

Ważną rolę w mojej decyzji odegrał wspomniany ksiądz Leon Firlej, dzięki któremu w ogóle zacząłem odkrywać Kościół po okresie pewnego buntu. Niemniej próbowałem "przechytrzyć" tę dedykację, bo śmierć przyjaciela była dla mnie, nie ukrywam, wydarzeniem przełomowym. Pomyślałem sobie tak: Konrad chciał iść na historię sztuki, więc ja też na nią pójdę. I tak zrobiłem. W tym sensie historia sztuki oddziaływała na moje powołanie, zresztą sam także wcześniej interesowałem się sztuką, ks. Firlej też rozbudził we mnie tę pasję. Ojciec z kolei jest architektem, więc zamiłowanie do sztuki wyniosłem z domu.

W trakcie studiów na ATK, zresztą szalenie pasjonujących, m.in. u ks. prof. Pasierba, zaczynałem czuć, że to nie o to chodziło w tekście, który odebrałem jako przesłanie od samego Konrada. I ostatecznie pod koniec studiów zdecydowałem się pójść do seminarium i rzeczywiście zrealizować to, czego on nie zdążył. Tak się złożyło, że byłem wyświęcony 10 lat po śmierci Konrada, w 1987 r. wraz z Mirkiem Krzeszewskim, który tonął razem z Konradem, ale jego wyłowili. Tak jak ja poszedł do seminarium.

A to jest obrazek prymicyjny upamiętniający Mszę, jaką odprawiliśmy nad Nettą, w której utonął Konrad. Wymyśliliśmy napis z Listu do Rzymian: "Nikt z nas nie żyje dla siebie i nie umiera dla siebie". A pod naszymi podpisami wydrukowana jest adnotacja: "Nad rzeką Nettą w 10. rocznicę śmierci Konrada". Tak więc sztuka, poprzez zainteresowania mojego przyjaciela, miała udział w moim powołaniu.

KAI: Co jest najtrudniejsze w kapłańskim życiu? Jakie wyzwanie?

– Być całym dla Boga i całym dla ludzi. Wiem, że brzmi to bardzo górnolotnie, ale w gruncie rzeczy o to właśnie chodzi. Dlatego nie zakładamy rodziny i rezygnujemy z bycia z kimś, żeby być z Nim, a przez Niego – dla wszystkich. A tymczasem "stary" człowiek w nas mówi: zostaw coś dla siebie. To, co nieoddane jest Panu Bogu, jest też nieoddane ludziom. Największa chyba trudność to ciągle oddawać. Przypomina się hasło Jana Pawła II: Totus Tuus.

KAI: A na ile "siedzący" w Księdzu historyk sztuki wpływa, tak na co dzień, na to, jakim Ksiądz jest księdzem?

– Idąc do seminarium, praktycznie już po historii sztuki, którą kończyłem jeszcze tutaj, w seminarium, byłem przekonany, że ten rozdział za sobą zamykam, że zaczyna się coś zupełnie innego. A potem ta sztuka zaczęła do mnie jakoś wracać i to, co mi się wydawało nie do pogodzenia z kapłaństwem, zaczęło się jakoś godzić.

Nie był to chyba do końca akt świadomej decyzji, raczej jakaś intuicja związana w dużym stopniu z osobą ks. Pasierba, który był jednym z moich mistrzów. Gdy umierał – a śmiertelna choroba przyszła do niego, gdy był w sile wieku – byłem jedną z osób, którym chciał zostawić to, czym się zajmował. Pracowałem wówczas jako kapelan w Zakładzie dla Ociemniałych w Laskach. Żyłem więc w świecie, do którego sztuka, zwłaszcza szuka wizualna, nie ma dostępu albo ma ograniczony. To było trudne, a jednocześnie jakoś pociągające. Zacząłem pisać doktorat u ks. Pasierba i zdążyłem go jeszcze obronić przed jego śmiercią. Historię sztuki traktowałem dotąd jako pasję czy hobby, ale w okresie odchodzenia ks. Pasierba poczułem ją jako pewne wezwanie. Dlatego pozostałem na uczelni, a raczej powróciłem na nią, tyle że już jako asystent, a następnie adiunkt. A później cały czas próbowałem jakoś łączyć sztukę i kapłaństwo.

Czy to się udało do końca? Nie wiem, bo to jest zawsze jakieś rozdarcie. Ale z jednej strony kapłaństwo jest sztuką i życie jest sztuką, z drugiej zaś – sztuka, zwłaszcza ta najgłębsza sztuka sakralna, wyrasta z kultu i prowadzi do Boga, jest jedną z dróg do Niego. Sztuka była dla mnie ważną drogą, ale zobaczyłem to dopiero później.

KAI: Tymczasem będzie Ksiądz tworzył historię sztuki bycia biskupem.

– (śmiech) Zaczynam ją pisać. Nie wiem, na czym polega, ale będę się jej uczył.

KAI: A co tak mocno pociąga Księdza na Wschodzie? Mam na myśli nie tylko studiowanie sztuki bizantyjskiej i prawosławnej, ale wędrówki, by nie powiedzieć włóczęgi ze studentami po Północnej Rosji, Turcji, Mołdawii. Czy na tym Wschodzie jest coś, czego nie ma na Zachodzie?

KAI: Po ludzku biorąc, to też trochę przypadek. Po upadku Sowietów, kiedy Kościół zaczął się odradzać, rozpocząłem wykłady na Ukrainie. Powstawały seminaria, brakowało kadry i księży z Polski. Kadra tamtejszego seminarium składała się wtedy głównie z Polaków. Zaprosiła mnie diecezja kamieniecko-podolska, która potrzebowała historyka sztuki. To był dla mnie kontakt ze Wschodem, który zawsze mnie jakoś fascynował, ale chyba dość powierzchownie. Odebrałem bowiem edukację taką jak wszyscy wokół, skoncentrowaną jednak na kulturze zachodniej, do której przynależymy.

Zainteresowanie Wschodem pogłębili poznawani ludzie, fascynujący i bardzo ciekawi, na przykład Irina Tatarova, która przyjechała z Petersburga z jakąś niesamowitą wiedzą i wrażliwością. Potem były inne osoby i nowe przyjaźnie. Zacząłem odkrywać, że to nie jest obca mi tradycja, lecz że i to jest moje. Co więcej, zacząłem odkrywać, że w tej tradycji nigdy się nie nastąpiło rozejście się piękna z dobrem i prawdą – w przeciwieństwie do Zachodu, gdzie do tego "rozstania" jednak doszło. Katolicyzm jest bardzo etyczny, skoncentrowany na dobru i prawdzie. Co prawda od czasów scholastyki piękno zawsze było obecne w sztuce i w Kościele Zachodu, ale przestało być istotne w teologii i estetyce. Na Wschodzie to się nigdy nie rozeszło.

Zobaczyłem, że w ikonie tworzonej w tradycji bizantyńskiej i ruskiej zbiega się doświadczenie wiary i doświadczenie artystyczne. I to mnie pociągało. Jak zawsze starając się łączyć oba brzegi, czułem rozdarcie, a jednocześnie coraz bardziej fascynując się Wschodem, coraz wyraźniej odczuwałem moją przynależność do Kościoła katolickiego. Czułem, że ten Kościół katolicki jest powszechny, a więc że jest on również prawosławny, czyli ortodoksyjny. Wiem, że teraz mówię w innym porządku niż ścisłe rozgraniczenie konfesyjne, ale – nie tylko od etymologicznej strony – cały Kościół jest powszechny, czyli katolicki, i cały jest ortodoksyjny. To są te dwa płuca, przez wieki podzielone. Myślę, że wielkie osoby z naszego Kościoła: kard. Martini, św. Jan Paweł II, kard. Schönborn i wielu, wielu innych, odkrywały ów wymiar Wschodu jako komplementarny i potrzebny.

KAI: Co starał się Ksiądz "zaszczepić" swoim studentom, organizując dla nich te wschodnie wyprawy?

– Po pierwsze doświadczenie Wschodu w jego rozmaitych wymiarach. Mówię o chrześcijańskim Wschodzie – historycznym, artystycznym, mentalnościowym, kulturowym, zupełnie odmiennym od naszego świata.

Te nasze wyprawy miały bardzo specyficzny charakter. Uprzednio ustalaliśmy, oczywiście, co chcemy zobaczyć (choć nigdy nie było to nazbyt rygorystyczne), natomiast nigdy nie planowaliśmy takich rzeczy jak noclegi i tym podobne. Tak się nie da jeździć po Francji, Hiszpanii czy nawet po Polsce, natomiast po Ukrainie, Bułgarii, Rosji – wciąż jak najbardziej tak. Nikogo tam nie zdziwi, jeśli grupa ludzi wychodzi sobie z autobusu i rozbija namioty gdzieś nad jeziorem albo – bo i taka konieczność nastąpiła – przy skrzyżowaniu ruchliwych ulic. Było to także doświadczenie wolności, która nam zabiera uporządkowanie i nadmierne przeakcentowanie przepisów życia publicznego.

KAI: A zgodziłby się Ksiądz z myślą, wypowiedzianą bodaj przez śp. bp. Jeża, że im bardziej na Wschód, tym więcej ducha?

– To sformułowanie wymagałoby wielu dopełnień. Powiedziałbym, że potrzebujemy Wschodu z jego poczuciem misterium, z innym poczuciem czasu i poczuciem całościowości, które nie definiuje wszystkiego do końca, bo wie, że tego się określić nie da.

KAI: Nie racjonalizuje wszystkiego na siłę?

– Tak, co jest pokusą Zachodu. Z kolei także Wschód mógłby od Zachodu wiele dla siebie przejąć, choćby poszanowanie dla prawa czy też mądrego (bo może być i głupi) rozdziału tego, co świeckie i święte, a więc rozdziału państwa i Kościoła.

Krótko mówiąc: Wschód i Zachód to rzeczywistości jakoś komplementarne. Porównajmy dwa krzyże: zachodni i wschodni. Spójrzmy choćby na krzyż z katedry warszawskiej, przedstawiający w ekspresyjny sposób cierpiącego, umierającego Chrystusa. Ten krzyż pokazuje Chrystusa historycznego, uzmysławia, jak to było wtedy, jak wyglądało ukrzyżowanie. Krzyż wschodni patrzy już w perspektywie zmartwychwstania: to Chrystus, który triumfuje. To są dwa wymiary tego samego Chrystusa.

Tak więc nam grozi takie przywiązanie do historyczności, że tracimy z oczu wieczność, zaś chrześcijaństwu wschodniemu grozi takie wpatrzenie w wieczność, w którym zaczyna się lekceważyć doczesność. Myślę, że obydwa wymiary wzajemnie się potrzebują.

KAI: Wiem, że to obszerny temat, ale zapytam: jak ocenia Ksiądz kondycję kultury chrześcijańskiej w Polsce? Czy nie odnosi Ksiądz wrażenia, że w tzw. kulturze wysokiej – literaturze, muzyce, malarstwie – inspiracje chrześcijańskie nie odgrywają dziś takiej roli, jaką powinny odgrywać w chrześcijańskim kraju?

– Rzeka kultury ma wiele nurtów. Jest ten nurt głęboki, czysty i wartościowy, który na pewno nie jest nurtem wiodącym, ale jest. Jeśli popatrzymy na muzykę, to jest Górecki, Penderecki i naprawdę wiele innych nazwisk. W poezji: Pasierb, Twardowski, Kamieńska, Brandstaetter – choć rzeczywiście trzeba by zapytać, czy są ich kontynuatorzy. Z drugiej zaś strony mamy do czynienia z bardzo szerokim i płytkim nurtem kultury masowej, banalnej, tandetnej, z którego nic nie pozostanie.
Oczywiście, istnieje rozłam, ale nie powstał on dzisiaj. Jego korzenie tkwią w już w renesansie. Nieco paradoksalnie, bo renesans stworzył genialne dzieła artystyczne. Niemniej drogi wiary i sztuki zaczęły się rozchodzić właśnie wtedy. Rozłam ten poszerzyło i zupełnie już ugruntowało oświecenie, a po nim różne awangardy i postmodernizm.

Wierzę jednak, że istnieje ów nurt kultury głębokiej, czego dowodzi na przykład współczesna fascynacja ikoną. Kultura głęboka też ma wiele nurtów i poziomów, ale w tym najgłębszym nurcie powstają dzieła wartościowe, takie, które przetrwają.

KAI: Czy Kościół w Polsce – myślę o całej wspólnocie – potrafi zrozumieć współczesną kulturę i prowadzić dialog także z tymi nurtami czy kręgami, które nie identyfikują się z Kościołem czy jakąkolwiek religią?

– To złożony problem. Ktoś powiedział złośliwie, że niewiedzę teologów o kulturze można porównać tylko z niewiedzą ludzi kultury o teologii. Oczywiście istnieją pomosty i to na najwyższych wierzchołkach. Takim pomostem był Paweł VI, bardzo wrażliwy intelektualista – pierwszy taki spośród papieży w bliższym nam horyzoncie czasowym; takim pomostem był Jan Paweł II, który wyrastał na Norwidzie, Teatrze Rapsodycznym i sztuce słowa; był nim także Benedykt XVI, którego ukształtowała niemiecka i europejska kultury muzyczna i literacka.

KAI: No tak, ale co z tą Polską?

– Wspomnę po raz kolejny ks. prof. Pasierba. Pamiętajmy też, że Jan Paweł II wyrósł na polskiej glebie, w Krakowie zwłaszcza. Polska dała światu to, co najpiękniejsze.
Mamy też ciekawy, oddolny ruch, który znam wycinkowo, ludzi, którzy szukają jakiegoś powrotu do sakralności, metafizyki. Niekiedy odwiedzają mnie artyści z Akademii Sztuk Pięknych, przynosząc swoje prace magisterskie o sztuce sakralnej. Powstaje całe środowisko malarzy zafascynowanych ikoną, którzy zaczynają tworzyć dla kościołów. Wiążę z tym zjawiskiem pewną nadzieję na jakieś odrodzenie.

KAI: Czy nie odnosi Ksiądz wrażenia, że wspomniana triada: prawda, dobro, piękno nie znajduje przystani w większości polskich świątyń? Myślę o architekturze i wyposażeniu kościołów; o tym, jak się w nich gra i co śpiewa...

– Zdecydowanie tak. Myślę, że to jest kwestia, o której warto mówić i nad którą warto się zastanawiać. Z jednej strony mamy ogromny potencjał duchowy, wspaniałe wspólnoty i naprawdę gorliwych duszpasterzy. Dzieje się bardzo dużo w sensie duchowym, ale często ta wiara nie znajduje adekwatnego wyrazu w dziełach sztuki. Paradoksalnie może, na Zachodzie bywa odwrotnie: znam w Niemczech dużo ciekawych, posoborowych kościołów, bardzo dobrze zaprojektowanych, z niezłą plastyką. Ale one są puste.

KAI: Podobnie jak we Francji?

– Francja jest pod tym względem interesującym zjawiskiem, bo tam powstaje bardzo dużo ciekawych wspólnot, które łącza pewną tradycję życia monastycznego ze współczesnością, a jednocześnie z jakby wrodzoną Francuzom tendencją do estetyzacji i łączenia piękna z życiem. Myślę tu np. o obecnych także w Warszawie Wspólnotach Jerozolimskich.

KAI: Czy jedną z dróg nie byłoby położenie większego nacisku na kulturę w programach polskich seminariów? Ks. prof. Starowieyski od lat ubolewa, że pod względem literatury i sztuki w tych programach widać galopujący wręcz regres.

– Nie byłbym aż tak radykalny w ocenie. Po pierwsze mamy coraz więcej powołań z różnych środowisk, w tym także także z Ukrainy czy Białorusi, które same wnoszą pewne doświadczenie piękna. Po drugie sami wykładowcy, zwłaszcza ci nowi, dostrzegają potrzebę łączenia teologii z pięknem i odnalezienia wspomnianej triady, którą, powiedzmy sobie szczerze, trochę w Polsce zagubiliśmy.

Natomiast sądzę, że brakuje rozwiązań strukturalnych, żeby w to ratio studiorum, czyli w porządek studiów seminaryjnych, w większym stopniu włączyć elementy refleksji humanistycznej. Wiem, że to jest strasznie trudne, bo programy seminaryjne są przeładowane, niemniej sytuacja wymaga głębokiego namysłu.

KAI: Czym powinny się dziś zajmować duszpasterstwa środowisk twórczych, tak zasłużone w czasie stanu wojennego i w latach 80.? Czy mają jakąś konkretną, sprecyzowana misję w wolnej Polsce?

– Mamy w Polsce bardzo dużo ciekawych ośrodków duszpasterstwa twórców. Najlepiej oczywiście znam Warszawę i środowisko gromadzące się w kościele przy Placu Teatralnym wokół ks. Grzegorza Michalczyka. Jest też nieformalne duszpasterstwo ludzi, którzy są artystami z profesji lub usposobienia, u ks. Drozdowicza na warszawskich Bielanach. To są niewątpliwie miejsca, które przyciągają twórców. Warto się takim miejscom przyglądać.

Nie mam natomiast prostej odpowiedzi na pytanie, jak powinny wyglądać duszpasterstwa twórców w ogóle. Jedno jednak jest pewne (to jest zresztą myśl Benedykta): przyszłość Kościoła w dużym stopniu będzie się rozstrzygać w liturgii, która musi być powiązana z pięknem. Skoro zaś serce sztuki jest jednak w sztuce sakralnej, sprawę tę uważam za szalenie ważną dla przyszłości Kościoła w Polsce.

KAI: A jakie są dziś podstawowe wyzwania dla Kościoła w naszym kraju?

– Pierwsza kwestia to chyba odnalezienie się Kościoła w demokracji. Nauczyliśmy się żyć w systemie opresyjnym i Kościół zdawał egzamin – był domem dla tych, którym zabierano dom, ojczyznę, język, kulturę. Ale w sytuacjach opresyjnych bardzo łatwo o stworzenie sytuacji czarno-białej. Nasz Kościół od dwóch wieków kształtował się w modelu zwarcia. Z tej próby wyszedł zwycięsko: obronił wiarę i tożsamość narodową.

KAI: Ale czy ma świadomość, że zwarcie minęło?

– No właśnie, to jest ten problem. Nauczyliśmy się jakoś funkcjonować w demokracji, ale w demokracji, powiedzmy to sobie szczerze, ciężko jednak chorej. Pojawiają się w niej zjawiska, które papież Benedykt określił jako groźbę nowego totalitaryzmu, przychodzącego w sposób nieoczekiwany, bo z Zachodu, wobec którego mamy kompleks, i ze strony demokracji liberalnej, do której przez tyle pokoleń tęskniliśmy. I tu mamy problem polegający na zderzeniu z "cywilizacją śmierci".

Dostrzegam zatem ważną kwestię łączenia radykalizmu nauczania z otwarciem na to, co przychodzi do nas dobrego. Inaczej mówiąc: rozdzielania i nieustannego rozeznawania tego, co ma duszę chrześcijańską i co się da – nawet z zastrzeżeniami – zaakceptować, od tego, czego przyjąć nie można.

Następny problem także ma wymiar ogólnoeuropejski. Na zasadzie odbitego wahadła mieliśmy epokę mocnego przywiązania do tradycji narodowych, historycznie ukształtowaną, przekształcającą się niekiedy w nacjonalizmy. Dziś natomiast mamy nową formę internacjonalizmu w nowym przebraniu, czyli kosmopolityzmu, który zagraża utratą tożsamości narodowej. I znów: znajdowanie równowagi między tym, co narodowe, a tym, co ogólnoeuropejskie i ogólnoludzkie, stanowi zadanie i wyzwanie dla nas wszystkich.

KAI: Także dla Kościoła?

– Zdecydowanie. Generalnie historia ukształtowała nas w taki sposób, że Kościół, będąc z natury rzeczywistością powszechną, wnosi pierwiastek uniwersalizmu, a jednocześnie historia tak się od średniowiecza ukształtowała, że Kościół powszechny wyraża się w Kościołach lokalnych, które bardzo często mają charakter narodowy. I to jest dziedzictwo Europy – dziedzictwo, które jest skarbem. Do tego dochodzi problem, którego w Polsce jeszcze nie mamy, ale zaczyna się już pojawiać, a mianowicie wielkich migracji mniejszości etnicznych.

KAI: I będzie nas to dotyczyć zdecydowanie bardziej aniżeli w minionych dziesięcioleciach?

– Oczywiście. Z tego wszystkiego wynika więc, że problemy Kościoła w Polsce są też, w dużym stopniu, problemami Kościoła w Europie.
Wraz z "cywilizacją śmierci" przychodzi bardzo wiele konkretnych postulatów o charakterze etycznym, które dążą do pewnej przebudowy antropologicznej, wręcz do rewolucji. Także w tej dziedzinie konieczne jest mądre rozeznawanie, a jednocześnie pewna odwaga.

Kolejny problem, także o charakterze europejskim, który do nas przychodzi, to laicyzacja czy raczej taki model życia, jakby Boga nie było. Jeden z kluczowych, już wspomnianych problemów, to stosunek do kultury masowej. Ma ona różne poziomy, ale na tym najniższym jest bardzo często dehumanizacją. Na ile Kościół ma przyjmować elementy tej kultury, a na ile – i jak – ma się przed nimi bronić? Dużo jest tych pytań, na które nie mamy gotowych odpowiedzi.

Myślę, że mamy to wielkie szczęście, jakiego być może nie miały poprzednie stulecia: mianowicie śmiem twierdzić, że od końca XIX wieku mamy wielkich papieży – intelektualnie, moralnie, duchowo. Każdy jest inny, ale te pontyfikaty to jest wręcz niesłychana rzecz.

KAI: Trochę mniej teraz będzie miał Ksiądz czasu na zachwyty nad kulturą bizantyjską, prawosławną, nad ikonami. Żal?

– Trochę żal. Nie mam jakichś wizji biskupstwa, będę się tego uczył od starszych współbraci. Ale to jedno już wiem i czuję, bo tego nauczyłem się w seminarium: trzeba walczyć o jakąś przestrzeń ciszy, samotności. Bo, paradoksalnie, ja mam problem nie z nadmiarem samotności, tylko z jej odnajdywaniem. Nie ja sam zresztą – to zapewne problem wszystkich księży zanurzonych w pracę w wielkim mieście. Im więcej spraw "zewnętrznych", tym większa potrzeba medytacji, adoracji, ciszy.

KAI: A w tej ciszy kogo będzie sobie Ksiądz podczytywał oprócz brewiarza, rzecz jasna, i ukochanego Norwida? Kim są ci duchowi przyjaciele?

– Wielcy święci, greccy i łacińscy ojcowie Kościoła, Ewagriusz z Pontu, Augustyn, mistycy, zakonodawcy, w tym Benedykt.

KAI: No, to jako biskup nie będzie Ksiądz sam.

– To jest wielka nadzieja i radość naszej wiary, że mamy tylu świętych i aniołów, dzięki czemu nigdy nie jesteśmy sami. Obyśmy tylko pozwalali im mówić i słuchali ich, a nie siebie.


***

Michał Janocha urodził się 27 października 1959 roku w Warszawie. W latach 1978-1982 studiował historię sztuki na Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie. Po ukończeniu studiów, w 1983 roku wstąpił do Wyższego Metropolitalnego Seminarium Duchownego św. Jana Chrzciciela w Warszawie.

Święcenia kapłańskie przyjął w 28 maja 1987 r. W 1994 r. obronił pracę doktorską w zakresie historii sztuki, a w 2002 roku uzyskał habilitację. W latach 1994-2010 pracował w Instytucie Historii Sztuki Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego (wcześniej ATK) jako adiunkt, a następnie profesor, kierownik Katedry Historii Kultury Chrześcijańskiego Wschodu. Od 2010 roku pracuje na Uniwersytecie Warszawskim, na Wydziale Artes Liberales, w komisji Speculum Byzantinum.

W latach 2009-2013 był ojcem duchownym w Wyższym Metropolitalnym Seminarium Duchownym w Warszawie.
Święcenia biskupie przyjmie w archikatedrze warszawskiej, 14 czerwca.
rozmawiał Tomasz Królak / Warszawa
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 15 maja 2015
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2015-05-12 19:29 Biskupi Europy Środkowo-Wschodniej: rodzina potrzebuje formacji przez całe życie

O systematyczną formację małżeństw i rodzin nie tylko przez ślubem, ale przez całe życie zaapelowali...

2015-05-12 11:04 XXXIV Międzynarodowy Festiwal Hajnowskie Dni Muzyki Cerkiewnej - rozpoczęty

Koncertem ubiegłorocznych laureatów w prawosławnym Soborze Świętej Trójcy w Hajnówce zainaugurowano XXXIV Międzynarodowy Festiwal Hajnowskie Dni Muzyki Cerkiewnej. W tym roku zaprezentuje się na nim 30 chórów z 7 krajów.

Podczas inauguracji, zwierzchnik Cerkwi prawosławnej w Polsce abp Sawa poprowadził modlitwy w intencji wykonawców. Otwierając festiwal podkreślił, że "śpiew to głos Boga w nas – ludziach". Jednocześnie jest to deklaracja światu, kto jest naszym Panem i Bogiem - dodał. Abp Sawa powiedział też, że "każda nuta jest jak boskie tchnienie, a każdy utwór tutaj śpiewany, to symfonia Chrystusowego zwycięstwa nas szatanem".

Gościem koncertu był również biskup drohiczyński Tadeusz Pikus. W swoim przemówieniu podkreślił, że festiwal jest swoistym hymnem na cześć Zmartwychwstałego. -W ażnym jest, abyśmy umieli mocno chodzić po ziemi, ale wraz z Chrystusem umieli też patrzyć w niebo - zauważył.

Przywołując słowa św. Augustyna „Kto śpiewa dwa razy się modli" stwierdził, że "przy takiej muzyce, gdzie wykorzystany jest najwspanialszy instrument, jakim jest głos ludzki, dwa razy modlą się ci, którzy śpiewają, ale modlą się także ci, którzy tego słuchają”.

Podczas koncertu inaugurującego Hajnowskie Dni Muzyki Cerkiewnej głos zabrali także przedstawiciele władz, wręczono nagrody zasłużonym dla Cerkwi prawosławnej, a zebrani mogli wysłuchać utworów w wykonaniu zespołu miejscowej parafii przy Soborze Świętej Trójcy oraz Kameralnego Chóru Męskiego Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie.

Przesłuchania konkursowe rozpoczną się w środę 13 maja i potrwają do piątku 15 maja. Zaprezentuje się w nich 30 chórów z 7 krajów: Białorusi, Rosji, Ukrainy, Gruzji, Mołdawii, Francji i Polski. Laureaci wystąpią podczas dwóch koncertów galowych w Soborze Świętej Trójcy w Hajnówce oraz w Cerkwi Hagia Sophia w Białymstoku. Zaplanowane są również wystawy i różne spotkania.

Początki Międzynarodowego Festiwalu Hajnowskie Dni Muzyki Cerkiewnej sięgają roku 1981.
ks.ap / Hajnówka
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 12 maja 2015
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2015-05-11 17:09 Abp Gądecki o sytuacji rodziny w świecie postmodernistycznym

O sytuacji rodziny w świecie postmodernistycznym mówił abp Stanisław Gądecki podczas spotkania przewodniczących...

2015-05-09 16:37 Biskup jest ojcem - rozmowa z biskupem nominatem Michałem Janochą (wywiad)

Biskup jest ojcem. Kościół potrzebuje Ojca, człowiek potrzebuje ojca, z Ojcem można się poczuć braćmi - tak widzi swoją posługę mianowany dzisiaj przez papieża Franciszka nowy biskup pomocniczy archidiecezji warszawskiej ks. prof. Michał Janocha.

ACI: Skąd jest Michał Janocha, nowy biskup, którego Kościół w Warszawie będzie teraz intensywnie poznawał?

- Najtrudniejsze są proste pytania. Gdybym miał odpowiedzieć skrótowo i symbolicznie, zaprowadziłbym pewnie pytającego przed cudowny krucyfiks Pana Jezusa w archikatedrze warszawskiej. Urodziłem się warszawiakiem i nigdy na dłużej jej nie opuszczałem. To miasto czasem ciąży, denerwuje, chce się z niego uciec, ale gdy się na dłużej ucieknie, to się do niego tęskni, bo każdy kamień tutaj coś mówi i gdy się chodzi Krzywym Kołem, Rynkiem, Świętojańską, ma się świadomość, że to tutaj są nasze korzenie, że tyle krwi tu wsiąkło, tylu pięknych ludzi chodziło i to jest nasz dom.

ACI: Kim jest dla Kościoła biskup? Co znaczy być biskupem – dla kogoś, u kogo lata kapłańskie zrodziły pewien ideał, który nagle teraz trzeba będzie podjąć i zrealizować?

- Biskup jest ojcem. Kościół potrzebuje Ojca, człowiek potrzebuje ojca, z Ojcem można się poczuć braćmi.

ACI: Czemu słowa „Marana tha” w motto biskupim?

W tym wołaniu, którym się kończy Biblia, jest cała tęsknota Kościoła za pełnią, byciem z Bogiem. Tam jest napisane: „Duch i Oblubienica mówią: Przyjdź”. Oblubienica jako Kościół, Oblubienica jako Maryja. Właściwe całe wołanie świadome i nieświadome wszystkich ludzi to jest to wołanie o miłość. Kiedy pracowałem w Laskach, w ośrodku dla niewidomych, pewna dziewczynka zapytana o to, co to jest niebo, odpowiedziała że to tam, gdzie „kocham” i „będę wołać” nigdy się nie kończy. W „Marana tha” jest zawarte całe to pragnienie.

ACI:Do jakiego świata wołamy Jezusa, żeby przyszedł? Jaki jest świat, Kościół dziś?

- Tak naprawdę, ten świat się nie zmienił, bo człowiek się nie zmienia w swej naturze, jest zawsze ten sam: z jednej strony pragnący miłości, z drugiej strony skłonny do szaleństwa, skłonny do grzechu, do zaprzeczenia. Stale tak jest. Te zmiany o których mówimy są szczegółowe. Dziś może bardziej niż kiedykolwiek jest zagubiony. Doskonalsze są nasze media i paradoksalnie trudniej jest się porozumieć. Wiemy o tym świecie mniej niż nie wiemy. Narasta bunt w naszej kulturze europejskiej, który nie jest czymś nowym, ale przyjmuje nowe formy i może nawet mamy poczucie, że jesteśmy na jakimś zakręcie dziejowym, może nawet nad przepaścią. Nie wiemy tego, ale chyba takie doświadczenie wielu ma. I w ten świat mamy wchodzić z Ewangelią i wołać „Marana tha”.

ACI: Człowiek z jednej strony odrzuca dziś instytucjonalny Kościół, z drugiej nie odrzuca Boga, bo szuka duchowości, szuka dobrych kazań, z jednej strony odrzuca wskazania nauki Kościoła w kwestiach bioetycznych, z drugiej – wcale nie chce się z nim definitywnie rozstać. Jaka jest w takim kontekście rola biskupa-ojca, który szuka remedium na taką chorobę?

- Dla nas, dla Kościoła, jest to jakieś wezwanie. Aspekt instytucjonalny Kościoła, który jest tak często przedmiotem buntu, jest pewnie reakcją na przesadne jego akcentowanie w minionych epokach. Oczywiście, że bez instytucji Kościół nie może istnieć. Ale Kościół w swej istocie nie jest instytucją, jest Ciałem Mistycznym. Gdy człowiek potrzebuje wody, dajemy mu szklankę z wodą, bo nie sposób podać wody bez szklanki. Ale nie o szklankę tu chodzi.

Myślę, że potrzebujemy świadków. XX i XXI wiek dał nam świadków: Matka Teresa, Benedykt XVI, Jan Paweł II, dziś Franciszek – świadków całościowego, integralnego widzenia wiary. Te szczegółowe zagadnienia, które są przedmiotem sporu, znajdują swoje uzasadnienie, swój sens, w jakimś pięknie i wizji człowieka i świata. Wyrwane z niego i stające się przedmiotem namiętnych sporów, prowadzą nieraz do zagubienia całościowej wizji odkupienia, choć oczywiście w ten spór musimy wchodzić.

ACI: Jaka jest rola kultury w Kościele, ale nie tylko w Nim, również w relacji człowieka z Panem Bogiem?

- Jacek Woźniakowski postawił kiedyś pytanie, czy kultura człowiekowi do zbawienia jest koniecznie potrzebna. Pytanie prowokacyjne, ale jeśli kultura jest jakąś formą stosunku człowieka do świata, do siebie, do Boga, to nie ma wiary bez kultury. Pytanie jest, jaka jest ta kultura, jaka jest wizja człowieka, która za nią stoi. Bo sama kultura nie zbawi. Kultura sama potrzebuje zbawienia. Ale ta kultura, która wyrasta z Ewangelii, pokazuje, czym jest człowiek, to znaczy „antropos”, skierowany ku górze. Religia, wiara, jest duszą kultury. Kultura bez wiary jest bezduszna. Przekonujemy sie o tym dzisiaj.

ACI: Ostatnio modne jest przeciwstawienie kultu i kultury.

- Kultura wywodzi się z kultu. Etymologicznie najpierw była „agrikultura” u Cycerona, czyli uprawianie pola, potem nastąpiła spiritualizacja tego pojęcia, czyli „cultura animae”. Pomiędzy kulturą i kultem jest najgłębszy związek nie tylko etymologiczny, ale i istotowy. Kultura, która sie odcina od kultu, to gałąź odcięta od drzewa. Może jeszcze przez chwilę wydawać jakieś owoce, ale odcięta jest przecież skazana na śmierć. Gałąź odcięta od drzewa przestaje ciągnąć życiodajne soki. Żyjemy w świecie, gdzie proponuje się taką samobójczą operację odcięcia się od gałęzi.

ACI: Spytam o największą pasję Księdza, czyli o ikony. Skąd się ta pasja wzięła i dokąd prowadzi?

- Kiedy studiowałem historię sztuki, głównie koncentrowaliśmy się na Zachodzie, bo stąd się wywodzimy, i o Wschodzie wiedziałem mało. Później poprzez różne znajomości, przyjaźnie, wyjazdy z wykładami na Ukrainę, do Rosji, zacząłem odkrywać ten świat, tych ludzi i odkryłem, że to jest też moje, że ja się też w niej odnajduję. Odnajduję się w tej kulturze Wschodu i nie muszę porzucać mojej własnej. Coraz bardziej odkrywam to, że te dwie kultury nawzajem siebie potrzebują. Bez siebie są niepełne. A sztuka na Wschodzie jest powiązana z duchowością. Ja najpierw ukończyłem historię sztuki, a potem poszedłem do seminarium, więc zacząłem się interesować kwestiami duchowymi, instynktownie szukając miejsca, gdzie te dwie rzeczywistości mogą się połączyć, odnalazłem ikony. Tu duchowość i sztuka spotykają się ze sobą. Z drugiej strony, jak wszystko na ziemi, ikona jest materialnym tworem. Po drugiej stronie nie będzie ikon. Ale tutaj ikony są nam potrzebne, bo potrzebujemy okien, przez które widać niebo. Ikona jest jednym z takich okien.

ACI: Wspomniał Ksiądz Biskup o drodze powołania. Reprezentuje Ksiądz dobrze dzisiejsze pokolenie kleryków, bo większość z nich przychodzi w wieku dojrzalszym niż jeszcze do niedawna: po ukończeniu jakiegoś kierunku studiów. Ale zapytam o świadków, o ludzi, którzy doprowadzili do przekonania, że tą życiową drogą jest kapłaństwo.

- O żyjących nie wspomnę, bo nie wiem, czy by sobie życzyli, ale jest ich wielu. Wspomnę tych, których już nie ma. To cztery nazwiska. Pierwszy to mój przyjaciel Konrad Gałecki, który utonął podczas spływu w 1977, był po maturze, chciał iść do seminarium, ja jeszcze wtedy o tym nie myślałem. Wtedy odczytałem to jako znak. Druga osoba to ks. Janusz Pasierb, jego wykłady, urok osobisty, wizja świata, Kościoła, sztuki zawarte w esejach, poezji. książkach. Trzecia to postać skrajnie inna, ks. Tadeusz Fedorowicz, który był ojcem duchownym w Laskach. Był takim Starcem, jak to się mówi na Wschodzie, Mędrcem, wiele mnie nauczył, chociaż wtedy tego jeszcze nie widziałem, dziś to widzę. A czwarta osoba to siostra Immaculata, karmelitanka bosa. Kiedy poważnie się wahałem, czy przyjąć diakonat, udałem się tam na rekolekcje. Rozmowy z nią okazały się decydujące. Wywiązała się z tego głęboka znajomość. To osoba o wielkiej intuicji i wiary przede wszystkim. Trafne to imię: Immaculata od Ducha Świętego.

ACI: W dotychczasowej posłudze jest wiele doświadczeń: powszechne, duszpasterskie, potem specyficzne, wychowawcze w seminarium duchownym, ale przede wszystkim droga naukowa, odkrywania prawdy i Boga poprzez naukę. A jakie jest najgłębsze doświadczenie kapłańskie?

- Trudno mówić o jednym. Jak się wraca po iluś godzinach spowiedzi z konfesjonału i pada się na nos, i kładzie się spać z jakimś poczuciem zmęczenia i radości… Jak się udziela ślubu komuś, kogo się zna, i ma się wielką nadzieję, że będzie to szczęśliwe małżeństwo… Jak się komuś zdąży udzielić namaszczenia, ostatniej Komunii świętej…

ACI: Wielkie grono znajomych spyta pewnie: czy Ksiądz dla nich pozostanie? I co z pracą na uczelni?

- Bardzo bym chciał. Rozmawiałem o tym z księdzem karydnałem. Będzie to dosyć trudne, też to podejrzewam. Najpierw będzie posługa duszpasterska, potem naukowa. Nie chciałbym jednak tego tracić, bo nauka jest drogą do Pana Boga dla mnie istotną, poznawanie prawdy w tym aspekcie intelektualnym, jest czymś fascynującym, pięknym, nie chciałbym tego porzucać. A duszpasterstwo? w sensie formalnym rzadko byłem duszpasterzem. To nieformalne znajomości, przyjaźnie, z których tak wiele się zrodziło – ktoś poszedł do seminarium, ktoś do zakonu, tyle małżeństw, związków, przyjaźni… tego nie da się utracić.

ACI: Jakieś słowa, modlitwy, wiersza, które najbardziej teraz przychodzą na myśl i oddają moment życia, w którym Ksiądz Biskup się znalazł?

- Modlitwa rybaków bretońskich: „Dobry Boże, bądź dla mnie łaskawy, bo morze takie szerokie, a moja łódka taka mała”.

Rozmawiał: ks. Przemysław Śliwiński (ACI)
rozmawiał ks. Przemysław Śliwiński / Warszawa
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 09 maja 2015
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2015-05-08 19:14 Gdańsk: obchody 70. rocznicy zakończenia II wojny światowej

Przy pomniku "Tym, co za polskość Gdańska" 8 maja odbyły się obchody 70. rocznicy zakończenia II wojny światowej. - Do dziś żyje wiele osób - kombatantów, weteranów, członków rodzin, którzy nie znają miejsca pochówku swoich najbliższych. Niech towarzyszy im nasza wdzięczna pamięć i modlitwa - powiedział abp Sławoj Leszek Głódź, metropolita gdański.

Głos zabrał także Paweł Adamowicz, prezydent Gdańska. - Europa Zachodnia wyciągnęła lekcję z II wojny światowej. Niestety na naszym kontynencie wciąż są przywódcy i państwa, które nie chcą tej lekcji odrobić. Łamiąc prawo międzynarodowe dokonują aneksji obcych terytoriów i podtrzymują krwawy konflikt na Ukrainie - mówił.

Po prezydencie przemówił prof. Mirosław Golon, dyrektor oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Gdańsku. - Historia uczy, że najlepszym obronnym narzędziem, które zapobiegło III wojnie światowej, było NATO. Pakt Północnoatlantycki stał się fundamentem pokoju. Dlatego wierzę, że fabryki broni oraz zakupy sprzętu wojskowego już wkrótce ruszą z największą wydajnością. Jeśli pragniemy pokoju, musimy przygotowywać się do walki - podkreślił.

Po wystąpieniach odprawiona została modlitwa, której przewodniczył metropolita gdański. Następnie zgromadzeni wysłuchali apelu poległych. Po salwie honorowej wszyscy uczestnicy obchodów złożyli wieńce i wiązanki kwiatów u stóp pomnika. W uroczystości wzięli udział przedstawiciele organizacji kombatanckich oraz młodzież szkolna.

- Wojna jest krokiem wstecz w rozwoju ludzkości. Przynosi ogromne zniszczenia. Nie tylko materialne, ale także kulturalne i moralne - zaznacza Jerzy Grzywacz, powstaniec warszawski, członek Szarych Szeregów i Armii Krajowej.

- Znam wojnę jedynie z opowiadań, książek i relacji świadków. Cieszę się, że nie doświadczyłam tych wszystkich okropności, na które skazani byli kilkadziesiąt lat wcześniej moi rówieśnicy - mówi Anna, uczennica drugiej klasy gimnazjum.

Uroczystości towarzyszyła przygotowana przez Instytut Pamięci Narodowej wystawa plenerowa "Wygnańcy". Przypomina ona o deportacjach i wysiedleniach, jakie spotkały miliony Polaków w trakcie II wojny światowej. Podejmuje także temat powojennych migracji ludności. Na ekspozycję składają się fotografie z archiwów Instytutu Pamięci Narodowej oraz zbiorów prywatnych.
jah / Gdańsk
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 08 maja 2015
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2015-05-08 14:21 Zwierzchnik grekokatolików: dyplomacja watykańska powinna być po stronie Ukrainy

Zwierzchnik Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego skrytykował ambiwalencję dyplomacji watykańskiej...

2015-05-08 11:59 Abp Szewczuk: zwycięstwo sprzed 70 laty wykorzystuje się dziś do budowy mitu neosowieckiego

Zwycięstwo nad złem, w jakim swój udział ma cała wspólnota światowa, wykorzystuje się obecnie do budowania...

2015-05-07 08:51 Kościoły Niemiec: 8 maja 1945 był dniem niezasłużonego nowego początku

Dwa największe Kościoły Niemiec: katolicki i ewangelicki nazwały 8 maja 1945 roku dniem „podarowanego...

2015-05-06 11:35 Tarnobrzeg: obchody Europejskiego Dnia Godności Osób Niepełnosprawnych Intelektualnie

Obchody Europejskiego Dnia Godności Osób Niepełnosprawnych Intelektualnie w Tarnobrzegu rozpoczęła 5 maja Msza św. pod przewodnictwem bp. Krzysztofa Nitkiewicza w parafii Chrystusa Króla. Przybyli na nią podopieczni i wychowankowie ośrodków opiekuńczych, a także wychowankowie ośrodków opiekuńczych i rehabilitacyjnych oraz warsztatów terapii zajęciowej.

W homilii biskup sandomierski mówił z uznaniem o rodzicach, wychowawcach i wolontariuszach, którzy niosą pomoc osobom niepełnosprawnym. Zwracał uwagę na to, że prawdziwa miłość nie potrzebuje spektakularnych gestów i słownych deklaracji, ale jest wierna i konsekwentna.

– Musimy uczyć się stale takiej miłości od Chrystusa, przezwyciężając naszą obojętność i niewrażliwość. Mamy przecież wobec siebie różnorodne obowiązki i jesteśmy jedni dla drugich drogą do Nieba – podkreślał biskup.

We wspólnej modlitwie uczestniczyły miejscowe władze samorządowe, przedstawiciele instytucji i organizacji wspomagających opiekę nad osobami niepełnosprawnymi orazTarn liczni wolontariusze i rodziny osób niepełnosprawnych. W liturgię włączyła się Parafialna Orkiestra Dęta z Komorowa.

Po Mszy św. odbył się ulicami miasta marsz solidarności z osobami niepełnosprawnymi, który zakończył się przy pomniku Bartosza Głowackiego. Na Rynku miasta odbył się pokaz sprzętu policyjnego, tresury psów służbowych oraz quiz dla młodzieży z zakresu bezpieczeństwa. Swoje umiejętności zaprezentowali także strażacy z zastępów ratowniczo-gaśniczych.

Dalsza cześć obchodów odbyłam się w Tarnobrzeskim Domu Kultury, gdzie na scenie swoje zdolności i talenty zaprezentowali: dzieci i młodzież z Ośrodka Rehabilitacyjno-Edukacyjno-Wychowawczego, uczestnicy Warsztatów Terapii Zajęciowej, dzieci ze Szkoły Podstawowej nr 10 w Tarnobrzegu oraz goście z Ukrainy.
apis / Tarnobrzeg
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 06 maja 2015
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
Strony: 1 2 3 4 5

KAI zastrzega wszelkie prawa do serwisu. Użytkownicy mogą pobierać i drukować fragmenty zawartości serwisu internetowego www.kai.pl i www.ekai.pl wyłącznie do użytku osobistego. Publikacja, rozpowszechnianie zawartości niniejszego serwisu lub jej sprzedaż (także framing i in. podobne metody), są bez uprzedniej pisemnej zgody KAI zabronione i stanowiąc naruszenie ustaw o prawie autorskim, ochronie baz danych i uczciwej konkurencji - będą ścigane przy pomocy wszelkich dostępnych środków prawnych.
(Zapraszamy do prenumeraty serwisu prasowego KAI tel. 22 635 77 18 mail marketing@ekai.pl)

Wykonanie: ALX - szkolenia i specjaliści IT