Znaleziono depesz: 3266
2016-11-29 16:30 Szef MON awansował kleryków wcielanych przymusowo do Marynarki Wojennej

Dochowaliście wierności zasadom i staliście się przyczynkiem wolnej Rzeczypospolitej − powiedział minister obrony narodowej Antoni Macierewicz do grupy alumnów-żołnierzy mianowanych 29 listopada na stopień podporucznika. W Kolegiacie Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski w Gdyni szef MON mianował na pierwszy stopień oficerski (podporucznika) grupę kleryków, którzy w latach 1964-1966 wcielani byli przymusowo do służby w Marynarce Wojennej.

Uroczystość z udziałem Kompanii Reprezentacyjnej Marynarki Wojennej odbyła się po Mszy św., w której uczestniczyli także wojewoda pomorski Dariusz Drelich i dowódca Centrum Operacji Morskich − dowódca Komponentu Morskiego wiceadmirał dr Stanisław Zarychta. Liturgii przewodniczył proboszcz gdyńskiej parafii NMP Królowej Polski prałat ks. dr Edmund Skalski.

Po odczytaniu przez ppłk. Mariusza Rutkowskiego z Departamentu Kadr MON postanowienia Prezydenta RP w sprawie mianowania żołnierzy na pierwszy stopień oficerski, min. Antoni Macierewicz wręczył patenty oficerskie grupie 6 alumnów seminariów duchownych, którzy odbyli przymusową zasadniczą służbę wojskową w tzw. jednostkach kleryckich.

W imieniu nowo mianowanych głos zabrał ks. ppor. Henryk Michalak. − Dzięki Panu Ministrowi i Panu Prezydentowi dopiero po pięćdziesięciu latach to się dzisiaj dokonało. To Wy odważyliście się ten kurz komunizmu z naszych mundurów strząsnąć. Niech Marynarka Wojenna będzie silna jak nigdy, bo żyć dla Ojczyzny i umierać dla Ojczyzny to zaszczyt i chwała – podkreślił ks. podporucznik.

Min. Macierewicz złożył również wieniec i zapalił znicz przy tablicy poświęconej pamięci „Ofiar katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem” w Kolegiacie NMP Królowej Polski.

W latach 1959-1980, wbrew porozumieniom zawartym między państwem i Kościołem, do wojska przymusowo wcielono ok. 3000 kleryków z seminariów duchownych. Funkcjonowały trzy jednostki specjalizujące się w „wychowywaniu” kleryków: w Szczecinie-Podjuchach, Gdańsku i Opolu. W późniejszym czasie opolska jednostka została przeniesiona do Brzegu, a jednostka z Gdańska − do Bartoszyc.

W czasie trwania służby wojskowej kandydaci do kapłaństwa byli na różne sposoby szykanowani: zmuszano ich do wykonywania ciężkich, często bezsensownych prac fizycznych, uniemożliwiano praktyki religijne, znęcano się nad nimi fizycznie i psychicznie, a także namawiano do porzucenia seminariów w zamian za pomoc w znalezieniu mieszkania, pracy oraz miejsca na świeckich uczelniach.

Środowisko księży, którzy byli zmuszeni do odbycia podczas studiów seminaryjnych służby wojskowej, kilkakrotnie zwracało się do kolejnych prezydentów RP, ministrów obrony narodowej, przewodniczących Konferencji Episkopatu Polski oraz biskupów polowych z prośbą o zauważenie i uznanie faktu odbycia przez nich przymusowej, dwuletniej służby w wojsku. Wnioskowano o mianowanie ówczesnych alumnów-żołnierzy na pierwszy stopień oficerski, tak jak miało to miejsce w przypadku studentów świeckich uczelni, których obowiązkowe przeszkolenie wojskowe trwało zresztą znacznie krócej.

Dopiero teraz te postulaty zostały zrealizowane. Księża otrzymali stopień podporucznika rezerwy, który nie wiąże się z żadnymi przywilejami przewidzianymi dla oficerów zawodowych.

Jednym z byłych alumnów-żołnierzy zmuszonych do odbycia służby wojskowej był śp. ks. Jerzy Popiełuszko, który pełnił ją w latach 1966-1968 w jednostce w Bartoszycach.
mon.gov.pl, lk / Gdynia
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 29 listopada 2016
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2016-11-11 13:37 Abp Głódź: 11 listopada to dzień pamięci i narodowej dumy!

- W tym roku Święto Niepodległości ujmujemy w perspektywie wielkiej rocznicy – 1050-lecia Chrztu Polski, najszczytniejszego wydarzenia w dziejach Ojczyzny - powiedział abp Sławoj Leszek Głódź podczas Mszy św. z okazji Narodowego Święta Niepodległości w Bazylice Mariackiej w Gdańsku.

Odzyskaną wolność metropolita gdański nazwał Wielkim Darem Bożej Opatrzności. Przypomniał, że to właśnie dziś na stołecznych, wilanowskich polach, przypada dzień otwarcia Świątyni Opatrzności Bożej - wotum niepodległego narodu i państwa. „Niechaj z jej monumentalnych murów pokolenia naszego czasu kierują modlitwę zawierzenia i ufności ku Bożej Opatrzności” - zaapelował.

„Dziś dziękujemy Bogu za ludzi, którzy trudzili się dla Niepodległej. Ileż tych imion! Ileż godnych pamięci postaci! U jej początku. I później. Tworzą panteon narodowej chwały i sławy. Wiernej służby i oddanej twórczej pracy. Trwa o nich pamięć. W spiżu pomników, tablic pamiątkowych, różnego rodzaju upamiętnień” – mówił metropolita gdański.

A jako przykład wymienił Antoniego Abrahama, „niekoronowanego króla Kaszubów”, który był delegatem na konferencję pokojową w Wersalu w 1919 roku, a jej uczestnikom przekazał przesłanie: „Nie ma Kaszub bez Polonii, a bez Kaszub Polski!”

Następnie kaznodzieja przywołał słowa Karola Wojtyły: „Naród żyje prawdą o sobie. Ma prawo do prawdy o sobie. I tę prawdę ma prawo zdobywać”. Przypomniał, że obecnie trwa „żmudne, uciążliwe, czasem bolesne odzyskiwanie i utrwalanie przez naród prawdy o sobie”. Wyjaśnił, że prawdy historycznej należy poszukiwać „nie po to, aby pogłębiać społeczne podziały. Ale po to, aby na gruncie prawdy, wolnym od fałszów i niedomówień, budować przyszłość i pamięć narodu – źródło jego życia”.

A jako przykład takiego działania wymienił niedawny pogrzeb Inki w Gdańsku, który był „szlachetnym, ważnym aktem przywracania czci, tym, którzy za miłość i wierność Niepodległej, zostali na śmierć skazani, także na niepamięć, wzgardę, splugawienie”.

Podziękował przede wszystkim „tym, którzy w latach siedemdziesiątych-osiemdziesiątych ubiegłego wieku upomnieli się o chleb, wolność, godność, człowieczej pracy, o Solidarność” a także „tym, na pozór niewidocznym, rodakom w służbie ważnych redut walki o Niepodległą – nauczycielom, wychowawcom, harcerzom, drugoobiegowym wydawcom, którzy w trudnych latach nie kłaniali się okolicznościom, służyli prawdzie i narodowej pamięci”.

Słowa wdzięczności skierował także do kapłanów, wśród których wymienił ks. pułkownika Józefa Zator-Przytockiego, kapelana Armii Krajowej, więzionego w latach PRL-u.

Abp Głodź przypomniał, że „ludzie spod znaku 11 listopada”, zawsze byli zróżnicowani w poglądach, w politycznych opcjach: piłsudczycy i endecy, chadecy i ludowcy, konserwatyści i socjaliści. Ale pomimo to, byli oni „zespoleni wspólną, nadrzędna wartością: miłością do Ojczyzny, pragnieniem jej dobra, świadomością, że to z ich trudu i znoju Polska powstała – by żyć”. A charakteryzowało ich wszystkich to, że „nie wypada wśród obcych szukać popleczników dla swoich poglądów, wsparcia i poklasku dla ocen dotyczących polskich, domowych spraw”.

Zaapelował więc o budowanie w Polsce jedności społecznej i zaniechanie niepotrzebnych waśni. „Jakże potrzebny jest w polskim życiu politycznym, społecznym, obywatelskim, ten duch Jezusowy, przypomniany dziś w Ewangelii” - wyjaśnił. Podkreślił, że jest to „imperatyw uczestnictwa w życiu społecznym, politycznym. (..) Aby służyć, otwierać się na drugiego, umieć słuchać, potrafić dostrzec wartości także po drugiej stronie linii politycznych.

Abp Głódź z żalem jednak dodał, że „dziś rozbrzmiewa w Polsce donośne, jednostajne, powiedzieć można monolityczne: Nie bo nie! Wobec ustaw, projektów, rozwiązań”. Podzielił się refleksją, że taka postawa przypomina czas bezpośrednio po II wojnie światowej, kiedy to „żołnierze Polski Podziemnej, patrzyli z konieczności na plakaty, na których Armia Krajowa, określana była terminem zapluty karzeł reakcji”. Dodał, że „dziś to powraca, w nowym przebraniu, w nowej frazeologii”.

Wyjaśnił też, że podstawową tkankę narodu tworzą rodziny, bowiem „są one pierwszym elementarzem polskości, tradycji, wiary, wspólnoty serca, krwi, miłości”. Z tej okazji podziękował za „skuteczne podjęcie tematu rodziny przez polski rząd oraz za wdrażane projektu, który ma wspomóc polskie rodziny i chronić życie”.
mp / Gdańsk
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 11 listopada 2016
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2016-11-05 16:10 A. Szymański: Przywrócić trend poparcia dla ochrony życia! (wywiad)

- Koncentracja uwagi na zakazie oraz kwestii karalności kobiet nie pozyskała sympatii społecznej dla ochrony życia – dowodzi senator Antoni Szymański, socjolog, z-ca przewodniczącegoKomisji Rodziny, Polityki Senioralnej i Społecznej Senatu RP.

KAI: Z badań CBOS z marca i października br. wynika, że obniżył się trend poparcia dla ochrony życia dzieci poczętych w Polsce. Jak Pan to interpretuje?

Sen. Antoni Szymański: Fundacja „Jeden z nas”, która analizowała ten problem, łączy spadek poparcia dla ochrony życia w jego prenatalnym stadium z konfrontacyjnym charakterem kampanii antyaborcyjnych. W tym roku debata publiczna koncentrowała się wokół całkowitego zakazu aborcji i postulatu karalności kobiet za działania przeciw życiu swojego dziecka zawartego w projekcie obywatelskim, ostatecznie odrzuconym przez Sejm. Taka koncentracja uwagi na zakazie oraz kwestii karalności kobiet nie pozyskała sympatii społecznej dla ochrony życia. To pokazuje, że nie wystarczy tylko występować w szlachetnej sprawie by liczyć na dobry skutek, ale trzeba podejmować racjonalne działania, by przynosiły one dobre owoce.

Tymczasem pobudzony został ruch proaborcyjny, stawiane jest żądanie referendum, którego celem jest wprowadzenie swobody aborcji. Podzielone zostały ruchy pro-life i wspólnoty kościoła katolickiego. Sprawa jest poważna ponieważ z akceptacją idei poszanowania życia łączą się przecież określone postawy i zachowania. Gdy nie wierzymy w zasadność poszanowania życia, łatwiej np.: przyjmiemy tabletkę poronną, którą dzisiaj nietrudno zakupić.

KAI: Jak zatem Pana zdaniem należy doskonalić rozwiązania prawne w obszarze ochrony ludzkiego życia?

- Uważam, że należy to czynić z uwzględnieniem warunków kulturowych współczesnej Polski, czyniąc to w sposób niekonfrontacyjny, zmieniając język debaty na bardziej życzliwy. Z badań wynika, że Polacy bardzo dobrze przyjmują opcję pomagania innym w sytuacjach kryzysowych. I na tym powinien opierać się projekt zmian: na pomaganiu i dobrych rozwiązaniach w sferze służby zdrowia, pomocy socjalnej, prawnej czy psychologicznej. Można np.: z łatwością rozpalić dyskusję w społeczeństwie wokół kilku przypadków (w roku ubiegłym jednego) aborcji z powodu ciąży powstałej w wyniki przestępstwa poprzez żądanie zakazu i wprowadzenia karalności kobiet w takim przypadku. Zniechęci to jednak wielu do ochrony życia. Moim zdaniem można więcej osiągnąć proponując wszelkie możliwe wsparcie, w tym także adopcyjne w takiej sytuacji.

KAI: Jak działać by wzmocnić trend poparcia dla idei ochrony ludzkiego życia?

- Pobudzone zostały procesy przeciwne tej idei, które z różnych względów okazują się atrakcyjne m.in.: dla części młodych ludzi. Najlepszym dowodem są protesty w czarnych strojach poprzez wyjście na ulice miast, do pracy lub szkoły. Skala tego zjawiska jest duża i wpływa na styl i zachowania młodzieży. Widać zresztą wyraźnie, że nie chodzi tu tylko o budowanie sprzeciwu wobec konkretnej inicjatywy obywatelskiej, (którą bezzasadnie zlepiono z ugrupowaniem rządzącym), ale sformatowanie młodego człowieka do innych wartości niż poszanowania ludzkiego życia, sfery seksualności człowieka, czy rodziny, jako wspólnoty podstawowej.

Świadczą o tym dobitnie hasła widoczne na tych manifestacjach. Trzeba moim zdaniem wzmocnić działania w obronie życia w wielu obszarach, bez nadmiernego liczenia, że problem zostanie rozwiązany kilkoma zapisami prawnymi. Chodzi m.in.: o wysiłek wychowania dzieci przez rodziców i nauczycieli do wartości i odpowiedzialnego rodzicielstwa, wysiłek jak najlepszego realizowania przedmiotu Przygotowanie do Życia w Rodzinie w szkołach, czy wprowadzenia w życie programu zapowiedzianego przez Panią Premier Beatę Szydło „Za życiem” opierającego się na pomaganiu kobietom w ciąży problemowej i ich rodzinom.

Potrzebny jest również życzliwy dla wartości rodzinnych, w tym dla ochrony życia, przekaz medialny i wiele innych działań. Konieczna jest, zatem silniejsza praca u podstaw, prowadzona w duchu życzliwości także do inaczej myślących, nastawiona na ich pozyskiwanie, a nie „przyciskanie do muru”. Jeśli nie wykształcimy właściwych postaw u młodych, to niezmiernie trudno będzie ich uchronić przed korzystaniem z środków poronnych, do których dostęp jest coraz łatwiejszy, a które zastępują aborcję chirurgiczną.

KAI: W ostatnim czasie szczególna uwagę w obszarze ochrony życia zwraca się na zmiany prawne.

- Takie redukowanie nie sprzyja ochronie życia, która przecież wymaga odpowiednich działań w wielu obszarach. W licznych dyskusjach w jakich na ten temat uczestniczyłem w ostatnich miesiącach, ton nadawała kwestia tzw. wyjątków uprawniających do legalnej aborcji.

Zachęcam do powrotu do Encykliki Evangelium Vitae by przywrócić właściwe proporcje i priorytety. Prawo jest tam jednym z wielu elementów wspierających ochronę życia ludzkiego. Wymaga ona zaangażowania chyba nas wszystkich dorosłych. Od wychowania przez nas dzieci i wnuków do wartości i odpowiedzialnego rodzicielstwa, po najwyższe standardy ochrony zdrowia kobiety w ciąży czy socjalnego wsparcia, dbanie by media miały wartościowy przekaz, w którym życie i środowisko rodzinne są atrakcyjnie ukazywane, jako wspaniale wartości. To także potrzeba wzmocnienia parafialnego poradnictwa rodzinnego czy duszpasterstwa kobiet i mężczyzn oraz wiele innych.

Ciekawe, że mimo gorącej dyskusji o ochronie życia, tak rzadko mówi się o wielu nowych rozwiązaniach wspierających jego ochronę np.: w postaci programu 500+, stworzenia możliwości korzystania ze świadczenia pielęgnacyjnego przez dwoje rodziców jeśli mają więcej niż jedno dziecko niepełnosprawne, czy w końcu o przekierowaniu 200 milionów złotych z programów In vitro na programy prozdrowotne. Czy nie są to realne rozwiązania chroniące życie, stwarzające warunki by decyzje przeciw życiu były jak najrzadsze?

KAI: Spór dotyczący inicjatywy obywatelskiej wzmocnił podziały w polskim społeczeństwie, jak temu przeciwdziałać?

- Żyjemy w państwie demokratycznym, w którym można wyrażać swoje zróżnicowane poglądy, proponując zmiany w prawie lub im się sprzeciwiając. Jednak wyrażanie opinii w sprawach publicznych, jest sztuką, domagającą się odpowiedzialności obywatelskiej. Akcentując własny pogląd nie powinniśmy tracić z oczu tego, co nas łączy. Przytłaczająca większość Polaków jest zwolennikami ochrony życia ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci. Generalizując i upraszczając zniechęcimy przyszłe pokolenia do działania na rzecz tej ważnej sprawy. Cierpliwie wyjaśniajmy sobie wzajemnie nasze stanowiska. Osób które nie podzielają przekonania o potrzebie ochrony ludzkiego życia od poczęcia nie przekona ostry czy agresywny język. Próbujmy ich pozyskiwać i dochodzić do mądrych rozwiązań. Taki wkład jest potrzebny byśmy żyli w kraju, w którym dziecko (także przed jego urodzeniem się), dorosły i osoby starsze były chronione i bezpieczne.
as / Gdańsk
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 05 listopada 2016
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2016-11-04 12:23 Gdańsk: gwiazdy muzyki dawnej na festiwalu Actus Humanus

Actus Humanus to wyjątkowy festiwal w wyjątkowym mieście. W najpiękniejszych historycznych przestrzeniach Gdańska prezentuje najwybitniejsze osiągnięcia muzyki dawnej. Przyciąga światowej klasy artystów i tłumy publiczności – czytamy w zapowiedzi 6. edycji Festiwalu Actus Humanus, który odbędzie się w dn. 5-11 grudnia w Gdańsku.

– Z radością zapraszam Państwa na 6. Festiwal Actus Humanus, podczas którego zabrzmią arcydzieła muzyki dawnej, w tym kompozycje korespondujące z okresem Bożego Narodzenia, w interpretacji czołowych reprezentantów wykonawstwa historycznego z całego świata – zapowiada Filip Berkowicz, dyrektor artystyczny festiwalu. – Dzięki starannie wyselekcjonowanemu repertuarowi, jak również obecności na Festiwalu niekwestionowanych autorytetów, Gdańsk stał się jednym z centralnych miejsc na europejskiej mapie wydarzeń kulturalnych poświęconych muzyce dawnych wieków - dodaje.

Jak czytamy w zapowiedzi organizatorów „w tym roku siedem festiwalowych dni przyniesie szereg spektakularnych wydarzeń. W Gdańsku znów pojawią się wybitni muzycy ulubieńcy publiczności, ale też zadebiutują kolejni znakomici wykonawcy”.

Festiwal już 5 grudnia zainauguruje znakomita formacja Al Ayre Español, prowadzona przez Eduarda Lópeza Banzo, która przedstawi bożonarodzeniowy repertuar zapomnianych mistrzów baroku hiszpańskiego. Kolejnego dnia (6 grudnia) Paul Agnew, wybitny śpiewak, znany z niezliczonych kreacji – od kantat Bacha z Gardinerem do zjawiskowej Platei, tytułowej roli w operze Rameau – zaśpiewa recital pieśni Johna Dowlanda. Artyście towarzyszyć będzie jeden z najsłynniejszych współczesnych wirtuozów lutni, zdobywca dwóch nagród Grammy – Paul O'Dette.

Następną festiwalową pozycją będą mantuańskie madrygały Claudia Monteverdiego – druga odsłona serii przygotowywanej przez fenomenalny zespół prowadzony przez Paula Agnew – Les Arts Florissants (7 grudnia).

8 grudnia muzykę z kodeksu z Le Puy-en-Velay – szczególnego źródła dla historii liturgii, pochodzącego z punktu wyjścia na drogę pielgrzymkową do Santiago de Compostela – zaśpiewają jej najważniejsi od dwóch dekad wykonawcy, Ensemble Gilles Binchois pod dyrekcją legendarnego Dominique Vellarda.

W Gdańsku pojawią się także: debiutująca na festiwalu słynna formacja La Rêveuse wraz z fenomenalną francusko-marokańską wokalistką Hasnaą Bennani (9 grudnia) oraz owacyjnie przyjmowana Akademie für Alte Musik Berlin z kompozycjami Beethovena oraz Mozarta – ojca i syna (10 grudnia).

Na finał 11 grudnia długo wyczekiwani muzycy Armonia Atenea pod kierownictwem George’a Petrou (również debiutant na Actus Humanus) oraz  gwiazda licznych płyt i teatrów operowych, która na festiwalu dała się poznać przed dwoma laty – Max Emanuel Cencic. W tym roku artyści będą zdobywać serca słuchaczy najbardziej wirtuozowską i wymagającą muzyką, jaka kiedykolwiek została napisana dla ludzkiego głosu – dziełami Johanna Adolpha Hassego.

– Dzięki Festiwalowi Actus Humanus, miasto Heweliusza znalazło się w centrum zainteresowania entuzjastów muzyki dawnej i na stałe wpisało się do grona europejskich stolic muzyki dawnej. Festiwal po raz kolejny promuje EFFE, organizacja skupiająca najważniejsze festiwale na świecie – podkreśla Filip Berkowicz.

Szczegółowy program festiwalu znajduje się na stronie www.actushumanus.com
Biuro prasowe Festiwalu Actus Humanus / abd / Gdańsk
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 04 listopada 2016
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2016-10-03 13:39 A. Szymański: Jak zwiększyć poparcie dla ochrony ludzkiego życia? (analiza)

Dyskusja na ten temat jest szczególnie ważna z uwagi na projekt obywatelski dotyczący aborcji skierowany do dalszych prac w sejmowej komisji. Towarzyszy temu gorąca społeczna dyskusja. W tej tak ważnej sprawie trzeba tak działać, aby pozyskiwać, a nie odtrącać ludzi od idei poszanowania życia. Im więcej ludzi do niej przekonanych, tym mniej będzie aktów destrukcyjnych wobec poczętego dziecka, świadomość bowiem przekłada się na konkretne zachowania.

W tej dziedzinie w Polsce nastąpiła ogromna zmiana po uchwaleniu ustawy o planowaniu rodziny w 1993r. Było to efektem ogromnej pracy i zaangażowania wielu ludzi i środowisk oraz niełatwej dyskusji, jaka była prowadzona na przełomie lat 80. i 90. Doprowadziła ona do zakazu aborcji z powodu trudnej sytuacji kobiety ciężarnej. Znalazły się w niej także zapisy gwarantujące pomoc dla kobiet brzemiennych w trudnych sytuacjach, ochronie uczennic w ciąży oraz wprowadzające do polskich szkół przedmiot wychowanie do życia w rodzinie, który obejmuje wiedzę o rozwoju człowieka w okresie prenatalnym, co silnie buduje postawy pro-life. Ustawa okazała się skuteczna. Dzięki niej liczba aborcji w Polsce została zminimalizowana, zdecydowanie wzrosła świadomość społeczna w kierunku akceptacji dla ochrony poczętego dziecka, poprawiło się także zdrowie i ochrona kobiet w ciąży oraz pomoc w sytuacjach kryzysowych.

Z uwagi na to, że mamy tutaj do czynienia z podstawową wartością - ludzkim życiem, jakiekolwiek działania w tym obszarze nie mogą wystawiać na szwank naszych osiągnięć. W tym kontekście moje zaniepokojenie budzą niektóre przepisy projektu obywatelskiego "Stop Aborcji".

Dotyczy to szczególnie kwestii karalności matki dziecka poczętego oraz zmian w zakresie przedmiotu przygotowanie do życia w rodzinie. Pierwsza propozycja, choć logiczna na gruncie prawa, nie uwzględnia kontekstu kulturowego stąd dzisiaj powszechnie jest uznawana za zbyt daleko idącą. Polaryzuje ona społeczeństwo i zraża, zamiast zachęcać do obrony życia dziecka poczętego. Budzi nieufność do ludzi reprezentujących ruchy pro-life. Bagatelizuje fakt, że kobieta jest zawsze drugą ofiarą aborcji.

Krytycznie wypowiedział się na ten temat Episkopat Polski oświadczając, że „nie popiera karania kobiet, które dopuściły się aborcji”. To głównie ta propozycja wyprowadziła młodych ludzi na ulice wielu polskich miast i zachęciła do sprzeciwu. Daje ona paliwo do odbudowy ruchu proaborcyjnego czy działalności KOD-u, a także żądania referendum w tej sprawie. Czy trudno było przewidzieć autorom projektu taki obrót spraw?

Jeśli chodzi o zajęcia z przygotowania do życia w rodzinie w szkołach, to autorzy projektu proponują, by do uczestnictwa w nich uprawniało dopiero odpowiednie oświadczenie rodziców. Odmiennie jest dzisiaj, gdy mamy domniemaną zgodę rodziców i takie oświadczenie potrzebne nie jest. Skutkiem wprowadzenia takiej zmiany byłoby zmniejszenie liczby uczniów uczęszczających na te zajęcia. W konsekwencji nastąpiłoby ograniczenie możliwości oddziaływania na nich w kierunku m.in. rozwijania wrażliwości na dziecko w prenatalnej fazie życia i przygotowania do dojrzałych ról matki i ojca. Trzeba bowiem pamiętać, że podstawa programowa tego przedmiotu ukazuje rodzinę opartą na małżeństwie mężczyzny i kobiety, wartość wstrzemięźliwości seksualnej przed ślubem, wierności jednemu partnerowi przez całe życie, pozytywnie przedstawia wiedzę nt. płodności kobiety i mężczyzny oraz ludzkiego życia od chwili poczęcia.

Skuteczność tych zajęć potwierdzają badania naukowe realizowane m.in.: pod kierunkiem dr Szymona Grzelaka z Instytutu Profilaktyki Zintegrowanej czy socjologa Szymona Czernika. Wskazują one, że wychowanie młodzieży w duchu zbieżnym z obecną podstawą programową przygotowania do życia w rodzinie jest skuteczne i nie przynosi żadnych niepożądanych skutków ubocznych. Ujawniły również pozytywny stosunek uczniów gimnazjum do przedmiotu i dobrą ocenę wystawioną przez uczniów nauczycielom tego przedmiotu. Pod tym względem wpływ zajęć szkolnych współgra z wpływem środowiska rodzinnego i stanowi znaczącą przeciwwagę dla permisywnych postaw kształtowanych pod wpływem informacji z Internetu i telewizji.

Jakie wnioski? By pozyskać nowych zwolenników poszanowania życia ludzkiego i nie zniechęcać innych, potrzeba wrażliwego i życzliwego języka w komunikacji społecznej również wobec oponentów, wzmocnienia wsparcia kobiet w ciąży kryzysowej, rozwiązań które nie będą wywoływały buntu znacznej części społeczeństwa, ale wzmocnią stan świadomości społecznej i praktyki poszanowania życia. Uważam, że wskazane przepisy projektu obywatelskiego nie przyczynią się do tego procesu.
Antoni Szymański, senator RP / Gdańsk
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 03 października 2016
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2016-09-29 16:28 1 października Międzynarodowym Dniem Osób Starszych

Ponad ćwierć wieku temu ONZ ustanowił dzień 1 października Międzynarodowym Dniem Osób Starszych. Z tej okazji w okresie jesiennym mają miejsce różne imprezy skierowane do seniorów. Daje się przy tym zauważyć, że wyraźnie wzrasta w naszym kraju liczba inicjatyw i usług przeznaczonych dla osób starszych. Mają one charakter edukacyjny, zdrowotny, społeczno-kulturalny. Jest to pozytywne zjawisko pod pewnym warunkiem...

Otóż starości i starzenia nie można traktować jak choroby, a ludzi starszych jak grupy specjalnej troski. Faktem jest, że zmiany organizmu i psychiki osób w podeszłym wieku mają charakter postępujący i nieuchronny, jednak często nie przebiegają tak szybko jak się popularnie myśli. Ponadto warto pamiętać, że przy odpowiednim stylu życia, dbałości o aktywność intelektualną i dobre relacje z otoczeniem, osoba zaawansowana w latach może nie tylko czuć się młodo i sprawnie, ale również rzeczywiście taką być. Niestety niewiedza otoczenia prowadzi często do infantylizowania kontaktu z osobami starszymi. Zwracamy się do seniorów tonem miłym i zdrobniałym, ale w rzeczywistości niezbyt poważnie traktujemy ich potencjał i potrzeby.

Tymczasem starsi potrzebują normalnych międzypokoleniowych kontaktów. Gdy brak wzajemnych relacji i dialogu międzypokoleniowego, młodsi czują się obciążeni koniecznością płacenia za emerytury i opiekę rosnącej liczby starszych. Z kolei starsi mogą uważać, że zmiany w społeczeństwie zagrażają im lub ich marginalizują. Ich samotność i izolacja społeczna zwiększają ryzyko problemów ze zdrowiem psychicznym, takich jak depresja czy skłonności samodestrukcyjne.

Integracja pokoleń potrzebna jest również młodszym. W badaniu CBOS z 2012 roku okazało się, że trzy czwarte dorosłych Polaków ma poczucie, że coś zawdzięcza swojej babci lub dziadkowi. Jak twierdzi raport, wdzięczność badanych najczęściej wypływa z uznania roli, jaką dziadkowie odegrali w wychowaniu i opiece nad nimi oraz z otaczania ich miłością. Ponad połowa zawdzięcza im znajomość dziejów rodziny, wpojenie zasad moralnych i wiarę religijną. Nieco rzadziej ale również, badani zawdzięczają swoim dziadkom takie cechy, jak obowiązkowość, pracowitość, samodyscyplina czy silna wola. Oznacza to, że osoby starsze, jeśli istnieją do tego odpowiednie warunki, mogą nie tylko czuć się potrzebne, ale rzeczywiście realizować własny potencjał i misję.

Duża rola dziadków i szacunek, jakim cieszą się w polskim społeczeństwie świadczy o tym, że najlepsza droga upodmiotowienia i skutecznego wsparcia dla polskich seniorów, wiedzie przez rodzinę. Myślę, że należy uważać, by nie tworzyć dla starszych „ciepłych i bezpiecznych gett”, serwujących usługi, które w sposób sztuczny zastępują naturalne, zdrowe relacje międzypokoleniowe, choć zapewne dla pewnej grupy są potrzebne. Zamiast tego potrzeba inicjatyw, które dają okazję do spotkań starszych i młodszych. Najlepiej jeśli przyświeca im jakiś konkretny cel – taki jak choćby praca wolontariacka (opiekuńcza, edukacyjna, medyczna, hospicyjna itp.). Czy może być wspanialsze i bardziej aktywizujące doświadczenie dla osoby starszej, niż podejmowanie wysiłku, by ulżyć nieszczęściu innych? Przy takiej pracy topnieją własne troski i bolączki, a starość przestaje jawić się jako pasmo udręk i wyłącznie przedsionek wieczności.
Takiego właśnie szczęścia, płynącego z naturalnych więzi międzypokoleniowych i altruistycznego zaangażowania w pomaganie innym, życzę polskim seniorom z okazji poświęconego im dnia.
Antoni Szymański / Gdańsk
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 29 września 2016
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2016-09-27 11:08 Abp Głódź zaprasza na dziękczynienie za Światowe Dni Młodzieży

Na dziękczynienie za Światowe Dni Młodzieży, które były "niezwykłym czasem łaski" przede wszystkim dla samych młodych przebywających w Krakowie lub śledzących przebieg ŚDM za pośrednictwem mediów i w parafiach - zaprasza do Gdańska abp Sławoj Leszek Głódź. Uroczystej Mszy św. sprawowanej 1 października w Bazylice Mariackiej będzie przewodniczył kard. Zenon Grocholewski z Watykanu.

Abp Sławoj Leszek Głódź w zaproszeniu na uroczystości przypomina, że Kościół w Polsce trwa w dziękczynieniu za Światowe Dni Młodzieży i pielgrzymkę papieża Franciszka do naszego kraju. W podziękowanie Bogu za ten niezwykły czas łaski włącza się również archidiecezja gdańska.

"Papież podczas Mszy posłania sprawowanej w Brzegach zachęcił nas do częstego powracania myślami i pamięci o tym szczególnym spotkaniu młodych z Jezusem, mówiąc: wspominajmy to spotkanie, podtrzymujmy pamięć obecności Boga i Jego Słowa, rozbudzajmy w sobie głos Jezusa, który wzywa nas po imieniu. W ten sposób módlmy się, wspominając i dziękując Panu, który tutaj zechciał się z nami spotkać" - napisał metropolita gdański.

Gdańskiemu Dziękczynieniu za Światowe Dni Młodzieży przewodniczył będzie kard. Zenon Grocholewski z Watykanu. Uroczysta Msza św. sprawowana będzie w sobotę 1 października o godz. 12.00 w Bazylice Mariackiej w Gdańsku.

Na uroczystości abp Głódź zaprasza wolontariuszy, którzy służyli pielgrzymom ŚDM zawsze tam, gdzie była taka potrzeba oraz goszczące ich przed wyjazdem do Krakowa rodziny. Zaproszenie skierował także m.in. do służb mundurowych, w tym policjantów i strażaków, służb porządkowych i medycznych oraz dziennikarzy.

"Równie serdecznie zapraszam na to spotkanie z Księdzem Kardynałem zawsze wiernych i trzymających z Bogiem Kaszubów!" - podkreślił metropolita gdański.

"Niech jednak nie zabraknie przede wszystkim was, drodzy młodzi, którzy pojechaliście do Krakowa lub przeżywaliście te wydarzenia w domu za pośrednictwem mediów i w parafiach. Zapraszam Was bardzo serdecznie, a szczególnie wasze parafialne wspólnoty młodzieżowe i duszpasterskie oraz lektorów i ministrantów z całej naszej archidiecezji" - zaznaczył w zaproszeniu abp Głódź.

Na zakończenie metropolita gdański podziękował "wszystkim ludziom dobrej woli za każde dobro ofiarowane w trosce o przygotowanie i przeżycie tego niezapomnianego spotkania młodych w Gdańsku i w Krakowie".
lk / Gdańsk
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 27 września 2016
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2016-09-24 16:02 Gdańscy biskupi spotkali się z katechetami

W archidiecezji gdańskiej pracuje 826 katechetów. Kilkuset z nich przyszło do Auli Jana Pawła II na doroczną odprawę z metropolitą gdańskim abp. Sławojem Leszkiem Głódziem. W spotkaniu udział też pozostali gdański biskupi, którzy podzielili się refleksjami z katechez, jakich udzielili młodym ludziom podczas Światowych Dni Młodzieży.

Bp Zbigniew Zieliński wspominał swoje spotkanie z młodzieżą polonijną z 23 krajów świata. Z kolei bp Wiesław Szlachetka podzielił się wrażeniami na temat rozmowy z młodzieżą o istocie miłosierdzia. Obaj biskupi podkreślali, że uczestnicy ŚDM byli dobrze uformowani i dobrze duchowo przygotowani do spotkania z papieżem Franciszkiem.

Metropolita gdański zrelacjonował wawelskie spotkanie polskich biskupów z papieżem i swoją rozmowę z Franciszkiem o miłosierdziu.

Zwracając się do katechetów, mówił o ich ważnej roli w polskim systemie kształcenia i konieczności włączenia się w reformę oświaty. Zachęcał też do pogłębiania swojej wiedzy m.in. z dziedziny etyki, by móc jeszcze pełniej sprostać potrzebom edukacji. Arcybiskup poinformował, że studia z etyki w Archidiecezjalnym Kolegium Teologicznym ukończyło już 50 osób, a nauką zainteresowane są kolejne.

Pomorscy katecheci są bardzo dobrze wykształceni, wielu ma też doktoraty. Ich udział w systemie edukacji doceniają pomorskie samorządy. Stąd obecność na spotkaniu wiceprezydentów Gdańska i Gdyni. Z kolei pomorska kurator oświaty Monika Kończyk powiedziała KAI: "Dziś, gdy otaczający świat jest pełen agresji, to właśnie nauczyciel religii wyciąga do ucznia pomocną dłoń i jest jego przewodnikiem w tym rozpędzonym świecie".

"Mamy dobrą i mądrą młodzież-trzeba tylko poświęcić jej czas i serce" - mówią katecheci. Młodzi ludzie są otwarci na Boga, poszukują Go i drogi do Niego, mają wiele trudnych pytań - powiedział KAI nauczyciel religii Robert Cyrta. Natomiast katechetka Joanna Cabaj stwierdziła, że młodzież przede wszystkim oczekuje od niej, by była dla nich przykładem.

Dzisiejsze spotkanie zorganizował ks. Tyberiusz Kroplewski, dyrektor Wydziału Katechetycznego Archidiecezji Gdańskiej, który na koniec zaprosił katechetów i ich uczniów na przyszłą sobotę. W południe 1 października w Bazylice Mariackiej w Gdańsku odbędzie się wielkie dziękczynienie za ŚDM. Na zaproszenie metropolity specjalnie na tę uroczystość przyleci z Watykanu kard. Zenon Grocholewski.
jrst / Gdańsk
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 24 września 2016
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2016-09-16 20:42 Abp Głódź: powołanie celnika wymaga prawego sumienia i mocnych charakterów

Kilkuset celników zgromadziły 16 września w gdyńskim kościele pw. Przemienienia Pańskiego doroczne uroczystości ku czci św. Mateusza – patrona Służby Celnej. Mszy św. przewodniczył abp Sławoj Leszek Głódź. Metropolita gdański podkreślił, że powołanie celnika wymaga prawego sumienia i mocnych charakterów.

Wraz z metropolitą Eucharystię sprawowali ks. kmdr por. Zbigniew Rećko, dziekan Marynarki Wojennej oraz ks. prał. Stanisław Megier, proboszcz parafii. Wśród uczestników znaleźli się m.in.: Maria Wójtowicz, zastępca dyrektora Departamentu Służby Celnej w Ministerstwie Finansów oraz Jarosław Lipski, dyrektor Izby Celnej w Gdyni. Nie zabrakło także przedstawicieli innych służb mundurowych. Oprawę muzyczną zapewniła Orkiestra Morskiego Oddziału Straży Granicznej.

Abp Głódź podkreślał niezwykle ważną rolę, jaką funkcjonariusze celni pełnią w życiu społeczeństwa. – Dzisiaj zarówno praca celnika, jak również jej postrzeganie, są zupełnie inne, niż w czasach Chrystusa. Celnicy są potrzebni społeczeństwu – mówił arcybiskup.

– Praca wasza ukierunkowana jest na dobro ojczyzny. Dzięki cłom i podatkom utrzymywane są instytucje społeczne i kulturalne, a więc nasze dobro wspólne. W wasze ręce Bóg powierza administrowanie tymi dobrami. Dlatego trzeba nieustannie kształtować zarówno cechy charakteru, jak i etykę, która kieruje waszym życiem – zaznaczał hierarcha. – Niezależnie od tego jak ma ona wyglądać, służba celna jest potrzebna – podkreślał metropolita odnosząc się do planowanych zmian w strukturach ministerstwa.

Abp Głódź przypomniał także istotną rolę tradycji i etosu polskich celników w budowaniu postaw współczesnych funkcjonariuszy. "Musimy oczyścić pamięć historyczną do której mamy prawo, jak każdy naród i każde społeczeństwo" – podkreślał metropolita gdański.
rasta (GN) / Gdańsk
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 16 września 2016
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2016-09-05 16:54 Swarzewo: uroczystości odpustowe Narodzenia NMP

Świętość Maryi nie wynika z tego, że jest ona Matką Boga, choć to wielka godność, ale z tego, że jest Ona posłuszna woli Bożej; że idzie z Chrystusem aż po krzyż – mówił 4 września w swarzewskim sanktuarium abp Sławoj Leszek Głódź.

Tysiące wiernych zgromadziły uroczystości odpustowe w swarzewskim sanktuarium MB Królowej Polskiego Morza. Mimo padającego od rana deszczu plac obok świątyni w Swarzewie nie mógł pomieścić przybyłych na uroczystości. Tłum wypełnił także okalające kościelny plac uliczki Swarzewa. Wielu uczestników sumy odpustowej przyszło do sanktuarium w pieszych pielgrzymkach, które od dwóch dni przybywały na uroczystości. Wśród zgromadzonych nie zabrakło przedstawicieli świata pracy, rybaków, a także rolników, którzy do stóp Maryi przynieśli tegoroczne, przeznaczone na zasiewy ziarno.

W uroczystości uczestniczyła także duża grupa harcerzy z ZHR. Eucharystii przewodniczył abp Sławoj Leszek Głódź. Wraz z nim Mszę św. sprawowali bp Wiesław Szlachetka oraz kilkudziesięciu pracujących na Kaszubach kapłanów.

W homilii metropolita przypomniał historię sanktuarium oraz liczne cuda, jakie dokonały się za przyczyną Matki Bożej Swarzewskiej. Jako przykład opieki Maryi, której doświadczyła społeczność Swarzewa wymienił m.in. zdarzenia z końca II wojny światowej, podczas których – mimo zmasowanego ostrzału niemieckiej artylerii – na wieś nie spadł żaden z wystrzelonych pocisków. – Taka jest opieka Maryi, która potrafi swoim płaszczem ochronić miejsca i ludzi. I dokonuje tego w wielu sanktuariach, wielu miejscach na świecie – powiedział metropolita.

Abp Głódź podkreślił rolę Kościoła jako wspólnoty zjednoczonych w Chrystusie ludzkich serc. Zaznaczył także spoczywającą na starszym pokoleniu odpowiedzialność, dotyczącą kształtowania i przekazywania wiary młodemu pokoleniu. Wśród wielu czynników kształtujących młodzież arcybiskup wymienił współdziałanie rodziny, szkoły i Kościoła. Nawiązując do słów papieża Franciszka wskazał także na ogromny wkład pokolenia dziadków, a zwłaszcza babć w kształtowanie serc i sumień swoich wnuków. – To one uczą młodych świętości życia – stwierdził.

Hierarcha nawiązał także do odbywających się w Rzymie uroczystości kanonizacji bł. Matki Teresy z Kalkuty. – Św. matka Teresa z Kalkuty to symbol miłości i miłosierdzia. Ukazuje Oblicze Miłosiernego – mówił. Arcybiskup wezwał także kapłanów do dawania przykładu ubóstwa na wzór Matki Teresy z Kalkuty. – Czym innym jest mówienie o miłości, a czym innym jej praktykowanie – podkreślał hierarcha.

– Polecamy Ci Matko Boża Swarzewska nasze rodziny, szkoły, dzieci, młodzież, rolników, rybaków... Królowo Polskiego Morza, Królowo Kaszub, Królowo Korony Polskiej - módl się za nami – modlił się abp Głódź na zakończenie homilii.
rasta / Gdańsk
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 05 września 2016
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2016-09-01 10:37 Abp Głodź w 36. rocznicę Porozumień Sierpniowych: trzeba zwrócić ludziom niedzielę, bo to im się należy (dokum.)

Już czas, żeby niedziela została zwrócona ludziom, bo wolna niedziela im się należy - powiedział metropolita gdański abp Sławoj Leszek Głodź w środę podczas Mszy św. w gdańskiej bazylice św. Brygidy z okazji 36. rocznicy zakończenia strajku w Stoczni Gdańskiej i podpisania Umów Sierpniowych. Hierarcha podziękował prezydentowi Andrzejowi Dudzie i premier Beacie Szydło za wprowadzenie ustaw, które poprawiają byt polskiego społeczeństwa.

Publikujemy pełny tekst homilii:

Publikujemy tekst homilii abp. Sławoja Leszka Głódzia:


Homilia Księdza Arcybiskupa Metropolity Gdańskiego Sławoja Leszka Głódzia z okazji 36. rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych wygłoszona w Bazylice św. Brygidy w Gdańsku 31 VIII 2016

Szanowny Panie Prezydencie Najjaśniejszej Rzeczypospolitej!
Bracia Kapłani – kapelani Solidarności!
Czcigodne poczty sztandarowe!
Związkowcy z Solidarności z Panem Przewodniczym Piotrem Dudą!
Bracia i Siostry wierni ideałom Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Solidarność!

To już 36 lat od tamtych sierpniowych dni. Od Porozumień Sierpniowych. Od narodzin Solidarności. A przecież nieumilkła opowieść: „O tych dniach pełnych nadziei /Pełnych rozmów i sporów gorących/O tych nocach kiepsko przespanych/Naszych sercach mocno bijących”. Opowieść Polaków, opowieść polskiej historii. Idą wciąż z nami ci młodzi duchem, którzy wtedy, w dniach sierpniowych strajków, poczuli:/ Że są teraz właśnie u siebie/ Solidarnie walczą o dzisiaj’/ I o jutro także dla ciebie”.

Dziś to Weterani Solidarności. Są dziś tutaj. Wraz z Panem Prezydentem. Z oficjalnymi i nieoficjalnymi gośćmi. Z młodszą generacja członków Solidarności. Świadkowie i twórcy pięknej, bogatej, wciąż otwartej ku przyszłości drogi Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Solidarność.

Witam was z szacunkiem, którego jesteście godni. Za waszą postawę. Za uczestnictwo w tamtych sierpniowych strajkach i później w drodze Solidarności. Wielkim wydarzeniu polskiej historii. Powiedział o nim św. Jan Paweł II w Sopocie, w 1999 roku, że „było to przełomowe wydarzenie w historii naszego narodu, ale także w dziejach Europy. Solidarność otworzyła bramy wolności”. Jesteście wśród nas wy, którzyście te bramy wolności otwierali. Chwała wam za to i cześć.

I. Pan da siłę swojemu ludowi
Jak co roku w kolejną rocznicę podpisania Porozumień Sierpniowych poszliśmy pod Krzyże Gdańskie. Oby otoczyć je wieńcem naszej modlitwy. Refleksji. Wspomnień.

To czytelny symbol naszego miasta. Przypomina o tragedii Grudnia 1970 roku, która dotknęła ludzi pracy Wybrzeża. O popełnionej wtedy Kainowej zbrodni. Nie pierwszej w czasach komunistycznego zniewolenia. I nie ostatniej.

„Pan da siłę swojemu ludowi. Pan da swojemu ludowi błogosławieństwo pokoju” – ilekroć stajemy pod Krzyżami Gdańskimi, odczytujemy umieszczony tam napis zaczerpnięty z Psalmu 29 [28]. Słowa nadziei. Słowa ufności w Bożą Opatrzność. W rozrządzenia Tego, który jest Panem dziejów.

Przechodzimy z nimi tu, do świętej Brygidy. Tej słynnej gdańskiej świątyni. Pamiętamy, jak wiele serca włożył w jej podniesienie z wojennych zniszczeń i upiększenie śp. Ksiądz Prałat Henryk Jankowski, jej wieloletni Proboszcz.

Ileż w jej wnętrzu znaków Ojczyzny. Wspomnień świętości. Upamiętnień ludzi wiernych Bogu i Polsce. Ileż z nich emanuje duchowej siły. Nadziei i wiary. Także upamiętnień waszej drogi, Drodzy Bracia i Siostry. Drogi Solidarności, na która wyruszyliście przed 36 laty.

Uczyniliście to, jak to pięknie ujął św. Jan Paweł II „w obliczu Chrystusa i Jego Matki”. Czyli tego, co stanowi rdzeń polskiej dziejowej drogi. Od 1050 lat. Od Mieszkowego chrztu.
Wtedy, w pamiętnym sierpniu 1980 roku, „Dziwiono się w różnych miejscach – że tak może być. Że istnieje więź pomiędzy światem pracy a krzyżem Chrystusa, że istnieje więź pomiędzy pracą ludzką a Mszą świętą: Ofiarą Chrystusa” – mówił nasz święty Rodak 12 czerwca 1987 roku, tu, w Gdańsku, na Zaspie.

Nas Polaków to nie dziwiło. Nie zaskakiwało. Bo to zawsze tak w Polsce było. Wielkie narodowe sprawy. Wielkie poruszenie polskich serc. Porywy polskiego ducha. Nadzwyczajne wydarzenia zmieniajcie oblicze polskiej ziemi podejmowano – powtórzmy raz jeszcze słowa św. Jana Pawła II: „W obliczu Chrystusa i Jego Matki”.

Tak też było z dziełem Solidarności. Wielkim skarbem polskiego narodu ofiarowanym przez Bożą Opatrzność na początku przedostatniej dekady ubiegłego wieku. Wyrosłym z Bożych znaków. Z wiary. Z nadziei. Z miłości.

Solidarność. Niezwykły związek zawodowy wokół którego skupiła się znaczna część wspólnoty polskiego narodu. Doszedł w nim do głosu czysty i mocny ton narodowych aspiracji. Pragnienie życia w wolności, prawdzie, sprawiedliwości. Wola odbudowy polskiej wspólnoty. Powrotu do wartości narodowego dziedzictwa, spychanych przez komunistycznych wielkorządców z powierzchni polskiego życia. Powrotu do nieskrepowanego wyznawania wiary ojców, podstawy moralnego życia narodu. Do historycznej pamięci oczyszczonej z namulisk fałszu i manipulacji.

Solidarność podjęła w sposób odpowiedzialny to, co ks. Józef Tischner nazwał „pracą nad pracą”. Wyrwaniem jej z kleszczy systemowych socjalistycznych utopi. Pracy w służbie ludzi, ich godności, sprawiedliwych praw pracowniczych i socjalnych.

Wielkie wiano Solidarności znalazło trwałe mieszkanie w licznych polskich sercach. Nie można go utracić. Nierozsądnie zagubić. Beztrosko pomniejszyć.

Komunistyczny reżim wydał wojnę Solidarności. Próbował zdławić ją stanem wojennym. Represjami, które dotknęły wielu z was, także tu obecnych. Także później, kiedy Solidarność znów wróciła na scenę polskiego życia, wiele było działań, aby umniejszyć jej wielkość i oryginalność. Podciąć jej skrzydła. Zepchnąć z pierwszej linii. Negować jej prawo do podejmowania szerokich zagadnień społecznych i narodowych. Nalegać aby wyprowadziła swe sztandary ze sceny polskiego życia, bo nie ma już nic do powiedzenia. Umieściła je w muzealnych gablotach.
Byli i tacy uczestnicy Sierpnia 80, którzy cynicznie manipulowali swymi biografiami. Kiedy była ku temu dobra okazja, wykorzystywali je jako trampolinę do karier. Kiedy zawiały niekorzystne polityczne wiatry, kulili uszy, tłumaczyli, że to zamknięta karta ich młodzieńczych biografii. Bywało, że przepraszali za Solidarność.

Może niepotrzebnie o tym przypominam. W dniu wdzięczności. Kierowanej ku wam. Ludziom zawierzenia Solidarności. Którzy dalej idziecie jej drogą. W nasz czas wnosząc tamte, historyczne wartości. Znacie ich wagę. Ich aktualność. Wiecie, co Polska im zawdzięcza.

II. Pogrzeb bohaterów polskiej wolności
Bracia i Siostry!
Cześć i chwała bohaterom! Zda się słyszymy jeszcze te okrzyki, które rozbrzmiewały na ulicach Gdańska, którymi w niedzielne popołudnie przeciągał na Cmentarz Garnizonowy kondukt pogrzebowy. Pogrzeb dwojga bohaterów polskiej wolności. Żołnierzy Niezłomnych ze sławnej 5 Wileńskiej Brygady AK mjr Zygmunta Szyndzielarza „Łupaszki”. Żołnierzy powojennego antykomunistycznego powstania. Tych którzy chcieli, „by Polska była rządzona przez Polaków oddanych sprawie i wybranych przez cały naród”. Którzy pragnęli „Polski suwerennej, Polski chrześcijańskiej, Polski – polskiej”.

Pogrzeb siedemnastoletniej sanitariuszki Danuty Siedzikówny „Inki” , starszego od niej o pokolenie ppor. Feliksa Selmanowicza „Zagończyka”. Przez polskich komunistów na śmierć skazanych. Zamordowanych w gdańskim więzieniu przy ul. Kurkowej. Pochowanych w anonimowym dole śmierci. Na zapomnienie. Na wyrugowanie z polskiej pamięci.

Tego niedzielnego dnia biegł ku nam, uczestnikom tego niezwykłego pogrzebu okrzyk głośniejszy niż śmierć tych dwojga: Jeszcze Polska nie zginęła. Ich ostatni okrzyk.

W siedemdziesiątą rocznicę ich męczeńskiej śmierci Polska spłacała dług. Był to – jak mówił Pan Prezydent – spóźniony gest zadośćuczynienia, jakie państwo czyni wobec swoich bohaterów. Gest, którym przywracało sobie godność.

To NSZZ Solidarność, obok Archidiecezji Gdańskiej i Instytutu Pamięci Narodowej był współorganizatorem tego wielkiego pogrzebu, jakiego Gdańsk nie widział i Polska nie widziała.

To naturalne. To oczywiste, że Solidarność znalazła się pośród jego organizatorów. To ona w latach 1980-1981 podjęła piękny i owocny wysiłek przywracania narodowi historycznej pamięci. Godny przypomnienia, właśnie dziś. W kontekście tej wielkiej eksplozji patriotyzmu, jaką okazał się pogrzeb dwojga bohaterów polskiej wolności: Inki i Zagończyka.

To przecież dzięki Solidarności wzniesiono pomniki pamięci o zbrodniach komunistycznego systemu: m.in. Krzyże Gdańskie, Pomnik Poznańskiego Czerwca 1956. Rozpoczęło się likwidowania białych plam najnowszej historii. Ujawnianie prawdy o Zbrodni Katyńskiej. O epopei Armii Krajowej. Żołnierzach powojennego antykomunistycznego podziemia – nazwanych później Żołnierzami Wyklętymi.

Walki o prawdę, zainicjowanej przez Solidarność, nie zagłuszył, ani nie okiełznał stan wojenny. Bowiem była to lawina, która ruszyła. Nie do zatrzymania.

Przypominam dziś o tym. O wielkich zasługach Solidarności w służbie prawdy o polskiej tożsamości, o polskiej historii, która przecież – jak to ujął Ojciec Święty Franciszek została „uformowana przez Ewangelię, Krzyż i wierność Kościołowi”.

III. Modlitwa dziękczynienia
Dziś przyszliście do św. Brygidy na modlitwę dziękczynienia za przebytą drogę. Także na modlitwę pamięci za tych co z wami szli, a śmierć otworzyła przed nimi bramy wieczności. Z tą modlitwą pamięci współbrzmi pierwsze czytanie z księgi Izajasza, w którym zawarta został obietnica zbawienia.

To także czas refleksji o drodze każdego z was. Chrześcijan świadomych swych konkretnych obowiązków. Przypomina o nich św. Paweł w Liście do Rzymian. Mówi o niej, o tej najistotniejszej Jezus w Łukaszowej Ewangelii. Gotowości pójścia za Nim najtrudniejszą z dróg – drogą Krzyża.

Poszedł z Nią wasz błogosławiony Patron ks. Jerzy Popiełuszko. Kapelan hutniczej Solidarności. Męczennik za wiarę. Nauczyciel miłości Ojczyzny. A gdzie uczył się tej miłości, gdzie rozpoznawał jej kształt? Od jego rodzinnej Suchowoli niedaleko było do niedostępnych grądów na rozlewiskach Biebrzy. Tam rozbijali swe obozowiska Żołnierze Niezłomni. Tropieni, osaczani – długi czas niepokonani. To pamięć o ich walce o Niepodległą, kształtowała polską tożsamość ks. Jerzego. Stanowiła dla Niego wymowną lekcję polskiej historii.
Kształtowała świadomość wielu z was, ludzi Solidarności. To była prawda przekazywana młodemu pokoleniu w wielu polskich domach, często boleśnie ugodzonych. Kształtująca jego wiedzę i wrażliwość. Był to swoisty pancerz osłaniający skutecznie przed nachalną indoktrynacją - w szkole, w mediach. Przed fałszerstwami, jakich przed lata starano się zatruć świadomość młodych pokoleń. Walkę twardą, bezpardonową wydała im Solidarność. W czasie jawnej działalności i w stanie wojennym.

Umiłowani!
Rok temu w tej świątyni, w 35 rocznicę Porozumień Sierpniowych, witałem Pana Prezydenta Andrzeja Dudę. Oczekiwałem nań w drzwiach kościoła, aby wedle tradycji liturgicznej podać mu do ucałowania pacyfikał. Powitać w imię Chrystusa tego, który głosami narodu został obrany włodarzem polskiej ziemi – Prezydentem Najjaśniejszej Rzeczypospolitej.

Dziś ponownie w naszej wspólnocie modlitewnej jest obecny Pan Prezydent. Przychodzi do nas z plonem pierwszego roku swej prezydentury. Bogatym, różnorodnym, godnym szacunku. Patrzymy z uznaniem na Pańską dynamiczną, różnorodną, skuteczną posługę Niepodległej. Na przywracanie prawdziwego obrazu polskiej historii. Pamięci o skrzywdzonych, wymazywanych z narodowej pamięci bohaterach. Niedzielny gdański pogrzeb „Inki” i „Zagończyka” był tego wymownym i wspaniałym przykładem. Patrzymy na Pańskie starania o należne Polsce miejsce we wspólnocie krajów Europy i świata. O Polskę sprawiedliwą, pamiętająca o wszystkich dzieciach ojczyzny.

Po Pańskim przemówieniu na pogrzebie Inki i Zagończyka, nawiązując do słynnego zdania Inki: „Zachowałem się jak trzeba”; powiedziałem, że przemówił Pan, Panie Prezydencie: jak trzeba.

Niech to „jak trzeba” towarzyszy Pańskiej drodze. Niech na niej napotyka Pan życzliwość i uznanie rodaków. Także wspólnoty Solidarności, do której przynależy Pan sercem i rodzinnymi korzeniami.

Umiłowani!
Nadszedł lepszy czas dla Solidarności. Dla jej drogi. Skończył się okres zaprzestania dialogu między rządzącymi a Solidarnością. Nerwicującej głuchoty na jej dezyderaty. Trwa dialog, otwarty, czasem trudny, ale motywowany tymi samymi przesłankami: dobrem polskiej wspólnoty, dobrem ludzi pracy ojczyzny. Decyzjami i projektami znajdującymi szeroką społeczny akceptacje, jak 500 plus, jak przygotowywane obniżenie wieku emerytalnego. To przykłady dobrych spraw.

Cieszy, że Solidarność włączyła się w poparcie obywatelskiego projektu o ograniczaniu handlu w niedzielę. Aby niedziela był to rzeczywiście Dies Domini i Dies hominis – dzień Pana i dzień człowieka. Dzień którym On będzie dysponował. Czas zwrócony dziesiątkom tysięcy tych, którzy muszą w tym dniu pracować. Niech tak się stanie!

Bracia i Siostry!
Powrócicie do swoich środowisk, do regionów, do bliskich. Zanieście im to tchnienie ojczystej historii, przywoływanej w rocznicowym dniu.

Także przekonanie, że Solidarność była, jest i będzie wielkim dobrem ojczyzny. Także pewność, że musi dalej iść swoja drogą, dla dobra wspólnoty ludzi pracy, dla rozwiązywania jej problemów, dla wciąż aktualnej, niezbędnie „pracy nad praca”. Nad polską pracą.

Niech waszą drogę wspomaga z wyżyn nieba św. Jan Paweł II. To on mówił nam, że Solidarność jest „stróżem sprawiedliwości społecznej i środowiskiem bratniej miłości”. Niech czyni także błogosławiony Patron Solidarności, ks. Jerzy Popiełuszko.

Idźcie dalej drogami: prawdy, sprawiedliwości, społecznej miłości.
Drogami polskiej ojczyzny – daru Boga.
Idźcie i nie zatrzymujcie się na swej drodze.
Amen.
ar / Gdańsk
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 01 września 2016
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2016-08-31 18:57 Gdańsk: obchody 36. rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych (opis)

Główne obchody 36. rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych rozpoczęły się od uroczystego posiedzenia Zarządu Regionu NSZZ Solidarność, które odbyło się w historycznej sali BHP Stoczni Gdańskiej. Na spotkaniu pojawili się członkowie związku, sygnatariusze Porozumień Sierpniowych. Obecni byli również prezydent RP Andrzej Duda, premier Beata Szydło i metropolita gdański abp Sławoj Leszek Głódź.

"Solidarność" nie przetrwałaby, a może nawet by nie powstała, gdyby nie Jan Paweł II i jego pierwsza wizyta do Polski- powiedział przewodniczący NSZZ "Solidarność" Piotr Duda inaugurując rocznicowe posiedzenie. Przewodniczący związku mówił o pamięci historycznej nawiązując w ten sposób między innymi do niedzielnych uroczystości pogrzebowych Danuty Siedzikówny ps. "Inka" i Feliksa Selmanowicza ps. "Zagończyk"- żołnierzy AK rozstrzelanych 70 lat temu przez stalinowskich oprawców.

Piotr Duda mówiąc o dzisiejszym znaczeniu "Solidarności" apelował o respektowanie praw pracowniczych i karanie tych, którzy je łamią. Mowa była o postulatach, które nadal są aktualne. Między innymi o walce o wolne niedziele, bo jak powiedział przewodniczący Solidarności "niedziela jest dla Boga i rodziny". Piotr Duda przekazał na ręce metropolity gdańskiego podziękowanie dla Episkopatu Polski za wsparcie idei wolnych niedziel. Zapowiedział, że 2 września złoży u marszałka Sejmu projekt ustawy o wolnych niedzielach, pod którym złożono już 350 tysięcy podpisów.

"Chylę czoła przed wszystkimi bohaterami tamtych lat. Przed tymi, którzy ucierpieli i tymi, którzy stracili życie"- powiedział do zebranych prezydent RP Andrzej Duda. Mówiąc o znaczeniu 21 Postulatów Strajkowych wspominał nieobecnego Lecha Wałęsę, a także Bogdana Borusewicza, Annę i Andrzeja Gwiazdów, Andrzeja Kołodzieja, Jerzego Borowczaka i innych. "Dziękuję wszystkim, którzy do tego doprowadzili, również prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu, który był uczestnikiem tych wydarzeń - mówił Prezydent.

W przemówieniu Andrzeja Dudy wiele było odniesień do Jana Pawła II, do wielkiego poczucia wspólnoty jakie wywołała pierwsza papieska wizyta w Polsce. - Jestem dumny, że mogę stać dziś pod znakiem "Solidarności" - mówił prezydent RP.

Andrzej Duda odniósł się też do dzisiejszych podziałów politycznych w naszym kraju mówiąc: "Podziały są normalne w dzisiejszym życiu publicznym, ale ważne byśmy mieli punkty wspólne. Ta Sala BHP jest takim punktem". Prezydent zaapelował do "Solidarności" o cierpliwość, zapewniając jednocześnie że postulaty strajkowe, które nadal nie są - będą zrealizowane.

Po rocznicowym spotkaniu w Sali BHP zebrani przeszli pod historyczną Bramę nr 2 dawnej Stoczni im. Lenina, gdzie złożone zostały kwiaty. Metropolita gdański abp Sławoj Leszek w odmówił krótką modlitwę w intencji Ojczyzny i jej godności. Spod bramy wszyscy udali się do pobliskiej Bazyliki pw. św. Brygidy. Świątynia ta i jej charyzmatyczny proboszcz ks. prałat Henryk Jankowski odegrali wielką rolę podczas sierpniowego strajku, a także później m.in. w stanie wojennym. Kościół był symbolem "solidarnościowej" walki o wolność.

Dziś w Bazylice liturgii przewodniczył metropolita gdański abp Sławoj Leszek Głódź. "Przybyliśmy tu spod słynnych Trzech Gdańskich krzyży, które są symbolem Gdańska ale i symbolem walki. Są też symbolem ofiar Grudnia'70"- powiedział abp Głódź. Metropolita gdański przypomniał wielką rolę, jaką dla "Solidarności" odegrał Jan Paweł II. Mówił też o bł. ks. Jerzym Popiełuszce -patronie "Solidarności", którego relikwie znajdują się w Bazylice.

Wiele uwagi poświęcił arcybiskup sprawom społecznym. Wyraził uznanie dla Programu 500 + oraz planowanemu obniżeniu wieku emerytalnego. - Nadszedł lepszy czas dla "Solidarności" bo wreszcie możliwy jest dialog związku z rządzącymi - stwierdził. Wskazał jednak, że kolejnym ważnym projektem, o jaki zabiega NSZZ "Solidarność" jest ograniczenie handlu w niedzielę. - Już czas, żeby niedziela została zwrócona ludziom, bo wolna niedziela im się należy - powiedział abp Głodź.

W uroczystej Mszy świętej udział wziął prezydent RP Andrzej Duda i były prezydent Lech Wałęsa. Obecna była premier Beata Szydło i wielu członków rządu. Byli związkowcy, parlamentarzyści, samorządowcy i wielu mieszkańców Trójmiasta.

Rocznicowe obchody rozpoczęły się na Wybrzeżu już wczoraj. W Gdyni, w przeddzień gdańskich obchodów, od lat odznaczane są osoby, które brały udział w strajku sierpniowym. I właśnie wczoraj w Sali Koncertowej Portu Gdynia wręczył je legendarny przywódca strajku w Stoczni im. Komuny Paryskiej - Andrzej Kołodziej.

Natomiast dzisiejsze gdańskie uroczystości rozpoczęły się przed południem. Na
Placu Solidarności, pod Pomnikiem Poległych Stoczniowców kwiaty złożył pierwszy przywódca "Solidarności" Lech Wałęsa. Towarzyszyli mu członkowie Platformy Obywatelskiej, m.in. Grzegorz Schetyna i Bogdan Borusewicz. Nieco później pod tablicą Lecha Kaczyńskiego w Urzędzie Wojewódzkim kwiaty złożył prezydent Andrzej Duda i premier Beata Szydło. Kwiaty pojawiły się również pod pomnikiem Anny Walentynowicz- legendarnej suwnicowej, której zwolnienie z pracy stało się bezpośrednią przyczyną wybuchu strajku w Stoczni Gdańskiej im. Lenina.
jrst / Gdańsk
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 31 sierpnia 2016
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2016-08-31 18:10 Abp Głodź w 36. rocznicę Porozumień Sierpniowych: trzeba zwrócić ludziom niedzielę, bo to im się należy

Już czas, żeby niedziela została zwrócona ludziom, bo wolna niedziela im się należy - powiedział metropolita gdański abp Sławoj Leszek Głodź w środę podczas Mszy św. w gdańskiej bazylice św. Brygidy z okazji 36. rocznicy zakończenia strajku w Stoczni Gdańskiej i podpisania Umów Sierpniowych. Hierarcha podziękował prezydentowi Andrzejowi Dudzie i premier Beacie Szydło za wprowadzenie ustaw, które poprawiają byt polskiego społeczeństwa.

Abp Głodź przypomniał, że bazylika św. Brygidy w której celebrowana jest Msza rocznicowa jest świadectwem działalności "Solidarności" i jej ogromnego wpływu na odrodzenie się wolnej Polski. Zwrócił uwagę, że takich symbolicznych miejsc jest w Gdańsku wiele, a wśród nich szczególne miejsce zajmuje pomnik Trzech Krzyży przed bramą stoczni.

Hierarcha wspomniał niedzielny pogrzeb Żołnierzy Wyklętych "Inki" i "Zagończyka" odprawiany w bazylice mariackiej. Wskazał, ze takie uroczyste obchody były zadośćuczynieniem za okres białych plam w polskiej historii i za czas fałszowania pamięci o bohaterach.

Arcybiskup przypomniał biblijne wezwanie, które przypisane zostało do życia bł. Jerzego Popiełuszki, patrona "Solidarności" "zło dobrem zwyciężaj". Wskazał, że jego odwagę w walce o prawdę i wolność kształtowali Żołnierze Wyklęci, których ciała spoczywają pośród pół Ziemi Podlaskiej.

Metropolita gdański docenił konkretne projekty rządowe, które poprawiają byt Polek i Polaków. Wymienił wśród nich projekt "Rodzina 500+", a także podniesienie minimalnej stawki za pracę. - Są to projekty akceptowane społecznie i trzeba za nie podziękować - powiedział arcybiskup.

Wskazał jednak, że kolejnym ważnym projektem, o jaki zabiega NSZZ "Solidarność" jest ograniczenie handlu w niedzielę. - Już czas, żeby niedziela została zwrócona ludziom, bo wolna niedziela im się należy - powiedział abp Sławoj Leszek Głodź.

- Idźcie dalej w kierunku prawdy i sprawiedliwości oraz w kierunku wolności naszego narodu - zwrócił się do rządzących metropolita gdański. Wskazał, że droga, którą trzeba przejść jest wyboista, ale trzeba nią kroczyć dalej.

W Mszy uczestniczył prezydent RP Andrzej Duda, premier Beata Szydło, były prezydent Lech Wałęsa, przewodniczący NSZZ "Solidarność" Piotr Duda, a także politycy, związkowcy i działacze społeczni.

Eucharystię poprzedziło spotkanie w zabytkowej sali BHP - budynku na terenie Stoczni Gdańskiej, gdzie w 1980 roku podpisane zostały porozumienia sierpniowe. Tam swoje przemówienia wygłosił m.in. Andrzej Duda.
mip / Gdańsk
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 31 sierpnia 2016
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2016-08-28 17:59 Gdańsk: odbyły się uroczystości pogrzebowe "Inki" i Zagończyka" (opis)

W bazylice mariackiej i na cmentarzu garnizonowym w Gdańsku odbyły się uroczystości pogrzebowe Żołnierzy Wyklętych Danuty Siedzikówny ps. „Inka” i Feliksa Selmanowicza ps. „Zagończyk”. Podczas Mszy abp Sławoj Leszek Głódź zauważył, że nadszedł nareszcie czas, że armia żołnierzy polskiego antykomunistycznego powstania wychodzi z letargu niepamięci. "Inka" i "Zagończyk" odznaczeni zostali pośmiertnie stopniami oficerskimi.

W uroczystościach udział wzięli: prezydent Andrzej Duda oraz premier Beata Szydło, a także przedstawiciele władz rządowych i samorządowych, posłowie i senatorowie oraz członkowie NSZZ "Solidarność". Mszę pogrzebową w bazylice mariackiej w Gdańsku wraz z biskupem polowym Wojska Polskiego Józefem Guzdkiem i biskupem pelplińskim Ryszardem Kasyną celebrował metropolita gdański abp Sławoj Leszek Głódź.

Arcybiskup gdański podkreślił w homilii, że przez długie lata Żołnierzy Wyklętych nazywano bandytami, zdrajcami ojczyzny, sługusami reakcji. - Byli tropieni, tępieni, torturowani w czasie śledztw, zabijani, skazywani na wieloletnie wyroki, obdzierani z żołnierskiej czci, honoru, godności. Nie tylko oni, ale i ich Rodziny, straszone i upokorzone przypominał metropolita. - Nadszedł wreszcie czas, kiedy armia żołnierzy polskiego antykomunistycznego powstania wychodzi z letargu niepamięci. Ich historia płynie wreszcie zgodnie z prądem polskich sumień - podkreślił.

Hierarcha przypomniał opis ostatnich minut życia "Inki" i "Zagończyka" zanotowany po latach przez świadka egzekucji, ks. Mariana Prusaka, który nocą przewieziony do więzienia na Krukową miał wyspowiadać skazańców. - Widok gromady młodych ludzi, zapewne ubowców, którzy przywitali skazańców obelgami i rynsztokowymi wyzwiskami. Komendę prokuratora wojskowego: „Po zdrajcach narodu ognia”, którą zakończył odczytywanie uzasadnienia wyroku śmierci. Okrzyk ich dwojga: „Niech żyje Polska!” - opowiadał arcybiskup.

Odniósł się także do słów wypowiedzianych przez "Inkę": "Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba". - Zachować się jak trzeba. To duchowy kierunek życiowej drogi wielu was, młodych Polaków, tak licznie przybyłych z różnych miejsc ojczyzny na pogrzeb „Inki” i „Zagończyka”. Otwierających swe serca na świat przejrzystych wartości. Nie ulegających kakofonii fałszywych iluzji. (...) Nie ulegających zaczadzeniu politycznemu - wskazał.

Zauważył, że w słowach tych mieści się porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i bronić. Dla siebie i dla innych. - W tym porządku prawd i wartości ważne miejsce zajmuje – tak wyrazista w drodze Żołnierzy Wyklętych – prawda o polskiej tożsamości, prawda o polskiej historii, którą została „uformowana przez Ewangelię, Krzyż i wierność Kościołowi” - przypomniał.

Na zakończenie liturgii przemówienie wygłosił prezydent Andrzej Duda. - Polska w obecności najwyższych władz odprowadza w ostatnią drogę swoich bohaterów, a jest to taka droga, jaka im się należy - powiedział. Zapewnił także, że Polska nigdy nie zapomni o swoich bohaterach.

Prezydent Duda zauważył, że nie jest to smutny dzień. - Jeżeli się smucić, to tylko z tego powodu, że aż 70 lat trzeba było czekać na ten pogrzeb i stało się to aż 27 lat po '89 roku" - powiedział. Zwrócił uwagę, że o ile do '89 roku można tłumaczyć tym, że rządził ustrój tych samych zdrajców, którzy zamordowali "Inkę" i "Zagończyka", to po '89 roku przecież teoretycznie już nie. - Jak to się stało, że trzeba było czekać 27 lat na to, aby Polska mogła pochować swoich bohaterów - pytał Andrzej Duda.

Prezydent wskazał także, że poprzez ten pogrzeb przywraca się godność nie "Ince" i "Zagończykowi", ale przywraca się ją państwu polskiemu. - Godność poległych nigdy nie została utracona - powiedział Duda.

Zwrócił uwagę, że heroizm z jakim "Zagończyk" i "Inka" walczyli o prawdę i dobro Ojczyzny świadczą o ich godności. Zdaniem prezydenta słowa "powiedźcie babci, że zachowałam się jak trzeba" miały utwierdzić jej najbliższych w tym, że cała rodzina zachowała honor.

Prezydent Andrzej Duda pośmiertnie nadał Feliksowi Selmanowiczowi „Zagończykowi” Order Odrodzenia Polski, natomiast minister obrony narodowej Antoni Macierewicz podniósł go do godności podpułkownika. Danutę Siedzikównę "Inkę" prezydent mianował natomiast na I stopień oficerski - podporucznika.

W świątyni odczytany został także telegram przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski abp Stanisława Gądeckiego. Hierarcha podkreślił w nim, że uroczystość pogrzebowa celebrowana w Gdańsku jest wyrazem zmagania o sprawiedliwość dziejową wobec zmarłych i prawdę historyczną. Wyraził życzenie, aby to wydarzenie zaowocowało w całym polskim społeczeństwie nie tylko podziwem dla bohaterów, ale również głębszym umiłowaniem Boga, honoru i Ojczyzny.

Po Mszy świętej ulicami miasta przeszedł kondukt żałobny, na cmentarz garnizonowy w Gdańsku-Wrzeszczu, gdzie w imiennych grobach spoczęły doczesne szczątki Niezłomnych. Tłumnie zgromadzeni na trasie przemarszu mieszkańcy Pomorza skandowali "cześć i chwała bohaterom". Gdańszczanie uhonorowali żołnierzy kwiatami. Cześć poległym oddali także kibice Lechii Gdańsk.

Obrzędowi pochówku Danuty Siedzikówny i Feliksa Selmanowicza na cmentarzu przewodniczył biskup polowy Wojska Polskiego Józef Guzdek.

Mowę nad trumnami żołnierzy wygłosiła Prezes Rady Ministrów Beata Szydło. - Wiele kart polskiej historii zapisanych jest krwią tysięcy bohaterów, dla których najświętsze słowa to Bóg, honor, Ojczyzna. Tym bohaterom jesteśmy winni pamięć i cześć - powiedziała premier.

Wskazała też, że również dziś musimy walczyć o te ideały, dla których Żołnierze Wyklęci oddali swoje życie. - Jesteśmy waszymi dłużnikami, bo dzięki wam żyjemy w wolnej Polsce - podkreśliła Beata Szydło.

Przemówienia na cmentarzu wygłosili także: odpowiedzialny za prace ekshumacyjne ciał Żołnierzy Wyklętych, zastępca prezesa IPN dr hab. Krzysztof Szwagrzyk, przewodniczący "Solidarności" Piotr Duda oraz przedstawiciele rodzin "Inki" i "Zagończyka".

Krewna Danuty Siedzikówny, Danuta Ciesielska, przypomniała starania rodziny, aby rehabilitować pamięć o "Ince", która oczerniana była nie tylko przez funkcjonariuszy władzy komunistycznej, ale też podczas trwającej przez lata propagandzie piętnującej Żołnierzy Wyklętych. - Ciociu, możesz w końcu spać spokojnie, zachowałaś się przecież jak trzeba - powiedziała Ciesielska.

Prezydent Andrzej Duda przekazał rodzinom zmarłych flagi narodowe. Ku czci Żołnierzy Wyklętych wystrzelona została salwa honorowa Kompanii Honorowej Wojska Polskiego.

Uroczystości pogrzebowe "Inki" i "Zagończyka" zorganizował Instytut Pamięci Narodowej przy współpracy z NSZZ "Solidarność".

Danuta Siedzikówna ps. "Inka" (ur. 1928) była sanitariuszką 4. szwadronu odtworzonej przez płk. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę” na Białostocczyźnie 5. Wileńskiej Brygady Armii Krajowej. Na przełomie 1943 i 1944 roku razem z siostrą wstąpiła do AK i odbyła szkolenie medyczne. Po raz pierwszy została aresztowana przez NKWD i UB w czerwcu 1945, jednak została wtedy uwolniona z konwoju przez jednego z podkomendnych „Łupaszki”. W lipcu 1946 roku w wyniku zdrady została po raz drugi aresztowana i więziona w V pawilonie więzienia przy ul. Kurkowej w Gdańsku. Mimo brutalnego śledztwa odmawiała składania zeznań.

Ppłk. Feliks Selmanowicz, ps. „Zagończyk” był uczestnikiem wojny polsko-bolszewickiej 1920 r. W czasie II wojny był żołnierzem 3. oraz 5. Wileńskiej Brygady AK płk. „Łupaszki”. Od marca do czerwca 1946 r. jego oddział dokonał szeregu akcji m.in. w Gdańsku, Sopocie, Olsztynie, Tczewie, zdobywając broń oraz gotówkę, która przekazana została oddziałowi „Łupaszki”. Wydał też ulotkę skierowaną do żołnierzy Wojska Polskiego w nakładzie 900 egzemplarzy. Podobnie jak „Inka” został aresztowany w lipcu 1946 roku.

"Inka" i "Zagończyk" mimo brutalnego śledztwa odmawiali składania zeznań. Zostali skazani na śmierć i zastrzeleni przez dowódcę plutonu egzekucyjnego ppor. Franciszka Sawickiego 28 sierpnia 1946. Według relacji przymusowego świadka egzekucji, ks. Mariana Prusaka, ostatnimi słowami „Inki” i „Zagończyka” były: Niech żyje Polska! Niech żyje „Łupaszko!”

W połowie września 2014 roku prof. Krzysztof Szwagrzyk, badacz miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego, pracujący w ramach programu IPN, odkrył na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku pochówki dwóch ciał mężczyzny i kobiety. Historycy od początku wysnuli tezę, że mogą to być szczątki „Inki” i „Zagończyka”. Potwierdziły to badania genetyczne, których wyniki ogłoszono 1 marca 2015 roku, w Narodowym Dniu Pamięci o Żołnierzach Wyklętych.

Szczątki "Inki" i Zagończyka" zostały odnalezione przez pracowników Instytutu Pamięci Narodowej w miejscu zbiorowego pochówku ofiar terroru komunistycznego w 2014 roku. Potwierdziły to badania genetyczne, których wyniki ogłoszono 1 marca 2015 roku, w Narodowym Dniu Pamięci o Żołnierzach Wyklętych.
mip / Gdańsk
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 28 sierpnia 2016
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2016-08-28 15:57 Prezydent A. Duda: Polska nie zapomni o swoich bohaterach

- Polska w obecności najwyższych władz odprowadza w wreszcie ostatnią drogę swoich bohaterów, a jest to taka droga, jaka im się należy - powiedział Andrzej Duda podczas uroczystości pogrzebowych Żołnierzy Wyklętych Danuty Siedzikówny ps. „Inka” i Feliksa Selmanowicza ps. „Zagończyk”, które w niedzielę odbyły się w Gdańsku. Prezydent zapewnił także, że Polska nie zapomni o swoich bohaterach.

Prezydent Polski Andrzej Duda zauważył, że nie jest to smutny dzień. - Jeżeli się smucić, to tylko z tego powodu, że aż 70 lat trzeba było czekać na ten pogrzeb i stało się to aż 27 lat po '89 roku - powiedział. Zwrócił uwagę, że o ile do '89 roku można tłumaczyć że rządził ustrój tych samych zdrajców, którzy zamordowali "Inkę" i "Zagończyka", to po '89 roku przecież teoretycznie już nie. - Jak to się stało, że trzeba było 27 lat czekać na to, aby Polska mogła pochować swoich bohaterów - powiedział Andrzej Duda.

Zwrócił uwagę, że niepamięć jest największa karą i wiedzą o tym Ci, którzy nawet dzisiaj za wszelką cenę walczą, żeby nie były wymieniane nazwiska tych, którzy mordowali Niezłomnych i żeby nikt nie pytał, gdzie bohaterowie są pochowani.

- Jest coś takiego jak chluba bohatera, która spływa na następne pokolenia. Jest też jednak piętno sprawcy - powiedział.

Prezydent Duda ocenił, że dziś Polska w obecności najwyższych władz odprowadza w wreszcie ostatnią drogę swoich bohaterów, a jest to taka droga, jaka im się należy. - To będzie największy pochód w historii Gdańska, i dobrze, że taki będzie. To nie tylko pogrzeb. To uroczysta manifestacja zadośćuczynienia, jakie Państwo polskie czyni wobec swoich bohaterów - powiedział zwierzchnik państwa polskiego.

Prezydent zauważył także, że poprzez ten pogrzeb przywraca się godność nie "Ince" i "Zagończykowi", ale przywraca się godność państwu polskiemu. - Godność poległych nigdy nie została utracona - powiedział Andrzej Duda.

Zwrócił uwagę, że heroizm z jakim "Zagończyk" i "Inka" walczyli o prawdę i dobro Ojczyzny świadczą o ich godności. Zdaniem prezydenta słowa "powiedźcie babci, że zachowałam się jak trzeba" miały utwierdzić jej najbliższych w tym, że cała rodzina zachowała godność.

- Polska o Was nie zapomni. Będziemy o was pamiętać - powiedział Andrzej Duda.

Prezydent podziękował wszystkim, którzy wpierali prace archeologiczne zmierzające do identyfikacji szczątek Żołnierzy Wyklętych. Docenił zaangażowanie prof. prof. Krzysztofa Szwagrzyka i jego współpracowników. Podziękował także wszystkim, którzy przygotowali uroczystości pogrzebowe.

Wyraził wdzięczność dla tych, którzy wbrew komunistycznej i zdradzieckiej propagandzie podtrzymywali pamięć o Żołnierzach Wyklętych, zwłaszcza wśród młodzieży.

Szczątki zamordowanych 28 sierpnia 1946 r. "Inki" i Zagończyka" zostały odnalezione przez pracowników Instytutu Pamięci Narodowej w miejscu zbiorowego pochówku ofiar terroru komunistycznego w 2014 roku. Potwierdziły to badania genetyczne, których wyniki ogłoszono 1 marca 2015 roku, w Narodowym Dniu Pamięci o Żołnierzach Wyklętych.
mip / Gdańsk
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 28 sierpnia 2016
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2016-08-28 14:31 Abp Głódź: armia żołnierzy polskiego antykomunistycznego powstania wychodzi z letargu niepamięci (dokumentacja)

- Nadszedł wreszcie czas, kiedy armia żołnierzy polskiego antykomunistycznego powstania wychodzi z letargu niepamięci - powiedział metropolita gdański abp Sławoj Leszek Głódź podczas Mszy pogrzebowej Danuty Siedzikówny, ps. „Inka”, i Feliksa Selmanowicza, ps. „Zagończyk” celebrowanej 28 sierpnia w gdańskiej bazylice mariańskiej. W uroczystościach kościelno-państwowych uczestniczy prezydent Polski Andrzej Duda oraz premier RP Beata Szydło.

Publikujemy tekst homilii metropolity gdańskiego Sławoja Leszka Głódzia wygłoszonej w gdańskiej bazylice mariackiej:

Panie Prezydencie Najjaśniejszej Rzeczypospolitej!

Szanowna Pani Premier i członkowie polskiego rządu!
Czcigodni Księża Biskupi i Drodzy Kapłani!

Rodziny świętej pamięci „Inki” i świętej pamięci „Zagończyka”, których żegnamy modlitwą Kościoła i otwartym ku Nim sercem Ojczyzny! Wdzięcznym i dumnym!

Żołnierze Wyklęci – Żołnierze Niezłomni! Czcigodni weterani wielkiego antykomunistycznego powstania!
Drodzy Rodacy, którzy za wierność imperatywowi Polski Niepodległej zaznaliście więzienia, prześladowań, zepchnięcia na margines życia!

Ziomkowie „Inki”, „Zagończyka”. Od wileńskiej i białowieskiej strony! Od kresowych stanic Najjaśniejszej! Od ziemi zawierzenia Matce Miłosierdzia!

Droga młodzieży wpatrzona w drogę Żołnierzy Wyklętych! Odnajdująca na niej to, co ważne, trwałe, nieulękłe – wzór dla swej drogi!

Harcerze, Żołnierze, Policjanci!

Rodacy, rozproszeni po krajach i lądach, którzy dzięki Telewizji „Polonia”, TVP 1 i Telewizji „Trwam” jednoczycie się dziś z nami!

Bracia i Siostry w Chrystusie Panu! Uczestnicy pogrzebu bohaterów polskiej wolności!

W pierwszym czytaniu dzisiejszego dnia usłyszeliśmy Ezechielowe proroctwo. Rozbrzmiewa w nim Boża zapowiedź zmartwychwstania umarłych. Wizja wiecznego życia, które trwa po przekroczeniu bramy śmierci. „Oto otwieram wasze groby i wydobywam was z grobów”(Ez 37, 12). „Oto ja wam daję ducha po to, abyście się stały żywe” (Ez 37, 5).

Jakże mocną siłę wyrazu ma ten widok doliny umarłych, w którym bieleją porzucone, opuszczone, zapomniane ludzkie kości. Także ten, wprzęgnięty w służbę wiary chrześcijańskiej, obraz Bożej mocy, która w krajobraz śmierci tchnie moc ducha. Ożywia to, co wydawało się na zawsze umarłe. Podnosi z zapomnienia. Prowadzi do rodzinnego kraju.

Z Ezechielowym proroctwem stajemy wobec tych dwóch trumien. Złożono w nich doczesne szczątki naszej siostry, śp. Danuty Siedzikówny „Inki” i brata naszego, śp. Feliksa Selmanowicza „Zagończyka”. Żołnierzy Wyklętych – Żołnierzy Niezłomnych. Za wierność Bogu i Polsce na śmierć skazanych i straconych.

Niegdyś zostały złożone w grobowej jamie bez szacunku przynależnego ludzkiemu ciału. Bez modlitwy ostatniego pożegnania. Po latach niewiedzy, gdzie je ukryto – zostały odnalezione. Podniesione z niej, z czcią i pietyzmem. Zidentyfikowane.


„Oto otwieram wasze groby i wydobywam was z grobów”

W intencji tych dwojga zanurzonych – o czym przypomina w drugim czytaniu Święty Paweł Apostoł – przez sakrament chrztu świętego w śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa, sprawować będziemy Eucharystię, przez którą Bóg w Chrystusie uświęca świat.

Ofiarujemy im modlitwę naszej nadziei. Wyrażoną niezmąconą wiarą przez Apostoła Pawła, że skoro umarli z Chrystusem, razem z Nim żyć będą. Wierzymy, że ich dusze uczestniczą już w paschalnej pełni Uczty w Królestwie Niebieskim.

Długo czekałaś „Inko” na ten dzień!
Długo czekałeś nań Panie podpułkowniku „Zagończyku”!
Długo czekałaś, Polsko! Stanowczo za długo!
Panie Prezydencie dziękujemy za awanse: za stopień oficerski „Inki” i „Zagończyka”.

„Gdzie są ich groby, Polsko! Gdzie ich nie ma! Ty wiesz najlepiej – i Bóg wie na niebie!” Podczas pamiętnej Pierwszej Pielgrzymki do Ojczyzny, pytał tymi słowami Artura Oppmana, poety i ochotnika wojny 1920 roku, św. Jan Paweł II. Pytał, patrząc na ten szczególny grób Ojczyzny. Grób Nieznanego Żołnierza, lwowskiego orlęcia. Symbol polskich żołnierskich mogił. Na polskiej ziemi. I wielu miejscach Europy i świata. Także żołnierskich pochówków nieoznaczonych mogiłą. Niewyróżnionych Chrystusowym krzyżem. Ukrytych. Utajnionych. Bezimiennych. Wyrugowanych z ludzkiej pamięci. Obdartych z czci należnej złożonemu do grobu ludzkiemu ciało – świątyni Ducha Świętego. Takimi stały się wasze groby sanitariuszko „Inko”, podpułkowniku „Zagończyku”.

A jednak nadszedł dzień, kiedy je odnaleziono. Podniesiono z bezimiennego miejsca niepamięci w 14 kwaterze gdańskiego Cmentarza Garnizonowego. Miejscu ukrytych pochówków ofiar komunistycznego terroru zabijanych w więzieniu przy Kurkowej!

„Oto otwieram wasze groby i wydobywam was z grobów” (Ez 37, 12). Dziękujemy tym, którzy stali się narzędziem niezagasłej tęsknoty rodzin, bliskich, wielu ludzi ojczyzny. Tęsknoty, aby doczesne szczątki naszej siostry „Inki”, naszego brata podpułkownika „Zagończyka” zostały odnalezione. Aby wypełniły się Jezusowe słowa: „Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie miało wyjść na jaw” (Mk 4, 22).

To zespół archeologów i antropologów z Instytutu Pamięci Narodowej pod kierunkiem Pana prof. Krzysztofa Szwagrzyka. Wspólnota w służbie prawdy i pamięci. Z determinacją poszukująca i odkrywająca utajone groby polskich bohaterów Ofiar komunistycznych zbrodni.

To genetycy z Instytutu Medycyny Sądowej, którzy te szczątki wydarte niepamięci starają się zidentyfikować. Przekazać rodzinom. Bliskim. Narodowi i Ojczyźnie. Aby można było na ich trumnach złożyć pożegnalny pocałunek – dar Ojczyzny, żegnającej bohaterów dróg ku wolności. Po chrześcijańsku pogrzebać tych, których sakrament chrztu związał z Chrystusem – na wieczność. „Oto ja wam daję ducha po to, abyście się stały żywe”.

Umiłowani! Dokładnie 70 lat temu, 28 sierpnia 1946 roku, o godz. 6:15 w piwnicy więzienia przy Kurkowej siedemnastoletnia „Inka” – Danuta Siedzikówna, sanitariuszka 5 Wileńskiej Brygady AK mjr. Zygmunta Szendzielorza „Łupaszki” i 42- letni ppłk. Feliks Selmanowicz „Zagończyk”, dowódca samodzielnego patrolu bojowo-dywersyjnego na okręg gdańsko-olsztyński w brygadzie „Łupaszki” zostali zamordowani z wyroku Wojskowego Sądu Rejonowego w Gdańsku.

Świadkiem egzekucji był ks. Marian Prusak. Przebywał na plebanii kościoła garnizonowego we Wrzeszczu. Chwilowo zastępował nieobecnego proboszcza, swego przyjaciela. Nocą został przewieziony na Kurkową. Wyspowiadał skazańców. Był świadkiem ich śmierci. Po latach zrelacjonował swoje przeżycia.

Widok gromady młodych ludzi, zapewne ubowców, którzy przywitali skazańców obelgami i rynsztokowymi wyzwiskami. Komendę prokuratora wojskowego: „Po zdrajcach narodu ognia”, którą zakończył odczytywanie uzasadnienia wyroku śmierci. Okrzyk ich dwojga: „NIECH ŻYJE POLSKA!”.


Okrzyk, który nie gaśnie

To było siedemdziesiąt lat temu. Jakże dawno! Nie wiemy nic o losach żołnierzy z egzekucyjnego plutonu, którzy nie odważyli się celnie strzelać do drobnej, kilkunastoletniej dziewczyny, która wyglądała jak ich młodsza siostra.

Także o losach młodych ludzi w służbie komunistycznego systemu, lżących skazańców. Wiemy, że oficer, który zastrzelił „Inkę „i „Zagończyka” piął się po szczeblach służby. Zmarł w stopniu majora. Został pochowany z honorami.

W 2008 roku w Rumii odszedł do domu Ojca sędziwy ks. Marian Prusak, który ocalił obraz tamtej kaźni. Kapelan Powstania Warszawskiego. Więzień PRL-u. Wiele się zdarzyło w ciągu lat, które zbiegły od tamtej tragedii o sierpniowym, letnim poranku.

A przecież sanitariuszko „Inko” , podpułkowniku „Zagończyku”, wasz ostatni okrzyk: „Niech żyje Polska”, który rozległ się na progu waszej śmierci – nie zamilkł. Biegnie ku nam. Przenika nasze serca!

Przejmujący symbol waszej wielkości i dzielności. Waszej chwały i sławy. Waszej miłości i ofiary. To on przyprowadził tu dziś Pana Prezydenta Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Wezwał nas wszystkich, abyśmy się tu stawili. W imię Polski, która nie zginęła. Żyje! Wolna i Niepodległa!

Polski, która pamięta. Wreszcie pamięta! O synach i córkach naszego Narodu. O tych, którzy złożyli ofiarę swego życia, „Dla Ciebie, Polsko, i dla Twojej chwały”! Dla twej Wolności! Dla twej Niepodległości!

Długo czekałaś „Inko” na ten dzień! Długo czekałeś nań Panie poruczniku „Zagończyku”!

NIECH ŻYJE POLSKA! Ten okrzyk rozbrzmiewał nie raz w tamtej, powojennej, skrwawionej, skrzywdzonej Polsce.

Okrzyk naszych braci i sióstr, obywateli polskiej ojczyzny, żołnierzy heroicznego antykomunistycznego powstania. Po latach nazwano ich Żołnierzami Wyklętymi. Żołnierzami Niezłomnymi. Ale nazywano ich także inaczej: bandytami, zdrajcami ojczyzny, sługusami reakcji. Byli tropieni, tępieni, torturowani w czasie śledztw, zabijani, skazywani na wieloletnie wyroki, obdzierani z żołnierskiej czci, honoru, godności. Nie tylko oni, ale i ich Rodziny, straszone i upokorzone.

W tym miejsce chcę zaznaczyć, że dziś słyszy się, że pewne ugrupowania zawłaszczają sobie słowo patriotyzm. Tymczasem patriotyzm to nie jest moneta przetargowa. Mam być w nas, w naszych sercach. Tak jak był w sercach Żołnierzy Niezłomnych, którzy byli i są bohaterami polskiej wolności. Sługami Ojczyzny. Autentycznymi polskimi patriotami.


„My jesteśmy z miast i wsi polskich”

Umiłowani! Antykomunistyczne powstanie, którego żołnierzami była „Inka” i ppłk. „Zagończyk” wybuchło ze sprzeciwu przeciw włączeniu Polski do bezbożnego, ateistycznego sowieckiego systemu. Rozpłomieniało w różnych miejscach ojczyzny.

W 1945 roku, w okresie jego największej aktywności dwadzieścia tysięcy Żołnierzy Niezłomnych – Żołnierzy Wyklętych walczyło w leśnych oddziałach. Kilkaset tysięcy osób ich wspomagało: dostawami żywności, udzielaniem schronienia, przekazywaniem wywiadowczych informacji.

Wraca dziś często echem treść tamtej ulotki, zredagowanej tu, na Pomorzu Gdańskim, najpewniej przez mjr. „Łupaszkę”, a drukowanej i kolportowanej przez partol dywersyjno-bojowy ppłk. „Zagończyka”. Formuje zwięźle i jednoznacznie cel podjętej walki. Ukazuje rodowód tych, którzy podjęli walkę:. „(…) nie jesteśmy żadną bandą, tak jak nas nazywają zdrajcy i wyrodni synowie naszej ojczyzny. My jesteśmy z miast i wsi polskich. My chcemy, by Polska była rządzona przez Polaków oddanych sprawie i wybranych przez cały naród (…) my chcemy Polski suwerennej, Polski chrześcijańskiej, Polski – polskiej”.

Polski w znaku Białego Orła w dumnej królewskiej koronie, a nie sierpa i młota. Polski w znaku Maryi - przewodniczki na Chrystusowych drogach narodu semper fidelis. Królowej Polskiej Korony. Wspomożycielki polskiego Kościoła.

Zachowaliście się jak trzeba

Umiłowani! Dziś pochylamy się nad żywotami „Inki” i „Zagończyka”. Dzieliła ich różnica wieku. Doświadczenie życiowe. Oboje poszli na służbę Niepodległej. Pochodzili z Polski Wschodniej, z metropolii wileńskiej. Rozświetlonej blaskiem Miłosierdzia bijącym od Ostrej Bramy. Przez stulecia tarczy Rzeczypospolitej i Europy. Osłaniającej przed Tatarami, Turkami, Moskalami. Przedmurza chrześcijaństwa – antemurale christianitatis.

W krótkim, niespełna 18-letnim życiu „Inki” ukształtowanej w katolickim, wiejskim domu, wspartym o wiarę świętą, o tradycję chrześcijańską i narodową, o jasny kodeks moralny, odzwierciedliło się wiele tragizmu. Syberyjska zsyłka ojca, jeszcze u schyłku epoki zaborczej. Wspominana zapewne przez niego w niejeden wieczór dzieciństwa „Inki”. Kolejna wywózka w głąb Związku Sowieckiego, w 1940 roku, za tzw. pierwszego Sowieta, tego oddanego swej pracy leśnika, dla sowieckich okupantów „wroga ludu”. Śmierć matki, należącej do AK, więzionej w Białymstoku, rozstrzelanej przez Niemców, pochowanej w nieznanym miejscu.

Czy nie za dużo w twym młodym życiu „Inko” dotknęło cię rodzinnych tragedii? Czy po ich przeżyciu nie powinnaś się skryć, duchowo skulić, nie angażować się w cokolwiek, co mogło nieść dla ciebie zagrożenie?

A ty postąpiłaś zupełnie inaczej. Swą moralną wrażliwość, ład i prostotę swego młodzieńczego serca ofiarowałaś na służbę Niepodległej.

A ty, podpułkowniku „Zagończyku”. Niegdyś 16-letni ochotniku wojny polsko - bolszewickiej 1920 roku. Żołnierzu wywiadu. W 1939 Korpusu Ochrony Pogranicza – obrońco rodzinnego Wilna przed Armią Czerwoną. Żołnierzu wileńskich brygad AK: „Szczerbca”, „Łupaszki”, „Ronina”. Więźniu sowieckiego obozu w Kałudze.

Zbiegłeś z niego, wyjechałeś z Wilna jesienią 1945 roku tzw. transportem repatriacyjnym. Mogłeś powiedzieć sobie, że już dość, że wystarczy. Poszukać bezpiecznej niszy na przetrwanie.

A ty wyruszyłeś na Pomorze Gdańskie, szukać kontaktu z konspiratorami od „Łupaszki”. Rozpocząłeś służbę w jego sławnej brygadzie. Służbę Niepodległej. Do końca. Do tamtego okrzyku – twego i „Inki” – o sierpniowym poranku: „Jeszcze Polska nie zginęła”.

Zachowaliście się jak trzeba oboje, ty „Inko”, ty „Zagończyku”. Wobec sumienia, wyznawanych wartości. Wobec Ojczyzny, która jest wielkim darem Boga.

Wedle niepełnych danych z rąk polskich i sowieckich komunistów zginęło ok. 8 600 jego uczestników. 5 tysięcy skazano na karę śmierci. Ponad połowę tych kar wykonano. W obozach i więzieniach ponad 20 tysięcy poniosło śmierć.


Czy może historia płynąć przeciw prądowi sumień?

Umiłowani! Bracia i Siostry! Zapewne starsi z Was pamiętają jednodniową pielgrzymkę św. Jana Pawła II do Ojczyzny w maju 1995 roku. Miała miejsce w nieprzyjaznej wobec katolickiej wspólnoty atmosferze, kiedy postkomuniści atakowali Kościół. Kreowali go na głównego przeciwnika wolności i demokracji w naszej ojczyźnie. To wtedy, w Skoczowie, św. Jan Paweł II zadał dramatyczne pytanie: Czy może historia płynąć przeciw prądowi sumień? Jeśli tak, to za jaką cenę? Powiedział nam wtedy, że tą ceną są głębokie rany w tkance moralnej narodu, a przede wszystkim w duszach Polaków.

I tak było! Przeciw temu najgłębszemu prądowi polskich sumień długo płynęła powojenna wiedza i świadomość społeczna o historii Żołnierzy Wyklętych.

Był to czas bezwzględnej walki. Najpierw z nimi. Potem z pamięcią o nich. Zepchnięto ich w mrok nieprawości. Przedstawiano jako nikczemnych zbrodniarzy, bandytów, łupieżców. A kto to czynił? Także Polacy. Ci, którzy wyrzekli się polskich ideałów. Za różną cenę zaprzedali się bolszewickiej, bezbożnej utopii. To z ich szeregów, wywodzili się ci, którzy w ostanie godzinie lżyli Inkę i Zagończyka. Polakiem był ten, który ich zastrzelił. Też musimy o tym pamiętać. Czyny i rozmowy jeszcze do końca są niespisane. Narodowe rekolekcje jeszcze nieskończone.

Czy może historia płynąć przeciw prądowi sumień? Niestety może. Był czas amnezji. Zakłamania. Owocem tej amnezji historycznej jest zaczadzenie umysłu, który już dawno Czesław Miłosz przewidział i zdefiniował pisząc eseje „Umysł zniewolony”.

Manipulacja historyczną pamięcią nie skończyła się jak nożem uciął w 1989 roku. Trwała dalej, choć już nie tak agresywna, nie tak cyniczna. Zaciążyło to na drodze ostatnich dziesięcioleci. Na procesie oczyszczenia historycznej pamięci ze złogów kłamstwa, ideologicznych i politycznych manipulacji.

Relatywizowano historię powojennych lat. Kaleczono świadomość wchodzących w życie pokoleń. A wy młodzi często sami - po omacku - szukacie bohaterów i prawdy. To fenomen harcerstwa i skautingu, w którym młodzież wychowuje młodzież.

Żołnierze Wyklęci – Żołnierze Niezłomni. Wyciosani z jednego pnia. Konsekwentni. Zachowujący się jak trzeba. Tożsami ze swoją drogą. Drogą prawego sumienia. Wtedy i później.

Może dla wielu byli wyrzutem sumienia? Może są nim i dziś? Nie traktowali koniunkturalnie swojej biografii. Nie musieli nią manipulować zależnie od politycznych wiatrów. Nie kłaniali się zmiennym okolicznościom. Nie musieli za nic przepraszać. Dawnych towarzyszy wspólnej drogi pozostawiać samych w ich biedzie, potrzebach. Traktować jako niewartą zachodu masę upadłościową.

Czy musi historia płynąć przeciw prądowi sumień? Nie musi! Wspominamy dziś, w dniu tego narodowego pogrzebu, tych, którzy jeszcze w latach PRL-u, czynili wiele, aby historia o epopei Żołnierzy Wyklętych, o antykomunistycznym oporze, poczęła płynąć zgodnie z prądem polskich sumień.

Wspomnę jednego z nich, śp. Wojciecha Ziembińskiego, niezmordowanego inicjatora różnorodnych działań w służbie polskiej pamięci. Wspomnę śp. redaktora Jerzego Ślaskiego, autora książki zatytułowanej „Żołnierze Wyklęci”. Proboszcza śp. ks. płk. Józefa Zator-Przytockiego, długoletniego więźnia PRL, pięknego wzoru kapłana w służbie Boga, Ojczyzny i prawdy historycznej.


„Oto ja wam daję ducha po to, abyście się stały żywe” (Ez 37, 5).

Nadszedł wreszcie czas, kiedy armia żołnierzy polskiego antykomunistycznego powstania wychodzi z letargu niepamięci. Staje w prawdzie swych czynów. Składa meldunek o wiernej i ofiarnej służbie Ojczyźnie. Ich historia płynie wreszcie zgodnie z prądem polskich sumień.

To zasługa wielu ludzi, środowisk społecznych, obywatelskich, politycznych. Instytucji, pośród nich przede wszystkim Instytut Pamięci Narodowej. Inicjatyw, które się rodzą w najróżniejszych miejscach Polski, w służbie pamięci i prawdy o drodze Wyklętych – Niezłomnych.

Od 2011 roku obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”, rezultat inicjatywy ustawodawczej śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Dzień pamięci, czci, hołdu oddawanego, „bohaterom antykomunistycznego podziemia, którzy w obronie niepodległego bytu Państwa Polskiego (…) z bronią w ręku, jak i w inny sposób, przeciwstawili się sowieckiej agresji i narzuconemu siłą reżimowi komunistycznemu”. Dzień, kiedy w tak wielu miejscach Polski rozlega się ta najszczytniejsza polska pieśń: „Jeszcze Polska nie zginęła”. Hymn wolnego, niepodległego polskiego państwa i narodu. Dedykowany tym, którzy w powojennych latach podjęli bój o Niepodległą.

Rok temu w Gdańsku, w sąsiedztwie świątyni Księży Salezjanów, odsłoniliśmy i poświęcili pomnik Inki. Podczas tamtej uroczystości Pani Alicja Węgorzewska po raz pierwszy wykonała „Hymn Inki”. Artystyczny hołd oddany młodocianej bohaterce polskiej wolności. Został dołączony na płytce do aktualnego wydania „Gazety Polskiej”. Niech się stanie pamiątką dzisiejszego dnia.

Umiłowani! „Jest mi smutno, że muszę umierać, powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba”. Powtarzam ponownie te słowa „Inki” skreślone niedługo przed egzekucją.

Znalazły trwałe miejsce w wielu polskich sercach. Szczególnie młodych. Brzmią jak zwięzły przejrzysty program. Wywiedziony z klarownej moralnej postawy. Wspartej o filar chrześcijańskiej wiary i polskiej tożsamości. To z nim „Inka” wyruszyła w drogę ku Niepodległej, drogę Żołnierzy Wyklętych. Drogę nadziei.

Zachować się jak trzeba. To duchowy kierunek życiowej drogi wielu was, młodych Polaków, tak licznie przybyłych z różnych miejsc ojczyzny na pogrzeb „Inki” i „Zagończyka”. Otwierających swe serca na świat przejrzystych wartości. Nie ulegających kakofonii fałszywych iluzji. Ani kolonizacji ideologicznej – temu wielkiemu zagrożeniu współczesnego świata – o którym tak dobitnie mówił w Krakowie Papież Franciszek. Po prostu nie ulegających zaczadzeniu politycznemu.

W tych słowach „zachowałam się jak trzeba” mieści się też – mówił o tym przed laty blisko stąd, na Westerplatte, św. Jan Pawła II – „jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba „utrzymać” i „bronić”. Dla siebie i dla innych”.

W tym porządku prawd i wartości ważne miejsce zajmuje – tak wyrazista w drodze Żołnierzy Wyklętych – prawda o polskiej tożsamości, prawda o polskiej historii, którą została „uformowana – to słowa Ojca Świętego Franciszka – przez Ewangelię, Krzyż i wierność Kościołowi.”

To wiara święta, narodowa tożsamość, miłość ojczyzny, empatia naszych serc skierowana do tych, których dziś żegnamy, do „Inki” i „Zagończyka” przywiodła was, Braci i Siostry, do tej wspaniałej świątyni wzniesionej na chwałę Maryi Wniebowziętej.

Ewangelia dzisiejszej niedzieli przypomina nam o wielkim darze Jezusowym – ofiarowanym nam, ludziom, Ciele i Krwi Syna Człowieczego. Niebawem przyjmiecie do waszych serc Komunię świętą. Ten Chleb żywy, który zstąpił z Nieba. „Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki”.

A kiedy zakończy się Msza św. i obrzędy pożegnania w kondukcie pogrzebowym, jakiego Gdańsk nie widział, odprowadzimy doczesne szczątki naszej siostry Danuty – „Inki”, naszego brata Feliksa – „Zagończyka” na Cmentarz Garnizonowy.

Złożymy w poświęconym grobie. Kolejnym miejscu narodowej pamięci w naszym mieście. Niech tam oczekują obiecanej chwały dnia ostatecznego, aby tak jak Chrystus zmartwychwstać i żyć na zawsze. „Oto otwieram wasze groby i wydobywam was z grobów”.

Długo czekałaś „Inko” na ten dzień!
Długo czekałeś nań Panie podpułkowniku „Zagończyku”!
Długo czekałaś, Polsko!

Cześć i chwała tobie sanitariuszko „Inko!
Cześć i chwała Tobie, podpułkowniku „Zagończyku”!
Cześć i chwała Żołnierzom Wyklętym!
Cześć i chwała Bohaterom! Amen!
mip / Gdańsk
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 28 sierpnia 2016
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2016-08-28 14:30 Abp Głódź: armia żołnierzy polskiego antykomunistycznego powstania wychodzi z letargu niepamięci

- Nadszedł wreszcie czas, kiedy armia żołnierzy polskiego antykomunistycznego powstania wychodzi z letargu niepamięci - powiedział metropolita gdański abp Sławoj Leszek Głódź podczas Mszy św. pogrzebowej Danuty Siedzikówny, ps. „Inka”, i Feliksa Selmanowicza, ps. „Zagończyk” celebrowanej 28 sierpnia w gdańskiej bazylice mariańskiej. W uroczystościach kościelno-państwowych uczestniczy prezydent Polski Andrzej Duda oraz premier RP Beata Szydło.

- Dokładnie 70 lat temu, 28 sierpnia 1946 roku, o godz. 6:15 w piwnicy więzienia przy Kurkowej siedemnastoletnia „Inka” – Danuta Siedzikówna, sanitariuszka 5 Wileńskiej Brygady AK mjr. Zygmunta Szendzielorza „Łupaszki” i 42- letni ppor. Feliks Selmanowicz „Zagończyk”, dowódca samodzielnego patrolu bojowo-dywersyjnego na okręg gdańsko-olsztyński w brygadzie „Łupaszki” zostali zamordowani z wyroku Wojskowego Sądu Rejonowego w Gdańsku.

Hierarcha przypomniał opis ostatnich minut życia "Inki" i "Zagończyka", zanotowany po latach przez świadka egzekucji, ks. Mariana Prusaka, który nocą przewieziony do więzienia na Krukową miał wyspowiadać skazańców. - Widok gromady młodych ludzi, zapewne ubowców, którzy przywitali skazańców obelgami i rynsztokowymi wyzwiskami. Komendę prokuratora wojskowego: „Po zdrajcach narodu ognia”, którą zakończył odczytywanie uzasadnienia wyroku śmierci. Okrzyk ich dwojga: „Niech żyje Polska!” - mówił arcybiskup.

- "Niech Żyje Polska!" Ten okrzyk rozbrzmiewał nie raz w tamtej, powojennej, skrwawionej, skrzywdzonej Polsce. Okrzyk naszych braci i sióstr, obywateli polskiej ojczyzny, żołnierzy heroicznego antykomunistycznego powstania. Po latach nazwano ich Żołnierzami Wyklętymi. Żołnierzami Niezłomnymi. Ale nazywano ich także inaczej: bandytami, zdrajcami ojczyzny, sługusami reakcji. Byli tropieni, tępieni, torturowani w czasie śledztw, zabijani, skazywani na wieloletnie wyroki, obdzierani z żołnierskiej czci, honoru, godności. Nie tylko oni, ale i ich Rodziny, straszone i upokorzone - powiedział metropolita gdański.

Przypomniał także, że pielgrzymkę Jana Pawła II w 1995 roku, kiedy papież pytał, czy może historia płynąć przeciw prądowi sumień. - Był to czas bezwzględnej walki. Najpierw z nimi. Potem z pamięcią o nich. Zepchnięto ich w mrok nieprawości. Przedstawiano jako nikczemnych zbrodniarzy, bandytów, łupieżców. A kto to czynił? Także Polacy. Ci, którzy wyrzekli się polskich ideałów. Za różną cenę zaprzedali się bolszewickiej, bezbożnej utopii. To z ich szeregów, wywodzili się ci, którzy w ostanie godzinie lżyli Inkę i Zagończyka - ocenił abp Głódź. Przypomniał również, że Polakiem był ten, który ich zastrzelił. - Też musimy o tym pamiętać. Czyny i rozmowy jeszcze do końca są niespisane. Narodowe rekolekcje jeszcze nieskończone - powiedział.

Arcybiskup odniósł się także do słów wypowiedzianych przez Inkę: "Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba". - Zachować się jak trzeba. To duchowy kierunek życiowej drogi wielu was, młodych Polaków, tak licznie przybyłych z różnych miejsc ojczyzny na pogrzeb „Inki” i „Zagończyka”. Otwierających swe serca na świat przejrzystych wartości. Nie ulegających kakofonii fałszywych iluzji. Ani kolonizacji ideologicznej – temu wielkiemu zagrożeniu współczesnego świata – o którym tak dobitnie mówił w Krakowie papież Franciszek. Po prostu nie ulegających zaczadzeniu politycznemu - podkreślił abp Głódź.

Zauważył, że w słowach „zachowałam się jak trzeba” mieści się „jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba „utrzymać” i „bronić”. Dla siebie i dla innych”. - W tym porządku prawd i wartości ważne miejsce zajmuje – tak wyrazista w drodze Żołnierzy Wyklętych – prawda o polskiej tożsamości, prawda o polskiej historii, którą została „uformowana – to słowa Ojca Świętego Franciszka – przez Ewangelię, Krzyż i wierność Kościołowi” - przypomniał.

- Nadszedł wreszcie czas, kiedy armia żołnierzy polskiego antykomunistycznego powstania wychodzi z letargu niepamięci. Staje w prawdzie swych czynów. Składa meldunek o wiernej i ofiarnej służbie Ojczyźnie. Ich historia płynie wreszcie zgodnie z prądem polskich sumień - powiedział podczas Mszy św. pogrzebowej metropolita gdański.
mip / Gdańsk
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 28 sierpnia 2016
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2016-08-28 13:32 Gdańsk: rozpoczęła się Msza pogrzebowa "Inki" i Zagończyka" (krótka)

W gdańskiej bazylice mariackiej rozpoczęły się uroczystości pogrzebowe Żołnierzy Wyklętych Danuty Siedzikówny, ps. „Inka”, i Feliksa Selmanowicza, ps. „Zagończyk”. Po Mszy św., której przewodniczy metropolita gdański abp Sławoj Leszek Głodź uroczystości pogrzebowe odbędą się na Cmentarzu Garnizonowym.

W uroczystościach pogrzebowych udział biorą: prezydent Andrzej Duda oraz premier Beata Szydło, a także przedstawiciele władz rządowych i samorządowych, posłowie i senatorowie oraz członkowie NSZZ "Solidarność".

Na początku prezydent Andrzej Duda pośmiertnie nadał Feliksowi Selmanowiczowi „Zagończykowi” Order Odrodzenia Polski, natomiast minister obrony narodowej Antoni Macierewicz podniósł go do godności podpułkownika. Danutę Siedzikównę "Inkę" prezydent mianował natomiast na I stopień oficerski - podporucznika.

Telegram do uczestników Mszy pogrzebowej wystosował przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki. Uczestnikom uroczystości metropolita gdański przekazał pamiątkowe pierścienie.

Szczątki zamordowanych 28 sierpnia 1946 r. "Inki" i Zagończyka" zostały odnalezione przez pracowników Instytutu Pamięci Narodowej w miejscu zbiorowego pochówku ofiar terroru komunistycznego w 2014 roku. Potwierdziły to badania genetyczne, których wyniki ogłoszono 1 marca 2015 roku, w Narodowym Dniu Pamięci o Żołnierzach Wyklętych.
mip / Gdańsk
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 28 sierpnia 2016
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2016-08-28 09:01 Gdańsk: dziś pogrzeb Żołnierzy Wyklętych: „Inki” i „Zagończyka” (zapowiedź)

W 70. rocznicę wykonania wyroku na Żołnierzach Wyklętych: Danucie Siedzikównie, ps. „Inka”, i Feliksie Selmanowiczu, ps. „Zagończyk”, odbędzie się ich pogrzeb. Obydwoje spoczną na gdańskim Cmentarzu Garnizonowym. Uroczystości będą miały charakter państwowy.
W uroczystościach pogrzebowych wezmą udział prezydent Andrzej Duda i premier Beata Szydło. Pogrzeb rozpocznie się Mszą św. sprawowaną w gdańskiej Bazylice Mariackiej przez abp. Sławoja Leszka Głódzia, metropolitę gdańskiego o godz. 13. Po zakończeniu Eucharystii uroczystości pogrzebowe odbędą się na Cmentarzu Garnizonowym.

Danuta Siedzikówna ps. "Inka" (1928-1946) była sanitariuszką 4. szwadronu odtworzonej przez płk. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę” na Białostocczyźnie 5. Wileńskiej Brygady Armii Krajowej. Uczyła się w szkole powszechnej w Narewce, a podczas wojny w szkole sióstr salezjanek w Różanymstoku k. Dąbrowy Białostockiej.

Na przełomie 1943 i 1944 roku razem z siostrą wstąpiła do AK i odbyła szkolenie medyczne. Po raz pierwszy została aresztowana przez NKWD i UB w czerwcu 1945, jednak została wtedy uwolniona z konwoju przez jednego z podkomendnych płk. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”. W lipcu 1946 roku w wyniku zdrady została po raz drugi aresztowana. „Inkę” więziono w V pawilonie więzienia przy ul. Kurkowej w Gdańsku.

Mimo brutalnego śledztwa odmawiała składania zeznań. Została skazana na śmierć 3 sierpnia przez sąd kierowany przez mjr. Adama Gajewskiego i zastrzelona przez dowódcę plutonu egzekucyjnego ppor. Franciszka Sawickiego 28 sierpnia 1946 wraz z Feliksem Selmanowiczem ps. „Zagończyk”. Według relacji przymusowego świadka egzekucji, ks. Mariana Prusaka, ostatnimi słowami „Inki” i „Zagończyka” były: Niech żyje Polska! Niech żyje „Łupaszko”!

Ppor. Feliks Selmanowicz, ps. „Zagończyk” był uczestnikiem wojny polsko-bolszewickiej 1920 r. W czasie II wojny był żołnierzem 3. oraz 5. Wileńskiej Brygady AK płk. „Łupaszki”. Od marca do czerwca 1946 r. jego oddział dokonał szeregu akcji m.in. w Gdańsku, Sopocie, Olsztynie, Tczewie, zdobywając broń oraz gotówkę, która przekazana została oddziałowi „Łupaszki”. Wydał też ulotkę skierowaną do żołnierzy Wojska Polskiego w nakładzie 900 egzemplarzy. Podobnie jak „Inka” został aresztowany w lipcu 1946 roku.

W połowie września 2014 roku prof. Krzysztof Szwagrzyk, badacz miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego, pracujący w ramach programu IPN, odkrył na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku pochówki dwóch ciał mężczyzny i kobiety. Historycy od początku wysnuli tezę, że mogą to być szczątki „Inki” i „Zagończyka”. Potwierdziły to badania genetyczne, których wyniki ogłoszono 1 marca 2015 roku, w Narodowym Dniu Pamięci o Żołnierzach Wyklętych.

13 kwietnia 2015 r. na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku odbyła się uroczystość odsłonięcia pamiątkowej tablicy poświęconej zamordowanym żołnierzom 5. Wileńskiej Brygady AK: Danucie Siedzikównie „Ince" oraz Feliksowi Selmanowiczowi „Zagończykowi”. Imię „Inki” noszą dziś także dwie szkoły i park w Sopocie.

30 sierpnia przed salezjańskim kościołem pw. św. Jana Bosko w Gdańsku-Oruni abp Głódź odsłonił i poświęcił pomnik Danuty Siedzikówny. Tablica upamiętniająca „Inkę” znajduje się także w Bazylice Mariackiej.
kos / Gdańsk
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 28 sierpnia 2016
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
2016-08-27 12:54 Abp Głódź o pogrzebie Inki i Zagończyka: czas skończyć z amnezją historyczną (rozmowa)

Czas skończyć z amnezją historyczną, która ciążyła na nas tyle lat - mówi w wywiadzie dla KAI abp Sławoj Leszek Głódź. W przededniu Mszy pogrzebowej, której będzie przewodniczył oraz państwowego pogrzebu „Inki” i „Zagończyka”, z metropolitą gdańskim rozmawia Jolanta Roman-Stefanowska. Publikujemy wywiad z metropolitą gdańskim abp. Sławojem Leszkiem Głódziem.

Jolanta Roman-Stefanowska, KAI: W najbliższą niedzielę odbędzie się w Gdańsku państwowy pogrzeb Danuty Siedzikówny ps. „Inka” i Feliksa Selmanowicza ps. „Zagończyk”. Oboje zostali rozstrzelani przez komunistycznych oprawców 28 sierpnia 1946 roku. Na swój pogrzeb czekali długo... 70 lat.

Abp Sławoj Leszek Głódź: Najwyższy czas skończyć z amnezją historyczną, która ciążyła na nas tyle lat. I nie chodzi tu wyłącznie o historię. Nie w tym rzecz, by bawić się w kombatanctwo, lecz o to, by wnieść coś w teraźniejszość i przyszłość. Zwłaszcza, że sprawa dotyczy bohaterów narodowych i niewinnie przelanej krwi. Musimy powiedzieć sobie dobitnie - w przypadku „Inki” i „Zagończyka” mówimy o zbrodni, i to zbrodni kainowej.

KAI: Pogrzeb będzie uroczysty, z honorami, bo bohaterów nie chowa się po cichu.

- To będzie pogrzeb wyjątkowy, narodowy oraz patriotyczno-religijny. Oni na to zasłużyli. Będzie więc uroczysta liturgia w Bazylice Mariackiej o godzinie 13. Udział w niej weźmie prezydent Andrzej Duda i premier Beata Szydło. Będzie minister obrony narodowej Antoni Macierewicz i wielu innych członków rządu. Będą parlamentarzyści, związkowcy, żołnierze. Zwracam jednak uwagę na fakt, że zapowiedziało się bardzo wielu młodych ludzi. To ważne, bo to właśnie oni poniosą naszą "sztafetę do przyszłości".

Rodziny „Inki” i „Zagończyka” chciały, by pogrzeb był wspólny. Na równi więc i ja potraktuję te dwie postaci w swojej homilii. Pamiętać jednak trzeba, że reprezentują oni dwa pokolenia Żołnierzy Wyklętych. Porucznik „Zagończyk” miał 42 lata, „Inka” - 17. Połączyła ich jednak data śmierci. Tragicznej i okrutnej.

KAI: Trumny będą dwie, ale symbolizować będą tysiące ofiar stalinowskich i komunistycznych represji. Również tych, których nadal poszukuje zespół Instytutu Pamięci Narodowej pod kierunkiem prof. Krzysztofa Szwagrzyka, ale także tych, których nigdy nie uda się odnaleźć.

- Oprawcy zadbali, by ślad po nich zaginął. Pochowano ich w poniżeniu, odzierając z godności nawet po śmierci. „Inkę” i „Zagończyka” po rozstrzelaniu w gdańskim areszcie, rzucono na cmentarny śmietnik pod płotem. By ich jeszcze bardziej poniżyć, zrobiono w tym miejscu chodnik. Po tym chodniku cmentarnym chodzili ludzie przez siedem dziesięcioleci, nie wiedząc oczywiście, że chodzą po szczątkach bohaterów. Nasuwają się słowa z Księgi Proroka Ezechiela, rozdział 37. - "I otworzę groby wasze i tchnę w nie ducha".

KAI: Pamiętam moment, gdy we wrześniu 2014 roku Gdańsk obiegła wiadomość, że znaleziono szczątki młodej kobiety z przestrzeloną czaszką, i że to prawdopodobnie Inka. Pojechał ksiądz Arcybiskup natychmiast, by nad tą rozkopaną mogiłą zmówić modlitwę za zmarłych. Wokół ludzie jeszcze ubrudzeni ziemią, którą kopali i badacze. To był niesamowity widok.

- Ten moment na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Pamiętam ten jesienny, wrześniowy dzień. Wiedzieliśmy doskonale, że prof. Krzysztof Szwagrzyk i jego zespół z wielką determinacją szukają „Inki” i „Zagończyka”, ale gdy stanąłem nad tym rozkopanym grobem zobaczyłem, że wokół jest mnóstwo ludzi. Oni przyjechali z całej niemal Polski, by pomagać w przenoszeniu tej olbrzymiej masy ziemi. Rozmawiałem z nimi, przyjechali z potrzeby serca, niektórzy wzięli nawet urlopy, na własny koszt nocowali w Gdańsku. To byli ludzie w różnym wieku, wśród nich wielu młodych ludzi, studentów i uczniów, żołnierzy, nauczycieli, byli też kibice. Wtedy pomyślałem, że poza całym dramatem ofiar tego mordu, jest to moment wielkiego zwycięstwa. Bo nie udało się oprawcom osiągnąć celu. Nie udało się wymazać bohaterów ze świadomości społecznej.

KAI: W miejscu znalezienia szczątków powstały symboliczne groby. Tam zawsze przychodzą ludzie, zawsze są kwiaty i znicze, choć trumny złożone zostaną dopiero w niedzielę.

- Bo ta ziemia uświęcona jest niewinną krwią ludzi, którzy nad życie kochali Boga i Ojczyznę. I choć oswoiliśmy się z miejscami kaźni z czasów wojny, to przecież powinniśmy zdać sobie trzeba sprawę, że ta potworna zbrodnia dokonana była już po wojnie. Zginęli z rąk naszych rodaków. Okrutny opis pozostawił po sobie kapelan gdańskiego aresztu. Ubowcy poniżali „Inkę” nawet wtedy, gdy prowadzona była przed pluton egzekucyjny. Ale strzelił do niej trzema strzałami dowódca plutonu. Nikt z plutonu nie strzelił. „Zagończyka” natomiast przeszyli w pół strzałami. Takie rzeczy działy się po wojnie, nie na polu bitwy. To jest ten dramat, który rozegrał się, gdy od roku nie było już wojny!

KAI: A prokurator, który wnosił o karę śmierci zaledwie kilka lat temu pochowany został z honorami wojskowymi.

- I to jest amnezja historyczna i zaczadzenie polityczne, które zaciążyło i ciąży jeszcze na części społeczeństwa. Niestety - również na tej części, wyrosłej z „pnia solidarnościowego”.

KAI: Rok po znalezieniu szczątków – w sierpniu ubiegłego roku - w Gdańsku odsłonięto pomnik „Inki”. Teraz pogrzeb. Z wielką determinacją działał ksiądz Arcybiskup, by do tego doprowadzić.

- Nie chodzi o przypisywanie sobie zasług. Jednak stawiając pomnik, wyprzedziliśmy pogrzeb o rok, przedzierając się przez wiele formalności i to nie tylko administracyjnych. Ale dziś już nie czas o tym mówić. Jeśli chodzi natomiast o pogrzeb bohaterów, to były pomysły, by szczątki zostały pochowane w Warszawie. Tu podkreślić muszę wielką determinację przewodniczącego „Solidarności” Piotra Dudy i Instytutu Pamięci Narodowej, by zostali tu pochowani. Wielotysięczny kondukt żałobny przejdzie więc ulicami Gdańska.

KAI: Gdy znaleziono Inkę, na FB pojawił się profil „Żądamy państwowego pogrzebu dla Inki”, potem kolejne. Profile polubiły tysiące młodych ludzi. Teraz na portalach społecznościowych ludzie organizują się, by razem przyjechać. „Inka” i „Zagończyk” stali się częścią ich życia.

- To jest fenomen tych postaci. Młode pokolenie wolne od amnezji podjęło próbę przywrócenia pamięci zapomnianych bohaterów. To jest olbrzymi kapitał i w ten kapitał trzeba inwestować. To wielkie zadanie dla resortu edukacji.

KAI: „Powiedzcie babci, że zachowałam się jak trzeba” - to słowa „Inki”. Była nastolatką. Dzieckiem właściwie. Słowa memento…

- To prawda. Postanowiliśmy te słowa upamiętnić na specjalnych pierścieniach, które trafią do 50 osób. Te z numerem 1 i 2 trafią do pana prezydenta i pani premier. Na każdym wygrawerowane są słowa „Tak trzeba”. Tak trzeba żyć i tak trzeba postępować...
rozmawiała Jolanta Roman-Stefanowska / Gdańsk
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 27 sierpnia 2016
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
Strony: 1 2 3 4 5

KAI zastrzega wszelkie prawa do serwisu. Użytkownicy mogą pobierać i drukować fragmenty zawartości serwisu internetowego www.kai.pl i www.ekai.pl wyłącznie do użytku osobistego. Publikacja, rozpowszechnianie zawartości niniejszego serwisu lub jej sprzedaż (także framing i in. podobne metody), są bez uprzedniej pisemnej zgody KAI zabronione i stanowiąc naruszenie ustaw o prawie autorskim, ochronie baz danych i uczciwej konkurencji - będą ścigane przy pomocy wszelkich dostępnych środków prawnych.
(Zapraszamy do prenumeraty serwisu prasowego KAI tel. 22 635 77 18 mail marketing@ekai.pl)

Wykonanie: ALX - szkolenia i specjaliści IT